Zaloguj się do konta

Pstrągowanie – jak zacząć? Cz. III Sprzęt, ubiór oraz, co jeszcze przydaje się na łowisku

W części trzeciej opisuję własne doświadczenia wypracowane przez lata na wielu różnych łowiskach pstrągowych latem i zimą. Podkreślam z całą mocą, że są to moje – nie żadne podręcznikowo-akademickie wzory. Jak ktoś z Was będzie chciał to zawsze coś dla siebie znajdzie. Tekst ten, jak i poprzednie z tej Trylogii „Pstrągowanie - jak zacząć?” dedykowany jest głównie do tych wszystkich Kolegów wędkarzy, którzy chcą zacząć przygodę z KROPKIEM.

Jak każdy zaczynający przygodę z Pstrągiem, tak i ja wzorowałem się we wszystkim – no prawie - na starszych, bardziej doświadczonych kolegach. Opowiadali, podpowiadali uczyli „na sucho” wszystkiego (tak wówczas myślałem, ba byłem o tym przekonany), co jest związane z tym rodzajem wędkarstwa. Prawdą jest, że wzornictwo czerpałem z innych - pstrągujacych, jednak branie wszystkiego z całym inwentarzem nie do końca wychodzi na dobre. Aby wszystko ogarnąć i wdrożyć na łowisku w praktyce mija wiele czasu. Czasu straconego? Nie! Po wielu latach wędkowania mogę stwierdzić, że nie ustrzeżemy się błędów „wieku dziecięcego”.

Zacznijmy, zatem od sprzętu. Spinning, kołowrotek, żyłka, plecionka czy linka oraz wirówka zwana potocznie obrotówką, wahadłówka, wobler itp., itd. Wszystko to służy nam do wędkowania w szeroko pojętym tego słowa znaczeniu. Niby nic odkrywczego, jednak wiele tak samo nazywającego się sprzętu wędkarskiego, zarówno tego służącego do połowu, jak i ubioru oraz rożnych tzw. pierdółek w moim przypadku różniło się od „tradycyjnego” stacjonarnego połowu drapieżnika. Najważniejsze jest, moim zdaniem, aby było lekko i przyjemnie. Wtedy jeszcze do końca nie zdawałem sobie z tego sprawy. Ale o tym w poniższej lekturze.

I tak nieświadom wielu niebezpieczeństw z tym związanych wybrałem się, a raczej zostałem zmuszony tymi opowieściami do pierwszej wyprawy na Kropka. Zabrałem z sobą, jak pisałem we wcześniejszych artykułach, spinning Germina 210cm. z pełnego włókna szklanego (innego tak krótkiego nie miałem) odpowiedniej długości na mocno zakrzaczonych łowiskach, kołowrotek, którego nazwy nie pamiętam, kilka obrotówek i trochę adrenaliny…:), Chociaż miałem duże doświadczenie w spinningu (ciężkim) to tutaj poniosłem częściową klęskę. Nic nie chciało ze mną współpracować. Ani spinning, bo rzuty w zakrzaczonym terenie wykonujemy z jednej ręki, a tego trzeba się nauczyć i przynęta, która wpada nie tam gdzie chcemy (ląduje głownie na drugim brzegu, „niewidzialnych” gałęziach drzew – tych po naszej stronie także) oraz obrotówki, które za cholerę nie kręcą jak bym chciał – ściąganie z prądem).

Po niepowodzeniach sprzętowych pierwszej wyprawy (Kropkowych też) postanowiłem „coś” dokupić. Jak postanowiłem, ta zrobiłem. Zakupiłem nówkę firmowego spina tzw. wklejankę 3/12 dł. 240cm. Do tego nówka kołowrotek. Była super. Cena też - duża. Lekka, piękna praca szczytówki. Młynek też był niczego sobie. Wady? Nabierałem doświadczenia. Taka była jego – spina – wada. Kołowrotka także. Tylko obrotówki mnie nie zawiodły. Też były nowe. Meppsy, Aszychminy i inne także własnej roboty obrotówki. Po sezonie wiosenno – letnim nadszedł sezon zimowy – od 01 styczeń. Okazało się, że mój spinning nie chce współpracować z jego właścicielem. To, na co wiosną i latem nie zwracałem uwagi, zimą okazało się przeszkodą prawie nie do pokonania. PRZELOTKI! Zamarzały w oka mgnieniu. Były po prosty za maleńkie i nawet minimalna ilość wody sprawiała, że po jednym rzucie następowało chuchanie i (śmieszne) ssanie lodu z przelotek, co zdarza się wszystkim wędkującym zimą do tej pory. I nie ma na to zjawisko skutecznego sposobu, tak jak z marznącą linką czy żyłką. Dlatego pewną poprawą komfortu wędkowania zimą (na mrozie tak do –5ºC) jest zakup spinningu o dużych średnicach przelotek szczytowych.

Zakupiłem nowy spinning, który ma szczytową przelotkę o średnicy otworu Ø8mm i jest bardzo cienka. Spinning ma dł. 210cm. Tak też miałem już dwa spinningi. Następnie okazało się, ze podczas wiosennych przyborów oraz letnich łąkowych zarośniętych trzciną brzegów przydałby się dłuższy spinning, bo nijak nie mogę podać przynęty (bez zbędnego hałasu) zza trzcin. I tak przybył mi kolejny spinning o dł. 290cm., Ale i ten w pewnych warunkach nie spełniał roli, jaką w nim pokładałem. Zacząłem bywać na rzeczkach o różnym przekroju trudności łowiska (podawanie przynęty) i tym samym zakupiłem kolejny spinning o dł. 270cm. W międzyczasie zakupiłem spin dł. 240cm, ponieważ wklejanka pękła i została zwrócona do sklepu.

Tym sposobem po kilku sezonach miałem i mam cztery spinningi, które używam na Pstrąga o dł.: 210, 240, 270 i 290cm. Celowo nie piszę o markach i modelach, ponieważ każdy powinien dopasować sobie sprzęt do ręki. Moim zadaniem musi być leki i przyjazny, jak by to nie brzmiało, a nie nazywać się, gdzie za samą markę płacimy horrendalną kasę. Słowem, łapiemy za dolnik i…chcemy go mieć! Jeśli chodzi o ciężar wyrzutu? To kolejno do długości; do7/20-210, 10/25-240, 5/20-270 i 5/35-290 i był to świadomy wybór. Generalnie jest utarty schemat, co do długości spinningu, że zimą krótsze (nie ma chaszczy nadbrzeżnych), a latem dłuższe, bo brzegi są trudniej dostępne – pozarastane. Na niewielkich Ciurkach oczywiście stosuję ten najkrótszy. Jednak zimą na małych (pisałem o tym - oblodzenia brzegów) przydaje się najdłuższy.

Tak czy inaczej nad rzeką od lat wożę dwa spinningi i kołowrotki, bo do domu daleko jakby zdarzyła się awaria sprzętu lub byłby inny zastany stan wody w łowisku. Prognozy bardzo często są zgoła odmienne od głoszonych przez meteorologów. Ci, co brodzą w rzekach (np. Dunajec czy San) na pewno mają odmienne preferencje, tego nie wiem. Oczywiście nie ma 100% metody. Pewne nasze przyzwyczajenia, nawyki oraz udogodnienia przychodzą wprost proporcjonalnie do wychodzonych sezonów Pstrągowych nad różnymi łowiskami. Moje spinningi są to wędki raczej o akcji Medium, czyli troszkę batowate. Niektórzy mówią kluski. Co kto lubi! Jedni wolą szybkie o akcji szczytowej Fast czy nawet Xfast. Ja wolę akcje Medium, dlatego, że używam głównie linki, nie żyłki. Żyłki tylko podczas mrozów, gdzie już linka nie daje rady. Przy lince jest mniej strat przynęt. Używam linek Berkley’a 0,10÷0,12mm w kolorze czarnym (szarym?). Po jakimś czasie robią się szare. Żyłka 0,22mm, bez pamięci. Moi koledzy „po kiju”, z którymi bywam na Pstrągach używają raczej „szybkich” wędek o akcji Fast, ale stosują żyłki. Przy linkach (zero rozciągliwości, żyłki są rozciągliwe) tak sztywne kije dają duże straty w rybach. Często się spinają okaleczone - rozerwane wargi. Dlatego aby dodatkowo nie męczyć i kaleczyć Pstrąga wypracowałem sobie taki, a nie inny sprzęt. Poza tym na linkach czuję każde, nawet najlżejsze puknięcie przynęty, o zawadę czy delikatny atak ryby.

Teraz kołowrotek. Jak napisałem wyżej, o firmach i modelach nie piszę, bo na rynku jest mnóstwo niedrogich, a dobrych młynków. Reklama tu jest niepotrzebna, bo jak to w życiu - jeden lubi córkę inny teściową… Najważniejsze (wg mojej oceny) jest jego niezawodność na mrozie oraz aby nie był z plastiku. Wszystko inne z czego jest zbudowany jest dopuszczalne, tzn. wszelkiego rodzaju kompozyty węglowe (grafit) i stale oraz ich stopy, także aluminiowe. Ja używam modelu w rozmiarze 1000 o dwóch szpulach. Jedna na linkę druga żyłka. Ideałem na moje łowiska byłby model 1500, ale nie można mieć wszystkiego. Poza tym trzeba pamiętać o wadze. Także nie przesadzać z ilością łożysk w kołowrotku. Ułożyskowanie rolki prowadzącej, szpuli oraz korby w zupełności wystarczy. Tak max. 6 łożysk kulkowych. Pamiętajmy, że czym więcej łożysk, tym większy ciężar. Pokonanie, zatem paru kilometrów w kilku godzin chodzenia z ciężarem w dłoni niejednego zniechęciło. Jeszcze jedna ważną cechę musi posiadać - byś szybki. Co to oznacza? Otóż w szybkich nurtach przynęta typu obrotówka potrafi gasnąć zwłaszcza, gdy ściągamy przynętę z prądem. Poza tym rzeczki pstrągowe mają wiele zawad podwodnych i często nim się obejrzymy to „siedzimy” z przynętę na zawadzie podwodnej typu zwalone drzewo. Często tak bywa, gdy kołowrotek jest zbyt wolny. Lecz to pół biedy. Przecież przyszliśmy złowić Pstrąga. A pstrąg często atakuje tuż po wpadnięciu przynęty do wody – na pierwszy kontakt. Dlatego taki o przełożeniu 6,1:1 to takie minimum, ale bez przesady; w tym także trzeba mieć umiar. Zwijając przynętę z prądem też trzeba utrzymać tempo, aby obrotówka nie gasła, a wiadomo, że z szybszym przełożeniem jest to łatwiejsze.

Dodam, że jak kogoś stać finansowo to półka w sprzęcie wędkarskim ( na indywidualne zmówienie tym bardziej) jest niczym nieograniczona. Ja piszę o sprzęcie w pułapie cenowym niemalże dla każdego bez zbędnych udziwnień. Wierzcie mi, że Pstrągi nie patrzą na cenę sprzętu. Oczywiście komfort to inna sprawa – ceny! Powiem tak; seryjne (sklepowe) modele są już tak dobre, że nie ma obaw, o bardzo zauważalny dyskomfort łowienie. Zwłaszcza w pierwszym okresie. Jeśli w ogóle można o tym mówić. Samo przebywanie nad dziką rzeczką, Jej szelest w towarzystwie świergotu ptaków, ukrytych wśród koron drzew, bzyczeniu owadów przelatujących z kwiatka na kwiatek i cykaniu Cykad oraz Świerszczy nagradza nam wszelkie niedogodności sprzętowe i trud przedzierania się przez chaszcze oraz kąsanie Nas przez „ulubione” komarzyce!

Przynęty, jakie stosuję to głównie Obrotówka. Rzekłbym jest to mój nr, 1. Dlatego o woblerach tylko wspomniałem. Jednak ogromna rzesza wędkarzy łowi głównie na woblery. Obrotówki w rozmiarach (w zależności od wielkości i głębokości łowiska oraz pory roku) od #0 do #4. Tu mogę napisać, że są to (teraz) głównie Meppsy, Aszychminka oraz inne sprawdzone wyroby „Hand Made”. Te ostatnie dostępne w sklepach i wędkarskich portalach internetowych. Ważne, aby miały tę zaletę, że nie gasną po wpadnięciu do wody oraz podczas ściągania w zmiennym uciągu, co charakterysyje nizinne rzeki górskie. Dużych rozmiarów (#3 i #4) używam zimą i wiosną na głębszą wodę. Wtedy małe rzeczki mają duży potencjał wodny i Pstrągi chętniej je atakują. Obrotówki na paletkach typu Aglia, Comet oraz Long w kolorach złoto srebro i miedź, czyli wszystkich dostępnych. Nie stosuję obrotówek z paletkami malowanymi po całości. Mają one zupełnie inną pracę niż tego samego modelu, ale z naklejoną kalkomanią lub czyste. Takie spotkamy w ofercie Mepps’a.

Teraz kilka niezbędnych, wg mojej oceny, rzeczy, które powinien mieć wędkarz na wyprawie pstrągowej. Podkreślam NIEZBĘDNYCH, bo jest wiele, które niepotrzebnie obciążają nasze kieszenie. Do takich niezbędników na pewno należą telefon, zapasowa szpulka do kołowrotka z żyłką, szczypce wędkarskie do uwalniania ryb (mniej okaleczeń), miarka, nóż wędkarski, cążki do obcinania żyłki, okulary polaryzacyjne ( ja używam żółtych), oczywiście pudełka z przynętami oraz agrafkami z krętlikiem, aparat fotograficzny lub coś, co uwieczni nasz przyłów – to dla tych, co stosują C&R (mam nadzieję dla wszystkich pstrągarzy). Noszę także niezmywalne –wodoodporne Markery olejowe do (czasem) „podrasowania” paletki w obrotówce. Rzadko, ale się przydają. Latem weźmy z sobą butelkę wody. Przydatny jest także skuteczne środek przeciw komarom. Ważne, aby był bezbarwny i bezzapachowy (są takie firmy „Ziaja” i takich używam) oraz by nie kleił dłoni. Na te środki trzeba uważać, bo potrafią roztopić lakier na kołowrotku! To wszystko w kamizelce wędkarskiej. Ostatnimi czasy zrezygnowałem z plecaka. Stwierdziłem, że jest to zbędne obciążenie. Nie używam także podbieraka. Pstrągi podbieram ręką. W ogóle staram się, aby szybko lądowały na "brzegu" lub były uwalniane w wodzie. Rzadko ale się zdarza.

Poza tym z ubioru to oczywiście spodniobuty wędkarskie, które przydają się do pokonywania licznych (często dość głębokich) dopływów rzek oraz przedzierania się przez przybrzeżne tereny bagienne. Posłużą nam również do uwalniania przynęt zimą i wiosną w nurcie rzeki. Uwalniacz nie zawsze da radę. Latem dobre są wodery, gdyż stany wód są niższe i w razie wejścia do wody można je zdjąć. Nawet dla ochłody. Tu także nie piszę o markach i modelach, ponieważ rozpiętość, także cenowa, jest ogromna. Ja używam z powodzeniem zwykłych, takich za sto kilkadziesiąt zł.

Na zakończenie chcę dodać, że cały czas się rozwijam. Nadal słucham innych pstrągujących i porównując wyciągam wnioski. I choć brzmi to jak przechwałka - nie naśmiewam z innych czy to młodszych, czy starszych. Każdy ma swój specyficzny styl łowienia. I choć łowię już długo to z sezonu na sezon nabieram nowych doświadczeń. Wierzcie mi, że każdego roku, z każdym nowym sezonem odkrywam coś nowego. A to w sprzęcie, a to w metodach podchodzenia ryby czy w samym łowisku. Rzeki każdego roku po okresie ochronnym Pstrąga mają trochę inny charakter. Jesienno-zimowe ulewy, wiatry, śnieżyce i mrozy potrafią tak zmienić nasze ulubione miejscówki, że czasem wręcz ich nie poznaję. Rzeczki potrafią zmieniać koryta, tworzą się wysepki z drzewami oderwanymi, przez gwałtowny nurt powodziowy, od brzegu.

Inną rzeczą jest chęć poznawania czegoś nowego, innych odcinków rzeki lub innych rzeczek. Nie należy się tego bać. Na „nowym” uczymy się nowego. Nabieramy doświadczenia. Tak, że łammy nie tylko utarte stereotypy o Pstrągach, o przełowionych rzekach (jak oddamy je – Pstrągi - rzece nie będą przełowione), ale też marazm związany z jednym łowiskiem. Mam nadzieję, że nie zanudziłem Was tymi wywodami, a mogłem pomóc zrozumieć w pigułce oczywiście, bo to temat rzeka, tę jakże piękną odmianę wędkarstwa, jaką jest Pstrągowanie oraz szacunek dla otaczającej nas przyrody, która nam to oferuje. Nie zmarnujmy tego wszystkiego!
Samych sukcesów oraz połamania kija na kropkach wszystkim życzę.

Koniec

Opinie (7)

kaban

Czyli prawie (wiem -to robi dużą różnicę) tak samo jak ja. Owszem wolę szybsze kije i żyłkę, woblerki to podstawa mojego arsenału, ale też mimo wszystko ciągle się uczę i jestem otwarty na nowości. Pozdrawiam z wiadoma oceną. [2012-03-23 18:00]

SiwyDym

Witam. Bardzo fajny artykuł zawierający ciekawe wskazówki,może nie dla wszystkich ale dla mnie owszem.Ja w okresie letnim jadę na tzw. hardkora,czyli jak jestem nad rzeką to tylko kamizelka,środek na owady,krótkie spodenki,i sandały-bo czasami do rzeczki trzeba wejść,a tak dla mnie jest najlepiej uchronić się przed podwodnymi zawadami ,czasami nawet szkłami.kijek 270 c.w.10-40 bo taki mi najlepiej leży i wszędzie podam przynęte jak trzeba,młynek w rozmiarze 1000 i żyłka 0,20 czasami 0,25 bo wiadomo zawady,no i też jak na rzeczce o szerokości max3metry i głębokości do1,70 w lato, uderzy mi jakiś 40 czy 50 to wiadomo co taki kropek w takim ciurku wyprawia,a w takich miejscach ostatnio często bywam jak jestem w Polsce.Pozdrawiam i życzę sukcesów wszystkim którzy chorują na kropkową chorobę,no i Tobie Sławku.Ocena 5 gwiazdek ode mnie [2012-03-23 18:36]

Amitaf

Witaj, Grzegorzu! Po wielu latach tacy ZARAŻENI, jak ja i Ty siłą rzeczy mają wiele punktów wspólnych. Różnicę robi technika, łowisko, przynęta i...przyzwyczajenia:) Wszystko inne jest naszym doświadczeniem (...) I ciągle się uczymy - kochać przyrodę! Dzięki za dobre słowo, pozdrawiam i połam na Kropkach:):) [2012-03-23 18:44]

Amitaf

Witaj, Michale! Wiem i znam (może nie wszystkie, ale...) te Twoje Ciurki. Są to moje, jak wiesz, klimaty:) Opisałeś sprzęt jakiego używasz, co potwierdza moje teksty, że dla każdego coś innego. Nie ma i nie będzie "jedynych takich" uniwersalnych sprzętów. Dlatego, o tym napisałem - głównie dla młodszych stażem, chcących zacząć łowić Pstrąga. Pstrągowanie to nie rewia mody i licytacje droższego, lepszego(?) spinningu czy przynęty, jak czytamy na niektórych portalach wędkarskich (jak powiesz ,że złowiłeś na spina "York" i przynętą za 2zł, to cię nawet nie zauważą) tylko miłość do Kropek. Próbować może każdy. Można wcześniej poczytać, by wyrobić sobie stanowisko. Efekty przyjdą same. Pozdrawiam. [2012-03-23 19:03]

stoen

Witam, z całej "trylogii" myślę że najlepszy odcinek. Też uganiam się za tą piękną rybą po Jurze, i spostrzeżenia kolegi napewno się przydadzą. ***** [2012-03-26 20:21]

BlueFisherman

5 [2013-05-10 14:21]

grisza-78

Część trzecia - również super! Zgadzam się właściwie ze wszystkim, nawet okulary używam te same (rozjaśniające ). Może nie łowię tak często na obrotówki, w 95 % używam woblerów, ale to jest kwestia przyzwyczajenia. Tak, jak napisałeś Sławku - każdy ma swój niepowtarzalny, wypracowany latami styl. Pstrągowanie to moim zdaniem najcudowniejszy rodzaj wędkarstwa ! ***** i pozdro! [2013-11-30 18:44]

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za komentarze Internautów.

Czytaj więcej

Maj z rodzicami.

Kiedy widzę małych chłopców nad naszymi wodami, zastanawiam się częst…