Spławikowy Puchar im.Walentego Dacewicza 02.09.2017 2017

/ 12 zdjęć


PUCHAR IM. WALENTEGO DACEWICZA ZOSTAŁ URATOWANY.
Płk Walenty Dacewicz był założycielem i jednocześnie pierwszym Prezesem Koła PZW GKO Kraków. Obecnie ze względów organizacyjnych częściej w obiegu funkcjonuje nazwa Koło Garnizonowe PZW Kraków. Od pierwszego razu, którego moja historia już nie pamięta, na początku września każdego roku rozgrywane są spławikowe zawody o Puchar Koła Garnizonowego PZW w Krakowie  im. Walentego Dacewicza. Są to wewnętrzne zawody o puchar przechodni. Dopiero trzykrotne, nieprzerwane zwyciężanie w tych zawodach daje prawo do zatrzymania pucharu na własność. W takiej sytuacji Koło musi zakupić kolejny puchar na następną edycję zawodów. Do dnia 2 września 2017 r. kol. Edward Gronowski był dwukrotnym zwycięzcą tych zawodów i jawił się jako pierwszy kandydat do kolejnego zwycięstwa, zwłaszcza, że znany jest jako spławikowy filar Koła Garnizonowego PZW Kraków, mistrz małej rybki, połykacz miejsc na podium i wędkarz pełno siatkowy. Przypadek zmienił te przewidywania.
                Przygotowując się do zawodów  rozważałem, czy przygotować zanętę na leszcza, płociową czy na karpia. To trzecie odrzuciłem dość szybko, jako zbyt ryzykowne, a o wybraniu zanęty płociowej zadecydowała pogoda. Zapowiadano deszcz, dlatego przyjąłem założenie, że leszcz może być kapryśny a na „dyżurną” płotkę jest największa szansa. Zmieszałem 2 kg czarnej zanęty płociowej Gold Series Trapera z 1 kg zanęty uklejowej z jedwabnikiem też Trapera, bowiem takie mieszanki już mi się sprawdzały na różnych wodach. Do tego dołożyłem kolendrę i dwie ćwiartki pinkee. Łowiłem na laskę, ale nęciłem ręką. Na haczyk zakładałem tajną broń, którą był jeden kaster. W ciągu poprzednich dziesięciu dni sprawdziłem na innych wodach, że kaster jest skuteczny. Z zestawu czerwona pinka, kaster, biała pinka i czerwona pinka, z reguły tylko kaster interesował ryby. Po zawodach okazało się, że byłem jedynym użytkownikiem kasterów na haczyku. Poza tym od początku chciałem łowić duże ryby co oznacza, że zastosowałem długi przypon i położyłem go z przynętą na dnie.
                Ostatecznie okazało się, że wykonałem prawidłowe przygotowania i równie celnym było zastosowanie spławika o wyporności 0,5 g oraz żyłki głównej 0,12 mmm i przyponowej 0,10 mm. W pierwszych 30 minutach złowiłem 5 ryb, w tym jednego leszczyka, co mnie cieszyło, chociaż liczba 5 nie powala. Zakładałem, że łowiący obok Edward złowił więcej rybek, bo znany jest jako mistrz małej rybki, ale nie patrzyłem jak mu idzie. Pilnowałem swojego spławika. W kolejnych 30 minutach miałem także 5 ryb, ale wśród nich trafił się większy leszczyk, co dawało przypływ radości, bo leszczyk był wagowy. W drugiej godzinie miałem podobnie jak w pierwszej 10 ryb, lecz dominowały płotki. A poza tym miałem branie dużej ryby, która nie dała się odciągnąć od dnia, lecz wyciągając gumę z amortyzatora do granic możliwości odciągnęła zestaw w prawo, po czym płynąc jednostajnym tempem zatoczyła łuk w lewo i płynąc w kierunku środka wody zerwała haczyk. Założyłem większy, ale także leszczowy i zaczęła się trzecia godzina łowienia, która okazała się wyśmienita. Złowiłem 4 leszcze, w tym 3 godne szacunku i jednego karpia w granicach do 1,5 kg. W czwartej godzinie przez 30 minut siedziałem bezczynnie, bo karp zrobił w wodzie spustoszenie. Ponadto wiatr dmuchając w twarz utrudniał zarzucanie i brania. Chcąc położyć dobrze wyprostowany zestaw na dnie machnąłem mocniej wędką nasadową jak batem i  - trach – pękł mi piąty element. Do końca musiałem łowić kikutem. W ostatnich 30 minutach dołowiłem kilka płotek i przed końcem zawodów zaliczyłem mocny akcent leszczowy. Przy wadze okazało się, że ja – Roman Dryk – wygrałem rywalizację z wynikiem 5610 pkt, drugi jest Edward Bukowski  z wynikiem 4146 pkt i trzeci Edward Gronowski – 4101 pkt. Odnotować trzeba, że czwarty był Adam Mraz z wynikiem 1147 pkt. Zwraca uwagę okoliczność, że drugie i trzecie miejsce oddziela tylko 35 pkt, co w praktyce oznacza mniej więcej 3,5 karpiowej łuski. Mistrz małej rybki złowił prawie 50 płotek, a zdobywca drugiego miejsca posiadł okazałego karasia – w granicach do 1,5 kg.
                W powyższy sposób przechodni Puchar im. Dacewicza został uratowany dla Koła. Znowu trzeba się o niego ubiegać co najmniej dwa lata.
 

 


0
Oceń
(0 głosów)

 

Spławikowy Puchar im.Walentego Dacewicza 02.09.2017 2017 - opinie i komentarze

skomentuj ten artykuł