Zaloguj się do konta

Spinning i podwodna pustynia

Pod wpływem emocji związanych z ostatnim pobytem nad jeziorem, powstał artykuł „Ku przestrodze-eutrofizacja”, w którym sygnalizowałem problem degradacji środowiska wodnego nad naszym jeziorem. Wróciliśmy nad jezioro po dwóch tygodniach. Pierwszym celem był spinning, drugim nie mniej ważnym sprawdzenie tego, jak woda sobie radzi w zagrożonych miejscach pod koniec października, gdy na wszystkich jeziorach dotlenia się zimnymi jesiennymi wiatrami i znacznie oczyszcza.
Południowo wschodni brzeg jeziora w rejonie przystani jest w miarę O.K., chociaż zalegające na dnie liście jeszcze z ubiegłego roku utrzymują nadal białe ślady pleśni. Dołoży jeszcze liści tegoroczna jesień, ale z tym problemem woda powinna sobie poradzić. Cypel oczeretów na wschodnim brzegu, porośnięty dotychczas gęsto trzcinami jest już mocno przerzedzony. Niepokoją dodatkowo liczne ścieżki wydeptane poprzez pasy trzcin. Jeszcze późną jesienią ubiegłego roku kładliśmy tam gałęzie gruszy, aby wzbronić przenikanie niepożądanych osobników do lustra wody.
Stajemy zaraz za tzw. grzędami, pomostami bez dostępu z brzegu, z zamiarem skuszenia na paprochy okoni. Przez dłuższą chwilę nie widać ani drobnicy przed pasami trzcin ani okoni. Krótko przed zmianą stanowiska Kolega zapina ślicznego okonka na pomarańczowego twisterka . Jak się później okazało okonia dnia i pięciogodzinnej, lodowatej wyprawy. Pomimo mały rozmiarów drapieżnika nasze morale zdecydowanie się podnosi.
Po chwili podpływamy pod północno-wschodni brzeg, na wysokość kąpieliska. Jeszcze nie tak dawno było to urocze miejsce i zarazem ostoja dużych karpi i amurów. Teraz szokuje nas widok pasa trzcin z lewej i samej wody w rejonie Kanału Karolewskiego, czyli miejsca, przez które dostaje się do naszego jeziora większość zanieczyszczeń. Woda w tym rejonie nie ma już takiej przeźroczystości jak przy przystani. Ponadto już ze znacznej odległości czujemy nieprzyjemny, nienaturalny zapach. Wpływamy bliżej brzegu poprzez przerzedzone trzcinowisko i naszym oczom ukazują się czarne, oblepione gnijącą mazią kikuty trzcin. Widok jest porażający i zarazem smutny. Podpływamy do najbliższego pomostu i udajemy się w rejon kanału i przepustu. Śmierdząca biała woda zalega nadal w kanale. To ona jest powodem zmętnienia wody w przybrzeżnym pasie trzcin. Po drugiej stronie przepustu walczy o przeżycie rzęsa pływająca wśród liści i biało oleistych plam. Jednoznacznym dowodem na skalę zniszczenia roślinności dennej jest fakt, że podczas spinningowania, pomimo stosowania cięższych główek umożliwiających prowadzenie przynęty po dnie i tuż nad nim, nie notujemy zaczepów o jakąkolwiek roślinność. Na usta ciśnie się tylko jedno - podwodna pustynia.
Dodatkowo rodzi się pytanie. Gdzie są Ci wszyscy, w tym włodarze miasta i gminy, którzy jeszcze nie tak dawno spacerowali ścieżką przyrodniczą i szlakiem św. Jakuba podziwiając okolicę. Gdzie są Ci wszyscy, którzy nie tak dawno latem zażywali kąpieli na naszej uroczej plaży? Czyżby nie było w tej grupie ludzi, którzy pragnęliby powrócić nad tą wodę w następnym roku i kolejnych latach? Nie wierzę, ale fakty są niestety bolesne. W jedno jednak wierzę, że w końcu znajdzie się sposób i ludzie, którzy podejmą wyzwanie, w celu zahamowania dalsze degradacji wody i okolicznego środowiska.
W czwartej godzinie spinningu dopływamy pod północno-zachodni brzeg jeziora. Kotwiczymy na jeziorze kilkanaście metrów od brzegu. Ten rejon jeziora obfituje jeszcze w roślinność denną. Prowadząc przynętę przy dnie często zaczepiamy o rogatek lub mech zdrojek. Tu jeszcze trzyma się ryba. Tu znajdziemy miejsca gdzie wyciera się okoń.
Zamierzamy sprawdzić niewielką zatoczkę pod zwisającymi gałęziami olszyny. Posyłam przynętę niedaleko jednego z pomostów na dwumetrowy stok, rozmawiając jednocześnie z Kolegą. Jak tylko przynęta dotknęła wody zamykam kabłąk kołowrotka i odliczam czas opadu. Zanim ruszyłem wędziskiem czuję zdecydowane szarpnięcie wędziskiem, odruchowo zacinam i czuję tak oczekiwane pulsowanie oznaczające zapięcie solidnej ryby. Proszę Kolegę o przygotowanie podbieraka. Ryba kilkakrotnie muruje do dna, co jednoznacznie sygnalizuje terkotka kołowrotka. Niestety po chwili jak niespodziewanie się zapięła, tak niespodziewanie się spina. Przyciągam przynętę do katamaranu, sprawdzam czy na 12cm Demonie są jakieś ślady zębów drapieżnika. Ku zdziwieniu nie odnajduję nawet draśnięcia! Czyżby duży okoń lub ostatnie drapieżniki z przed lat po zarybieniu jeziora rybą z rzeki?
Postanawiamy jeszcze sprawdzić zatokę przy zwalonym dębie jednak lodowaty wiatr i spadająca temperatura oraz zmęczenie po pięciu godzinach biczowania wody, zmusza nas do spłynięcia do przystani. Wracamy w minorowych nastrojach. Z jednej strony zadowoleni z możliwości obcowania z przyrodą, z drugiej zaniepokojeni podwodna pustynią.

Opinie (10)

Lin1992

I co Ja mogę napisać więcej ...kolejny wpis na 5. Pozdrawiam. [2012-10-29 12:04]

maverick314

Bardzo fajny i ciekawy wpis w sumie jak zawsze :-). Ode mnie zasłużona 5 pozdrawiam [2012-10-29 12:46]

grisza-78

***** i podziękowania za bardzo ciekawy wpis. [2012-10-29 14:25]

Polacki1229

Super artykuł :D oczywiście ***** [2012-10-29 21:23]

Kowal73

:)***** [2012-10-29 23:18]

vistula

za wypasionego garbusa 5, pozdrawiam [2012-10-29 23:47]

Zibi60

Pewnie nerwy spowodowały, że nie ustrzegłeś się kilku błędów (co u Ciebie niespotykane), jednakowoż poruszony temat i wpis jak zwykle na 5* [2012-10-30 07:01]

makaron47

Taką sytuację można odnieść do wielu jezior, szczególnie jezior w rejonie Koszalina ( w koszalińskim okręgu PZW). Bd + 5 [2012-10-30 09:11]

marek-debicki

Przepraszam Zibi! Błędy poprawione, ale rumieńce na twarzy pozostały.... [2012-10-30 17:45]

użytkownik

5 [2013-05-09 09:43]

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za komentarze Internautów.

Czytaj więcej