Spełniam marzenia.

/ 5 zdjęć


Takiej wyprawy jak ta nigdy się nie zapomni, jest to prawdziwa nauczka dla mnie .
I niech będzie przestrogą dla was ,drodzy koledzy wędkarze. A historia ta zaczęła się w 2008r. i w praktyce trwa do dzisiejszego dnia.
,,Spełniam marzenia'.
Jak pamiętam było to zimowe popołudnie, umówiłem się z kolegą na spotkanie po pracy. Edek na necie znalazł bardzo ciekawą ofertę wyprawy do Norwegii. Planowaliśmy taki wyjazd już od dawna , a tu było wszystko pięknie przedstawione - zdięcia , filmiki, opisy itd... W porównaniu do innych tego typu ofert ,ta wydawała się najlepsza, tu było wszystko i nawet cena nie wygórowana jak na taką ofertę.
Norwegia - wyspa Hitra zaczeła mi się śnić każdej nocy , piękne krajobrazy, fiordy, łodzie z supermocnymi silnikami , piękna baza, poprostu raj na ziemi. Bardzo szybko znaleźliśmy jeszcze dwóch takich napaleńców jak my. Nastepnie wybraliśmy dogodny dla nas termin wyjazdu, początek czerwca 2009 roku. Od tamtej pory, na każdym naszym spotkaniu, ustalaliśmy co zabierzemy ze sobą, jaki sprzęt dodatkowo zabrać. O resztę nie musieliśmy się martwić, bo wszystko było w ofercie. Noclegi , wyżywienie, ubezpieczenia oraz podróż.
Od siebie , do organizatora pana Jacka B..... z Zamęcina koło Choszczna woj. Zachodniopomorskie mieliśmy jechać naszymi samochodami, a później busem na prom, dalej przez Szwecję do Norwegii. Bardzo ciekawił mnie przejazd, ze stałego lądu na wyspę Hitra , kilka kilometrów w tunelu pod wodą. Nie wspomnę o tych wspaniałych krajobrazach jakie mieliśmy oglądać i fotografować. Dokładnie 14.08.2008r. podpisaliśmy nasze umowy , wpłacilismy pierwsze zaliczki. Termin wyprawy od 6 do 16 czerwca 2009r. czyli 10 dni wspaniałego wędkowania- dorsze, czarniaki, brosmy, rdzawce, halibuty i wiele innych gatunków. Marzyła mi się żabnica, chciałem mieć ją w całości jako trofeum w domu. Od tamtej pory ,wydawało nam się że czas stanął w miejscu. Każdy miesiąc, tydzień, dzień do wyjazdu, wydawał się coraz dłuższy. Ile czasu można spędzić w piwnicy na dorabianiu następnych pilkerów, coraz doskonalszych i lepszych. Za każdym razem na naszych spotkaniach, każdy z nas wyciągał jakąś nową tajną broń. Nawet nie można sobie tego wyobrazić, jakie to cudeńka mogą powstać i pytanie jak będą się spisywać. Kto z nas zrobił lepsze, bardziej skuteczne? Czas się dłużył, ale żaden z nas nie nudził się wtedy w domu. Moje kotwiczki na pilkerach były już tak ostre , że strach było ich dotykać . Cały nasz sprzęt przeszedł różne testy wytrzymałościowe, lepiej wszystko sprawdzić na miejscu. Pamiętam jak testowałem nowego multiplikatora Okuma ,,Convector' CV 30 DCX i oczywiście nowiutki kij dorszowy 'DEEP SEA FIGHTER' od 200-600g, 2.10m długości (wolę krótkie wędziska). Plecionkę kupiłem tęczową 0.25 ale nie pamiętam jakiej firmy . Cały taki zestaw dowiązywałem do fotela, który waży 30 kg, a na nim siadali moi wierni przyjaciele- pies i kot. A ja całość ciągnąłem po pokoju. Sławek robił podobnie, tylko on dowiązywał to do kaloryfera. Po takich testach nie mieliśmy wątpliwości- sprzęt musiał się sprawdzić. Nie mogłem tylko przetestować dryfkotwy, którą sam uszyłem ze starego namiotu (dryfkotwa spowalnia dryfowanie łodzi). Na miesiąc przed naszym wyjazdem, zgodnie z zawartą wcześniej umową , wpłaciliśmy drugą część za naszą wyprawę- razem wyszło 2240zł od każdego z nas. Najgorszy był ostatni tydzień przed wyjazdem. Pozałatwialiśmy wcześniej zaplanowane urlopy, bo wszyscy pracujemy na kopalni, wszyscy pod ziemią. Trzy dni przed wyjazdem zrobiliśmy ostatnie zakupy, spakowaliśmy: torby, termosy na ryby i sprzęt. Wyjazd był dopięty na ostatni guzik.
Na dwa dni przed wyjazdem pan Jacek B. przesłał nam 'SUPER WIADOMOŚĆ'... A mianowicie, że odwołuje nasz wyjazd. Najpierw myśleliśmy że jest to jakiś żart- wydawało nam się to niemożliwe. O co tu chodzi!? Co z naszymi marzeniami!?
Sprawę zgłosiliśmy na policji, a później w prokuraturze i tak to trwa do dzisiejszego dnia i niewiadomo jak się to zakończy. Kilka spraw w sądzie- odbijanie piłeczki: sąd-prokuratura, prokuratura-nasza czwórka. A w sumie pan Jacek B. oszukał jeszcze wielu innych wędkarzy. Ponad 40tys. złotych jakie Jacek B.... wyłudził, prawdopodobnie przepadną na zawsze, a on będzie się śmiał i dalej organizował wyprawy pod inną nazwą i szyldem. Nasze prawo bardziej broni przestępców i oszustów niż zwykłego obywatela.
Gdy ochłonęliśmy, podjeliśmy decyzję, że wyjeżdżamy na nasz Bałtyk . Szkoda było nam naszych urlopów i przecież mieliśmy wszystko spakowane. Już bez żadnych rezerwacji wylądowaliśmy we Władysławowie i tam udało nam się wypłynąć tylko dwa razy. Trafiliśmy na bardzo złą pogodę. Następnie pojechaliśmy do Kołobrzegu i tam poznaliśmy super załogę kutra 'Globtroter'. Po zamusztrowaniu spędziliśmy z nimi pięć dni i zaliczyliśmy trzy dość udane wypłynięcia. Co prawda nie można tego porównywać do Norweskich fiordów, ale mówi się trudno. Najważniejsze, że nie przestaliśmy marzyć i tamta historia nas nie zniechęciła, ale czegoś nauczyła. Obecnie planujemy następną wyprawę , a właściwie mamy już wszystko załatwione. Przełom marca i kwietnia 2011r . Tym razem musi się wszystko udać! Teraz już wiemy jak to sprawdzić!
P.S. Ostatnio coraz częściej miewam taki oto sen: wczesny marcowy poranek, fiordy we mgle tak gęstej, że prawie nic niewidać, płyniemy na nasze łowisko. Aż nagle przed nami płynie mała łódeczka, a w tej łódeczce siedzi pan Jacek B.....

 


5
Oceń
(46 głosów)