Zaloguj się do konta

Pstrągowe hocki klocki

Po kilku podchodach do pstrągowej wyprawy w końcu umówiliśmy się na majową sobotę, aby powalczyć z kropkiem. Wszystko zostało dopięte na ostatni guzik. Budzik nastawiony, sprzęt przygotowany i spać, bo rano trzeba zwlec prawie stukilowe cielsko i coś tam sobie przyrządzić.
Z entuzjazmem wstałem z wyrka około godziny drugiej nad ranem i zaparzywszy kawę, zjadłem kanapki. Cichutko ucałowałem moją kochaną żonę i opuściłem mieszkanie.
Wpakowałem wszystko do samochodu, wsiadłem i odpaliwszy silnik sięgnąłem po pilota od bramy. Klik i nic. Brama się nie otwiera. Jeszcze kilka klików i ciągle to samo. Wysiadłem podszedłem do bramy i niestety nie słychać pracy silniczka. No, to po wyprawie. Natychmiast dzwonię do kumpla i mówię, żeby pakował się do wyra bo już sobie pojechaliśmy. Ta cholerna brama. Znowu nie zadziałała. Zaraz potem dzwonię do drugiego kolegi z tą samą wiadomością.

- Tomek, nie mogę wyjechać, bo brama się rozpierniczyła. Nie mogę otworzyć!

- Dobra, to poczekaj podjadę swoim – odpowiada.

Zaraz potem dzwonię do poprzedniego kolegi i oznajmiam jemu, aby zwlekł się ponownie, ponieważ jedziemy na te pstrągi. Z pewną dozą nieśmiałości oznajmił, że będzie czekał przed blokiem.
Po piętnastu minutach Tomek podjechał po mnie i pojechaliśmy po następnego uczestnika wyprawy.

Jadąc na łowisko opowiadaliśmy sobie o różnych przygodach związanych oczywiście z Naszą wędkarską pasją. Przejechawszy około 30 km znaleźliśmy się nad pstrągową rzeczką. Zaczęliśmy rozwijać sprzęt i szykować się do wędrówki w dół rzeki. Nagle Tomek zaczyna nerwowo przeszukiwać samochód.

- Co jest grane Tomek? – zapytałem.

- Nic, nie mogę znaleźć kołowrotka – odpowiada.

- Poszukaj dobrze. Na pewno zabrałeś – kontynuuję.

- Wiesz, chyba d…a z łowienia, jednak zostawiłem w domu idąc po kluczyki do samochodu po Twoim
telefonie – odpowiada z uśmiechem. Cóż będę obserwował Wasze poczynania.

Zaczęliśmy w końcu przeszukiwanie rzeki woblerkami. Po chwili Tomek puka mnie w ramię.

- Patrz tam pod to drzewo na wprost, to chyba samołówka? – stwierdza.

- Wiesz co? Masz rację. Wyjmij z plecaka odczepiacz i zaraz ją ściągniemy – odpowiadam.

Po kilku chwilach mamy przy sobie kawał żyłki, chyba 40-stki z hakiem nr 1. Całe szczęście, że był pusty, być może robak został oskubany i rybka nie uwiesiła się na tym badziewiu. Za kilkanaście metrów ściągamy drugą samołówkę i po sprawie.

Idziemy dalej wzdłuż rzeki, ale brań nie ma. Dochodzę do miejsca w którym leżą zwalone drzewa. Jedno pod przeciwległym brzegiem wzdłuż rzeki, drugie po mojej stronie w poprzek rzeki. Kurcze trzeba jakoś wpuścić wobka.

- Weż nurkującego – podpowiada zza pleców Tomek. Tu pod tym drzewem jest dół i tam powinien siedzieć – dodaje po chwili.

Założyłem zgodnie ze wskazówką kolegi. Wpuściłem pod drugi brzeg i szybko ściągnąłem wzdłuż drzewa leżącego w poprzek rzeki. I nic. Druga próba i też nic. No to jeszcze trzecie podejście. Już miałem wyciągać z wody, jak tu nie walnie. Widać, że taki około 40 cm. Kilka młynków i spina się z woblera. Trzeba iść dalej. Tutaj nic już po mnie, a tym bardziej po pstrągu.

Oddaliłem się dość znacznie, tracąc po drodze woblerka w malowaniu małego pstrąga i stanąłem na zakręcie gdzie dość znacznie rzeka spowalnia. Obławiam to miejsce woblerem w malowaniu okonka, na którego zawsze coś tam wyciągam. Po kilku rzutach czuję puknięcie, ale nie zaciąłem. Jednakże widzę jak pstrąg podąża za nim. Przy mnie oddalił się w otchłań rzecznego dołka. Przemieszczam się dalej, obławiając kolejne miejsca. Nagle stop. No ładnie, zaczep. Tracę łownego woblera.

- Kurcze, dawno nie miałem takiego pecha – burczę sobie pod nosem. Dwa wobki. Odczepiacz nie dał rady tak niefortunnie się zaczepiły o podwodne przeszkody.

W końcu spotykamy się wszyscy i postanawiamy już wracać. Słońce zaczyna coraz mocniej przygrzewać. Robi się duszno. Przygoda z pstrągami dobiegła końca.

Opinie (21)

Slyder

No to niezła jazda. Najpierw brama, potem kołowrotek i wreszcie urwane woblery. Chociaż jakies rybki współpracowaly i te też się zerwały. Ale mi się zrymowało. Zostawiam 5***** i pozdrawiam. [2010-07-03 15:56]

użytkownik

super ***** [2010-07-04 10:39]

użytkownik

Opowiadanko na piąteczke *****

Pozdrawiam.........

[2010-07-04 11:27]

The Piterson12345

witam.. no niestety zdarza sie i tak ;/ pech nas nie opuszcza ale spokojnie następnym razem będzie lepiej .. najlpierw trzeba coś urwać żeby coś złowic wiem to po sobie .. :) pozdrowienia           [2010-07-04 17:09]

witiakwicol1

To prawie tak samo jak ja tylko że mój pech był z leszczami.Mam taką fajową miejscówkę na którą wybrałem się z kolegą.Tylko jedno słabe branie ale za to pięć urwanych zestawów z koszykiem.Pozdrawiam. [2010-07-04 19:26]

Pit-82

No no no... niezła wyprawa ;) i piękne rybki ;) gratuluję!!! Fotki ogląda się z wielką przyjemnością ;) pozdrawiam ;) [2010-07-04 20:50]

użytkownik

takie są uroki pstrągowego 5 [2010-07-05 09:04]

użytkownik

loj tez sie musze w tym roku jeszcze na korpkowance wybrac. za artykul piatal .pozdro [2010-07-05 10:21]

stiven 48

Stawiam ***** super opowiadanko! . [2010-07-05 10:47]

łysy wąż

Straty przynęt niestety bolą, a woblerków w szczególności ;) Takie to uroki naszego hobby ;-)Mariusz - a bramę udało się naprawić?  ;-)***** [2010-07-05 16:08]

rubin44wr

To cały urok wędkarstwa , super opisana przygoda , pozostawiam piąteczkę [2010-07-05 16:30]

chipsusmaximus

Fajne opowiadanko. Szkoda, że rybki zbytnio nie dopisały. Jednakże likwidacja samołówek to świetna sprawa. Zostawiam 5***** i pozdrawiam. [2010-07-05 18:38]

użytkownik

Ciekawe opowiadanie . Jak widać na rybach tak jak w życiu -  "raz na wodzie raz pod wodą ". Daję 5 . Pozdrawiam . [2010-07-05 19:21]

użytkownik

Ciekawa ksywka "KOSTEKMAR "  - to mi się kojarzy z PORTUGALIĄ gdzie np : na rozgwiazdę mówi się  : " Estrella Do Mar " :) . [2010-07-05 19:23]

slawomir66

Świetne opowiadanie i wspaniała przygoda. Szkoda strat ale one też muszą być w naszym fachu. Kiedyś również spinningowałem ale wyczaiłem świetne starorzecze nafaszerowane podwodnymi gałęziami. Tak piękne okonie tam brały, że nie wiem kiedy i po którym wyjeździe zobaczyłem dno w pudełku z wirówkami. Takie straty ale warto było. Okonie nie dość że duże to w dodatku bardzo pięknie wybarwione. Lata mijają ja zaprzestałem spinningowania a starorzecze tak zarosło, że spławika się nie wstawi. [2010-07-05 19:59]

seboa

przygoda super i ocenka ***** [2010-07-05 20:13]

margor1976

dobrze napisane, no i dobrze się czyta, po prostu na piąteczkę :) [2010-07-05 20:36]

MareKs

Pstrąga niestety nigdy jeszcze nie złowiłem :-) ale chodzi o to żeby do czegoś dążyć, mam tylko nadzieję, że będą w Polse jeszcze naturalne pstrągowe rzeczki kiedy w końcu będę miał czas na niego zapolować, pozdrawiam serdecznie :) [2010-07-05 22:07]

kostekmar

Kamil - po dwóch tygodniach przyjechali szpece i naprawili. Dobrze, że sąsiad miał klucz od sprzęgła i mógł wrzucić na luz. Była otwarta jak wróciłem. [2010-07-07 14:00]

jurek

Ekstra to opisałeś Mariuszu , niestety wiele niespodzianek staje nam na drodze , i to nie tylko w czasie wędkowania ..................... ale najważniejsze jest , że miło i we wspaniałej przyrodzie spędziliście ten dzionek ............... na pewno następnym razem wyprawa zakończy się sukcesem , czego Wam szczerze życzę -------------- I tak zrobiliście godną postawę , ściągając te kłusownicze żyłki z hakami --------- inni wędkarze czytając to będą zwracać baczniejszą uwagę na nasze wody , bo kłusownik jest wszędzie -----------Gratuluję fajnego opisu i pozdrawiam Jurek . [2010-07-08 13:41]

mohamed

Po przeczytaniu drugiego opowiadania zauważyłem,że za każdym razem Was coś spotyka,mimo tego wyprawy dochodzą do skutku,a to najważniejsze.Piątka za artykuł i upór.Pozdrawiam. [2011-04-23 17:59]

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za komentarze Internautów.

Czytaj więcej

Łowisko Tuszynek

ŁowiskoNa Łowisko Tuszynek wybraliśmy się w drugiej połowie lipca na k…