Zaloguj się do konta

Spinningowe Mistrzostwa WKW Troć 2013

Spinningowe Mistrzostwa WKW Troć 2013


„Spinningowe Mistrzostwa WKW Troć 2013”, tymi znamiennymi słowami Prezes Zarządu WKW TROĆ, Kolega Leszek Czarnyszewicz, w ten słoneczny październikowy dzień, otwiera ostatnie w tym roku zawody członków naszego Koła Wędkarskiego.
Wszystko oczywiście poprzedza szczegółowe omówienie spraw organizacyjnych przez Zastępcę Prezesa ds. sportowych, Kolegę Jerzego Wesołowskiego, Sędziego Głównego Zawodów, Koleżankę Renatę Pietruńko
i Sekretarza Zawodów, Kolegę Irka Fedorczuka.


Na starcie staje czternastu, najbardziej wytrwałych, wytrawnych i nieugiętych spinningistów i każdy oczywiście z zamiarem podniesienia największego w tym sezonie spinningowym wyróżnienia „Mistrza Spinningowego Koła”. Po czujnych spojrzeniach zawodników widać, że większość z nich ma przygotowany precyzyjny plan działania na czterogodzinne zmaganie. Dlatego też po sygnale podanym przez Sędziego Głównego, wszyscy dosłownie w mgnieniu oka znikają z polany, na swoje z góry upatrzone miejscówki.


Ledwo większość zameldowała się na pomostach szykując się do pierwszych rzutów, a tutaj już jest pierwsze zgłoszenie wymiarowego szczupaka, przez Kolegę Piotra, który zajął jedno ze stanowisk położone najbliżej miejsca zbiórki. Tak to kilka minut po rozpoczęciu zmagań emocje zostały podgrzane na dobre.


Wymieniam kilka zdań z Leszkiem obławiającym dość gęsty pas trzcinowisk i postanawiam zmienić miejscówkę przemieszczając się w rejon głębszej wody. Znajduję się tam w rejonie jednego z pomostów potężna gałąź, będąca pozostałością częściowo podniesionej z wody, obalonej w ubiegłym roku przez burzę brzozy. Nie ukrywam, że liczę tam na swojego drapieżnika.





Zakładam tłuściutkiego rippera z dozbroją i posyłam go najpierw ostrożnie około dwóch metrów od podwodnej zawody. Kolejny rzut wykonuję już odważniej już odważniej, jakby muskając najwyżej wystające gałązki i jest uderzenie. Krótki holl, szybka fotka i czterdziestocentymetrowy drapieżnik, leciutko zapięty za dozbroję uwolniony wraca do wody.

Przemieszczając się na kolejne stanowisko z kątem oka widzę na przeciwległy brzegu silne zamieszanie. Ktoś biegnie brzegiem do innego wędkarza, który solidnie zaparty na pomoście z wędziskiem wygiętym w kabłąk zmaga się z jakimś podwodnym potworem. Po chwili słyszę potężny okrzyk radości i szpakowatego wędkarza wybiegającego na skarpę z podbierakiem w ręku i solidną w nim rybą. To chyba „Kędzierzawy”, nasz zawsze uśmiechnięty szczęściarz i wspaniały zawodnik Kolega Janusz.
Docieram powoli do zatoki, którą obławiam woblerami, jednak wszystko bez kontaktu z rybą. Na wodzie nie widać nawet żadnych oznak spławiającej się drobnicy, której zazwyczaj tu było pełno. Wracam więc ponownie na głęboką wodę w rejon zatopionych przy brzegu gałęzi. Spoglądam na zegarek, dochodzi dziesiąta, czyli prawie połowa czasu wędkowania. Zakładam meppsa 4, srebrnego z czerwonymi esami i cięższym korpusem i postanawiam zapolować na większego okonia. Zwisające nad wodę gałęzie pokrytej jeszcze liśćmi brzozy zmuszają mnie do przyklęknięcia w celu oddania rzutu. Jak tylko przynęta dotknęła wody, zamykam kabłąk kołowrotka i pozwalam wirówce spokojnie opaść na dno. Z chwilą poluzowania się żyłki podnoszę pewnie wędzisko i zaczyna skręcanie żyłki. Przynęta mija sąsiedni pomost, kiedy to następuje uderzenie. Nie jest to okoń, gdyż ryba solidnie muruje do dna i schodzi ku mojemu przerażeniu zbyt mocno w kierunku brzegu. Jeszcze chwile i szczupaczysko wbija mi się z premedytacją w gałąź. Był, na tyle cwany i silny, że nie byłe temu w stanie zapobiec. Szarpnął kilka razy łbem i uwolnił się z przynęty i tyle go widziałem.
Dwa pomosty ode mnie wędkuję Tadeusz. Tym razem nie udało mu się skusić koni w rejonie plaży i także próbuje szczęścia na głębszej wodzie. Z odległości widzę, że prawdopodobnie rzuca żółtym twisterkiem. Jest i po chwili ma już na pomoście przyzwoitego okonia wyciągniętego dosłownie przy samych trzcinach.


Na dodatek, aby mnie totalnie pogrążyć, praktycznie z tego samego miejsca, w następnym rzucie holuje ładnego, dobrze ponad kilogram szczupaka. Wiedza, doświadczenie i odrobinę szczęścia, nieprawdaż jak to niewiele potrzeba, aby łapać ładne ryby? Gratuluję Koledze, robię fotkę i ruszam na kolejne stanowisko, myśląc po drodze, co tu jeszcze by wykombinować i ja przechytrzyć jakiegoś drapieżnika.


Spotykam Piotra, który podczas ostatnich swoich wypadów ze spinningiem, praktycznie za każdym wypadem był z rybą. Tym razem pozostaje bez żadnego pobicia.


Spotykam Darka i Edwarda, którzy walczą dzielnie bez ustanku pomimo faktu, że ryby także jak do tej pory nie uświadczyli.


Wymieniam kilka zdań na temat karpiowania Jackiem, który odwiedził nas spacerują nad wodą ze swoim pięknym haskim i pomimo prawie dwugodzinnego czasu jaki pozostał do końca zawodów już nie mam kontaktu z rybą.
Jak się później okazało za wyjątkiem jednego okonia, który został złapany na kilkanaście minut przed końcem zawodów, pozostałe brania zaliczone były do godziny dziesiątej. Później zaczęła się diametralnie zmieniać pogoda, co w połączeniu ze wschodnim wiatrem, pozbawiło nas jakichkolwiek brań.


O dwunastej trzydzieści zakończyliśmy zmagania. W sumie złowiono pięć wymiarowych ryb, w tym trzy szczupaki i dwa okonie. Nasz sekretarz zawodów przystąpił do podliczeń naszych zmagań.


Czwarte miejsce zdobył rzutem na taśmę Włodzimierz Ciesielski okoniem
o wadze 415g.


Trzecie miejsce zajął Piotr Wach pierwszym szczupakiem zawodów
o wadze 870g.


Drugie miejsce przypadło w udziale Tadeuszowi Pietruńko z okoniem i szczupakiem o łącznej wadze 1500g.


Tytuł Spinningowego Mistrza WKW „TROĆ” 2013 wywalczył Janusz Ciesielski szczupakiem o wadze 2405g.


Na zakończenie nastąpiły dekoracje, wręczenia pucharów i brawa oraz gratulacje dla zwycięzców i pokonanych, a także dla organizatorów pięknych zawodów. Pamiątkowe fotki i smaczna kiełbaska przygotowana przez niezawodnych w tym rzemiośle Andrzeja i Edwarda.


Gwarno i radośnie było na naszej stanicy jeszcze do późnych godzin nocnych. W koleżeńskiej i przyjaznej atmosferze opowieściom wędkarskim nie było końca. Narzędzi wędkarskich jeszcze jednak nie odkładamy.
P.S. Pełna paleta zdjęć została zamieszczona w specjalnie poświęconej temu zamierzeniu galerii, pod tym samym tytułem.

Opinie (8)

użytkownik

Super relacja z zawodów***** [2013-10-16 09:39]

janglazik1947

Gratulacje dla zwycięzców, ale także i dla przegranych, przecież nie zawsze się wygrywa. RYBKI DOPISAŁY ,HUMORY DOPISAŁY , a przecież o to przede wszystkim chodzi. My kończymy sezon już w najbliższą niedzielę - czy i u nas będą takie rybki ?- bo humory to już dziś gwarantowane. Za wspaniały artykuł wielka piątka. [2013-10-16 10:31]

kamil11269

Widzę, że zawody się udały. [2013-10-16 15:30]

wiekla42

Gratulacje dla wszystkich wygranych. [2013-10-17 00:56]

rysiek38

Jak na czternastu chłopa w cztery godzinki to całkiem przyzwoity wynik,ale co tam wynik. Ważne bo to nawet czuć po fotach że było to miłe spotkanie z kumplami i to jest ważne.GRATULACJE WSZYSTKIM ! [2013-10-18 16:58]

troc

      Pierwsze od lat kilku zawody z takimi wynikami- może dlatego, że mnie tam nie było? Gratulacje dla zwycięzców oraz zawodników, których ten sam skład widzimy z małymi wyjatkami co roku oraz dla organizatorów za coroczny trud włożony w organizację zawodów. [2013-10-19 20:01]

fisch 73

Oczywiście gratulacje dla zwycięzców. Znam wodę. Mogło być albo lepiej albo jeszcze gorzej. Ale czy wynik najważniejszy? Ważne że było gwarnie i radośnie. To też jeden z elementów integracji .Pozdrawiam. [2013-10-20 13:53]

zbych51

Coś Marek cieniutko, ale za relację i zdjęcia piąteczka - pozdrawiam [2013-10-20 21:02]

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za komentarze Internautów.

Czytaj więcej