Relacja z wyprawy - Cicha woda brzegi rwie

/ 10 komentarzy / 5 zdjęć


Pod koniec sierpnia postanowiłem wybrać się z kijem na pobliskie jeziorko które nigdy nie przyniosło "kosmicznych" efektów. Zaczynając od początku. Upalny popołudniowy dzień, ja siedzący z pilotem w ręce zmieniający kanały... No ale ile tak można bezczynnie siedzieć kiedy pogoda wręcz idealna żeby pomedytować nad wodą ?. Szybka decyzja... Jadę!... Tylko z czym ?.. Spławik ?. Na dziko, bez szans.. Gruntówka ?. Nie na tym zbiorniku... Dobra, pozostaje spinning.. Podbierak w dłoń, wędka również, a do tego jedno małe pudełeczko z przynętami (Dosłownie z 20 gumek). Bo na nic innego nie łowię. No dobra, po 15 minutach drogi jestem na miejscu cały w skowronkach że wreszcie sobie odpocznę. Sprzęt na łódź, woda wylana, można płynąć. Niestety szybko mój dobry nastrój zepsuć postanowił starszy dziadzia moczący kija w wodzie, który gdy tylko zobaczył jak łowię musiał rzucić swój komentarz eksperta " Co to za pomysł żeby w taką pogodę ze spinningiem, toć to tylko strata czasu". Korciło mnie żeby wdać się w dyskusję, ale to dopiero byłaby nader prawdziwa strata czasu, więc odpowiedziałem tylko przesłodkim "Dzień dobry". Stanąłem kilkadziesiąt metrów od niego i zacząłem obławiać wszelakie brzegi, wcięcia, zagłębienia. ETC typowe parkingi rewolwerów. Po kilku rzutach trafił się pistolecik, nawet nie mierzyłem.. Dosłownie 30 może 40 cm rybki..Oczywiście nie obyło się bez komentarza dziadzi że trafiłem mu pod pysk, że cud, że Bóg wie co. Chyba jednak zmienił zdanie, kiedy po 3 kolejnych szczupakach z tego samego miejsca już nic nie mówił, tylko spoglądał kątem oka z nietęgą miną. Postałem jeszcze chwilkę i postanowiłem przepłynąć w miejsce zwane potocznie przez pobliskich wędkarzy "Szyją" bądź też "cmentarzyskiem". To co tam mnie zastało wprawiłoby w zachwyt nie jednego wędkarza, a mianowicie ?. Praktycznie co rzut to uderzenie, w pewnym momencie zrobiło się to nawet nieco nudzące. Ale to co zdziwiło mnie najbardziej to fakt że szczupaczki tego dnia upodobały sobie Mannsika Predatora 8 w ubarwieniu perła-czarny grzbiet- czerwony ogonek. W nic innego nie chciały bić, nie byłoby może w tym nic dziwnego gdyby nie fakt że nakładałem przynęty o wręcz identycznej barwie, tylko innych firm. Chyba praca samej przynęty je tak rajcowała. Kurde nigdy tak nie połowiłem w letnim sezonie, a co dopiero w upalny sierpniowy dzień, wydawało się że to będzie najlepszy dzień w mojej wędkarskiej "karierze". 14 złowionych rybek, wszystkie ponad wymiar.. jeden nawet 81 cm !. Wydawało się...Kolejny rzut, czuję uderzenie..zacinam.. Jest !. Kurczaki, ale co to ?. kamień?. Czuje jak szarpie się w wodzie, ale nawet nie mogę ruszyć go w moją stronę, słyszę tylko jak hamulec wyje, a ze szpuli ciągle wywija się pleciona... I co robię?. Nie wiem czy w panice że mam naprawdę coś dużego, czy dlatego że nie jestem doświadczonym wędkarzem.... DOCISKAM HAMULEC AŻ DO OPORU... Jaki efekt ?. po 2-3 minutach z dwuczęściowego spinningu zrobił mi się spinning trzyczęściowy . No cóż. Co powalczyłem to moje, ale przyznam że nigdy jeszcze nie wracałem z ryb z takim bananem na twarzy. Choć nic nie zapowiadało że złowię cokolwiek !. Tak więc nie ma co patrzeć na pogodę i wybierać się na rybki przy każdej możliwej okazji ! Chociażby dla samego odpoczynku i podziwiania cudownych krajobrazów.
Koledzy dopiero się uczę !. Jest to mój pierwszy wpis, dlatego proszę was o podpowiedzi i szczere oceny, z góry dzięki ! :)

 


4.8
Oceń
(19 głosów)

 

Relacja z wyprawy - Cicha woda brzegi rwie - opinie i komentarze

Jakub WośJakub Woś
+2
Życzę żebyście mogli się jeszcze raz zmierzyć :) (2016-09-30 08:16)
JKarpJKarp
0
Gdyby nie mój tytuł ... :-( https://wedkuje.pl/wedkarstwo,cicha-woda-brzegi-rwie,51931 (2016-09-30 11:19)
kabankaban
+3
Dobre kilkanaście lat temu 1 maja na pewnym zbiorniku po dobrej dniówce i kilkudziesięciu szczupłych o wymiarach od 40 do 60 cm wieczorową porą zadowolony z wyników odpuściłem i zadowolony usiadłem na sporym kamieniu. Przewiązałem węzły, wymieniłem po raz kolejny wolframowy przypon, założyłem kolejnego Mann'sa Predatora bo był to hit dnia a byłem jednym z kilku którzy mieli to coś w pudełkach. Jeden rzut i BIG MAMA wyprostowała mnie od razu a zbyt szybko dała się podciągnąć pod nogi. Próbowałem podebrać ręką za kark ale brakło mi palców i jeden odjazd i luz... . Myślałem, że urwała ale tylko wygięła hak. Ot przy posiadówce na kamyku zbyt dokręciłem hamulec... . Teraz obojętnie co bym nie łowił hamulec i węzły sprawdzam kilkakrotnie. Pozdrawiam. (2016-09-30 15:13)
Kaspii97Kaspii97
0
Mam nadzieję że jeszcze tą Mamuśkę spotkam :) oby jak najprędzej :). Co do tytułu kolego JKarp to czysty przypadek. Teraz też pilnuje się regulacji hamulca.Lepiej dłużej powalczyć i dać rybie się wymęczyć, niż iść na skróty i tracić rybki. Również pozdrawiam koledzy :) (2016-09-30 17:33)
PibitPibit
+1
wpis fajny, oby takich więcej : ) (2016-09-30 17:52)
Kaspii97Kaspii97
0
Dzięki wielkie Kolego ;). Miło to usłyszeć tym bardziej że dopiero zaczynam :) (2016-09-30 18:05)
dawid44dawid44
+1
Wpis bardzo dobry jak na paczateki oczywisci masz 5. Pozdro (2016-09-30 21:50)
Kaspii97Kaspii97
0
Dzięki bardzo ! (2016-09-30 23:49)
rysiek38rysiek38
0
Wpis szczery tak ot serca poprostu ,czyli piątal obowiązkowy no i oczywiście poleciał...Z tymi warunkami pogodowymi to jest naprawdę dziwnie,trochę praktyki mam i "mniej więcej" wiem kiedy spin jest skuteczny ale kilka razy to zawiodło a właśnie w beznadZiejny niby dzień miałem niezłe efekty tak jak i Ty (2016-10-04 18:56)
Kaspii97Kaspii97
+1
Dzięki wielkie ! :) I zapraszam na kolejną "opowieść" z troszkę większymi rybkami :) (2016-10-07 22:20)

skomentuj ten artykuł