Zaloguj się do konta

Sekrety Uraima Falls - wędkarska Venezuela

Tak jak sie umowilismy wczesniej spotykamy sie z Pawlem i Grzesiem-Loluniem…HAHAHAHAA zawsze jak przypomne sobie ten jego pseudonym nie wiem dlaczego ale chce mi smiac – w posadzie Don Carlos w miescie Bolivar. (polski rexhunt rex hunt) Posada bardzo fajna, taki przytulek dla wloczykiji z calego swiata. Budynek kolonialny z wielkimi drewnianymi drzwiami wiernie oddaje klimat epoki walk niepodleglosciowych. Polozony w centrum, w starej czesci miasta na tylach jednego z najbardzej zacnych budynkow, siedziby dawnego Kongresu, w ktorym w XIX wieku Libertador Simon Bolivar odczytal Akt Niepodleglosci / Acta de Independencia/ Venezueli. Co prawda jego sen o utworzeniu silnego panstwa Wielkiej Kolumbi w sklad ktorego mialy wchodzic dzisiejsze Peru, Bolivia, Ekwador, Kolumbia i Venezuela, nie spelnil sie ,bo interesy lokalne byly silniejsze. To jednak niezaprzeczalnie wielki mial wklad w wyzwolenie tych panstw spod panowania korony hiszpanskiej.

Ale wracajac do tematu, ustalamy plan dzialania. Chlopaki troche zmeczeni , tak wiec dzisiej przenocujemy w posadzie, naladujemy baterie i z nowymi silami ruszymy na podboj rzeki Paragua. Loluniu juz snuje marzenia o swoich dwucyfrowych trofeach.

Wczesnym rankiem zbieramy nasz majdan, a jest tego troche. Skrzynie ze sprzetem biwakowym I wedkarskim, bazuki, agregat pradotworczy i czort wie co jeszcze. Plecaki I torby chlopakow daja mi duzo do myslenia. Czy aby ich zony nie wygnaly z domu ? Wyglada to wszystko jak przeprowadzka. Dopijamy ostatnie lyki kawy gdy na salonach pojawia sie Batko, Serb z pochodzenia o imeniu George . Na dzien dobry pare niecenzuralnych slow po serbsku w stylu “ kako radisz piczka materna ? “. To takie serdeczne zapytanie jak sie czujesz. Lubie serbski jezyk za to bogactwo kwiecistego slowa. Mam bardzo serdecznych znajomych, malzenstwo serbow gdzie kobieta ma domieszke krwi wegierskiej. Jak oni sie przepieknie kloca.. jaka bogata mieszanka slow. Gdy klotnia nabiera rozmachu w powietrzu szybuja joby serbskie, wegierskie I oczywiscie nie moze zbraknac hiszpanskich. Bedac swiadkiem tych swoistych scenek rodzajowych pojalem od razu dlaczego Balkany sa punktem zapalnym Europy.

Pozdrawiam rownie serdecznie naszego serbskiego przyjaciela I mowie : vamos batko, hajde bryzo, co w tlumaczeniu tej serbsko-hiszpanskiej mieszanki znaczy ; choc bracie, pospiesz sie.
Ale mimo iz bedac europejczykiem przystosowal sie perfekcyjnie do warunkow latynoskich, do ich poludniowego temperamentu/ jak mawial moj kolega” mam poludniowy temperament, przed poludniem nie wstaje”/ i na slowo pospiech odpowiedzial mi szczerzac swoje konskie zeby w usmiechu “ boli me kurec batko”/ Rozsiadl sie wygodnie przy stole i zaserwowal sobie kawke. Rozumiem,poranna kawa to bardzo wazna czynnosc, a pospiech.. ponoc swiadczy o niskim pochodzeniu.

Batko dopil spokojnie kawe I oznajmia ze jest gotow. Zbieramy szybko mandzur I w droge. Bedziemy jechali niecale trzy godzinki do miasteczka Paragua. Tu nikt specjalnie sobie glowy nie lamie z nazwami. Rzeka Paragua, miasteczko tez Paragua. Miasto Bolivar, plac tez Bolivar, nazwa stanu …. Bolivar. George prowadzi samochod szybko ale pewnie. Co chwila zaliczamy jakas dziure, droga bardziej przypomina szwajcarski ser niz jednolity asfalt. Nie szkoda ci samochodu pytam ¿ On juz prawie sprzedany, odpowiada szelma. Mozna i tak. To typ z tych, co maja seksualne podejscie do zycia.

Jedziemy samotnie , od dwudziestu minut nie minelismy zadnego auta. Po obu stronach drogi rozciaga sie savanna ze swoimi rachitycznymi krzewami. Ziemia rolniczo jest tu uboga ale kryje inne bogactwo. Czerwony odcien ziemi to niewatpliwy znak obecnosci rud zelaza. I jest go bardzo duzo. Rudy zawieraja do 90% zelaza. Batko przypalajac cmika, otworzyl okno I poczulismy jak goraca fala oblewa nasze twarze. Nagle zrobilo sie jak w piecu, gorace powietrze pali twarz. Koncz to palenie I zamykaj okna bo nas tu ugotujesz ,mowie. Batko popatrzyl na nas i chyba wyczytal w twarzach ze sytuacja jest powazna bo natychmiast zamknal okno. Od razu inaczej, jak ulga. Zostalo jeszcze ok 2 godzin jazdy, krajobraz monotonny, czas na lekka drzemke.
Pueblo Paragua , Rio Paragua

Ze snu wyrwal mnie pisk opon. To George zahamowal przed punktem kotrolnym Gwardii Narodowej przy wjezdzie do pueblo. Rutynowa kontrola i wjezdzamy do Paraguy. Bylem tu rok temu , miasteczko bylo wymarle, ulice puste a teraz…..Nie do uwierzenia., tetni zyciem jak mala metropolia. Widac ze plan naszego prezydenta Chaveza nie wypalil. Tak jak pisalem wczesniej proba przeksztalcenia poszukiwaczy zlota w rolnikow to nie trafiony pomysl. Mimo pompowania rzadowych pieniedzy w kredyty na dzialalnosc rolnicza, poszukiwacze dzisiej siedza w kopalnich i …kopia. Bo kopiac ma pieniadze codzinnie, mniejsze czy wieksze ale ma, i kazdego dzionka licznk pracuje. Podjezdzamy do posady Las Emancypadoras. Panowie szybki lunch a ja jade z serbem na zakupy. Potrzebujemy prowiant , lulki, lod i flaszencja rumu tez nie pomiesza. Serb zaczyna juz marudzic, ze mu sie spieszy, ze trwa toz a dlugo. W tym kraju ludzie niechetnie przychodza do pracy, z ato bardzo chetnie z niej wychodza. Uspokajam go slowami, no me zajebawasz czlowiecze… i cud .. zrozumial. Juz usmiechz powrotem zakwitl na twarzy. Serbowie to specyficzna nacja. U nich przeklenstwa to jak czule , pieszczotliwe slowka.

Zakupy zrobione , wracamy do posady, zabieramy chlopakow I jedziemy do przystani. Loluniowi juz sie oczy byszcza….zobaczyl rzeke i jakby dostal dopalacza. Zbiera szybko nasze graty I juz siedzi w lodzi. Nasz sternik Valentin, indianin z plemienia Pemon wlaczyl silnik, plyniemy ….
Uraima Falls

Po dwoch godzinach dobijamy do piaszczystego brzegu . Po drugiej stronie widac spienione grzywy, to Uraima Falls. Najlepsze na swiecie lowisko na Payare. Prawie 80% swiatowych rekordow padlo wlasnie tutaj. Szybko rozbijamy obozowisko, bo Loloniu juz nie moze powstrzymac napiecia I ciagnie go na wode. Popedza nas wszystkich lacznie z indianinem ktory ma mine jakby zobaczyl marsjanina. Co ten bialas tak biega, po co ten caly pospiech ?
Robota pali sie w rekach, namioty juz stoja, materace nadmuchane, agregat podlaczony, kuchnia zainstalowana. Pojechali.. Loluniowi nie trzeba dwa razy powtarzac. Ja zostanje w kampamencie a chlopaki z Valentinen plyna na maly wodospad . Payara tam jest ale o medalowa sztuke trudno. Jutro poplyniemy na wlasciwe lowisko, na jego najlepszy odcinek polozony miedzy dwoma wodospadami. I tam… hulaj dusza, piekla nie ma. To wlasnie w tym miejscu padl do dzisiej aktualny rekord swiata , egzemplarz payary o wadze 39 lbs. A moze i nam powiezie i na tablicy rekordow IGFA znajdzie sie polskie nazwisko ?

Panowie niech sobie lowia a ja przygotuje sobie sprzet na jutrzejsze wyzwanie. Mam juz jedna nauczke ze zlamana wedka I wole dmuchac na zimne. W tym miejscu moze wydarzyc sie wszystko, a nic tak nie boli jak stracona ryba przez glupote, badz nieprzygotowany odpowiednio sprzet. Jako ze w miejscu tym bedziemy lowic egzemplarze naprawde duze ok.10 – 15 kg, a moga trafic sie I wieksze. Wystepuja tu takze aimary o wadze 25 kg I silne jak byki bagre jaque.Punkty newralgiczne sprzetu to ; koleczka, agrafki, kotwice, plecionka. Bardzo czesto agrafki sie rozpinaja, koleczka I kotwice porozginane, a przetarta plecionka gwarantuje utrate ryby I czesto kosztownego woblera. Tradycyjne koleczka przy woblerach wymieniam na marki owner, obowiazkowo wymieniam kotwice na wieksze o 2 lub 3 numery , I bardzo wazne ,po kazdym braniu czy zaczepie trzeba je podostrzyc.Przypon odpowiednio dlugi nawet do ok 70 cm, uchroni nas czesciowo od przetarcia plecionki w momencie gdy zapieta ryba idzie po dnie lub przy kamieniach, a kamieni I glazow nie brakuje . Ostanio po przeczytaniu jednego z artykulow P. Jacka Kolendowicza z Wedkarskiego Swiata ,dodaje do zestawu metrowej dlugosci amortyzator z zylki nr 70. Payara ma pysk wyjatkowo twardy, praktycznie pozbawiony masy miesnej, jedne kostki I plytki. W trakcie wyskokow z wody kotwica obluzowywuje sie w pysku I wystepuje to co wielu wedkarzy nazywa “wypluwaniem woblera “. Akcja I reakcja. Plecionka jest idealna przy zacieciu, wytrzymala ale niestety nie elestyczna. I tu wlasnie sprawdza sie amortyzator z zylki. Jescze krotka inspekcja plecionki czy nie ma przetarc i jestem gotowy na jutrzejsze wyzwanie..
Dobrze po zmroku slysze silnik lodzi, plyna nasi. Jak bylo pytam ¿ Zlapalismy kilka sztuk, takich miedzy 4 a 6 kg. odpowiadaja. Czas na kolacje , no nie……….. nie moge uwierzyc. Butla gazowa ktora nam dali jest…… k…. pusta. I tu niezastapiony jest nasz przyjaciel Valentin. Cichy, skromny , uczynny i mistrz survivalu. W oka mgnieniu zorganizowal drzewo, zmontowal ruszt z zerdek, polaczyl to wszystko lianami bejuko i kuchnia gotowa. Nawet ogien sie juz pali, a na ogniu garnek z woda na kawe. Pawel z Lolunien posilaja sie kuba libra. No coz, ja tez nie od macochy a jak mawial moj kolega “ czlowiek nie wielblad, napic sie musi”. Dolaczam do kolegow i zaczelo sie. Wedkarski wieczor pelen opowiesci i taaaaaakich ryb.

Loluniu na wojennej sciezce
Ledwie ukazaly sie na horyzoncie pierwsze promienie slonca, wszyscy juz byli na nogach. Kapiel w rzece, sprzet i do lodzi. Miny rozesmiane, glowa az dziw nie boli mimo iz wieczorek troche sie przedluzyl, znaczyt rumek przedni napitek. Zwarci i gotowi plyniemy na odcinek specjalny Uraima Flls. Po drodze zartujemy ale czuc napiecie. Tak to jest jak plyniesz na lowisko gdzie mozesz ustanowic nowy record swiata.

Loluniu zartuje ale bacznie obserwuje rzeke. Loluniu to bardzo ciekawa postac. Czlonek klubu Bayan goo, wedkujacych globtroterow.Wedkarz z krwi I kosci, nawet kiedys przeszlo mi przez mysl ze w miejscu gdzie kazdy z nas ma serducho Grzesiu ma multiplikator najnowszej generacji. To tylko zart, Grzesiu vel Loluniu to wspanialy czlowiek, pasjonat, wedkarz -sportowiec z duzym poczuciem etyki wedkarskiej. Ale … zawsze jest jakies ale. Pamietam lowiac pozniej na Guri, postanawiamy zmienic miejsce a Loluniu na to ze nie bo juz mial trzy pobicia, ale o zadnym nie wspomnial wczesniej szubrawiec. Nu pagadzi zajc…

Zblizamy sie lodka do skalnego progu, woda spieniona, nurt nieprawdopodny. Zwezenie rzeki jej spadek tworza gardziel ktora raftingowcy klasyfikuja , poziom 4.5. Panowie kamizelki prosze zalozyz oznajmiam kolegom I wplywamy na prog. Adrenalina podnosi sie gwaltownie. Mala , 5 –cio metrowa lupinka dziarsko mknie po grzywach. I tu nasz Valentin ze stoickim spokojem , z twarza bez wyrazu , pewnie przeprowadza lodz przez prog. Fachura. Loluniu juz z wedka w reku niecierpliwie czeka na sygnal . Przyneta do wody i zaczela sie wielka gra. Lowimy trolujac. Casting czy spinning na tych bystrzynach to silowy wyczyn a I tak nie sprowadzi sie przynety gleboko. Nurt jest tak bystry ze w niektorych miejscach lodka stoi w miejscu mimo ze silnik pracuje I to na wcale niemalych obrotach. Nie mija 5 minut branie. Pavel holuje pierwsza payare, pierwszy wyskok , za chwile nastepny, pieknie blyszczy w sloncu srebrna luska. Nie jest duza jakies 4 kg. Wraca do wody I lowimy dalej. Nastepne pobicie znowu u Pawla. Sytuacja sie powtarza, ryba tez podobna wagowo. Patrze na Lolunia I widze ciemne chmury na twarzy. Rozglada sie na boki, studiuje wode I … nagle zaciecie. Chmury z twarzy znikaja , zastepuje je wyraz emocji. Loluniu spokojnie prowadzi rybe, choc widac ze mala nie jest. Nie ma wyskokow, zapowiada sie ciekawie. Mniejsze sztuki skacza prawie zawsze tuz po zacieciu, wieksze egzemplarze , najpierw muruja badz ida ostro w ton wyciagajac niezly zapas zylki. Przerwalem lowienie I obserwuje zmagania Grzesia. Podprowadza ja coraz blizej lodzi, nagle woda otwiera sie jakby ktos wlaczyl fontanne I wyskakuje srebrny ksztalt. Payara, na oko 10-tka murowana.
Wywinela salto w powietrzu I widac jak odczepiony wobler szybuje luzno w powietrzu. Cisnienie rosnie. Spogladam dyskretnie na Grzesia , twarz mowi sama za siebie. Grzes wstapil na sciezke wojenna. Ne ma zmiluj. To juz osobiste wyzwanie. Ostrzy kotwiczki I przyneta za burte. Nie mija 10 minut I Grzes ma nastepne pobicie. Na twarzy koncentracja na maksa. Po kilku minutach fantastycznego holu ryba laduje w lodzi. Waga i oczy wszystkich skupione na skali….12 kg GRATULACJE. Jeszcze widac malujace sie na twarzy emocje , radosc rozpierajaca klatke I ten slodki wyraz zadowolenia I dumy. Widowiskowy hol I piekna ryba wraca z powrotem do wody. Zmagania Grzesia obserwowala z brzegu grupa lokalnych wedkarzy, zaraz po tym wsiedli do lodek I dolaczyli do nas trolujac. Szczescie dzisiaj bylo jednak po naszej stronie .Co chwila ktorys z nas holowal rybe az w pewnym momencie poczulem przesyt I poprosilem by zostawili mnie na brzegu. Polowie z gruntu. Tak naprawde to chcialem odpoczac, a prz okazji lowiac z gruntu mam szanse zlapac bagre yaque. Sumowata ryba , nieprawdopodobnie silna. Europejskie sumy sa silne lecz ustepuja walecznoscia poludniowoamerykanskim. A ten gatunek wyglada jakby wyszedl z silowni, taki napakowany steryd.

Odpoczynek
Towarzystwo zadne payarowych wrazen odplynelo a ja spokojnie na kamiennej wysepce zaczalem montowac zestaw gruntowy. Tylko z nazwy gruntowy, bo ciezarek ktory stosuje jest stosunkowo lekki, oliwka 20gr. Dno jest kamieniste I o zaczep latwo. Uzbroilem zestaw, przyneta filet z ryby coporo /wyjatkowo skuteczna przyneta / wielkosci paczki papierosow I do wody. Rozgladam sie dookola, a jest na co popatrzec. Piekne bystrzyny, olbrzymie bloki skalne, nagle wzrok moj przykuly halasliwie, niemalze skandalicznie splawiajace sie ryby. To morocoto, gigantyczne piranie osiagajace wage do 30 kg. Zeruja jakies 15 metrow od miejsca gdzie zarzucilem moj zestaw. Nie bede przestawial , moze podejda same. Patrzac na wode przypomniala mi sie smieszna historia jakiej doswiadczylem lowiac w Amazonii na rzece Ventuari.

Wspomnienia
Sierpniowy, sloneczny poranek na rzece Ventuari. Jose, sternik podwiozl mnie lodka na kamienna lache przy brzegu I umowlismy sie ze przyplynie po mnie kolo 5-tej po poludniu.Miejsce ciekawe, bystry nurt, glebina, rokujace dobre lowienie, a wlasnie rozpoczal sie okres migracji sardinaty. Ryba niezbyt smaczna, duzo osci ale zato sportowa 100%. Rozpakowalem plecak, wyjalem zabawki, zmontowalem zestaw i zaczynam malym woblerem plywajacym, yo-zuri nr12 czesac wode. Rzucam w nurt, pozwalam splynac troche dalej i na granicy bystrzyny sciagam. Sa male pobicia ale nie moge zaciac. Tak mnie zajelo wedkowanie ze nie zauwazylem ze mam gosci. Przy jednym z rzutow obrocilem glowe I patrze a przy pudelku z moimi zabawkami grupka kobiet z plemienia Piaroa przymierza mepsy. Dokladnie tak, przymierzaja mepsy jakby to byly kolczyki od Cartiera albo Bulgari. Oj Vlad, sytuacja nie jest zbyt ciekawa. Im szybciej zareaguje tym lepiej. Podchodze do kobiet niestety nie mozemy sie porozumiec, zadna z nich nie mowi po hiszpansku. Coz przechodzimy na jezyk migowy. Jedna z nich trzymajac obrotowke mepsa w dloni przyklada do ucha …oj Boze ty moj mysle…. slyszac te westchniecia pelne zachwytu.Kto kiedys wygral z kobieta ? I na dodatek w takiej dysproporcji , ja jeden a ich piec… A jak mnie wezme za bogatego jubilera I zechca poslubic ? moze nawet i byloby ciekawie….nie , nie. mysli wroc. No coz, nie pozostaje mi nic innego jak podarowac pare blaszek i uratowac reszte, zanim panny znajda uzytek dla rapali. Podczas gdy obdzielalem wedkarska bizuteria indianskie krasawice podeszlo do nas dwoch Indian z tegoz plemienia. No nie, jeszcze tego brakowalo zeby tym sie wedki spodobaly. Ale indianie odnosili sie z wieksza rezerwa. Patrzyli natomiast na mnie, tak jakos dziwnie. Mniej wiecej tak jakby zobaczyli superkretyna, lub wyjatkowego ekscentryka , takiego lekko polusmiechnietego.Na twarzach mieli wypisane drukowanymi literami : ci biali naprawde maja cos z deklem, a ten to wyjatkowo ciezki przypadek.Dobrze ze nie chcieli wolac szamana by mnie wyleczyl. Kiedys uczestniczylem w obrzedach Indian sanema. Podczas obrzedow szaman dmuchnal mi do nosa przez rurke proszek z roslin halucygennych. To co poczulem mozna opisac krotko – bol taki ze myslalem ze przestrzelil mi mozg. Za to pozniej tanczylem przez cala noc do rana, I chyba nienajgorzej bo rano wszyscy mnie klepali na znak uznania. A moze cos mi z tego zostalo i dzisiejsi przybysze to zauwazyli? Tak czy siak nie podoba mie sie to.Zaczalem sie powaznie zastanawiac czym sobie na to zasluzylem, ale od lamania sobie glowy wybawil mnie jeden z nich. Skierowal swoj wzrok na skrzynke, serce zabilo mi mocniej, ale obawy moje byly nieuzasadnione. Zyczliwy indianin wzial jednego z woblerow i tlumaczac na migi dal mi do zrozumienia ze to sa dobre zabawki dla kobiet I dzieci, a ty gamoniu/to niby o mnie/ zlap sobie maczeta zywca I na tegoz zywca bedziesz mogl zlowic taaaakaaa rybe, ktora nakarmisz cala swoja rodzine. Aby podkreslic wage swoich slow, splunal siarczyscie przezutym tytoniem i odmaszerowl. Nie staralem sie mu nic tlumaczyc czy wyprowadzac go z bledu. Wazne ze dobytek ocalal.

Zebaty potwor
Z rozmyslan wyrwalo mnie gwaltowne szarpnecie wedki. Zacialem odruchowo, poprawilem jeszcze raz I zaczelo sie. Odjazd natychmiastowy, plecionka wyjezdza z kolowrotka w blyskawicznym tempie. Przykrecam hamulec I zaczynam pompowac. Walczac z ryba powoli podciagam ja do brzegu i… wyskok….Payara. To po to tu usiadlem zeby znowu lowic payary…kwadratowe moje szczescie. Ale zabawa przednia, ryba duza , walczy dzielnie. Po chwili laduje na brzegu. Odczepiam I mowie, plyn do Lolunia, on czeka tam dalej na ciebie.Poprawiam przynete I apiac w wodu. Momet I branie. Powtorka jak wczesniej , znowu payara. Jak chce lowic payary to nie biora, teraz nie chce I biora jak wsciekle. Brania sa non stop. Jestem zalamany. Nie polowie tutaj,zmieniam miejsce. Rozgladam sie za chlopakami, sa ale daleko pod drugim wodospadem. Jestem skazany na lowienie tutaj. Nie ma wyjscia, niech beda payary. Zarzucam powtornie ale blizej kamienistego brzegu. Branie natychmiastowe ale inne. Delikatne pykanie I powoli odjezdza. To na pewno nie payara. Zacinam silnie I czuje ciezar na kiju. Odjazd , wedka wygiela sie niebezpiecznie w litere u, ale spisuje sie dzielnie. Sprzet pracuje perfekcyjnie, teraz wszystko zalezy odemnie. Podciagam ja do brzegu I nastepny odjazd w ton. Bawimy sie tak przez dobre 20 minut. Powoli slabnie I udaje mi sie podciagnac pod sam brzeg, serducho wali mi jak oszalale gdy z wody wynurza sie zlowrogi, uzbrojony w solidne zebiska leb Aimary. Wlaczam szacunkowa wage, moze byc record swiata. Jesli ma ponad 15 kg mam rekord. Pelen emocji wyciagam rybe na brzeg I krzycze na chlopakow. Uslyszeli moje desperackie okrzyki I plyna w moja strone. Pokazuje z duma kolosa. Szybko waga I komisyjne wazenie. Nie powiozlo, niewiele ponad 14 kg, rekord swiata wynosi 14,6 kg a roznica musi wynosic 1lbs. No coz nastepnym razem, ale I tak satysfakcja ogromna. Panom gdy ujrzeli mojego byczka, przeszla ochota na payary, teraz obaj chca AIMARY. Szczescie mielismy wszyscy tego dnia, chlopaki zlowili aimary po. ok.10 kg a Loluniu mial przy burcie Payare ktora byc moze bylaby nowym rekordem swiata. Niestety to juz pozostanie zagadka jako ze spiela sie przy samej burcie. Moglismy tylko podziwiac ponad metrowy korpus OLBRZYMA.

Pozostala czesc relacji z tej wyprawy dotyczaca lowienia Peacock Bassa na Lago Guri napisze po powrocie . Siedze juz prawie na plecaku i wedkach, ale chcialem jeszcze przed wyjazdem zostawic jakis slad po sobie. Wyjezdzam na ok 2 miesiace , taka mala miedzynarodowa ekspedycja fishing-survival. Moj towarzysz podrozy Wegier -Zsolt nie mowi po polsku, rosyjsku ani po hiszpansku, ja po wegiersku tez nie, takze bedzie wesolo. Polak wegier dwa bratanki do kieliszka i do szklanki. Albo on nauczy sie hiszpanskiego co nie bedzie latwe albo ja opanuje wegierski w co sadze ze watpie. Dobrze ze tez wedkarz, damy sobie rade.

Wywiad mi doniosl o lowisku gdzie wystepuja Aimary po 40 kg i nie ukrywam napalilem sie jak lysy na peruke. Jade na poszukiwanie rekordu swiata, prosze sobie wyobrazic ksiege rekordow z wpisem polak – brzmi dumnie.

Jak ja kocham takie zycie.
Pozdrawiam serdecznie
Wedkujaca brac
Vladimir alias payara

Opinie (14)

jurek

Życzę Ci Vladimirze jak najwięcej takich przeżyć i wypadów w przepiękne miejsca naszego globu , gratuluję pięknej lektury oraz fotek ...........zachęcam Cię do pisania o swoich wyczynach ........pozdrawiam serdecznie Jurek . [2009-06-07 12:06]

swiezy

Dzięki że są ludzie którzy chcą opisywać i przybliżać nam takie wyprawy . Świetny artykuł i super foty . Oczywiście pięć . Pozdrawiam [2009-06-07 12:25]

moczykij1

Jestem pod wrażeniem opowieści.Widać, że Masz dar pisania. Gratuluję i zazdroszczę przeżyć. Czekam z niecierpliwością na następne. Pozdrawiam. [2009-06-07 13:57]

adler

Wspaniała relacja zz pięknej egzotycznej wyprawy. Dzięki Ci, przybliżasz nam nieznane stron świata,a czytając czujemy się jabyśm byli wz Wami.Jeszcze raz dziękuję i z niecierpliwością oczekuję na dalsze relacje. A tak poza nawiasem nie jesteś reporterem jakiegoś pisma? Odemnie duża piatka+. [2009-06-07 14:21]

spines21

bardzo interesująca relacja z bardzo ciekawej wyprawy.i ładnie napisana.też bym tam połowił,ale troche daleko:)zawsze chętnie czytam takie opowieścipozdro [2009-06-07 16:07]

użytkownik

Wyprawa do odległych krajów potrafi przyciągnąć nawet do przeczytania nieciekawego artykułu, jednak pańskie mógłbym czytać nawet o łowieniu karasi na pobliskim stawie. Prócz egzotyki i dobrych zdjęć jest dobra treść o forma. Gratuluje... ... a tak między nami to strasznie zazdroszczę ;)! [2009-06-07 20:11]

hubi

Tego nie da się opisac to trzeba przeżyć życze jeszcze większych sukcesów odemnie5 i pozdrawiam. [2009-06-07 21:43]

asd22

Naprawdę bardzo wyczerpujący artykuł... świetnie się to czyta. Szczerze zazdroszczę takich przeżyć... może kiedyś będzie mnie stać na taki wyjazd. Pozdrawiam serdecznie. [2009-06-07 22:49]

KaKa13

Coś fantastycznego. Każdy entuzjasta wędkarstwa z pewnością marzy o takiej wyprawie, choć nie wszystkich na to stać :/ Pozdrawiam i życzę dalszych sukcesów. Z przyjemnością poczytam :) [2009-06-08 18:25]

użytkownik

Jak na razie taka wyprawa jest dla mnie nie osiągalna , ale maże kiedyś kto wie . Na pewno gratuluję ryb i przeżyc , trochę zazdroszczę ale pozytywnie , bo przecież każdy jest kowalem swojego losu , pozdrawiam . [2009-06-09 19:36]

użytkownik

Super opis .Jestem zaskoczony że chce się panu tyle pisać. Bardzo fajne fotki rybek.Życze dalszych fajnych i udanych wypraw.Oczywiście daje 5 i pozdrawiam. [2009-06-09 20:33]

Nudel923

fajne rybki nic tylko pozazdroscic [2009-06-11 14:22]

piokoz40

To jest to !!!! Naprawdę jest co po oglądać tylko pozazdrościć wyprawy ,piękny opis ale nasze polskie rybki też są fajne ,ale i tak super sprawa pozdrowienia piokoz wedkuje pl [2009-10-04 16:04]

użytkownik

fenomenalnie opisujesz wyprawy wedkarskie w tak egzotycznych klimatach , życze ci a bys ustanowił kilka rekordów świata , czesto tam wedkujesz napewno ci się uda ***** [2011-02-02 13:36]

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za komentarze Internautów.

Czytaj więcej