Sandacz na spławik

/ 13 komentarzy / 2 zdjęć


Wędkarze łowiący sandacze na przynęty naturalne zawsze starają się umieścić przynętę jak najdalej od brzegu. Dlaczego tak się dzieje nie mam pojęcia? Owszem na zbiornikach zaporowych i płytkich rozległych jeziorach gdzie wszelkie przegłębienia dna są z zasady daleko od brzegu jest to często uzasadnione. Jednak nawet na takich łowiskach często się zdarza, że sandacze (głównie nocą) podpływają żerować w pobliżu brzegu. 

Sandacz na lekką spławikówkę

Wrzesień 2012. Zaporówka Sulejów. Rejon Barkowic Mokrych. Cel podstawowy– leszcze. Cel dodatkowy – sandacz, sum, może węgorz. Ryba bierze kiepsko. Do zmroku kilka płoci i jeden podleszczek trzy ćwiartkowy. Płotki zostawiam w siatce na drapieżnika, leszczak cały czas rośnie w Zalewie. Montuję dwie drapieżne wędki. Ciężka pozwalająca na rzuty poza horyzont i lekka spławikówka o donośności maksimum 25 – 30 metrów. Przygotowuję z płoci kilka filetów dosmaczanych suszona krwią. Wkładam je do torebki strunowej i ładuję do specjalnego termosu z szerokim otworem, w którym najczęściej przetrzymuje się lody. W drugiej torebce oczywiście mam kostki lodu. Dlatego tak, bo czysto i żeby roztapiający się lód nie rozmoczył filetów. Dodatkowa zaleta, że spokojnie czystą kostkę można wrzucić do drinka. Całe wędkarskie towarzystwo wali zestawy tak daleko, że nie słychać plusku wpadającego do wody ciężarka. Ja najpierw sonduję dno markerem. Trafiam na ciekawy uskok jakieś 40 metrów od brzegu. Wykonuję kilka kontrolnych rzutów, aby dobrać jak najlżejsze obciążenie, ale zapewniające wygodny rzut w upatrzone miejsce. Zaznaczam markerem odległość i zakładam przynętę. Stosuję haki Gamakatsu Worm 2/0. Mikro zaczepy na trzonku nie pozwalają zsuwać się filetowi z haka. Hak cienki i mocny. Zdecydowanie ułatwia zacięcie sandacza z dużej odległości nawet, gdy trafi on w twardy element szczęki. Ustawiam sygnalizator dźwiękowy. Najczęściej stosuję w nocy typ MC, firmy Videotronic Nova. Super jest podświetlanie nocne i możliwość regulacji czułości brań! Tę funkcję docenicie, gdy wiatr będzie dokazywał. 

Naprawdę polecam tę polską firmę! Uważam, że należy promować naszych producentów, bo robią świetne rzeczy, sto razy lepsze od zagranicznej (i droższej) konkurencji. Jeszcze w górę hebel wolnego biegu na Imperialku i wszystko ustawione. Las na horyzoncie czarnym grzebieniem gasi słońce. Pik, pik, niebieskie oczko prawego sygnalizatora mruga do mnie zalotnie. Białe robaki coś tam na dnie znalazły. Zacinam. Krótki hol i chlapanie przy brzegu. Za chwilę ładny złoty leszcz pozuje do zdjęcia. Przez ponad dwie godziny nikt więcej nie łowi ryby. Drapieżniki – zero. 

Nagle moją uwagę przykuwa pewien dźwięk. Jakby ktoś sypał grochem po wodzie. Powtarza się to kilka razy, nie więcej jak 10 – 15 metrów od brzegu! Wiem, co ten dźwięk oznacza. To wyskakująca drobnica. Coś ją płoszy. Wyciągam szybko ciężką „żywcówkę”, a stawiam lekką spławikówkę przy brzegu. Na spławiku świetlik. Nie mija pięć minut, gdy filet zaczyna ciągnąć za sobą spławik. Branie! Świetlik mruga do mnie kilka razy zaznaczając kierunek ucieczki ryby i gaśnie pod wodą. Żyłka wolno spada ze szpuli. Ponieważ filet nie jest zbyt duży, a branie jest pewne nie czekam długo z zacięciem, jakieś piętnaście sekund! Zacinam mocno! Nie można zacinać słabo, bo wtedy hak może niedostatecznie wbić się w twardą szczękę sandacza, szczególnie, gdy nie wiemy, w którą stronę ryba ucieka ze zdobyczą. 

Czuję na haku przyzwoitą rybę, chociaż wydaje mi się po holu, że to może być niewielki sumek. Jednak nie! Prawie trójkowy sandacz. Kolejny filet, kolejny rzut i po mniej więcej godzinie następny sandacz. Potem jeszcze jeden! Ten jest największy. Ma prawie 5 kilogramów. Wszyscy koledzy po tej rybie pościągali zestawy i teraz artyleria wali przy samym brzegu. Nawet jeden z nich nie wpadł na pomysł zmniejszenia obciążenia. Szkoda było czasu! Wynik - wszystkie ryby nie tylko sandacze skutecznie przepłoszone. Do rana już bez efektów. Dlaczego opisałem tę przygodę? Z trzech powodów. Pierwszy, sandacze nawet w zbiornikach zaporowych mogą żerować blisko brzegu(to nie był odosobniony przypadek). Drugi, warto nawet w nocy obserwować i słuchać, co się wokół dzieje. Trzeci, zawsze na wyprawę sandaczową warto wcześniej przygotować dwie wędki. Lekką spławikówkę i ciężką gruntówkę, bo sandacze potrafią bardzo często zaskakiwać swoimi zwyczajami łowieckimi. Ta ryba uczy pokory!

 


4.9
Oceń
(39 głosów)

 

Sandacz na spławik - opinie i komentarze

MorciatyMorciaty
0
Bardzo ciekawy artykuł;) (2015-06-05 22:07)
HusqvarnaHusqvarna
+1
Ja się zgadzam, w zeszłym sezonie udało mi się złowić sandacza na czerwonego, 10m od brzegu, nie było głęboko :) I to nawet nie w nocy, a około 6 rano, słońce było już dobrze na niebie. (2015-06-05 23:09)
marek-debickimarek-debicki
+1
Twój artykuł Piotrze uczy, że w wędkarstwie nie ma schematów, a wygrywa zazwyczaj ten, kto umie czytać wodę. Przy tym trzeba zaznaczyć, że czytanie wody to nie rutyna, a ciągłe eksperymentowania i obserwacja tego, co się dzieje wokół nas. Serdecznie pozdrawiam. Marek (2015-06-06 08:34)
koleskoles
+1
I chodzi właśnie o to co wędkarze mają po utrwalane w głowach za mity , że głęboko ,że daleko , że w nocy (jak zdziwiony jest kolega Husqvarna z komentarza wyżej) a to ,że wąskie gardło to ukleja najlepsza ,że czekać na drugi odjazd bo inaczej bardzo ostrożny sandacz puści , a to wszystko mija się z prawdą i jest powtarzane przez tych wędkarzy którzy to złapią sandacza raz kiedyś przypadkiem. Ja łowie blisko do 30 metrów max ,czasami zaraz za trzciną na 2metrach , najlepsze godziny to między 7 a 9 i między 18 a 21 od czerwca do września ,później ta pora zmienia się na 15 do 19 , łowie często na krąpia, zacinam przy pierwszym odjeździe bo na drugiego się nie idzie doczekać , a jeśli nawet jest to z bezpiecznym uwolnieniem można się pożegnać bo hak już w żołądku.Wszystkim powtarzającym podobne rzeczy radzę wnioski wyciągać po dłuższej praktyce w łowieniu tej ryby która to dorasta do rangi mitycznej a wcale na nią nie zasługuje bo złowić ją to żaden problem. pozdrawiam (2015-06-06 10:10)
janglazik1947janglazik1947
+2
Największego mego sandacza złowiłem o godzinie 10 ,15 RANO przynajmniej dla mnie , bo nie lubię wstawać przed 7,00. A co mam złowić to i tak złowię. Po za tym i tak wszystkie rybki wracają do wody. NIE MUSZĘ ZŁOWIĆ !!! (2015-06-06 18:36)
jendreczekjendreczek
+1
Dziś sandaczyk 54 cm 3 m od brzegu jak to mówią gdzie patyki tam wyniki. Musiałem go wyłowić płoszył mi wzdręgi. Zawsze mam ze sobą żywcówkę bo jak się zanęci na białą i nagle przestają brać zawsze w wodzie ląduje żywiec ( od czerwca nigdy nie łowię drapieżników przed 1 czerwca ) (2015-06-07 13:51)
rysiek38rysiek38
+2
co prawda to prawda ,kiedyś wracałem z kumplem z nocki br5zegiem (Lubniewice)świecac latarką i szok - pod samym brzegiem sandacz metrówka przy dnie chcieliśmy się ruszyć powoli do tyłu ale się spłoszył skutecznie nas mocząc-ot taka mała przygoda :-) (2015-06-07 15:27)
slawekkiel17slawekkiel17
+1
Dobry wpis milo sie czyta, sliczne fotki pieknych ryb. Wiedza o rybach i ich zyciu to bardzo rozlegly temat (wydaje nam sie ze duzo wiemy). Zycie za kazdym razem pokazuje jak mala czesc tej wiedzy udalo nam sie poznac. Gratulacje i pozdrowienia *****5-ka Slawek. (2015-06-10 05:57)
KomanczKomancz
+1
Zauważyłem, że sandałki pod wieczór i nocą chętnie wychodzą pod brzeg w poszukiwaniu zdobyczy. Złowiłem jednego na spining na malutką obrotówkę. Nie był to okaz ale jednak. Brat łowiący na trupka kilka brań zaliczył również w niedalekiej odległości, pomimo że tak jak pisałeś inni bombardowali jak najdalej się da. Schematy w wędkarstwie to śmierć ? :) (2015-06-11 18:59)
ogtwogtw
0
W nocy i daleko od brzegu, tak próbują młodzi wędkarze łowić sandacze i dziwią się, że nie potrafią go zaciąć. Tymczasem sandacze, które nic albo niewiele upolowały w nocy, polują w dzień przy brzegu na drobnicę, która pływa w śród zanęty wrzuconej przez wędkarza.  (2017-11-21 18:33)
filip-skurafilip-skura
0
Bardzo fajnie że piszesz o tym jak łowić sandacza na spławik :) (2017-11-24 22:31)
filip-skurafilip-skura
0
Bardzo ciekawe :)l (2017-11-24 22:33)
Alister Alister
0
Piotrze, lubię czytać Twoje artykuły, bo zawsze celne merytoryczne rady i wskazówki otula metaforyczna, poetycka mgiełka.  Powyższy artykuł potwierdza, że wędkarz kreatywny, mający "oczy i uszy szeroko otwarte", może liczyć na nieprzypadkowe sukcesy. Nawet wtedy, gdy inni mówią:  "nic panie nawet nie szturnie". ;) Za artykuł oczywiście piątka.  (2017-11-25 16:31)

skomentuj ten artykuł