Zaloguj się do konta

Sandacze na koguta od Marabuta

Sandacze na koguta od Marabuta - Lato w pełni trzeba jechać w Polskę szukać nowej przygody. Na mapie, wybieramy z Darkiem zaporówkę. Jedną z wielu, zaporówek w Polsce jak psów. Wybieramy na chybił trafił i jedziemy. Ruszamy w nocy bo chociaż trasą na zachód szybko się leci, jest to jednak spory kawałek drogi. O świcie jesteśmy na miejscu. Wodę pokrywa gęsta mgła. Zrzucamy łódkę, odpalamy echosondę i zaczynamy oglądać "telewizję". Wszędzie widać białoryb. Płyniemy powoli aby nie władować się w rybackie sieci, które pewnie jak wszędzie są słabo oznakowane. Płytko, może metr osiemdziesiąt, czasem jakiś niewielki dołek ale za to twardo. Znajdujemy rynienkę. - Ty, tu są sandacze! Stoją na kancie rynny i to dużo! Stoją na całej długości! Żerują! - Poinformował mnie podekscytowany kolega. Szybko zakładamy gumy. Te najpyszniejsze, najlepiej sprawdzone i po przejściach. Ale będzie łowienie. Po godzinie bez dotknięcia nasz zapał topnieje jak wiosenny śnieg.

Znika również mgła. Zaczynam się rozglądać po łowisku. To nie zaporówka, tylko zaporóweczka. Z jednego jej końca widać malutką zaporę po przeciwległej stronie. Spod mgły wyłoniły się również namioty, namiociki, kampery, domki i setki wędek wystających z trzcinowisk. No czegoś takiego nie widziałem nawet na Zalewie Zegrzyńskim. Gdzie nie spojrzeć wędkarze! To żeśmy sobie eldorado znaleźli. Im bliżej zapory tym głębiej. Sandacze widać w rynnie, każdym dołku, na spadach i garbach. To chyba nie możliwe, pewnie "telewizor" nam się zepsuł albo to po prostu jakieś inne ryby. Na wodzie pokazują się wędkarskie łódki. Po dziewiątej wypływają łodzie motorowe, skutery i rowery wodne. Na naszą zacumowaną łódź prawie wpadł rozpędzony banan pełen rozwrzeszczanych dzieciaków. Bachory rozsypały się dookoła łodzi i potwornie jazgotały. Cholerna dyskoteka! Upał zrobił się jak diabli, a mnie zaczęła boleć od tego wszystkiego głowa. Wracamy na płytką wodę bo tam jest odrobinę spokojniej.

W płytkiej rynnie widać żerujące ryby. Gmeram w pudełku z gumami i już sam nie wiem co wybrać. A może na koguta? Nie próbowałem wcześniej bo miałem same ciężkie. Ale co tam. Wyciągam koguta od Marabuta. Fioletowe piórka ożywają na wietrze. Krótki rzut i ciężka główka rąbnęła o twarde dno. Podbijam wysoko aby przynęta zrobiła chociaż króciutki opad na płytkiej wodzie. Pod samą łodzią kogut zawisł na chwilę w toni. BUM! Strzał prawie wyrwał mi wędzisko w z ręki! Siłowo wyciągam na powierzchnię sandacza. Nie za wielki, taki z 55cm ale jest! Kątem oka widzę, że Darek też holuje rybę. Na koguta! Rzucam w miejsce gdzie gdzie powinien zacząć się spad rynny. Pierwsze podbicie, opad i mocne puknięcie. Kolejny sandacz pozuje do pamiątkowego zdjęcia i po chwili majestatycznie odpływa przed siebie. Od godziny 13 do wieczora mamy na koncie około 40 sandaczy. Największy przypadł Darkowi i miał 70cm. Mi trafił się piękny boleń, a przed zmrokiem partolę hol pięknej ryby.

Pod wieczór, szczęśliwi jak nigdy szukamy większych ryb na echosondzie. Po drodze mijamy spinningistę na łodzi. Zapytany o wyniki marudzi, że biorą ale same małe. Warto jednak poszukać bo znajomy tydzień temu trafił sandacze 80 i ponad 90cm. Faktycznie warto. Warto nawet się tymi mniejszymi pobawić, bo taką zabawa na co dzień się nam nie zdarza. Na koniec zadaję pytanie które nurtuje mnie już od samego rana. - A rybacy w jakie dni i w jakich godzinach siatki stawiają? Wędkarz zanim mi odpowiedział popatrzył się na mnie jak na wariata - Panie, tu w całym okręgu nie ma rybaków. Noc spędziliśmy w samochodzie. O świcie znowu byliśmy na wodzie. Zanim wyszło słońce sandacze tłukły jak wściekłe. Potem trochę się uspokoiły i wyszły na żer w największy żar około dwunastej. Zażerały tylko koguty. Pewnie jesienią im się odmieni ale na razie trzeba dzwonić do Marabuta aby nakręcił nowych. Część kogutów utknęła w karczach. Sandacze na koguta

Wracając na Mazowsze już planujemy kolejny wypad na małą zaporówkę. W myślach rozbrzmiewa mi ciągle zdanie wypowiedziane przez zagadniętego wędkarza - Panie, tu w całym okręgu nie ma rybaków. Nie ma rybaków, to taki drobny szczegół, a jak wiele musi znaczyć dla ekosystemu małej zaporówki obleganej przez wędkarzy. Tu się udało, szkoda, że u nas podobno się nie da.

Opinie (12)

raist

Ostatnio sandacz zwraca moja coraz wieksza uwage wiec artykuł dla mnie jak znalazł. moze ktos polecic konkretne modele kogutów i moze podac link gdzie moge je zakupic? Podajcie jesli to nie problem takie ktoreu was sie sprawdzaja. Bede wdzieczny. [2014-09-30 09:44]

Sebastian Kowalczyk

Możesz kupić bezpośrednio od Piotra Marabuta Ziółkowskiego. Polecam fioletowe. Oprócz sandaczy uwielbiają je duże okonie. https://www.facebook.com/profile.php?id=100000843375338&fref=ts [2014-09-30 09:50]

marek-debicki

Nie ma co dyskutować! Nosa do ryb i stosowną smykałkę do wędkowania to po prostu macie Panowie we krwi. Pozdrawiam i *****pozostawiam. [2014-09-30 10:58]

89krzysztof

Wpadnijcie na jezioro goczałkowickie na sandacze. Nawet Wam tygodniowe zezwolenia postawię, jeśli tylko pokażecie jak łowicie te sandacze z brzegu :) [2014-09-30 11:07]

Sebastian Kowalczyk

Krzysztof sandacze z brzegu dobrze łowi się w rzece a w jeziorze to dosyć ryzykowny pomysł. Lepsze są już niewielkie żwirownie które właściwie można obłowić dokładnie całe obchodząc. A masz tam już miejsca dostępne z brzegu w których jesteś pewien żerujących ryb? [2014-09-30 12:00]

tyxck

http://allegro.pl/koguty-sandaczowe-szczupakowe-zestaw-nr-05-kogut-i4583957703.html Polecam!!!!! Kupiłem, wypróbowałem i będą często wykorzystywane. Jakościowo pierwsza klasa. [2014-09-30 15:50]

barrakuda81

W moim okręgu po rybakach już dawno pozostało tylko wspomnienie...Za to kłusole się trafiają ale już nie bezczelnie - boją się.A z rybkami to różnie mimo to...Pięknie połowiliście!Natrzepaliście zanderków jak okoni na troka lub paprocha - można powiedzieć hurtowo:-)Tak się zabieram za te koguty jak pies za jeża ale od dawna mam zamiar potestować u siebie gdzie guma nie daje rady.Ot i dodatkowa motywacja dla mnie!*****.Pozdrawiam. [2014-09-30 20:15]

krisbeer

O rany jak ja wam zazdroszczę tych wypraw. Normalnie łza się w oku kręci. Czy Wy wróciliście kiedykolwiek o kiju? Kolejna świetna relacja ***** pozdrawiam [2014-09-30 21:40]

karwos33

Przepiękne ryby, bardzo fajny opis i ciekawe koguty :) oczywiście *****, pozdrawiam [2014-10-06 07:44]

czeczen78

Zapraszam na sandacze do Szczecina na Odrę lub Regalicę - dominująca metoda to kopyto z opadu lub drop shot. [2014-10-08 11:16]

Angler65

Warciane sandacze z brzegu -polecam wyprawy wieczorne na wysokości Ostrowa Tumskiego albo w porcie...miejscówek jest ogrom-małe uklejo podobne woblerki (pływające lub wolno tonące) prowadzone małymi skokami nawet metr od brzegu, dają zaskakujące efekty. Nie ma zakładów przemysłowych, woda czysta i rybna.Dominują obecnie: Okonie,Jazie,Klenie,Sandacze i Szczupaki. Wspaniały opis wyprawy. Połamania kija. [2014-10-14 03:56]

amand

Super artykuł a jakie ryby................ No cóż tylko pozazdrościć. Artykuł bardzo mi sie podobał jak i koguty. Ocena za artykuł 5 [2014-11-02 08:18]

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za komentarze Internautów.

Czytaj więcej