Sandacz na płaskim dnie


Metoda na sandacza
Wybierając łowiska warto udać się nad te z płaskim dnem – sandacze pojawiają się tu bowiem bez względu na pogodę czy poziom wody, więc mamy większe szanse na powrót do domu ze sporą liczbą schwytanych okazów. Warto także pamiętać o tym, aby łowić w miejscach, na które pada światło – chodzi nie tylko o komfort łowienia i większe bezpieczeństwo przy ewentualnym brodzeniu w wodzie, ale również fakt, że do światła ciągnie drobnica, a za nią, jak wiadomo, drapieżniki.

Jaka przynęta?
Jeśli chodzi o przynęty, to sprawdzonymi wabikami są gumowe rippery i twistery – skusza się na nie połowa wszystkich zławianych sandaczy, choć część drapieżników „lubi” też polowania na martwe rybki i woblery. Do łask powrócił również kogut, składający się z ołowianej gumki i wielu ozdób. Sprawdza się zwłaszcza latem, kiedy mimo okresu intensywnego żerowania, trudno natrafić na sandacze, a szybko poruszający się i uderzający w dno kogut zwraca szczególną uwagę drapieżników. Ma też inne plusy - ta ostro i gwałtownie opadająca przynęta pozwala na szybsze obłowienie łowiska, w porównaniu z innymi wolniejszymi metodami, wymagającymi większej precyzji i czasu. Poza tym ryby atakują koguty ze znacznie dalszej odległości niż inne przynęty.

Innym sposobem na kapryśne sandacze może być częsta zmiana kolorowych wabików i tu przydaje się taktyka. Chodzi o to, aby najpierw stosować woblery w standardowych kolorach i prowadzić je ze zmiennym tempem, potem, w zależności od zachowania ryby, dodać do tego samego wabika jakiś żywy kolor i zastosować identyczną technikę jego prowadzenia, co poprzednio. Dopiero jeśli to nie pomaga, powinniśmy zmienić sposób prowadzenia woblera. Przy okazji warto też zmienić przynętę na większy model, zwłaszcza jeśli łowisko nie należy do najłatwiejszych – to zwiększy nasze szanse na udany połów. Większe, pływające woblery to dobry wybór zwłaszcza późną jesienią, kiedy sandacze w poszukiwaniu pokarmu skrywają się przy opaskach i między głazami. Możemy dopasować ruch woblera do otaczających go ryb i przykładowo raz poruszać nim rytmicznie, odchylając na boki, a jeśli to nie zadziałała, pracować agresywnie i hałasować grzechotką. Na taką przynętę skusi się nie tylko drobnica.

Kiedy i gdzie na sandacza?
Jak wiadomo, zima nie oznacza przerwy w polowaniach na sandacze, wręcz przeciwnie, mimo że wówczas są wyjątkowo kapryśne i nieregularnie zerują, można złapać naprawdę duże sztuki. Szczęście sprzyja tym, którzy wykazują się cierpliwością i regularnie penetrują łowisko, najlepiej w jego najgłębszym miejscu, sięgając aż do samego dna. Pewne lokalizacje to ujścia kanałów i głębokich rzek, głębokie rynny i dzikie burty, w pobliżu których nie trudno o pożywienie, którego sandaczowi nie chce się zimą zbytnio szukać. Udanym łowom sprzyjają z pewnością łagodne zimy, wystarczy bowiem tylko kilka ciepłych dni, o które u nas w ostatnich sezonach nie trudno, by drobnica przemieściła się w płytsze rejony, a za nią oczywiście sandacze. Dodatkowo warto także zasięgnąć języka u miejscowych wędkarzy o dostępne w danym łowisku ryby, zwłaszcza o leszcza, któremu zazwyczaj towarzyszy sandacz. O tej porze roku dobrą metodą na złowienie tego kapryśnego drapieżnika jest położenie gumki na dnie, ale pod warunkiem, że jest ono twarde, np. piaszczyste lub żwirowe. Generalnie trudno jednak wskazać idealną przynętę na szczupaka, który raz podąża za ciężkimi gumami, a innym razem woli lekkie, kolorowe woblery. Pocieszać może fakt, że drapieżna natura sandacza skłania go do atakowania wszystkiego, co znajduje się w jego pobliżu. Wykorzystując ten fakt warto więc używać wszystkich dostępnych nam wabików i wybierać się nad łowisko z całym ich arsenałem, w przypadku sandaczy każda metoda może bowiem okazać się skuteczna.
Miłego łowienia

 


4.5
Oceń
(2 głosów)

 

Sandacz na płaskim dnie - opinie i komentarze

skomentuj ten artykuł