Zaloguj się do konta

Solina, ech Solina

„Wśród pagórków i wzgórz”, w urokliwej bieszczadzkiej krainie, czai się przedmiot (a może lepiej podmiot) naszych hobbystycznych marzeń – miejsce godne wędkarskich wypraw.
Szlakiem „starego” Sanu…



Lokując swoją miejscówkę w Polańczyku, tuż po lewej stronie Centralnej Bazy WOPR-u (a propos, znakomicie zorganizowanej), na najbardziej wysuniętej strefie cypla, mamy przed sobą dość rozległą część akwenu o dość spokojnie zwiększającej się głębokości. Płaski, kamienno- piaszczysty brzeg zachęca do „rozbicia” wygodnej „bazy”. Niestety, w okresie wakacji jest to miejsce wypoczynku wczasowiczów i stacjonowania wszelkiego rodzaju sprzętu pływającego. Wtedy wędkujemy tylko wieczorem, nocą i o poranku. To tu relaksuję się obserwując moje „lekkie”, drgające szczytówki lub bardzo długie atenki ciężkich waggerów, sterczących z wody kilkadziesiąt metrów od brzegu. Uzbrajam się w cierpliwość i dumając o wyjątkowym charakterze i urodzie Tej wody, czekam na TAKĄ rybę. Najczęściej z dobrym skutkiem – czasem ze znakomitym skutkiem.

Patrząc z tego miejsca, w linii prostej, na prawy róg tamy, mamy w środkowej strefie naszej wody jedną z jej najgłębszych toni – to teren dawnej osady Solina i jej przysiółków. Wędkarsko jest to rejon mało atrakcyjny, ale…
Szczęśliwcy, z odrobiną wyobraźni, gdy z zadumą pochylą się w tym miejscu nad lustrem wody, być może dostąpią zaszczytu - ujrzą San meandrujący wśród wiejskich zabudowań, z otwartymi na oścież drzwiami i ich mieszkańców, pozytywnie nastawionych do swych sąsiadów – często różnej narodowości. Wieczorem, zaś, może nawet usłyszą dźwięki płynące ze skrzypiec i harmonii, bo być może, w domu ludowym, przy lampach naftowych, właśnie odbywać się będzie wiejska potańcówka; a miejscowi kawalerowie z Werlasu, Pokaliszcza, Międzyrzecza, Zadziału, a może nawet z Łobozewa, będą się raczyć nie tylko czystą wodą ze swojej rzeki.
Solińska, historyczna Arkadia pozwala Nam pomarzyć.



Im bardziej w lewo, tym bliżej nam do Wyspy Okresowej (prawie środek tej części zbiornika), wzniesienia o stromych brzegach, ukrytego na co dzień pod kilkumetrowym płaszczem wody. Jego wierzchołek czasem bywa porośnięty zatopioną roślinnością wodną, o bardzo długich „łodygach” (moczarka, rdestnica). Znakomite miejsce do sprawdzenia się w spotkaniu z dużym drapieżnikiem. By tam dotrzeć trzeba się trochę namachać wiosłami, ale warto, choć muszę się przyznać, że ostatniej jesiennej wyprawy w to miejsce nie wspominam najmilej – mimo wielu wymian moich „sprawdzonych” sztucznych przynęt, tylko dwóch „szczupłych kolegów” (pod wymiar) i jeden spory pasiak uścisnęło moją dłoń. Toż to tylko przypadek.

Jeszcze bardziej w lewo „rozciąga się” wzdłuż Horbeku (aż do tamy) głęboki rów – ulubione miejsce wędkarzy „polujących” na dużą rybę, tak białą, jak i na nie tak znów szczupłego szczupłego, sandacza i okazałego suma. To tu, począwszy od regulaminowej odległości od tamy (150m), a skończywszy na „wejściu” do Fiordu Nelsona, nawet blisko brzegu łowimy na dużej - albo wręcz bardzo dużej –głębokości, która gwałtownie rośnie od kilku do kilkunastu, a następnie nawet do kilkudziesięciu metrów(do 55m). Tu ciężkie gruntówki są niezbędne.
Musimy pamiętać, również, o tym, że kamieniste (skała piaskowa) dno najeżone jest niekształtnymi głazami i (często) „resztkami” potężnych, rosochatych konarów, pni drzew, które, mimo upływu wielu lat od zalania terenu, nie uległy jeszcze rozkładowi. Wszystko pokryte jest beżowym, jasnym, drobniutkim skalnym pyłem (skutek m.in. abrazji), który przy opadaniu zanęty i przynęty, a nawet przy ruchach zbliżającej się lub żerującej ryby, natychmiast się unosi tworząc „zaciemniającą chmurkę”. Dlatego, przy wędkowaniu na „białą rybę”, w zanęcie (a także na przynęcie) mile widziany jest zapachowy atraktor - zwłaszcza w pierwszej fazie naszego nęcenia (istotne na prawie całym zalewie).




Około pięćset metrów w lewą stronę od wspomnianej „stanicy” znajduje się moje, najbardziej ulubione stanowisko, na którym pozwalam sobie na zabawę bolonkami (7 – 8m) i „delikatnymi” machami. To tu „przeszedł” swój kolejny test Robinson Red Star Match 3,90 8-25g . W ciągu pięciu godzin „zaliczył” 47 płoci (ok. 27 – 35cm), 8 leszczy (od 34 do 51cm), kilka okazałych jazi i dwa karpie ok. 1,5 i ponad 2,5kg, nie licząc wszelakiej drobnicy. Zaznaczam, że nie nastawiałem się na szczególnie duże okazy. Nawet moja zanęta była raczej płociowa, ze sporą domieszką prażonych konopi, koloru jasnobrązowo – rudego, z domieszką ziaren kukurydzy spożywczej i bez atraktora, choć ten,w tego typu wodzie, często bardzo skutecznie zwiększa ilość i „jakość” brań. Rybki „mile widzą” dodatek pinki do zanęty. Ryby były „czyściutkie” i wręcz katalogowo wybarwione. Stosowałem zestaw z dość ciężkim waggerem, z samodociążeniem, z długą antenką; przypon około 70cm, fi 0,12; żyłka główna 0,14 – tonąca; haczyk- początkowo nr 14, ale szybko zmieniłem go na nr 10.. Dla tych Kolegów, którzy zamierzają umieszczać ryby w sadzyku – rada praktyczna:
- Konieczny jest długi, a nawet bardzo długi „wór”, gdyż przy średnim i niskim stanie wody w zalewie, w tym miejscu, dno zbiornika obniża się bardzo delikatnie i nawet w odległości kilku metrów od brzegu jest stosunkowo płytko. Co to oznacza dla ryby włożonej do krótkiego sadzyka, myślę, że mogę pominąć milczeniem. W odległości nawet ponad dwudziestu metrów od brzegu „osiągamy” grunt około 7 – 9metrów. W prezencie otrzymujemy stosunkowo czyste, kamienisto – piaszczyste podłoże, z lekkimi elementami namułu. Nie straciłem nawet jednego zestawu - „uprzęży”. Stosując metodę spławikową (odległościową), zyskujemy niesamowitą przyjemność podczas holu okazałego białorybu. Jego waleczność przysparza nam takich wrażeń, których nie sposób przeżyć przy stosowaniu ciężkiej metody koszykowej.
Jedynym utrudnieniem, w bezwietrzne dni, może być gęsta mgła, „wisząca”, o świcie i zmierzchu, tuż nad lustrem wody. Wtedy pozostają nam niezastąpione feederki (stosuję lekkie koszyki z wyjętym dnem).
Efekty ilościowe będą podobne – tylko ta przyjemność…ech…
„Zacinam” w początkowej fazie brania. Dzięki temu, bardzo rzadko używam wypychacza (wykałaczki). Jako przynętę stosuję kukurydzę różnej maści i duże kule ciasta o różnych kolorach i smakach; czasem czerwone robaki. Białe robaki i pinka nie zawadzą, ale zwiększą częstotliwość brań wszelakiej drobnicy. Sprawdzają się nieźle tylko tuż przed świtem, kiedy bogata wiązka często kusi dorodnego leszcza.

Wraz z powstaniem zbiornika, zmienił się mikroklimat w okolicy jeziora. Znacznemu złagodzeniu uległy wahania temperatury; zwiększyła się wilgotność powietrza; znacznie nasiliły się podmuchy wiatru. Dla nas, wędkarzy, ma to dość istotne znaczenie. Trudno mi ocenić wpływ tych elementów na jakość żerowania ryb, ale z autopsji wiem, że zmienny wiatr i jego siła (czasami przypominająca morską bryzę) wielokrotnie, bardzo szybko, wręcz prawie gwałtownie, zmieniały warunki mojego pobytu nad brzegiem tej wody. Szczególnie dokuczliwa bywa wilgotność powietrza przy silnych, jednostajnych jego podmuchach. Bywało, że podczas nocnego wędkowania – mimo dość wysokiej temperatury otoczenia – gwałtowne nasiąkanie wilgocią odzieży, zmuszało mnie do założenia kompletu przeciwdeszczowego i zdecydowanie zmniejszało moją chęć do dalszego pobytu nad tą urokliwą wodą. Ryby – z reguły – też zapominały, wtedy, o instynkcie żerowania. Wilgoć ta bywa bardzo przenikliwa. Nasilająca się – równocześnie – fala, też nie sprzyja szczególnie stosowaniu metod spławikowych: długiej lekkiej bolonki i lekkiego matcha. Jedynym „ratunkiem” pozostaje metoda gruntowa, feeder (drgająca szczytówka), ustawiona poziomo do lustra wody, o „kącie natarcia” w stosunku do tonącej żyłki lub plecionki około 45 stopni. Miejscowi koledzy hołdują zasadzie: porządny, „ciężki grunt” to jest to! Moje lekkie „zabawki” budzą w nich często odruch ironicznego zdziwienia lub – w najlepszym razie – uśmiech politowania:
-To ci dopiero nuworysz wędkarski nam się trafił!
By uniknąć pytań i pouczeń, układam obok na macie złożone, ciężkie feedery.
Te moje lekkie kijki już nie raz udowodniły swą wyższość nad cięższymi kolegami i to nie tylko nad Soliną (np.: Z bolonką... nad Soliną

Płynąc dalej, w górę byłego koryta Sanu, postrzegamy po lewej ręce duży ośrodek wypoczynkowy o nazwie „Jawor”; drzewiej „dostępny” tylko dla wysokiej rangi wojskowych i ich „przyjaciół”. Obecnie – wstęp wolny, z odpowiednią ilością gotówki w portfelu lub na kącie.
Linia brzegowa w jego okolicy sprzyja wybitnie amatorom współpracy z okoniem i jego pobratymcami. Można mieć niezłą zabawę, acz okazy należą (raczej – moim zdaniem) do rzadkości. Słyszałem o nich tylko w opowieściach. Sam nie dostąpiłem tego zaszczytu. Być może miałem pecha lub czas był nie ten.

Bardziej przekonał mnie o swej wędkarskiej wartości obszar zalewu położony nieco „wyżej”, lekko po przekątnej, po prawej stronie, zwany popularnie Zatopionym Lasem. Są to pozostałości po niewyciętych drzewach, które niczym smukłe maszty sterczą pionowo od dna, tnąc miejscami nawet lustro wody. Wędkując w tym miejscu, musimy pamiętać, jednak o tym, że większość z nich jest ukryta pod powierzchnią zalewu, co grozi nam utratą ulubionej przynęty. Przekonała się o tym już spora grupa Kolegów – spinningistów.
Według relacji mojego przyjaciela, instruktora nurkowania, na zatopionych „palach” jest już zupełnie niezła sieć żyłek i różnego rodzaju sztucznych przynęt. Jak to on określił:
- Można by zupełnie niezłą wystawę szkoleniowo – muzealną uczynić!
Pomijając ten fakt, jest to równocześnie znakomity matecznik i „poczekalnia” dla ryb „ostrego żeru”. W ciągu kilkudziesięciu minut „wyjąłem” czterech „dobrze zbudowanych” szczupłych i dwa okazałe okonie. O dziwo, niezbyt spokojne zachowanie moich przyjaciół „nie - wędkarzy” na łajbie, nie przeszkadzało moim „myśliwym” w polowaniu. Zabawa (dla mnie) była przednia.







Zaraz za Drzewem Wisielca wpływamy w warkocze dwóch zatok – Suchego Drzewa (Pod Dębem) i „bez nazwy”. Obie ciekawe wędkarsko, godne naszego zainteresowania. Czeka nas tu dodatkowa niespodzianka. Tuż za drzewem o tak „brzydkiej” nazwie, naszym oczom ukaże się obraz „warowni” Króla Bieszczad – Juliusza I, pustelnika, wędrowca, filozofa, samotnika z wyboru (androlog -Ludomir Karcz - nurek i żeglarz) – bohatera bieszczadzkiej „legendy”. Ujrzymy „zgrzebną” chatę, „świątynię dumania”, tron królewski i dwa ogromne węże (być może są to węże Eskulapa, toż tylko tu – w Bieszczadach – one żyją), strzegące drogi do tronu i domostwa – wszystko sporządzone z drewna i materiałów, które podarował myślicielowi Wielki Bukowy Las.
Być może szacunek do myśli i stylu życia Tego Naturszczyka, być może moc żywej legendy, a może - po prostu - tu szczególnie odczuwalna siła urody Bieszczadów sprawiły, że uszanowałem ten fragment brzegu i nie „depnąłem” go swoją stopą.
Solińska, historyczna Arkadia pozwala Nam się zadurzyć.




Miałem jednak okazję porozmawiać z wędkarzem, który od wielu lat traktuje tę zatokę jako miejsce regularnych zasiadek. Chwali ciszę, spokój, słabsze niż „gdzie indziej” (jego zdaniem) podmuchy wiatru. W sadzyku pływały trzy potężne leszcze i około 35-cio centymetrowy okoń. Skuteczną przynętą były solidne, czerwone robaki. Obaj doszliśmy do wspólnego, zgodnego wniosku:
- Tego poranka słabo „biorą”.
Hm, gdyby to było inne miejsce, to bym przez tydzień opowiadał kolegom, jakie „sztuki” widziałem!



Ciekawe łowisko wszelakiej ryby spotykamy w pobliżu miejscowości Rajskie; prawie na „terenie” dawnego przysiółka Berestyszcze. Charakterystycznym elementem krajobrazu, ułatwiającym rozpoznanie miejsca są wysokie skały sięgające kilkanaście metrów „ku słońcu” i ostro „wpadające” w toń na kilka metrów (Ścianka Chrewt). Zalew tu nie jest już tak głęboki (ok. 10m). To tu w mini-zatoczkach (kilka metrów głębokości) gromadzą się często ciekawe okazy naszych „przeciwników”, a może lepiej – „przyjaciół”. Konieczna jest łódka.
Tu, zadurzeni w Bieszczadzką Atlantydę, możemy posłuchać echa psalmów „zawieszonych” w zalanych ruinach klasztornej kaplicy sióstr ze zgromadzenia św. Wincentego a’Paolo. Miejscowi mówią, że przy niskim stanie wody mury tejże wynurzają się ponad jej lustro. Tu, także, doceniłem sprawność mojego Match’a 3,90 8-25g i lekkiego spinningu. Przynętą były ziarka spożywczej („czystej”) kukurydzy i „drobne” obrotówki. Wynik trzech godzin „zabawy” to: 16 dużych płoci, 8 leszczy (wszystkie ponad 35cm), 7 ładnych jazi, 1 karp (ok. 1,5kg), 4 „pasiaki” (takie sobie), 2 pstrągi (37cm i 39cm) i – niestety - „zepsute” pobicie szczupłego. Dzięki sporej przejrzystości wody w tym miejscu, przyjemnie było obserwować powroty rybek do „macierzy”. Jej mieszkańcy z zaufaniem traktują wszelakie, sztuczne przynęty. Mam wrażenie, że to miejsce nie jest „przebłyszczone”.



A propos pstrągów – niestety – od chwili powstania zalewu, mimo sprzyjających warunków klimatycznych i terytorialnych, zbiornik musi być „dorybiany” ręką ludzką (z hodowli min. w Wołkowyi). Budowniczowie tamy nie poczynili „przepływanek”, umożliwiających naturalną wędrówkę pięknym „kropkom” i (szczególnie) łososiom. Zaniechanie tłumaczono niewielką ilością wody, zasilającej zbiornik z Sanu, Solinki i drobnych strumyków. Faktem jest, iż spowodowało to wyginięcie wielu rodzimych gatunków. Coś za coś, ale czy na pewno?

Przyznam się, że z niecierpliwością czekam na czas kolejnej wizyty nad brzegiem Soliny. Ta „woda” ma swój niezaprzeczalny czar i urok; a do tego jeszcze te „krajobrazy” – raj dla oczu, balsam dla psychiki.

Opinie (27)

Zielan

Arcydzieło! [2013-04-19 07:05]

Sebastian Kowalczyk

Kiedyś jak miałem więcej czasu to trzy razy w roku tam jeździłem, piękna i rybna okolica. ***** Pozdrawiam :) [2013-04-19 07:18]

kamil11269

Cała Solina :) [2013-04-19 07:40]

ryukon1975

Jeszcze są miejsca do których chce się wracać. Oby to się nigdy nie zmieniło. Będąc tam wiem że jestem u siebie i nie chcę mieszkać nigdzie indziej. Z takich miejsc Podkarpacie może być dumne. [2013-04-19 07:44]

osa12

Wędkarsko ostatnio nie jest najlepiej, żegluję po tej wodzie już kilkadziesiąt lat. Kiedyś ostoja szczupaka i sandacza, dzis królestwo suma. Na sumy tak, ja wolę sandacze i szczupaki. Tych jest już mało ! No jest jeszcz wspaniały leszcz i płoć. [2013-04-19 08:07]

Thoma23

byłem tam pierwszy raz na urlopie w ubiegłym roku...piękne krajobrazy..ryby wprawdzie nie brały ale i tak było fajnie tam powędkować...na pewno tam jeszcze pojadę..5 zostawiam [2013-04-19 11:08]

użytkownik

SUPER 

CZEKAŁEM NA TAKI  ARTYKUŁ

WYBIERAM SIĘ W TYM ROKU DO MIEJSCOWOŚCI WERLAS 

NIE BYŁO ŻADNYCH SENSOWNYCH OPISÓW TAMTYCH REJONÓW 

TU JEST WSZYSTKO 

DZIĘKI

[2013-04-19 11:37]

zbynio5o

Ech :))) Rozmarzyłem sie . Pięknie ! *****. [2013-04-19 14:40]

w-marcin-59

Aż się chce czytać. A o tym, żeby tam być to nawet nie napiszę. ***** [2013-04-19 15:14]

sebrub

Super opis! Wybieram się z kolegą na "majówkę" po raz pierwszy. Dzięki***** [2013-04-19 16:38]

użytkownik

Ale wypracowanie :) 5 ***** [2013-04-19 18:25]

kaban

Co do zbiornika Solina to mam odczucia dość sceptyczne (być może mało tam łowiłem) ,ale jakość i forma tekstu pierwszej jakości. Pozdrawiam z wiadomą oceną. [2013-04-19 18:33]

camelot

Kiedyś odwiedzałem Solinę regularnie. Ale było to ponad 30 lat temu. Już wtedy była tam wielka ryba. .........Pewnie dziś wygląda tam troszkę inaczej , niż dawniej ? [2013-04-19 19:07]

Zander51

Taki zbiornik można "badać" przez całą wędkarską karierę i nie poznać go do końca. Łowienie z brzegu ma swój urok, ale ja bez łódki do takiego morza bym się nawet nie zbliżał. Świetny opis Krzychu. [2013-04-19 19:35]

ekciak

super wszystko pięknie opisane :D 5***** [2013-04-19 20:05]

SewerynTsn

byłem kiedys na wakacjach w takiej jak na soline płytkiej zatoczce.. na grunt/splawik duzo ploci i krąpia a na spina piekny sandacz 74cm [2013-04-19 23:54]

Iras1975

Osobiście Solinę znam tylko z opowieści kolegów, raz już prawie się tam wybierałem, ale tylko prawie. :) Może kiedyś.. [2013-04-20 09:27]

Lin1992

Świetny wpis. [2013-04-20 19:58]

marek-debicki

Nad Zalewem Solińskim byłem raz, ale do dzisiaj mam przed oczyma piękno krajobrazów, licznych zatoczek i strumieni. Opływałem miejsca łodzią wiosłową. tam też po raz pierwszy w naturalnym środowisku widziałem salamandry. materiał bajeczny. Pozdrawiam serdecznie i *****pozostawiam. [2013-04-22 16:56]

roman55

Super opis akwenu. Przez kilkanaście ładnych lat zawsze latem z łódką często odwiedzane łowisko osobiście przez ze mnie. Dużo pięknych wspomnień i dużo pięknych okazów wyjętych z tej wody. Kto nie zna to Polecam jako letnią wyprawę. Pozdrawiam [2013-04-22 18:43]

użytkownik

Super artykuł. Zasłużone 5 [2013-05-08 16:18]

t12tom

Piękny opis :) [2013-05-24 13:38]

321maly

Ne długo tam będę dokładnie w ZAWOZ kupiłem ponton zobaczymy co złowię [2013-05-24 19:47]

feroza

Powodzenia! Dwa tygodnie "temu" były zupełnie niezłe brania białorybu. Trwały "na okrągło". Pora dnia nie miała znaczenia. Drapieżnik (za wyjątkiem małych "garbusków") prawie "milczał", 2 szt., ok. 54 i 46cm:) [2013-05-25 06:39]

Wwwmarco

Piękny opis, wybieram się do Wołkowyi w ostatniej dekadzie lipca z pontonikiem, zobaczymy co jeszcze potrafię po sporej przerwie w wędkowaniu :), pozdrawiam [2013-05-28 21:32]

pawel75

Bajecznie wprost to wszystko opisane ! Dokładniej już nie mogłeś. Ech... nigdy tam nie byłem a miejsce po prostu marzenie !!! Pozdrawiam i oczywiście ***** zostawiam ! [2013-07-05 12:46]

WaszkaPL

genialne... [2013-10-27 21:12]

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za komentarze Internautów.

Czytaj więcej