Zaloguj się do konta

Rekordowa Payara

REKORDOWA RYBALKA NA URAIMA FALLS

Po długiej nieobecności na stronie wracam jak bumerang, tym razem krotka relacja z wizyty rosyjskich wedkarzy w moim osrodku na Uraima Falls. Przyjechalem do miasta Bolivar, by zrobić zaopatrzenie dla ośrodka i odwiedzić znajomych. Zaszyty głęboko w dżungli zatęskniłem się za cywilizacja i przyszedl czas by popatrzec na inne twarze, czytaj kobiece a nie na te indianskie mordy ktore widze codziennie w kampamencie.

Pojechalem de centrum handlowego i… co tu roznosci…istny modelowy wybieg. I te banieczki….wowwww… brzoskwinki, jabluszka, meloniki…To efekty sprawnych rak naszych chirurgow plastycznych. Silikonki… ale jakie ksztaltne a wlascicielki preza sie jak pantery by jeszcze bardziej je zaprezentowac. Widac ze sa z nich bardzo bardzo dumne,ja tez bym byl. Niby odwracaja wzrok ale czuja te samcze pelne pozadania spojrzenia ktore zatrzymuja sie na tych rozkosznych wzgorzach przeszywajac ubranko jak promienie rentgena.Boga w sercu nie maja , babajagi jedne. Biedny czlowiek z lasu przyjechal a te tak szczuja…oj jak szczuja ….. Ciśnienie się podnioslo, czas na relaks, wracamy do rybek.

Opuscilem centrum handlowe , ufff…swieze powietrze powoli pozwala mi dojsc do siebie.
Jade na lotnisko by odwiedzic kolege Guillermo, wlasciciela agencji turystycznej. Glod powoli daje mi sie we znaki, zoladka nie oszukasz przyjacielu. Na lotnisku prosto do baru, zamawiam zupke mondongo, to cos w rodzaju naszych flaczkow. Lubie dobrze zjesc, wiec prawie zawsze mam ze soba maly zestaw przypraw, majeranek,papryka, pieprz, wegeta. Kelner o dziwo w miare szybko podal zupke a ja juz przerabiam mondongo na flaczki, majeranek, slodka papryczka…hmmm prawie jak na bazarze rozyckiego…hahahaaa. No nie tamte byly duzo smaczniejsze ale te tez sa niezle. Zabieram sie do mojego korytka i slysze ..HOLA VLAD ¡!!

To nie bylo pozdrowienie, zabrzmialo jak wolanie o pomoc. Syn Guillermo, Guillermito juz siada przy moim stoliku. Co drzesz tak jape . Vlad chodz szybko do biura. Mamy rosyjskich turystow. A ja mam zupke do przerobienia, odpowiadam. Ale oni chca na ryby i… tylko z toba.O….a to ciekawe, wtedy jeszcze nie znalem zadnych wedkarzy z Rosji. Ale samo haslo..wedkarze, podzialalo natychmiast. Wolam kelnera, zapakuj mi zupke w pojemniczek , pozniej dokoncze . Idziemy do biura. W drzwiach widze Guillermo, jak dobrze ze jestes..mowi.

Sluchaj Vlad , rano przyszlo trzech Rosjan i poprosili o wycieczke na ryby. Ok odpowiadam, jeden z nich wyjmuje z plecaka kartke z foto i mowi , ale my chcemy z nim. Patrze na foto I zgadnij kto na nim jest.. ty . Wydrukowali twoja fotke z internetu I tylko z Toba chca jechac. Niet probliema. A gdzie oni sa pytam ? Pojechali z moim kierowca do sklepu, zaraz beda.Ok, wracam do mojej zupki, jak przyjada jestem w barze. Zupka troche wystygla ale dalo sie zjesc. Wracam do biura I w drzwiach spotykam sie z trzema facetami. Wy Vladimir? pyta jeden z nich.

Da, ja Vladimir, odpowiadam . Ochien prijatna poznakomitsia, mnie toze. A my chocziem z Vami na rybalku. Niet probliema. Po krotkiej rozmowie , domowilismy szczegoly . Jutro wyjazd , trzydniowa wycieczka, dlugo ja bede pamietal! I moja watroba tez! Powiniem poprosic o doplate za warunki szkodliwe dla zdrowia.

Nastepnego dnia wyjechalismy wczesnie rano. Panowie w dobrej kondycji, nie podejrzewajac co mnie czeka ,myslalem ze bedzie tour light, niestety rzeczywistosc byla zupelnie inna. Dojechalismy do La Paragua, przesiadka na lodke I plyniemy do osrodka Payara Fishing Lodge. Bedziemy plynac jakies dwie I pol godziny, propunuje panom drinka… paka niet , spasiba.Az nie moge uwierzyc, Rosjanie nie chca pic, swiat sie przewrocil do gory kolami. Znachit budiet ostra rybalka. Doplywamy do osrodka, krotka prezentacja personelu I prowadze gosci do domku. Obiad za pol godziny

Jak Szwajcarzy, rowno za pol godziny Rosjanie siedza w barze. Siadam za stolem I pytam, Wy soldaty ? niet, my bywszie sportsmeny a schas biznesmeny. Teraz rozumiem dlaczego nie pija, sportowcy….. w tym momencie nie zdawalem sobie sprawy jak bardzo sie mylilem , bladzilem jak dziecko we mgle. Ale nie trwalo to dlugo.

No muzyki , budiem kuszac, eto miaso z kapibary. Toczna, naprawde? zapytaj jeden z nich. Tak odpowiadam. Toliek prinies butelku, takie mieso trzeba uczcic dobrym trunkiem i za chwile flaszka 70% gorzaly wyladowala na stole. A tak im dobrze z oczu patrzylo….ot najobczyki odni…svolocz.Spojrzalem jeszcze raz na butelke i zdalem sobie sprawe …..nie bedzie lekko Vlad, buenos días Vietnam !!! Tak na wszelki wypadek zapytalem, a duzo macie tych granatow ? Andriucha imiejet 3, ja toze 3 i Igor, skolka tiebie ostalos ? czietiry. Boze ty moj ¡!!! Oni nie na ryby przyjechali ¡!!! TO NIE RYBALKA, TO PIJANKAAAAA!!!!!

Nie wiem czy widzieliscie rosyjski film Osobiennosti Nacionalnoj Rybalki, znakomity, wart obejrzenia. Ja ogladalem go kilkakrotnie ale nigdy nie przypuszczalem ze przyjdzie mi go przezyc w realu. No ladnie sie wpakowalem, coz potwierdza sie porzekadlo, bardzo ciezko jest lekko zyc. Obiad przeciagnal sie do kolacji, kolacja do poznej nocy. Bar zbombardowany 70% granatami, nie wiem ile ich tam wyladowalo ani jak dotarlem do lozka… biala laguna.

Rano obudzil mnie krzyk.. Volodia vstavaj, pojechali na rybalku. Otworzyłem oczy, zwlokłem się z wyrka, patrzę i nie mogę uwierzyć własnym oczom. Moi gieroje uśmiechnięci, ogoleni, tryskający życiem. Ogarnęły mnie wątpliwości, czyżbym to ja sam tylko pił ? Rebiata, wy wcziera pili ili niet ? pytam. Da, pada odpowiedz, i to mnoga. No utram poplawali w riekie i uze normalma, davaj Volodia pojechali. Wybaczcie Panowie, ja do tej pory nie wiem gdzie jestem i jak sie nazywam. Dam Wam przewodnika i pojedzcie sami. No ladna, pojechali.

Jak oni to robia ? Chyba moj organizm odwyknal od mocnych trunkow, cuba libre tak, czysciocha i jeszcze o takim voltazu, stanowczo nie. Po godzinie slysze motor lodzi przy brzegu. Cos za szybko wrocili, co sie stalo ? pytam. Vsio w pariadkie, tylko pic sie chce. Daj piwko, pazalsta. No i sie zaczelo….tym razem bezemnie. Po piwkach przyszla kolej na granaty. Schowany w hamaku obserwowalem rozwoj wydarzen. Tym razem trwalo to duzo krocej niz wczorej. Po dwoch godzinkach Panowie marynarskim krokim/a bújalo niezle/ pomaszerowali do lozek. Za chwile orkiestra synfoniczna zaczela koncert.

No metabolizm to maja naprawde niesamowity. Po godzinie juz stali na nogach. Volodia daj czio nibut pozrac…. Zupka rybna, ucha, moze byc ? O daaaa, tolka bystra, umierajem z goloda.
Pospiech swiadczy o niskim pochodzeniu, odpowiadam, smiejac sie. Humor wrocil, znaczyt dochodze powoli do siebie. Zupke tez wciagne, powinna pomoc. Po obiedzie panowie ruszaja na rybki. Ja zostaje w osrodku. Indianie przywiezli upolowanego zwierzaka Lapa, bedzie super kolacja. Miesko wyborne, w smaku bardzo podobne do prosiaczka tyle ze bez tluszczu. Doprawiony przyprawani zwierzak laduje na grilu, pieczony jest wyborny. Usiadlem na pniaku przy ognisku I zamyslilem sie. Z zadumy wyrwal mnie warkot silnika. Podnioslem wzrok na rzeke, moja lodka.

Tym razem co za czort, znowu chce im sie pic. Lodka podplynela pod brzeg, ale naszych bohaterow w niej nie ma. Vladimir, krzyczy sternik,bierz wage, jest medalowka. Ten chyba sie nawalil oparami alkoholu od Rosjan. Ale widzac podniecenie na twarzy zrywam sie z pienka, biore wage, aparat fotograficzny i plyniemy do naszych. Zostawil ich na wyspie na rzece. Podplywamy i…… na brzegu widze srebrny ksztalt. W promieniach slonca mieni sie piekna srebrzysta payara, na oko ponad 15 kg. Podnosimy rybe, wazenie….wowww…41 lbs NOWY REKORD SWIATA.
Spogladam na Rosjan, mordy usmiechniete, widac pelna satysfakcje. Kto pajmal? Ja odpowiada Andriej, ochrzczony przezemnie pseudonimem Bielyje Lico /wiecznie nasmarowany protektorem wygladal jak zombie/ Wyciagam dlon, GRATULACJE. Szkoda tylko ze nie wypusciliscie, fotka i do wody.

Tak chcielismy zrobic, ale twoj sternik mowi ze moze rekord I trzeba zwazyc, a wagi nie mielismy.
Podchodzi de mnie Tolek I pyta, wodku privioz? Nie, odpowiadam. A on na to, tak horoszyje ludi nie dzielajut, jest rekord wodka toze dolzna byt. Ty praw, odpowiadam, bedzie wieczorem, a teraz do roboty. Ryby zdut. Ryby mogu podazdat a my nie,czlowiek nie wielblad napic sie musi, odpowiada. Rebiata, budiem rybachyt ili v bar ? Jak jeden odpowiadaja, PAJECHALI W BAR !!!
Nie ma sprawiedliwosci na tym swiecie. Byli u mnie znakomici wedkarze, czesalismy woblerami cale lowisko i bez takich efektow. A ci w niecala godzine rekord swiata. Jakby tego by malo wracajac do osrodka Tolik zarzucil na trolling I wyjal pajare 16.5 kg.
O co tu chdzi ?????
Pozdrawiam serdecznie
Vlad /payara/


Opinie (7)

jurek

Witaj po długiej nieobecności Vladimirze , od razu przepiękny artykuł z nowym rekordem świata .................... gratuluję Ci serdecznie dobrego wpisu oraz pozdrawiam serdecznie ---Jurek . [2010-08-08 11:48]

mejf2

no piekna sztuka co za okaz gratuluje :) terz chcialbym takom zlowic zycze wam wiecej takich polowuw ;) [2010-08-08 23:12]

użytkownik

super wyprawa wedkarska i za razem wycieczka gratuluje pieknego okazu i rekordu swiata milo bylo po czytac tak dobry artykol [2010-08-09 13:48]

an2212

Piękna wyprawa.Też bym chętnie do Ciebie pojechał na ryby,ale chyba bez Rosjan.pozdrawiam. [2010-08-09 14:19]

krapiotr69

Fajna przygoda. Jak tyś to wytrzymał( wódka ) toż to pali trzewia. Pozdrawiam [2010-08-11 08:30]

ekoolo

Mógłbym i z ruskimi,ale o wędkowaniu nie było by mowy:)***** [2011-09-09 11:49]

kazik1975

Jak ja zazdroszczę tych wypraw [2012-02-19 23:32]

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za komentarze Internautów.

Czytaj więcej