Salmo Minnow- test

/ 7 komentarzy

W drugim rozdaniu sprzętu do testowania dla VIPów otrzymałem dwa woblery firmy SALMO. Oba z serii MINNOW – jeden 7F w barwach płoci (D), a drugi 9F w barwach okonia (HP). Testy przeprowadziłem we wrześniu na różnych zupełnie łowiskach.

Pierwszego z nich testowałem na rzece trociowej, w której i tak występują znane wszystkim drapieżniki. Producent zaleca go do połowu szczupaka, sandacza, okonia, bolenia oraz pstrąga. Modelowe łowisko i metoda połowu to średniej wielkości rzeka pstrągowa – spinning w poprzek i pod prąd cieku. Jeżeli chodzi o parametry techniczne to model ten jak wskazuje oznaczenie 7F jest woblerem pływającym o długości 7cm. Jego waga to 6g i schodzi do głębokości 1,0-1,5m.

Testy prowadziłem na odcinkach rzeki o zróżnicowanym charakterze przepływu wody. Mogę zatem powiedzieć, że bardzo dobrze spisuje się zarówno w wartkim nurcie jak i wszelakich spowolnieniach. Praca woblera wyraźnie wyczuwalna na kiju. Bardzo ładnie lusterkuje, a po zatrzymaniu zwijania żyłki sprawia wrażenie naturalnie poruszającej się rybki. Przy szybszym tempie zwijania zaczyna zamiatać ogonkiem. Rzucanie tym modelem nie sprawia kłopotów i można niemalże trafić zawsze tam gdzie się chce. Najlepiej robić to techniką spod kija. Niestety tego dnia żadna rybka nie skusiła się na opisywaną przynętę. Ryby raczej nie żerowały, bo nie zauważyłem nawet smoltów zbierających owady z powierzchni wody.

Drugiego z nich testowałem na jeziorze, w którym występują szczupaki i okonie. Producent zaleca go podobnie jak poprzedniego do połowu szczupaka, sandacza, okonia, bolenia i pstrąga. Modelowe łowiska i metody połowu takie same dla całej serii MINNOW. Jeżeli chodzi o parametry techniczne to model ten jak wskazuje oznaczenie 9F jest woblerem pływającym o długości 9cm. Jego waga to 10g i schodzi do głębokości 0,8-1,2m.

Testy prowadziłem zarówno na otwartej toni jeziora jak i w pobliżu trzcinowisk. Podobnie jak wyżej opisany MINNOW bardzo ładnie lusterkuje i jego praca jest dobrze wyczuwalna na kiju. Natomiast jeżeli chodzi o właściwości rzutowe tego modelu to jest jeden mankament. O ile przy rzutach spod kija jest dobrze to przy rzutach znad głowy już jest zdecydowanie gorzej. Wobler bardzo często kręci się we wszystkie kierunki, co zdecydowanie skraca jego zasięg. Niestety również w trakcie tych testów nie złowiłem ryby.

Jeżeli chodzi o wrażenia estetyczne to woblery te wykonane są z wielką dbałością o szczegóły dotyczące barw i wykończenia. Polecam każdemu wędkarzowi posiadanie chociaż jednego z nich. Z opinii kolegów po kiju naprawdę potrafi być prawdziwym killerem. Połamania.

 


5
Oceń
(22 głosów)

 

Ocena sprzętu (ocen: 0)




Salmo Minnow- test - opinie i komentarze

SlyderSlyder
0
szkoda, że żadna rybka nie skusiła się na te cacka. Salmo to Salmo i warto zawsze mieć jakiegoś w pudełku. Zostawiam 5***** gwiazdek za opis przeprowadzonych testów i połamania. (2012-11-17 19:11)
kamil11269kamil11269
0
Fajne wobki (2012-11-18 18:25)
Lin1992Lin1992
0
Ciekawe przynęty. (2012-11-18 21:36)
luxxxisluxxxis
0
Minnow jest nieco przechwalony i niestety nic nie wyróżnia go z tłumu ,zwykła praca,żadnej iskierki....Jedynym ratunkiem jest dla tego modelu lekki tunning steru-przewężenie go w miejscu w którym wychodzi z korpusu.Zabieg ten sprawia że jego ruch stają się bardziej wężowe,migocze i podciągnięty szybciej schodzi z kursu-tak jak uciekająca w panice rybka.Generalnie nie polecam zakupu,w tym przedziale cenowym jest wiele modeli z "duszą",minnow to niestety tylko kawałek pianki pociągnięty lakierem:) (2012-11-19 07:58)
andrzej3023andrzej3023
0
Też bym takei stestował pozdrawiam andrzej (2012-11-23 23:00)
marek-debickimarek-debicki
0
Fakt, że Salmo wykonane są wzorowo i tak samo pracują. Posiadam dwa Salmo imitujące szczupaczka. Najbardziej mnie urzeka imitacja skrzeli i ich czerwone zabarwienie. (2012-11-25 16:55)
esox61esox61
0
Darowanemu koniowi w zęby się niby zaglądać nie powinno. ;) W firmowych woblerach nieszczęściem jest skomplikowany proces wytwarzania i konieczność wielu ustawień pod jeden konkretny model. W rękodziełach jest zgoła inaczej. Stąd tu znacznie łatwiej o eksperymenty bo i serie nie są duże i różnorodność większa. Wystarczy zmiana wielkości steru, przesunięcie obciążenia i już jest coś co może się okazać hiciorem. To tak jak z obrazami. Są fabryczne reprodukcje i są oryginały. Firmowych woblerów potrzeba kilkadziesiąt a rękodzielniczych kilkanaście by się dostosować z przynętą do gustów ryb i do łowiska. (2012-12-01 16:47)

skomentuj ten artykuł