Bug -Rzeka matka

/ 15 komentarzy / 12 zdjęć


Postanowiłem napisać o rzece, nad którą się urodziłem, wychowałem, żyłem ; bo studia i praca drastycznie odcięły pępowinę. Rzeka, za którą tęsknię, darzę szacunkiem oraz zawdzięczam wiele. Symbioza w jakiej z nią żyję, porównać można do Indian i prerii. Bez niej nie potrafię się wyciszyć, zrelaksować, odetchnąć lub zapomnieć. To tutaj mogę spokojnie pomyśleć, przemierzając brzegi z wędką. 


Rzeka Bug. Leniwie płynąca nizinna dama, strzegąca naszych wschodnich granic. Początek bierze na Wyżynie Podolskiej na Ukrainie. Szybko jednak opuszcza naszych wschodnich sąsiadów i w ¾ długości biegu jest „naszą własnością”. Co do wielkości rzek Polski, Bug uplasował się na 5 miejscu. Przepięknie meandrując i swobodnie tocząc swój bieg, rzeka kończy wędrówkę wpadając do Zalewu Zegrzyńskiego w okolicach Serocka. Jeżeli miałbym określić Bug w kliku słowach, na pewno padłyby określenia : dzika, naturalna, nieokiełznana, piękna i kapryśna. 


Odkąd sięgam pamięcią, przebywanie nad Bugiem wpisało się w moje życie na stałe. Pierwsze wyprawy z ojcem i dziadkiem wspominam z uśmiechem. Jednak tego uśmiechu nie było aż tak wiele w tamtych dniach. Złość i zniechęcenie. Chyba tak należałoby to nazwać. Wędkarska przygoda nad tą rzeką dla początkującego lub nie znającego wody wędkarza, szybko może okazać się tą najgorszą. Masa zaczepów, gałęzie nad głową, za głową i w ogóle wszędzie gałęzie. Tu nie rzucać bo drzewo w wodzie a tam zbyt szybki nurt. Tyle wiadomości i wszelkiego rodzaju przeciwności potrafi skutecznie odstraszyć. A ja jako mały chłopak z mlekiem pod nosem nigdy nie mogłem pojąć, dlaczego łowimy w tak trudnych warunkach, jeżeli dookoła tyle jezior i innych miejsc na rzece, które są „czyste”. Przed czyste rozumiałem wtedy bezzaczepowe o takiej ilości wolnej przestrzeni, w której wędką można swobodnie machać w każdą stronę.


Początki choć trudne, dawały olbrzymią satysfakcję. Przepływanka – totalny oldschool. Wykonana z bambusa, prymitywna, dziwna a jednak najlepsza. Uwielbiałem wędki dziadka - piękne w swojej prostocie. Godziny spędzane nad wodą. Setki uklei, płoci, krąpi itd., itd., złowionych na owe bambusiaki. Prażące słońce, komary, duchota, piękne łąki i bociany sejmikujące przed odlotem w sierpniu. Taki zapamiętałem z dzieciństwa Dolinę Bugu.


Przyszedł również czas na edukację. Nie mówię tu jednak o edukacji szkolnej, a raczej szkole życia, w której najlepszym nauczycielem przyrody, był mój dziadek. Wyprawa na ryby, nie obejmowała jedynie wędkowania. To było poznawanie naszego skarbu, swego rodzaju przeglądanie skarbca i inwentaryzacja zgromadzonego w nim dobytku. Ponieważ Dolina Bugu właśnie taka jest – skarbnicą przyrody, bogactwa fauny i flory, olbrzymich zależności międzygatunkowych oraz pięknych widoków. Dla dziadka każdy robaczek miał znaczenie, „wszystko chce żyć” jak to określał. Nauczył mnie dostrzegać najmniejsze szczegóły – w skrócie, dlaczego tak a nie inaczej. Jednak najlepszą umiejętność otrzymałem na koniec. Mianowicie czytanie wody. Bardzo pomocne, kiedy szukamy nowej miejscówki nad wodą, widzimy gdzie leżą podwodne zaczepy lub jak układa się nurt. 


Później, w miarę upływu lat, doczekałem się chwili kiedy samotnie mogłem wyruszyć nad Bug. Dorosłem do tego a rodzice udzielili mi kredytu zaufania. Nie ma co się im dziwić, to nie była nadopiekuńczość. W końcu rzeka dzika, brzegi nieuregulowane, jeden fałszywy krok i może zakończyć się tragicznie. Pierwszy samodzielnie złowiony szczupak, pierwsze sukcesy i porażki. Odkąd zacząłem samotnie wyruszać nad wodę, sprawy nabrały olbrzymiego tempa. Coraz to nowe techniki łowienia, jak najczęstsze bywanie nad wodą w każdych warunkach. Kurczę, nie sądziłem, że wędkarstwo aż tak uzależnia. „Cześć jestem Marcin i jestem wędkarzem”. Ps. I dobrze mi z tym. 


Właśnie ryby… Ryb było więcej (chociaż może to brzmieć jak narzekanie starego zgreda) ale ryb było więcej i większych. Woda była zdecydowanie czystsza i bardziej przewidywalna. Chodzi o to, że latem stan wody był niski (czasami do tego stopnia, że chodziliśmy po rzece „suchą stopą”), jesienią woda wzbierała a wiosną wylewała się z koryta. Ten cykl co roku wyglądał tak samo, czyli normalnie, jak w zdrowej nizinnej rzece. Teraz od roku stan wody utrzymuje się w okolicach zaledwie 120cm. 


W rzece Bug, możemy złowić praktycznie każdy gatunek ryby wód nizinnych występującej w Polsce. Natrafić można na wspaniałe okazy sandacza, szczupaka a co największe – suma. Białoryb też lubi sobie poużywać, dlatego niech nie będą zaskoczeniem 3kg leszcze i olbrzymie płocie. Grunt to grunt w odpowiednim miejscu i odpowiednio przygotowanym. 


Mógłbym pisać i pisać ale to nie książka. Rzeka, nad którą się wychowałem stanowi tak obszerny temat, że nie sposób zmieścić ją w jednym, dość „spakowanym” wpisie oraz zdecydować o konkretnym temacie. Dlatego napisałem po trochu o wszystkim. Jeżeli się spodoba się Wam coś takiego, to postaram się o kolejne wpisy, żeby każdy z Was mógł zapoznać się z moją ukochaną krainą, chociażby tylko on-line. Możliwe, że niektórych zachęcę do przyjazdu nad wschodnią granicę i przekonania się na własne oczy, czym jest prawdziwe piękno. 


Rzeka Bug jest przepięknym, naturalnym tworem przyrody. Dzika, nieuregulowana jako jedna z ostatnich rzek Polski, swobodnie i majestatycznie meandruje na wschodzie naszego kraju. Cały ekosystem jaki tworzy Dolina Bugu, oraz ilość gatunków fauny i flory jaki dzięki niej może istnieć, jest nie do opisania. Każda pora roku jest inna i piękna na swój sposób. Nad Bugiem nigdy nie jest tak samo. Zawsze się coś zmieni. A to bóbr zetnie drzewo a to nurt podmyje brzeg. W ciągu roku krajobraz może diametralnie się zmienić za co kocham te tereny. Niestety przykro patrzeć na degradację tego środowiska. Osuszanie strefy nadbrzeżnej, zanieczyszczenie wody, zmiany w gospodarce rolnej – to tylko niektóre z problemów, które dotyczą tej krainy. Rzeka Bug wraz ze swoją doliną, jest przyrodniczą perłą Polski. Mam nadzieję, że zdążę w przyszłości zabrać dzieci nad wodę i pokazać im to co widziałem w dzieciństwie oraz przekazać to co sam otrzymałem od dziadka. 


Odnośnie bobrów… Przecudnie siedzieć sobie w głuchej ciszy i półmroku o 4 rano nad wodą. Mgła ciągnie się ku górze, wschodzi słońce, ptaki powoli budzą się do życia. Sielanka. ŁUBUDU ! Ciśnienie 200/150, stężenie adrenaliny rośnie w taki sposób, że ręce zaczynają drgać. Przypominają mi się legendy o topielcach i innych słowiańskich tworach. Dałbym rękę uciąć, że przed chwilą 2 metry obok mnie człowiek wskoczył do wody. Nie… to tylko nasz olbrzymi gryzoń zwietrzył mój zapach i ostentacyjnie przyładował ogonem w powierzchnię wody mącąc poranny spokój. Po chwili wszystko się uspokaja i dalej siedzę patrząc na wędki. Pozdrowienia dla wszystkich, którzy przeżyli bobrzy terror :)


Dorzucam trochę zdjęć z Doliny Bugu na wysokości Włodawy oraz niedalekich okolic.

Do następnego artykułu :)

Marcin ‘Komancz’ Wieliczko


 


5
Oceń
(30 głosów)

 

Bug -Rzeka matka - opinie i komentarze

marciin 2424marciin 2424
0
Pięknie opisana "Matka " :) moja nazywa się San i ma podobne problemy co Twoja ,czyli w ciągu roku stan wody i oczywiście ilość ryb . Lecz nawet jeśli nie będzie w niej ryb to nadal będzie moja kochana rzeka z pięknymi wspomnieniami . Pozdrawiam i ***** :) (2015-06-16 09:24)
użytkownik146431użytkownik146431
0
Bardzo fajny tekst.Piękno Bugu wiąże się z tym,że nie jest uregulowany.I oby tak pozostało.Ja nie mam obok siebie,aż tak dużej rzeki,ale Łyna na której łowie i swój urok ma. (2015-06-16 10:45)
barrakuda81barrakuda81
0
Piękny artykuł, urzekające zdjęcia i wspaniała rzeka. Dla mnie "tą jedyną" od zawsze była Wisła choć obecnie nasz "zwiazek" przechodzi mały kryzys :-) to jednak wiem że warto tu wracać! Odnośnie bobrów to wczoraj jednemu dosłownie nadepnąłem na ogon:-)) - dranie siedzą w norach a mnie noga wpadła po kolano i tylko poczułem jak zwiał mi spod buta.Miała bestia stres...*****.Pozdr. (2015-06-16 16:01)
JKarpJKarp
0
Widziałem kilka razy Bóg w Sławatyczach, Serpelicach, Kodniu i Pratulinie. Dzikość tej rzeki jest porażająca. I wcale nie jest ona taka leniwa jak napisałeś ;-) (2015-06-16 17:30)
KirisKiris
0
Pięknie opisane. Nad Bugiem i jego dopływem Krzną także stawiałem pierwsze kroki wędkarskie. Taką rzekę jak opisałeś pamiętam. 5 * (2015-06-16 23:25)
benmanbenman
0
Bardzo fajny tekst (2015-06-17 12:39)
marek-debickimarek-debicki
0
Bug może nie tak bardzo pamiętam, ale rzekę Krzna, Wieprz, kanał Wieprz-Krzna, jezioro Białe zdecydowanie tak. Materiał świetny, sentymentalny, a zdjęcia Pprzeurocze. Pozdrawiam (2015-06-17 12:45)
mamusiaalamamusiaala
0
bardzo dobry tekst idealne porównania i opisy to też moja matka i odwiedzam ją bardzo często pozdrawiam i proszę o więcej (2015-06-18 21:25)
LeoAmatorLeoAmator
0
Ładnie opisana rzeka i jej otoczenie.Ja takie wspomnienia mam z nad Narwi.Teraz niestety mój odcinek jest równym rowem ,ale bobry są i też potrafią przyładować. (2015-06-29 21:20)
krisbeerkrisbeer
0
Witam, Przez ostatnie dwa lata gościłem na Bugu w miejscowości Gnojno (zdjęcie nr 8 to chyba właśnie miejscówka w Gnojnie) i jestem oczarowany zarówno wodą jak i miejscowymi ludźmi. W tym roku musieliśmy zrezygnować z czerwcowego wyjazdu ze względu na niską wodę (przynajmniej takie sygnały mieliśmy). Na pewno jednak tam wrócimy. Naprawdę fajny tekst, a słowa ,,: dzika, naturalna, nieokiełznana, piękna i kapryśna'' to chyba cała prawda o Bugu. pozdrawiam (2015-07-01 18:12)
JulianJulian
0
Bug ma zupełnie inny charakter  niż Narew - Narew jest bardziej ,,umiarkowana  i dostojna "  Bug był zawsze dziki . I dlatego Bugu nie udało się tak ,,wyeksploatować"   jak już w słynnych ,,operatach  , odłowach kontrolowanych "  czy jak by tego Q...estwa  nie nazwać. Parę lat temu spędzałem urlopy w Broku . Wystarczyło za płot wyjść  trochę grochu  i efekty były. Na Bugu łobuzerka nie ma jak z siatami tymi legalnymi i nielegalnymi poszaleć. Inna rzeka  niż Narew  i Wisła  , doły , maeandry  co raz to nowe a przede wszystkim korzenie i zaczepy.  Zaznaczam że mogę się wypowiadać tylko o tym kawałku  nad którym bywałem. Od jakiś już  5 lat postanowiłem powrócić do Bugu. Bo łachudry  te legalne i nielegalne tu nie poszaleją . Nie ma takiej możliwości  - Siatkarze. Tu mi się doskonale sprawdza ta moja przystawka nieraz  dosłownie  1m od brzegu.  Nie będę dalej przynudzał - dobrze napisane.  Pozdrawiam   (2018-03-04 15:47)
luk-krluk-kr
0
Materiał dobrze się czytało na Bugu nie wędkowałem moja rzeka to Wisła za którą zimą potrafię tęsknić (2018-03-04 18:16)
lolibossloliboss
0
Super napisane! Też jeżdżę na tą rzekę wypocząć z naturą. Daje 5 i Pozdrawiam (2018-03-08 07:44)
hakonhakon
0
pozdrowienia z nad Odry (2018-03-08 10:16)
olek2000olek2000
0
Szanowny Panie Marcinie ! To jest wspaniały opis przeżyć młodego człowieka w czasach przed drugą wojną światową i po powstaniu PRL. Wtedy rzeki były pełne ryb.... Ja wychowałem się nad rzęką Wartą między Częstochową a małym miasteczkiem Mstów (w Wancerzowie jest starszy kościół niż klasztor częstochowski). Warta była czystą rzeką. Można było złowić kiełbia (grubasa) płotkę, jelca, klenia, brzanę,szczupaka i okonia. Dzisiaj nie chcę zabierać głosu na temat Warty w okolicy Częstochowy, choć mieszkam niedaleko Poznania w Swarzędzu i robię wypady wędkarskie również nad Wartę. Nawet udało mi się w zeszłym roku złowić w oklicy Wiórka małego suma, którego wypuściłem, aby dał szansę na emocje innemu wędkarzowi. Gratuluję Panu tak wspaniałego póra!!!... To jest miłość do Matki!!! Olek (2018-03-14 17:28)

skomentuj ten artykuł