Zaloguj się do konta

rybki na 'komerchę'

Do wędkowania wróciłem po 10 latach przerwy. W zeszłym roku jesienią koledzy z pracy (wel Ziom i Tomek) wybierali się narybki na "komerchę"... No i znowu złapałem bakcyla. Niestety na rybach nie jestem tak często jakbym chciał, ale kto z nas nie ma tego problemu. Powrót do hobby niezbyt owocny - kilkanaście wypraw z mizernymi wynikami. Za to z kilkoma "zarobionymi" kleszczami. No cóż gdybym nie pamiętam początków to pewnie bym się zniechęcił - pamiętam jak zaczynałem mając kilkanaście wiosen, jak długo trzeba było czekać na wyniki. No dobra - to tyle z mędrkowania.



No i w końcu cierpliwość "odrodzonego" moczykija dziś została nagrodzona... Dwa dni urlopu - trzeba załatwić mnóstwo spraw - w urzędach, domu... O dziwo sprawy urzędowe we wtrorek udało się załatwić do 11:00. Co tu robić z resztą wolnego dnia? Pogoda piękna aż szkoda gniuśnieć w domu. Z niedzieli zostały kiełbaski na grilla (wersja oficjalna dla żony - wersja prawdziwa - sic! zostały robaki z niedzielnej wyprawy) więc jedziemy nad wodę. Żonka, potomek, pies, sprzęt (kolejność przypadkowa) do auta, po drodze sklep wędkarski co by zaopatrzyć się zanęte i kurs na Zimowisko barek II we Wrocławiu.



Godzina 12:00 brygada melduje się nad wodą. Ludzi na wodą ze świecą szukać. Za to wszędzie ślady po wielkiej wodzie - worki z piachem, poprzewracane ogrodzenia, zniszczone ścieżki. Po drodze mija nas starszy pan - "Woda właśnie opada przestało brać". Dzień jak co dzień myślę, przyjechałem w końcu jak to ostatnio bywało "na ryby" a nie "po ryby" - trzeba sobie jakoś to tłumaczyć. Zasiadka po środku cypla. Montuję zestawy picker + feeder na haki kanapki czerwony, biały i pinka. Zanęta kupna, lesczowo-jaźiowo-kleniowa z wkładką mięsną stanowiącą białe z pinką. Do wody desantuję kilka kul zanęty. Młodemu montuję spławiczek - będzie z pięć minut spokoju. Za to muszę jeszcze małżowinie zajęcie znależć - rozpalam więc grilla... Pies buszuje po krzakach... Dobra wszyscy mają co robić... Uff można zacząć łowić... Za nim to pomyślałem, moja pociecha już się "nałowiła". Rozłożyłem podbierak - "Idź łów motyle jak Pan Kleks" mówię wręczając mu siatkę.



Po drugiej stronie zbiornika twardziele kwaso-odporni SuperHero, zażywają kąpiel w zupie odrzańskiego basenu. Mija godzinka, zero brań, klika zarzutów. Żarełko z grilla już w naszych żołądkach. W końcu na feederku branie - zacięcie - jest!!! Powolny hol spory opór. Nagle katem oka widzę drganie na pickerze. O nie !!! ryba na federze okazała się rybim Hudinim - zerwała się z haczyka, kładę więc szybko wędkę i ze zrezygnowaniem zacinam na pikerze. Jest. Pickerek wygiął się niesamowicie - tempy, stały silny opór - "jak nic leszcz" myślę. Hamulec piszczy - krzyczę o podbierak - jest przy mnie Pan Kleks z siatką na motyle. W końcu w wodzie wyłania się złota sporej średnicy patelnia. Hol do brzegu - podbierak wygina się i z trudem jedną ręką wyciągam zdobycz. Syn jest wniebowzięty, ja jestem w wędkarskim raju, żona przerażona a pies merda ogonem. Mierzymy - 65cm, wagi brak ale na "rękę" z 4 kilo.



Mój życiowy rekord. Sesja zdjęciowa niestety tylko "komórką" bo aparacik został w domku. MMS do Sapka, Tomka i Zioma. Leszczu wypuszczony - "Idż po tatę" mówię mu wypuszczając do wody. Po 10 minutach obywda zestawy znowu w wodzie. Godzinka mija znowu zero aż tu nagle picker prostuje się - zacięcie - i w podbieraku ląduje płotka 33cm która również trafia do wody. Mija kolejna godzina - picker zadrżał - cięcie i znowu znajomy tempy opór - leszczyk 38cm trafia do z powrotem do wody.



Woda się podnosi, komary gryzą, zanęta się kończy, młody z nudów wchodzi mi po raz dziesiąty na głowę... Czas wracać do momu i sprawdzić czy dzisiaj oprócz leszczy złowił ktoś z nas trochę kleszczy...

Opinie (16)

użytkownik

Gdzie ty człowieku takiego potwora złapałes

Umnie to marzenie ściętej głowy

piąteczka ***** i oby tak dalej......

Pozdrawiam......

[2010-06-30 10:35]

spines21

ładnie zaczynasz:)jeszcze trochę i wyłowisz wielkie lechole na amen:)potwierdza się ,że nie ma się co zrażać-w końcu się złowi.a jak jeszcze taka piękną rybkę to aż chce się łowić.pozdro i rekordów życzę:) [2010-06-30 11:00]

ZAMOSCIANIN

Fajne opowiadanko 5 kolego. No i chociaż coś złapałeś oprócz kleszczy!! Połamania kija. [2010-06-30 11:02]

sapek

No i piękny masz debiut ;-) Kiedy mi pokażesz jak się takie leszczyki łowi? Ja jakoś nie mam farta do odrzańskich leszczy. Co jeden to mniejszy :)b. [2010-06-30 11:30]

Bazyli

Dzięki za ciepłe przyjęcie. Tak jak pisałem takie leszki zamieszkują zimowisko barek we Wrocławiu na Osobowicach. Wydaje mi się że nie bez przyczyny były okoliczności - niemal zerowa liczba wędkarzy. Wystarczyło troszkę zanęcić - i ławica była przy mnie. Żałuję tylko że nie była to przysiadówka całodzienna... Ameryki pewnie nie odkryję, ale nie bez znaczenia są rózwnież wahnięcia poziomu wody w Odrze i "zabawy" ze śłuzami - woda opadła i brania ustały na 1-2 godzinki - to samo po przybraniu wodu. Sapek - sobota wstępnie...

[2010-06-30 12:11]

jarco0

Świetne opowiadanko:)Daje piątala!!! [2010-06-30 13:01]

użytkownik

mmmm no ładnie

trzeba było wziąśc go i zjeść , apetycznie wyglądał, taki obślizgły z cudownie czystej odry

jak będziesz następnym razem jechał daj znać ja sprzętu nie będę brał tylko popływam sobie w 

okolicy - piękna pogoda, czytsa źródlana woda....

pełen konkret

pozdro

[2010-06-30 13:51]

ostreusz

Zaraz jadę na rybki na Narew-spławik z łódki...jeszcze nigdy nie próbowałem w miejscu gdzie mam łódkę łowić na spławik-zawsze tylko spining lub grunt. Jak wrócę to pokażę zdjęcia;]Co do połowu na grunt to normalnością na Narwi są okazy od 50 cm w wzwyż.. 65cm gratuluję jednak co do tych 4 kilo to lekka przesada...podejrzewam że warzył gdzieś koło 2,5kg. Łapałem tego typu "rozmiary" i ich waga waha się w okolicach 2,5kg.Jednak rybka bardzo ładna i wielkie gratulację! [2010-06-30 14:43]

t12tom

Kolego, mój największy Leszcz (Dolna Odra) miał 67 cm  haczykiem. Jego waga wynosiła 3.68kg. Może leszcze (2.5kg) były krótsze, bo w Narwi raczej mają zbliżoną wagę do 3 kg. Zresztą co łowisko to inna waga, ale rzy tej długości, raczej, aż tak dużej rozpiętości nie ma. PozdrawiamTomek [2010-06-30 18:23]

sapek

Oczywista znaleźli się portalowi skryci "pałkarze" :) Sam nic nie napisze, a komuś za fajny debiut, który czyta się z prawdziwą przyjemnością walnie przysłowiową "pałę". Jak to mawiał gruby Ed: FUCK THEM!!! Dla niewtajemniczonych: http://www.youtube.com/watch?v=UXz7PHkRLgQ b. [2010-06-30 21:22]

Bazyli

No tym się charakteryzuje proza pisana (a tym bardziej mówiona), że ją się ubarwia;-). A tak na poważnie nie wiem czy on miał 2.3, 3.2, 3.3, czy 20 dekagramy... Może dla Was takie lechole to chleb dnia powszedniego ale dla mnie to była życiówka (wcześniejszy leszek z przed 12 lat 54cm). Wiem, że na podbieraku na wyprostowanej łapie ledwo go dźwigłem a podbierak się wygiął tak że myślałem że się złamie. Wagi nie miałem jak pisałem. Btw może leszki w Odrze cięższe są bo tam dużo metali ciężkich;-) [2010-07-01 07:51]

użytkownik

nie przejmuj się fusami Bazyli...

AAA Tomek jadasz te swoje turbo leszcze? dobre pewnie są mniam takie apetyczne...

musisz spróbować bo ich śluz jest zajebistym sosem podobno i dodaje konkretnego smaczku potrawie

[2010-07-01 11:27]

Norbert Stolarczyk

Gratuluję połowu i opisu*****pozdrawiam [2010-07-01 20:04]

FanAtyk

Super opowiadanie, bardzo dobrze i dowcipnie napisane, czyta się z przyjemnością. No i piękny leszek, gratuluję udanej reaktywacji hobby :-) [2010-07-18 22:13]

zabol69

Swietne opowiadanie za ktore oczywiscie piec gwiazdek. gratuluje rekordu i oby tak dalej. Polamania kija [2010-07-30 11:09]

użytkownik

5 [2013-05-14 17:52]

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za komentarze Internautów.

Czytaj więcej

Łowisko Tuszynek

ŁowiskoNa Łowisko Tuszynek wybraliśmy się w drugiej połowie lipca na k…