Sekrety sandaczy

/ 14 komentarzy / 2 zdjęć


O ile na temat łowienia sandaczy na sztuczne przynęty pisze się bardzo dużo, o tyle ich łowienie na przynęty naturalne jest „czarna dziurą” w opracowaniach. Trudno powiedzieć, dlaczego. Czterdzieści lat temu sandacz był rzadkim i głównie przypadkowym przyłowem. Dwadzieścia lat temu świat wędkarski odkrył „gumy” i zaczęło się szaleństwo. Wędkarze jakby odkryli skarb króla Salomona! Wprawdzie sprowadzanym na początku do Polski przynętom można było wiele zarzucić choćby kiepską pracę, ale, od czego pomysłowość naszej braci wędkarskiej. Gotowanie gum w wodzie, nadawanie żyletką odpowiedniego kształtu, nacinanie podstawy ich ogonków to tylko niektóre „wynalazki” na polepszenie wyglądu i pracy przebojowej przynęty na sandacze. Nota bene kłopoty związane były z tym, że importerzy nieświadomie (lub nie) sprowadzali gumy trollowe, jako tańsze. Sandacz wymusił powstanie całej specjalnej gałęzi sprzętu w wędkarstwie spinningowym. Specjalne wędki, kołowrotki, linki zostały obarczone podobizną jego jegomości króla Sandacza. Wędkarze zapatrzeni w możliwości metody spinningowej prawie zupełnie zapomnieli o przynętach naturalnych. I to jest wielki błąd. To jak zaprzedanie się nowemu bez tradycji pamiętania o korzeniach. A ryby nasyciły się już nowościami - cudami jak ludzie hipermarketami i od kilku lat sandacze znów zaczęły przedkładać kawałek soczystego naturalnego mięska nad kawałek gumy czy blachy nawet o super atrakcyjnym, acz sztucznym zapachu. Wyganowski, Andrzejczyk, Skarżyński mentorzy kilku pokoleń wędkarzy uważali, że skuteczne łowienie sandaczy jest wielka sztuką.

Spinning to metoda niewymagająca zbytniego zachodu, podstawowe przygotowania to wizyta w sklepie wędkarskim. Metoda czysta, mobilna, ograniczająca ilość zabieranego sprzętu. Ma jednak dla mnie jedną podstawową wadę. Podobnie jak podczas łowienia wszystkich innych drapieżników. Zmniejsza ilość adrenaliny w momencie ataku drapieżnika! Po uderzeniu w sztuczną przynętę już wiemy jak duża ryba jest na haczyku. Łowiąc na naturalne przynęty od momentu zauważenia brania do momentu zacięcia bywa, że upływa kilka minut. Skuteczność zacięcia jak i wielkość ryby jest wielką niewiadomą. Pomyślcie, jakie przygody nad wodą zostają w naszej pamięci? Te, które dostarczają większa dawkę adrenaliny. Branie szczupaka czy sandacza przedłużone w czasie właśnie do nich należy. Sandaczowy początek czerwca jest wyczekiwany w równym stopniu jak szczupakowe pierwsze dni maja. Chyba największym wyzwaniem dla wędkarza jest znalezienie miejsca gdzie przebywają ryby?

2015

W tym roku w łowiskach ze „wodą stojącą” raczej nie znajdziemy sandaczy w typowych jak na tę porę miejscówkach. Chyba próżno szukać ich na tarliskach. Lekka zima przyspieszyła tarło i sandacze przemieściły się z blatów i górek w głębsze miejscówki. Postępują tak zawsze po tarle, aby odzyskać siły. Pilnowanie ikry to ciężkie zajęcie. Lokują się z zasady w głębszych zastoiskach niedaleko tarlisk. Dobre są też podstawy długich łagodnych stoków wchodzących daleko w głąb jeziora. Jeśli w maju pada dużo deszczu na pewno sandacze znajdziecie w zaciszu po obu stronach wszelakich wlewek. W tym okresie najlepiej sprawdzają w dalszym ciągu się jazgarze i okonie. Jazgarz, oprócz stynki, którą coraz trudniej uzyskać jest chyba najlepszą przynętą na sandacze. Ten najbardziej zuchwały szkodnik na sandaczowych tarliskach zawsze będzie atakowany przez sandacze. Polecam zakładanie na haczyk martwych rybek o długości 10 – 15 centymetrów. Dobrze jest po zabiciu rybki przynętowej nożyczkami obciąć część kolczastej płetwy grzbietowej i ostrych wypustek pokryw skrzelowych. 

 


4.3
Oceń
(22 głosów)

 

Sekrety sandaczy - opinie i komentarze

Dos equis xxDos equis xx
0
Proponujesz ludziom łowić sandacze na tarliskach... coraz ciekawiej na tym portalu (2015-06-02 17:59)
mpruszekmpruszek
0
Czytaj ze zrozumieniem.... sandacz dawno wytarty, nie pilnuje już gniazda. Odpoczywa w jego w jego pobliżu. Poza tym, po 1 czerwca możesz łowić gdzie chcesz :) (2015-06-02 20:06)
ZanderHunterZanderHunter
+1
Kolego poniższy tekst jest wielką bzdurą uznając łowienie sandaczy metodą spinningową jako niewymagającą zachodu....twierdzę że skoro tak piszesz masz olbrzymie niepowodzenia w tej metodzie...nie łam się trening czyni mistrzem powodzenia...:) a adrenalina podczas brań gwarantowana...:) [Spinning to metoda niewymagająca zbytniego zachodu, podstawowe przygotowania to wizyta w sklepie wędkarskim. Metoda czysta, mobilna, ograniczająca ilość zabieranego sprzętu. Ma jednak dla mnie jedną podstawową wadę. Podobnie jak podczas łowienia wszystkich innych drapieżników. Zmniejsza ilość adrenaliny w momencie ataku drapieżnika!]...ps. Nie przystoi usuwać komentarzy kiedy koledzy dobrze prawią...:) Pzdr. (2015-06-03 13:35)
ZanderHunterZanderHunter
+1
[Spinning to metoda niewymagająca zbytniego zachodu Podobnie jak podczas łowienia wszystkich innych drapieżników.Zmniejsza ilość adrenaliny w momencie ataku drapieżnika!] Dodam jeszcze kolego ...czy zdajesz sobie sprawę z tego że łowiąc metodą spinningową takie ryby jak Łosoś,pstrąg,Sum,Brzana,Okoń,Boleń i wiele innych jaka to jest adrenalina podczas brania jak kij wyrywa z ręki...:) nie zastąpi tego żadna zasiadka z trupkiem lub żywcem na haku...Pzdr. (2015-06-03 13:47)
koleskoles
0
Ja natomiast uważam ,że panowie Andrzejczyk i Wyganowski i... w ogóle nie mają i nie mieli racji ze swoimi twierdzeniami. Jeśli patrzeć na sprawę ogólnie to złowić Go to żaden problem , jeżeli rozbierać na czynniki to sprawa ma się tak , łowić go na trupka to nic prostszego i skomplikowanego. Bierze podczas dzikiego żerowania , bierze kiedy tylko żeruje ,weźmie kiedy słabo żeruje ponieważ nie robi mu żadnej trudności pobrać leżącą nieruchomo przynętę. Znaleźć go ??? z tym akurat różnie bywa ,wszystko zależne od akwenu i populacji. U mnie na Jezioraku jest go dużo i praktycznie wszędzie, jezioro ma nudne ukształtowanie dna , spad od brzegu , potem płasko jak na stole , górek jak na lekarstwo, jest wszędzie i namierzać go nie trzeba. Spining zaś to w pełni zgadzając się z Tobą Andrzeju , metoda bardzo wymagająca skusić go na plastik , trafić w apogeum żerowania kiedy to atakuje odruchowo i jest największa szansa ,żeby go skutecznie zaciąć, bo kiedy żeruje tak sobie , to już dać mu pstryczka w nos jest ciężko. No i WYMAGANE skupienie ,żeby go ''ukłuć''nie przegapiając momentu pstryku który trwa sekundkę i jest niewątpliwie kilkukrotnie krótszy od ''trupkowego'' odjazdu ,to panie Autorze tekstu powody , które czynią połów tej ryby bardzo wymagającym stąd zrozumiałe oburzenie Andrzeja. Pozdrawiam (2015-06-03 15:41)
pawel75pawel75
0
Stosuję czasem obydwie metody, choć w polowaniu na sandacze króluje zdecydowanie spining. I tu myślę sama adrenalina i cały kunszt tak przy samym braniu jak i walce są jednak fajniejsze niż trupek czy żywiec, ale.... Na tym polega wędkarstwo, że każdy ma swoją ulubioną metodę, ulubione wędziska, które nie pasują innym itd.... I to jest piękne w tym hobby. No i oczywiście dzielmy się tymi własnymi spostrzeżeniami jak najczęściej. Pozdrawiam ! (2015-06-03 21:34)
piotr_bergerpiotr_berger
0
Koledzy nie usunąłem nigdy żadnego komentarza, bo to nie fair w stosunku do Was. Każdy ma możliwość powiedzieć swoje zdanie. Wygrywałem niejednokrotnie zawody spinningowe , po czym wycofałem się z życia sportowego. Ostatni raz wystartowałem w 2003 na Międzynarodowych Zawodach Dziennikarzy gdzie zająłem 3 miejsce. Pojęcie o spinningu jakie takie więc mam. Spinningowałem bardzo czynnie przez ponad 40 lat i osobiście nad wodą poznałem Andrzejczyka i Skarżyńskiego.Miałem przyjemność wędkować m.in. z Daukszewiczem, Litwińskim, Krzyszczykiem, Kolendowiczem z którymi się przyjaźnię do tej pory. Więc "pstrykanie" sandaczowe jest mi nieźle znane. Przez pięć m. in. na Zalewie Sulejowskim złowiłem 594 sandacze(prowadziłem do 2010 dokładne notatki). I co? "Złowiłem" dla niejednego fatalisty pewnie oznacza wziąłem. Błąd! Sądziłem, że używanie skrótów myślowych oznacza, że praktycy wędkarze zrozumieją ideę, jak widać nie wszyscy. Koledzy proszę jak nie rozumiecie idei tekstu to po prostu go nie czytajcie. Po co macie siebie i mnie denerwować. Łowienie na spinning TYLKO SANDACZY oceniam tak jak oceniam. Jest wolność indywidualnego podejścia do każdego aspektu wędkarstwa i można to wyrazić, co niniejszym uczyniłem. Jeszcze jedno! Nigdy nie namawiam w jakikolwiek sposób do łowienia nieetycznego lub niezgodnego z z prawem też natury! "Tarlisko" to też skrót myślowy. Dla mnie spinning sandaczowy był jaki był. Jak każdy z Was mogę wyrażać też swoje indywidualne zdanie. Pozdrawiam serdecznie tych którym się tekst podobał oraz tych niezadowolonych, a może nie do końca go zrozumieli. Połamania kija! PS.Aha, ja nie kryję oceniając lub polemizując z kimś swojej twarzy Kolego Eddie czy Does eguis. "Hejtować każdy może jeden lepiej, drugi trochę gorzej." (2015-06-03 22:06)
grzegorz notgrzegorz not
+1
Ooo widzę, że i mój komentarz usunięty...:-) Same wyparowują... (2015-06-06 23:42)
koleskoles
0
żeby nie było , jak najbardziej zgadzam się z Autorem ,że w dobie wędkarskiego lobbowania opisuje się głównie spiningowe metody bo idzie na tym zarobić , sprzęt jest tu bardziej wymyślny i chociażby z racji przynęt kupić go trzeba o wiele więcej. Uważam ,że stąd wiele tekstów sponsorowanych skupia się na spiningu pomijając inne metody połowu. Osobiście uważam ,że spining jest o wiele mniej efektywny , bardziej wymagający przez co trudny. To nie jest portal spiningowy więc jeśli mają z niego korzystać młodzi i mniej doświadczeni TRZEBA im przedstawiać również obiektywnie łatwiejsze sposoby łowienia i kontaktu z sandaczem ,żeby młodzi nie zniechęcali się bezowocnymi wyprawami ze spiningiem i nie tworzyli dalszych mitów jaka to trudna i tajemnicza ryba bo wcale taką nie jest.. Ja osobiście dosyć mam opisów o sandaczu a w szczególności połowu go na spining.Jest tyle ryb a góruje sandacz i ciągle powtarzające się opisy. Także bardzo dobry wpis , chociaż znowu sandacz w temacie, fakt ,że jedno niefortunne stwierdzenie się znalazło ale ogólna ocena dobra. Pozdrawiam (2015-06-07 09:48)
jendreczekjendreczek
0
Ja łowię i tak i tak choć najbardziej na świecie kocham łowienie szczupaków na żywca na jesień na stawach. Sandacz jak chodzi to nie ma znaczenia czy spining czy żywiec jak trafisz w trasę to jest twój. Ale środek dnia lampa lato wytrop smoka to jest sztuka. Moja dewiza wędkarska to zawsze " gdzie patyki tam wyniki " (2015-06-07 14:06)
jendreczekjendreczek
0
I jeszcze jedno po co się tak spinacie ludziska przecież każdy może mieć swoje zdanie. (2015-06-07 14:09)
rysiek38rysiek38
0
Kurde ..prawie jak spór o wyższości świąt lub podobny o kurze i jajku,ja niemam się czego czepić.Osobiście nie rezygnuję z żadnych metod a czasem łowisko wymusza daną z nich ot i tyle 5 (2015-06-07 15:02)
GBHGBH
+1
Pan Piotr Berger to wspaniały wędkarz, ale tymi stwierdzeniami przesadził, cyt "....Spinning to metoda niewymagająca zbytniego zachodu, podstawowe przygotowania to wizyta w sklepie wędkarskim. Metoda czysta, mobilna, ograniczająca ilość zabieranego sprzętu. Ma jednak dla mnie jedną podstawową wadę. Podobnie jak podczas łowienia wszystkich innych drapieżników. Zmniejsza ilość adrenaliny w momencie ataku drapieżnika!....." Nie wymagająca zachodu, czysta i ograniczająca ilość sprzętu: 1. SPINNING: silnik, łódka, ponton, akumulator, GPS, paliwo do spaliny, przeglądy silnika, echosonda, ładowarki do akumulatora elektr. i echa, wiosła, przyczepka, ubezpieczenie, problemy z wodowaniem, przechowywanie łodzi, czyli garaż albo płatny parking, setki przynęt, kręcenie kogutów, użeranie się z grunciarzami, wywożącymi zestawy nie oznakowane na 300-400 metrów, plecionki, agrafki, kije, kołowrotki, upieprzona ciągle w błocie łódka, przyczepka ....... tak to wygląda u mnie. 2. PRZYNĘTY NATURALNE: dwie gruntówki, parę ciężarków i haczyków, plecionka, sygnalizatory - wszystko mieści się w JEDNYM POKROWCU (ewentualnie jednoosobowy pontonik do wywózki) Co do adrenaliny, to nie ma lepszej od sandaczowego pstryka...... Uważam też, że wywieziony trupek to metoda w dużej mierze odpowiedzialna za niszczenie niewymiarków. Na ogół wygląda to tak: przed wieczorem jest kurs pontonów z filetami 300-400 m od brzegu, potem odbija się flaszkę i wygodnie siedząc czeka na branie. Jak już coś podejdzie, to się czeka, coby sandacz aby na pewno dobrze połknął. Potem zacięcie, wyjeżdża czterdziestak z hakiem w dupie. Ogólne nerwy, że nie można haka wydłubać i trza znowu wywieźć a tu kolejka minie... Woda niesie, takie głosy niestety słychać. Pewnie, że łowią też etyczni grunciarze - tych nie krytykuję, ale widzę ich jakość rzadziej... (2015-06-09 11:52)
piotr_bergerpiotr_berger
0
Co do "jakości" części naszych wędkarzy nad wodą Kolego GBH zgadzam się w całej rozciągłości!!! W każdej dziedzinie wędkarstwa są ludzie bez skrupułów. choćby specjaliści od trolla pijąc piwko wyczyścili z grubych szczupaków nawet Śniardwy. Odsyłam choćby do Czarka Karpińskiego, który widział wypadki od których płakać się chce! Nie chcę, żeby to zabrzmiało jak polemika, ale wiem ile klamotów zabiera się na łódź dzięki której zyskuje się mobilność. Spinningista jest w stanie obskoczyć kilkanaście miejscówek, ja jedno! No, i Kolego ja muszę złowić w danym łowisko żywca, o którego jest często dramatycznie trudno, a ustawa zabrania mieć własne. Dzięki za komentarz. Pozdrawiam - PB. (2015-06-13 16:41)

skomentuj ten artykuł