Zaloguj się do konta

Sezon 2012 zamknięty!(?)

44 wpisy w rejestrze połowów wędkarskich. Sporo, jak na mnie, ale oprócz tego byłem kilka razy na łowiskach specjalnych. W sumie, ok. 50 wypadów na ryby. Połowa to krótkie (1,2,3 godzinne), ale były też całodzienne, dobowe, weekendowe i jeden całotygodniowy przy okazji wakacji.
Metody połowu… przeróżne; spinning, spławik z batem i odległościówką, grunt i podlodowe. Na haki wędrowały białe, czerwone, pinka, kukurydza, mączniaki, drewnojady, bułka, żywiec, trupek, wątroba i karaczany. Łowiłem z brzegu, pomostów, łodzi i lodu. Pogoda bywała różna; deszcz, upał, mróz i ta idealna. Byłem na mazurach, nad Bugiem i Narwią, małymi stawami i wyrobiskami. Raz nawet w Niemczech. Ogólnie wszędzie, gdzie się tylko dało zarzucić wędkę. Czytając powyższe, spodziewać się można niezłych wyników. Niestety, nie było tak kolorowo.
Jakieś szczupaczki, okonki i płocie. Nic wielkiego… szkoda, ale nie załamuję się. Już szykuję się na sezon 2013. Letni sprzęt jest już wyczyszczony i spakowany. Muszę jeszcze uzupełnić parę drobiazgów w skrzynce, ale to już detal.

Zanim jednak ekwipunek trafił do toreb i piwniczki, trzeba było ostatni raz spróbować szczęścia. Wybór był oczywisty… sum. Ostatni gwizdek i szansa na naprawdę wielką rybę, rybę życia. Wyjazd planowaliśmy już od 2 tygodni. Zastanawialiśmy się nad Bugiem w okolicy Kani i Narwią na wysokości Jachranki. Ze względów logistycznych padło na Jachrankę. Możliwość zaparkowania auta nad wodą i duże doły jakieś 15-30m od brzegu, przeważyły szalę.

Plan był prosty; wyjazd w piątek, powrót w niedzielę. Wcześniej skończona praca i o 12:00 byliśmy już w drodze. Po dotarciu na miejsce, okazało się, że wszystkie miejscówki są wolne. Wybraliśmy ostatnią. Sporo miejsca na samochód, ognisko i oczywiście wędki. Jako że było jeszcze wcześnie i nie mieliśmy na przynętę nic poza rosówkami, postanowiłem do zmroku złapać coś na grunt. Nastawiłem się na leszcza.
Przez jakieś 4 godziny złapałem 3 krąpie powyżej 20cm, które idealnie pasowały, jako zachęta na wąsatego. Do tego kilka małych płoteczek i oczywiście jazgarze. Liczyłem na coś większego, tym bardziej, że w tym miejscu zawsze można było wędkarzy nastawionych na leszcze. No nic, przecież przyjechałem tu w innym celu. Nie przejmowałem się. Pogoda dopisywała, było słonecznie i tylko wiatr mógłby wiać nieco mniej. Tuż przed zmrokiem uzbroiliśmy wędki i żywce powędrowały do wody. Rzut na ok. 20m, świetliki oraz dzwoneczki do wody i oczekiwanie.

Do północy nic. Zdążyliśmy opróżnić większą połowę JW i zgodnie postanowiliśmy sprawdzić przynęty. Obie nie były nawet draśnięte. Sprawdzenie mocowania i przynęta znowu do wody. Oczekiwanie i walka ze zmęczeniem trwały do godziny 4 rano. Postanowiliśmy się zdrzemnąć chwilę. O 5:30 obudziłem się i ze smutną miną stwierdziłem, że pogoda drastycznie się zmieniła. Padał śnieg!
Mimo nieprzyjemnej aury, rozłożyłem wędkę i znowu zarzuciłem. Tym razem na hak poszła rosówka. Co jakiś czas wyjmowałem hak, aby uzupełnić braki na nim. Gdy rozjaśniło się na dobre, zarzuciłem znowu coś na leszcza. Niestety, do późnego popołudnia trafił się jedynie zabłąkany jazgarz.
Ze względu na nasilające się opady śniegu, zapadła decyzja o powrocie. Właściwie, na decyzję bardziej wpłynął wynik 24 godzinnego połowu, a nie pogoda, bo gdyby nawet bił grad, a ryby brały to żadna siła nie wygoniła nas z łowiska. Trzeba wiedzieć, kiedy się poddać i dać wygrać rybie.
Pomimo żadnego wyniku, kolejną wyprawę zaliczam do udanych. Miło spędzony czas nad wodą w dobrym towarzystwie, zawsze będzie uznany za udany.
Mój sezon jest już zamknięty i czekam na lód, ale znając życie, koledzy jeszcze wyciągną mnie nad wodę… mam nadzieję ;)

... no i pojechałem! Ostatni dzień połowu z łódki na Zalewie Zegrzyńskim. Nie mogłem sobie odmówić tej przyjemności.
31 października na ZZ to można powiedzieć już tradycja, że przy moście w Zegrzu można spotkać kilkadziesiąt łódek a na nich setki wędkarzy, którzy liczą na ostatniego suma lub sandacza z Zalewu.
Tym razem było podobnie.
O 5:00 wyruszyliśmy z Rembertowa, gdzie zaparkowana była łódka. Godzinkę później byliśmy już na wodzie. Oprócz nas, były jeszcze góra 4 łódki. Po przepłynięciu kilkuset metrów zaczęliśmy biczowanie. To właśnie tam, po prawej stronie mostu (naprzeciwko ośrodka szkoleniowego WAT) znajdują się słynne doły, gdzie od lat z powodzeniem, wędkarze łapali piękne okazy. Za przynętę posłużyły perłowe rippery, biało-niebieskie twistery i wszystko co mogło skusić sandała lub wąsatego.
Z każdą minutą przybywało zapaleńców. Pomimo niskiej temperatury, frekwencja dopisała. Sebastian w pewnym momencie naliczył 72 łodzie.
Tyle wędek musiało dawać wyniki. Co chwilę było widać jak koledzy na sąsiednich łódkach wyjmowali sumy. Było to co prawda króciaki, ale były.
Na naszym pokładzie niestety nie było tak kolorowo. W ciągu pierwszej godziny dwa pobicia i tyle.
Jak się jednak okazało, niektórzy koledzy nieco oszukiwali, nad czym bardzo boleję. Ale o tym za chwilę.
Do godziny 10:00, zaliczyliśmy tylko delikatne pobicia. Po raz kolejny, okazało się, że ten sezon będę musiał zaliczyć do mało-rybnych. Szkoda, bo dzień wcześniej Piotrek, z którym pojechałem złowił metrowego wąsacza, a z jego relacji wynikało, że inni też wyjmowali ładne sztuki.
Nic to! Jak zwykle się nie poddaję :)

Wracając do nieuczciwych kolegów. Zauważyć można było, że niektórzy czesali dno na tzw. szarpaka. Właśnie oni, co chwilę wyjmowali małe sumki. Dziwne, że większość była zaczepiona za bok albo ogon. Przez lornetkę widać było, że na końcu plecionki znajdują się 2-3 kotwice i 1-2 gumki.
To niestety też tradycja na ZZ. Szkoda...

Tak czy inaczej, wyjazd udany, bo mogłem przetestować kombinezon Team Daiwa i rękawiczki Jaxon"a. Odzież opiszę w oddzielnym artykule, gdy przetestuję go na lodzie w mrozie. Na tę chwilę wrażenia są bardzo pozytywne.

Pozdrawiam i życzę połamania kija ;)

Opinie (13)

maverick314

Spoko loko wpis ode mnie 5 pozdrawiam [2012-10-30 09:48]

Lin1992

No mój sezon też się pomału kończy,jeszcze kilka wypadów za szczupakiem i chowam spinning i czekam na lód oraz na wiosnę i magicznego 01. maja :) [2012-10-30 10:20]

jacenty75

Jak tak dalej pójdzie (z pogodą) to w 2012 jeszcze z pod lodu połapiemy na co nieukrywam po cichu liczę. Za opis 5*****. [2012-10-30 11:23]

pikemeister

Fajny wpis. Sezon nigdy się nie kończy, do grudnia szczupaki, troszeczkę węgorze, a potem garbuski spod lodu :D:D Piątal! [2012-10-30 16:39]

troc

I to jest właśnie magia wędkarstwa! Pozdrawiam i ***** pozostawiam. [2012-10-30 18:39]

przemo1980

Znajome to miejsce ze zdjęć :) Trochę leszczyków tam się trafiło :) [2012-10-30 19:26]

marekp

Ja już czekam na porządny lód.Super wpis. [2012-10-30 20:17]

Polacki1229

Czytając liczyłem na jakiegoś wąsatego ;p ale i tak za wpis ***** [2012-10-31 11:32]

piotr-strzalkow

:) uwierz mi Adrianie, że bardzo chciałem wspomnieć o złapanym sumie, ale nie dane było mi takiego schwytać. Myślałem, że może uda się dzisiaj, ale też nic z tego :/ [2012-10-31 16:47]

Zibi60

Mimo niepowodzeń, nie poddajesz się - i to się chwali - jutro (czytaj za rok) będzie lepiej. Na pocieszenie mogę Ci dodać, że ja miałem jeszcze gorszy sezon. 5* [2012-11-01 08:05]

użytkownik

Wygląda na to że jezdzmy moczyć kija w te same miejsca.Złapanie wolnego miejsca w Jachrance w weekendy od wczesnej wiosny do jesieni graniczy z cudem . W sumie całkiem fajny opis ,podejrzewam że miałeś miejsce wynikało to z panującej pogody. Ja sezon zaczynam 1.01. a kończę 31.12. I to wcale nie przesada lubię łapać na tkzw. macanego - przeważnie rzeka.Przepływanka albo lekka przystawka trochę zanęty i robaków i hajda po dołach.Narew od Nowego Dworu do Sikor, Wisła od dalekiego Tarchomina do ujścia kanału Zerańskiego,Wkra w okolicach Pomiechówka jedno co pewne to że zdrowo i tłumów nad wodą nie będziesz miał.Powodzenia.Julian [2012-11-01 15:46]

piotr-strzalkow

Świat jest mały Julianie, a w szczególności świat wędkarski :) W Sikorach byłem kilka razy. Bardzo przyjemna miejscówka. Szczególnie podoba mi się, jak bija rapa przy zwalonych drzewach. Niestety, pomimo licznych prób jej upolowania, wciąż pozostaje nieuchwytna. Aż dziw bierze, że nie byłem jeszcze nad Kanałkiem, ale na pewno to nadrobię, bo mam znajomego, który doskonale zna miejsca na dobre zasiadki i charakterystykę łowiska. Tam będę łowił na bat. Z tym końcem sezonu, to jest tak, że na pewno na ryby pojadę jeszcze nie raz w tym roku. Już myślę o wypadzie w weekend. Mam jeszcze ok 1,5kg przygotowanej zanęty, którą trzeba jakoś wykorzystać ;) Pewnie wybiorę się na leszcza. Pytanie tylko, gdzie...? Pozdrawiam i życzę połamania kija! Do zobaczenia nad wodą :) [2012-11-01 16:53]

kamil11269

***** [2012-11-02 08:59]

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za komentarze Internautów.

Czytaj więcej