Skryte tajemnice zalewu Rybnickiego

/ 4 komentarzy

Czytalem ostatnio ciekawy art. chciałbym się nim z wami podzielić
Krokodyle, piranie, żółwie i olbrzymich rozmiarów ryby. Co chwilę, nie tylko wędkarską, Polskę elektryzują coraz to bardziej spektakularne rekordy złowionych okazów. To wszystko na niespełna 500 hektarach Jeziora Rybnickiego. Co jeszcze kryją głębiny spokojnej na pierwszy rzut oka wody polskiego Loch Ness?
Na pozór spokojna, ale potrafi zakręcić
Zalew Rybnicki to obszar o powierzchni ponad 450 ha i objętości 22 mln metrów sześciennych wody powstały w 1972 roku w wyniku spiętrzenia rzek Rudy i Nacyny na terenie dzielnic Rybnika – Rybnickiej Kuźni, Orzepowic, Chwałęcic i Stodół, a na potrzeby Elektrowni Rybnik. Tamtejsze wody w naturalny sposób chłodzą jej turbiny. Dzięki ciepłej wodzie sezon żeglarski na Jeziorze Rybnickim jest najdłuższy w Polsce, trwa bowiem od kwietnia do października. Temperatura wody w zbiorniku nie spada w tym czasie poniżej 15 stopni Celsjusza. Zimą akwen nie zamarza. Wtedy temperatura oscyluje w granicach 5 stopni.
- Minionej zimy część Zalewu nawet zamarzła – mówi pan Roman, który początki wędkowania datuje na okres stanu wojennego. – To nie pierwszy raz. Pamiętam, jak w 1986 roku były ogromne mrozy. Temperatura dochodziła nawet do -35 stopni Celsjusza. Wtedy wszystko tutaj całkowicie zamarzło.
W rybnickich wodach występują m.in. sumy, leszcze, sandacze, szczupaki, okonie, karpie, wzdręgi, płocie, tołpygi, czy amury. – Szczególnie dwa ostatnie rodzaje sprowadzone do Rybnika z Rosji oczyszczają akwen z glonów – twierdzi pan Mariusz, który przyjeżdża nad Zalew łowić ryby od ponad 20 lat. Jego rekord to dziesięciokilogramowy karp. Wędkarz dodaje, że ryby żerują głównie między 4 a 7 rano i od 19 do 22 wieczorem, sporadycznie po południu. - Ryba bierze jak ma dużo tlenu, a ma go, gdy są duże fale. Wtedy się woda natlenia. Wiatr przygania ławice.
Wędkarze są zgodni. Te hobby uspokaja. Pozwala pozbyć się stresu związanego z codziennymi obowiązkami. - A jak mom inaczyj? Pójdziesz chopie do szynku, zalejesz się, to w doma zaro bydzie haja! (A jak mam inaczej? Pójdziesz chłopie do knajpy, napijesz się, to w domu zaraz będzie kłótnia – tłum. autor) – mówi dziarsko gwarą śląską pan Roman. – Jedni kochają motoryzację, inni lubią wędkowanie. A wszystkich nas łączy miłość do kobiet! Nie masz hobby, to znaczy, że coś z tobą nie tak! – śmieje się pan Henryk.
- Jest dobrze, bo zaczyna wiać. Ma to wpływ na pojawienie się fal. Wraz z nimi przypłynie ławica ryb – przerywa miłą pogawędkę pan Mariusz.
Czy rybnicki akwen jest niebezpieczny? – Są tu wiry, potrafi nieźle zakręcić – twierdzi pan Mariusz. Nie zgadza się z tym Mateusz, który wiele czasu spędza nad Zalewem będąc jednym z bardziej doświadczonych harcerzy wodnych w Rybniku. Z uśmiechem na ustach twierdzi, że wiele razy wpadł do wody i nic mu się nie stało. – Nie ma tu wirów. Przynajmniej ja się z żadnymi nie spotkałem. One same z siebie się nie tworzą. Muszą powstać sprzyjające ku temu warunki. A wędkarze może mają na myśli wlot, a może bardziej wylot wody z elektrowni. Woda ma wysoką temperaturę i lubią tam mieszkać gigantyczne ryby. Do tego stopnia, że nurkowie pracujący przy czyszczeniu krat mają dość swojej roboty po tym, jak coś dużego się o nich otarło…
Zwykle w Amazonce. Skąd tu się wzięła pirania?
Ciepła woda Zalewu sprzyja rozwojowi ryb i innym gatunkom zwierząt. - Na pewno są tu żółwie i piranie, bo sam widziałem – twierdzi otwarcie pan Mariusz. - Ludzie wyrzucają egzotyczne okazy. To tak jak mama kupuje dziecku królika, który po jakimś czasie się znudzi. Przykładem są żółwie, które pływają blisko brzegu, czasem widać jak się wynurzają - dodaje.
Jest połowa roku 2010. Wszystkie media obiega informacja o piranii, która została złowiona w Zalewie Rybnickim. - Była to Pacu, bo każdy słysząc pirania jedno ma na myśli. Gatunek Pacu to roślinożerna ryba rzeczna. Szczęki ma tak zbudowane żeby rozłupywać orzechy, owoce itp. – studzi emocje Zbigniew Merkel, który złowił kilkudziesięciocentymetrowy okaz . – Wbrew wypowiedziom osób z PZW (Polski Związek Wędkarski) w Zalewie Rybnickim jest ich dużo więcej i są to okazy naprawdę duże. W tamtym roku, stojąc w wodzie, udało mi się zaobserwować jak pływają sztuki w okolicach 60 cm. Z tego co wiem, pojawiają się przy brzegu każdego roku na początku sezonu, gdy zaczyna rosnąć roślinność. W tym roku chciałem nastawić się na ich połów, ale z braku czasu musiałem odpuścić. Mam nadzieję, że w przyszłym znajdę go trochę więcej – dodaje Zbigniew Merkel.
To drugi w ostatnich latach przypadek piranii w Zalewie Rybnickim. W 2006 roku mięsożerną rybę złowił Paweł Jamróz. Wówczas Polski Związek Wędkarski zarządził odłowy, które miały na celu sprawdzić, czy okazów tego gatunku nie jest w zbiorniku więcej.
Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie. W poszukiwaniu „forfitera”
Jakby tego było mało, głębiny Zalewu Rybnickiego znów dały o sobie znać na początku maja tego roku. Jest poranek 4-ego maja. Wśród wypoczywających nad Zalewem błyskawicznie rozeszła się informacja, że jednego z wędkarzy ranił… półtorametrowy krokodyl. Nikomu nie udało się go jednak złapać. Pamiątka, która miała po nim pozostać to zdjęcie… którego już nie ma.
- To nierealne. Wydaje mi się, że to był fotomontaż, by zrobić szum, zwrócić uwagę opinii publicznej na Zalew - mówi pan Henryk, który pierwszą rybę złowi w Zalewie jeszcze za czasów stanu wojennego. - Ktoś się pod tym przecież musiał podpisać, że go złapał - zastanawia się głośno. - Nie - odpowiada stanowczo na pytanie o krokodyla pan Mariusz. - Ktoś zrobił kawał, by było głośno i by ściągnąć tutaj turystów, być może innych wędkarzy. Rozmowie przysłuchuje się dwójka jego podopiecznych. Paweł i Łukasz również nie wierzą w pojawienie się gada.
Sprawa krokodyla przycichła. Żadnego sygnału wówczas nie otrzymało Powiatowe Centrum Zarządzania Kryzysowego. Władzom Elektrowni Rybnik, która zarządza Zalewem również nie została przekazana żadna informacja o tym, że nad wodą pojawił się groźny gad.
- Opowieści o krokodylu zapewne są sezonowym doniesieniem, choć jakieś ziarenko prawdy być może w tym tkwić, biorąc pod uwagę pojawiające się od czasu do czasu w różnych miejscach egzotyczne węże dusiciele, czy legwany i gekkony. W przypadku zbiornika rybnickiego raczej nie zachodzi okoliczność przedostania się do misy zbiornika uciekinierów z hodowli. Raczej mamy do czynienia z intencjonalnym działaniem, zatem pozostaje apelować, kształcić i oświecać. Sprawców zaś złapanych na gorącym uczynku - karać stosownie do winy i określonej prawem kary (o ile istnieje). Edukacja jest narzędziem chyba najbardziej właściwym, tak w zakresie skutków wypuszczania zwierząt do środowiska naturalnego, jak i w zakresie nieśmiecenia w tymże środowisku, czy też generalnie, pozostawiania miejsca w stanie takim, w jakim się je zastało. To elementy kultury osobistej i kultury społecznej – apeluje dr Mirosław Kuczyński, dyrektor Zakładu Doświadczalnego Gospodarki Stawowej Polskiej Akademii Nauk.
Takiej ryby jeszcze tu nie widzieli!
Kilka miesięcy po incydencie z rzekomym krokodylem, kolejna informacja zelektryzowała nie tylko wędkarską Polskę. To miał być dzień jak co dzień. W niedzielę 22 lipca pan Tomasz Więsyk wstał o świcie. Jest górnikiem w Kopalni Węgla Kamiennego Chwałowice w Rybniku. Nad Zalewem piękny poranek, było ciepło, a nad wodą unosiła się delikatna mgiełka. Wszędzie cisza, fali nie było. Około godz. 6.30 po walce z wędką, zmęczona ryba znalazła się na brzegu. Olbrzym! Oczom zgromadzonych ukazał się mierzący 254 cm sum ważący 105 kg.
- Sprzęt był już odpowiednio przygotowany. Z racji tego, że sum „bierze” kilka razy w miesiącu, przeczuwałem, że mogę złapać wielki okaz. Wcześniej udało się złowić suma ważącego 42 kg - mówi mieszkający w Książenicach obok Rybnika 34-letni wędkarz i dodaje, że na początku na pomoc ruszyły trzy osoby. - Wiadomość wśród innych wędkarzy rozeszła się bardzo szybko i wkrótce wielu z nich przybyło na miejsce połowu. Później kolega przywiózł jeszcze matę do ważenia. Co najważniejsze, po wszystkim sum wrócił do wody w dobrej kondycji.
Przedostatni rekord, należący do Mariana Sokołowskiego, został ustanowiony w 2010 roku. Ryba, która miała 103 kilogramy i 245 cm również została wyłowiona w Zalewie Rybnickim. Oficjalny rekord świata to połów 135-kilogramowego suma. Taki okaz został złapany we włoskiej rzece Pad.
Czy jest tu morski potwór?
- "Pojawianie się" gatunków obcych wobec rodzimej flory i fauny bywa najczęściej skutkiem jednego z dwóch zjawisk: samoistnego zwiększania zasięgu występowania (przykładem może być pospolity dziś w Europie gołąb - synogarlica turecka), jak również nieprzemyślanych działań ludzkich, polegających na sprowadzaniu przedstawicieli "egzotycznych" gatunków roślin i zwierząt, które czasem znajdują dogodne warunki dla przetrwania. Tutaj lista jest dłuższa, bowiem oprócz szeregu przedstawicieli świata roślinnego (np. nawłoć kanadyjska, żółtlica drobnokwiatowa, niecierpek gruczołkowaty i wiele innych), znajdujemy także przedstawicieli fauny (np. szop pracz, czebaczek amurski) – tłumaczy dr Mirosław Kuczyński.
- Niektóre z tych gatunków zostały sprowadzone jako pożądany gatunek uprawowy lub hodowlany (ziemniak, pomidor, kukurydza, karp, pstrąg tęczowy itd.), inne zaś, utrzymywane w kolekcjach domowych, z upływem czasu przestają być atrakcyjne, bądź też osiągają zbyt duże rozmiary i wówczas ich posiadacze usiłują w jakiś sposób je "zagospodarować". Pół biedy, jeśli trafiają z powrotem do sklepów, gdzie zostały zakupione lub do kolekcji ogrodu zoologicznego, gdzie znajdą właściwe warunki i opiekę. Niestety, w ostatnich latach coraz częściej stwierdzamy obecność obcych gatunków w środowisku naturalnym. Przykładem może być chociażby pirania w zbiorniku rybnickim, czy też żółwie, najprawdopodobniej żółwie czerwonolice, jakie co roku odławiamy i w stawach karpiowych. Założenie "sprawcy" przebiega zapewne przez linię prostych skojarzeń, typu: ryba-woda lub tropikalny żółw błotny - zbiornik wód pochłodniczych. Osoby takie zakładają jako jedyne dobro, stworzenie jak najlepszych warunków siedliskowych dla swego dotychczasowego pupila. Nie biorą natomiast pod uwagę ewentualnych negatywnych interakcji między gatunkiem wprowadzanym, a gatunkami rodzimymi. Przykłady wśród ichtiofauny pokazują, jak bardzo negatywny wpływ mogą wywierać obce gatunki na rodzimą ichtiofaunę: czebaczek amurski, sumik karłowaty spośród gatunków słodkowodnych, czy babka bycza – gatunek słonowodny. Istnieją prawne ograniczenia i restrykcje, dotyczące wprowadzania obcych gatunków do środowiska naturalnego, jednakże sprawcy takich "przypadkowych" wsiedleń najczęściej nie zdają sobie sprawy z istnienia i obowiązywania zapisów prawa. W swoim przekonaniu "czynią dobro". Z pewnością nie należy wpadać w panikę wobec pojedynczych egzemplarzy piranii łowionej w zbiorniku rybnickim, żółwie również nie mają (póki co oczywiście) zwyczaju rzucać się człowiekowi do gardła. - twierdzi dr Kuczyński.
Co jeszcze znajduje się w głębinach Jeziora Rybnickiego? Patrząc na częstotliwość różnych doniesień, na kolejne rewelacje być może wcale nie przyjdzie długo czekać. Tym bardziej, że zdaniem dr Kuczyńskiego, nie można wykluczyć, że w ciepłych wodach zbiornika mogą znaleźć się także gatunki obce rodzimej florze. Mogły one zostać tam umieszczone wraz z tropikalnymi rybami i żółwiami przez osoby, które je do akwenu celowo wpuściły. Nic więc dziwnego, że do Rybnika przyjeżdżają wędkarze z całej Polski. Może któryś z nich złowi coś, czego nikt się nie spodziewał…? Może Zalew Rybnicki stanie się miejscem, do którego będą zjeżdżać ludzie, by być tymi pierwszymi, którzy przejdą do historii regionu, bo złowili coś niesamowitego? A to nie jest wykluczone! Zalew może mieć swoje tajemnice…

 


5
Oceń
(15 głosów)

 

Skryte tajemnice zalewu Rybnickiego - opinie i komentarze

kamil11269kamil11269
0
sum ładny (2012-09-11 14:30)
użytkownik102503użytkownik102503
0
Świetny artykuł! (2012-09-14 12:39)
piotras1237piotras1237
0
świetny artykuł odemnie 5 (2012-10-29 17:51)
marcin-miczajkamarcin-miczajka
0
Zbiornik Rybnicki polecam każdemu, naprawdę przyjemne wędkowanie :) (2015-08-27 19:05)

skomentuj ten artykuł