Spokojne lustro wody? Wobler w akcji

/ 24 komentarzy / 12 zdjęć


Witam, chciałbym na wstępie opisać początek mojej wędkarskiej przygody z woblerkami, które własnoręcznie wystrugałem.

Wszystko zaczęło się w marcu 2009, kiedy to po raz pierwszy zobaczyłem jak okoń pobrał niedużego żuczka z powierzchni wody. Uświadomiłem sobie, że to pewnie rzadkość, ale czemu by nie wystrugać kilku takich robaczków i nie spróbować z nimi szczęścia? Po powrocie z ryb, udałem się do piwnicy w poszukiwaniu odpowiedniego drewna, które w swej strukturze miało być lekkie ale i wytrzymałe. Hmm.. przez dłuższy moment pomyślałem, aż w końcu!, mam to będzie woblerek z lipy. Ma ona idealne właściwości, jest lekka i twarda (gdy jest wysuszona). Jako pierwowzór posłużyła mi biedronka, która przez uchylone okienko wleciała do mojego pokoju. Pierwsze prace szły trochę marnie ale z czasem wszystko się wyregulowało.

Na początku głównymi moimi problemami były: Ster oraz równomierne rozmieszczenie obciążenia. W pierwszym przypadku mój woblerek nie miał żadnej ale to żadnej pracy własnej pomimo umieszczenia steru, a drugim troszkę mniejszym problemem było złe wyważenie woblera co przekładało się na jego pracę jak i atrakcyjność w wodzie( Gdybym był rybą nigdy, przenigdy bym tego nie wziął do pyszczka). Z czasem wszystko zaczęło nabierać rumieńców, coraz lepsza praca woblerów, połączona z 100% opadem na brzuszek podczas rzutu zmobilizowała mnie do rozpoczęcia pierwszych połowów na własne przynęty.

Jako pierwszą przynętę posłużyła mi 1cm biedronka z ze smukłym sterem i kotwiczką umieszczoną w części brzusznej korpusu.
Łowisko na, które się wybrałem było o tej porze roku wolne od roślinności, więc mogłem trochę po manewrować moją biedroneczką. Pierwszy rzut oddałem w gąszcz trzcin, zwijałem powoli z lekkimi szarpnięciami i tak aż do brzegu. Zdziwiło mnie to troszkę gdy ujrzałem całe stado uklei i płoci podążających za moją przynętą. Wyraźnie była dla nich troszkę za duża. Drugi rzut na otwartą wodę, zostawiam woblerka spokojnie na 10s potem 3 pełne obroty korbą w tym czasie biedroneczka była 10cm pod wodą i zaczynam jej wynurzania, podczas, którego czuję lekkie puknięcie. Powtarzam swoją czynność i nagle czuję branie, szybkie przycięcie i holuję 20cm karasia srebrzystego. Mowie sobie w myślach, co jest Rafał, jak to w ogóle możliwe?.
Po czym odczepiam rybkę całus i ląduje w wodzie. Kolejny rzut tym razem także na otwartą wodą,
powtarzam wcześniej opisaną czynność prowadzenia przynęty i znów branie!. Holuję rybę do brzegu, a niech to znowu karaś.

Potem rzucam 5 raz w trzcinowiska i bezskutecznie. Ja przecież stworzyłem woblery na okonie nie karasie! Pomyślałem sobie. Rzucam jeszcze raz w pas trzcin nieco bardziej w głąb gąszczy. Stosuję trochę inną metodę prezentacji przynęty a mianowicie
staram się pracować przynętą w miejscu imitując biedroneczkę, która spadła z trzciny przy powiewie wiatru. Efekt był widoczny od razu, moją przynętę pobrał 20cm okonek to jest to co chciałem. Ponawiam rzut i staram się cały czas uciążliwie pracować w miejscu, błyskawiczne branie, i zaraz na brzegu widzę 18cm okonika. Może w końcu stado tych żarłocznych karasi wreszcie odpłynęło- myślę. Rzucam na otwartą wodę i pracuję przynętą tak jak w przypadku zarośli. Minęła minuta i nie ma brania, postanowiłem podciągnąć przynętę nieco bliżej brzegu. Ten moment zaowocował w silne branie, ryba musiała mieć chyba sporą paszcze bo widziałem ją lekko ponad wodę. W mojej głowie nagle narodził się obraz 40cm szczupaczka, który zapewne odpłynie zaraz z moją biedronką. Lecz byłem w błędzie, ryba walczyła coraz mocniej a moja przynęta znajdował się jak na razie we właściwym miejscu czyli w paszczy potworka, który wyciąga mi żyłkę w kierunku trzcin. 5 minut walki i widzę na brzegu 40cm suma?, nie! To był koluch o czym przekonały mnie jego ostre kolce. Biedroneczka była troszkę w nie najlepszym stanie ale dalej kontynuowałem połowy. Rzut w kierunku otwartej wody ta sama sprawdzona technika i co się dzieje, z przerażającą agresją do mojej przynęty wyskoczył amur, którego moja 0,10mm żyłka nie zdążyła zatrzymać.

Nie jestem do końca pewny jaką długość oraz wagę mógł posiadać owy amurek, ponieważ po 4 s dosłownego „Rwania żyłki” i oszałamiającej fali znikną w gąszczu trzcin. Byłem nie tyle co zadowolony ale raczej optymistycznie nastawiony do tego zdarzenia. Sprawdziłem skuteczność mojej przynęty w praktyce, która odpowiednio poprowadzona może stać się łupem każdej ryby, nie tylko drapieżnej. Tego samego dnia po powrocie z ryb nikt nie chciał mi uwierzyć, że własnoręcznie wykonany woblerek okazał się skuteczny, a na branie amura odpowiedzieli kup sobie okulary amur to nie trzcina. Byłem rozdrażniony, ale nie przeszkadzało mi to w dalszej konstrukcji woblerów. Tym razem postanowiłem wykonać 1,5cm imitację żółtobrzeżka i ruszyć nad płyciuteńką rzeczkę przepływającą tuż koło stawu. Rzeczka miała stosunkowo czystą wodę lecz cała byłą w gąszczu podwodnych patyków i korzeni co uniemożliwiało podanie przynęty tuż nad dnem. Cichutko zbliżyłem się do rzeczki i wykonałem rzut woblerkiem wzdłuż brzegu, co naśladuje naturalne zachowanie żuczka w przyrodzie. Co jakiś czas zwalniałem lub całkowicie przerywałem pracę kołowrotka aby odzwierciedlić szukającego pokarmu żuczka.

Za trzecim z kolei rzutem wzdłuż brzegu zaatakował mi przynętę 28cm jaź, który jak wiadomo jest bardzo ostrożną rybą. Całus i ze słowami wracaj i przyślij mi swojego tatusia wypuściłem go do rzeczki. Pięć rzutów z kolei i brak brania, postanowiłem rzucić pod zwalony konar drzewa. Nie zdążyłem przekręcić korbą nawet 1 raza i czuję potężne brania. Ryba strasznie się pluska co w wypadku dalszego łowienia całkowicie eliminuje jakiekolwiek brania. Nagle ryba dostała się w plątaninę korzeni co zmusiło mnie do poszukania długiego kija aby odczepić rybę z tej kryjówki. Woda była jeszcze zimna, jak to marcowa, więc nie zaryzykował bym wejścia do wody bez woderów. Po odhaczeniu ryby z korzeni rozpocząłem walkę z teraz wiadomym mi już kleniem. Po walce trwającej 2 minuty klonek znajdował się już na brzegu, szybki pomiar i zaskakujące mnie 34cm.

Popatrzyłem na niego pod różny kątem( bardzo mi się podobał) i wypuściłem go do wody. Spróbowałem jeszcze kilka razy rzucić i coś wyjąć ale najwyraźniej klonek spłoszył wszystkie rybki. Połowy w innej części rzeki były niemożliwe ze względu na makabrycznie niski stan wody, tylko w miejscu, którym łapałem czyli tzw. dołku woda miała głębokość 40cm. Wracając do domu postanowiłem, że nie będę opowiadał o całym zdarzeniu moim rówieśnikom bo zapewne i tak mi nie uwierzą. Chociaż sam byłem zaskoczony, że w tak zapuszczonej i bardzo płytkiej rzeczce można łowić takie ryby, kiedyś ale to było chyba jakieś 3 lata temu łapałem w tym samym miejscu i mogłem pomarzyć tylko o braniu jakiejkolwiek rybki. Dlatego na koniec chciałbym zachęcić do zapuszczania się na dziewicze, pełne piękna malutkie rzeczki, które potrafią naprawdę zaskoczyć.

Przyłączam się także do Zlikwidowania PZW w Polsce, ponieważ moim zdaniem ten organ jest całkowitym wrogiem jeśli chodzi o kwestię zarybiania ryb, a większość jego członków to zwykli mięsiarze, którym chodzi tylko o kasę w kieszeni i przepełnione rybami własne stawy.


Pozdrawiam gorąco kolegów z wędkuje.pl LapiePlocie.

 


4.7
Oceń
(89 głosów)

 

Ocena sprzętu (ocen: 0)




Spokojne lustro wody? Wobler w akcji - opinie i komentarze

MaReX28MaReX28
0
No....... widze że również robienie woblerów Cię wciągnęło. Gratulacje za chęci. Też bardzo lubie strugać i wykorzystuję do tego każdy wolny czas. Piąteczka oczywiście za artykuł. Mógłbyś mi napisać jakiego drutu użyleś i gdzie go nabyleś? Bylbym bardzo wdzięczny.Pozdrawiam MaReX28 (2010-01-04 20:15)
MaReX28MaReX28
0
chodzi mi o drut na stelaż oczywiście... (2010-01-04 20:25)
użytkownik7463użytkownik7463
0
Tyle gatunków ryb jednego dnia i na jeden woblerek. W życiu bym nie uwierzył gdybym nie znał Twoich poprzednich przygód:)
(2010-01-04 20:33)
Sebastian KowalczykSebastian Kowalczyk
0

Fantastycznie piszesz! Szkoda, że nad wodę nie zabierasz kamery albo aparatu. Zdjęcie karasia z wpiętym wobkiem to dopiero byłaby pamiątka. Jestem pełen podziwu dla majsterkowiczów i wszystkich twórców sztucznych przynęt. Zawsze marzyłem o kręceniu much, ale ciągle nie mogę się do tego zabrać. Brak mi samozaparcia. Za artykuł ***** i czekam na następne.

 

(2010-01-04 23:01)
LapiePlocieLapiePlocie
0
Marku, drucik na stelaż wykonuję z stalowego drutu o śr. poniżej 0,8mm, nie używam drutu nierdzewnego bo cały zestaw i tak mocze 4-5 razy w lakierze wodoodpornym.
Pozdrawiam LapiePlocie
(2010-01-05 05:06)
użytkownik19872użytkownik19872
0

Toś mnie Rafale zaskoczył, nie tyle skutecznością wobków, bo sam na nie chętnie łowię, jednak tak różne ryby mi się nie trafiają. Owszem czasem prócz drapieżnych trafi się jakiś przyłów, ale w moim przypadku to rzadkość. Nie mam powodu nie wierzyć, więc pozostaje pogratulować. Tak sobie myślę że jeżeli przeczytam jeszcze jeden taki artykuł, to sam zacznę strugać cudeńka, a zabieram się za to już ładnych parę lat.

Dobrze piszesz, więc nie przestawaj *5* i pozdrawiam!

(2010-01-05 07:32)
von_trzmielkevon_trzmielke
0

Tak trzymaj!

Musisz coś zmajstrować dla zdjęć lepszej jakości.

Aż się prosi żeby dobry  wpis miał dobre fotki.

(2010-01-05 08:08)
hubihubi
0
Fajnie opisane i dobra przygoda z testowaniem woblerków,nic nie daje większej satysfakcji jak wykonanie własnoręcznie wobków i różnego rodzaju przynęt a jak jeszcze podczas takiego testu jest premia w postaci brań to już jest super daję***** i życzę dużych sukcesów. (2010-01-05 08:19)
dany21dany21
0
Bardzo ciekawy artykuł. Wiem że karasie są żarłoczne ale nie słyszałem o przypadkach brań na spinning. To tylko świadczy o skuteczności twoich przynęt. Za opis 5.
(2010-01-05 13:04)
użytkownik8030użytkownik8030
0

Większość członków PZW to mięsiarze? Właśnie pozbawiłeś siebie całej sympatii jaka cię darzyłem. By nie zostać okrzykniętym jakimś przesadystą, daję Ci za to stwierdzenie 1*, ale tylko w tym komentarzu. Fizycznie tej oceny nie klikam, bo to nawet za dużo. Powinno być -10*

Zanim Kolego zaczniesz osądzać "większość" członków PZW, musisz jeszcze wypić cysternę mleka i zjeść ze trzy wagony chleba, a w Wiśle musi jeszcze wiele wody upłynąć.

Uważam, że takie podsumowanie Twojego artykułu jest żywą impertynencją wobec członków PZW, za którego ja tez się uważam mimo kilku spraw, które w tym Związku mi się nie podobają.

I pomimo tego, że jestem naczelnym mięsiarzem na www.wedkuje.pl, Twoje ostatnie słowa uważam za niesprawiedliwe i obrażające uczucia wielu ludzi, a Ty jesteś do takich ocen zbyt młodym wędkarzem.

Życzę rychłego rozjaśnienia umysłu .

(2010-01-07 10:59)
Bugowy LowcaBugowy Lowca
0
Bardzo ciekawy artykuł ciekawa sprawa taki woblerek ale nie wszystkim chce się robić takie cudeńka.Za artykuł daje5.
(2010-01-09 13:40)
Bugowy LowcaBugowy Lowca
0
podzielam twoją opinię co do PZW i prze mądrych członków PZW.Nie przejmuj się opinią GHOSTMIR-a to jakiś cieć społeczny. JP
(2010-01-09 13:46)
użytkownik7463użytkownik7463
0
Ghostmir
Tym podsumowaniem się tak nie przejmuj, przecież znasz moc zioła znad stawu kol LapiePlocie.
Bugowy Łowca
Po pierwsze chyba nie wiesz kto to członek PZW? Jeśli wiesz i nadal podpisujesz się pod zdaniem autora to jesteś zwykłym prostakiem. A ten tekst o Ghostmirze był mocno chamski. Radziłbym następnym razem przed dodaniem komentarza przeczytać tekst trzy razy a potem znów go przeczytać trzy razy. I jeśli do głowy przyjdzie Ci obrażać kogoś  to przeczytaj jeszcze trzy razy.
(2010-01-10 00:06)
użytkownik8030użytkownik8030
0

Cieć społeczny..... no cóż. Jeśli by się głębiej zastanowić, można dojść do wniosku, że funkcja całkiem całkiem. Cieć - człowiek bez którego cywilizacja zapadła by się nie ma to tamto.

Kto dba o to, by człek nogi nie złamał jak jest ślisko w zimie? - cieć!

Kto dba o to, by drzwi do kamienicy się zamykały? -cieć!

Kto dba o porządek w obejściu i informuje mieszkańców o zagrożeniach, awariach? - cieć!

Cieć wita przybyszów i żegna ich gdy wychodzą.

Cieć pilnuje bezpieczeństwa, bo zazwyczaj zna wszystkich lokatorów i wyłapuje od razu niebezpieczne zachowania gości.

A jeśli chodzi o rozszerzenie pliku "cieć" o określenie " społeczny" czyni z tej funkcji stanowisko o ogromnym zaufaniu publicznym, czyli za takie określenie nie mogę się obrazić Drogi Kolego Jakubie.

Co do osoby Kolegi Bugowy Lowca, pozwolę sobie pominąć pisanie tu określenia które ciśnie mi się w tej chwili na usta... na klawiaturę, ponieważ obiecałem kilku Kolegom z Portalu, iż słów obraźliwych postaram się unikać, a to które mam teraz na myśli jest obraźliwe wręcz obrzydliwie.

Zatem tylko pozdrawiam Kolegę o nicku Bugowy Lowca, ponieważ jest to mój pierwszy i mniemam  ostatni kontakt z tym osobnikiem. 


(2010-01-10 12:07)
Bugowy LowcaBugowy Lowca
0
Ja1kuba.Co do PZW to podzielam opinie Lapieplocie ze wzgl.na fakt iż znam takiego pana co 4 lata jeżdzi na ryby i nie miał jeszcze żadnej kontroli a karty nie ma.Zarybianie to druga sprawa osobiście widziałem kłótnię wędkarzy z PZW po zarybieniu karpiem(żółtanice woj. lubelskie)połowa ryb z transportu nie została wpuszczona do wody gdzie pojechała nikt nie wie.Co do Prostaka to się grubo zastanów bo w przeciwieństwie do ciebie,mi wystarczy raz przeczytać artykuł i wiem o co w nim chodzi a skoro ty musisz czytać go 3lub4 razy to wydaje mi się że ty jesteś PROSTAKIEM.
GHOSTMIR te swoje przemyślenia to pisz może na swoim blogu.Bardzo ciekawe na pewno dużo pozytywnych opini dostał byś za artykuł o społecznym cieciu wędkarzu.
(2010-01-10 16:22)
użytkownik7463użytkownik7463
0
Przeczytałeś 9 razy i dalej nie rozumiesz o co chodzi. Więc Ci wyjaśnię najprościej jak potrafię:

Członek PZW to osoba posiadająca kartę wędkarską i legitymację PZW

Tak więc i ja i Ty i Ghostmir i pewnie sam LapiePlocie do członków PZW się zalicza. Autor pisząc że większość członków PZW to mięsiarze co najmniej trzech z nas nazwał mięsiarzami.

I nie wiem co do tego wszystkiego ma pan, który łowi 4 lata a nie posiada karty? Przecież on akurat członkiem PZW nie jest?

(2010-01-10 16:34)
użytkownik8030użytkownik8030
0

Bugowy Lowco - dopiero Cię zobaczyłem. Nie miałem przyjemności zapoznać się z Tobą wcześniej i nigdy nie wymienialiśmy poglądów. Dlaczego więc uzurpujesz sobie prawo do nazywania mnie cieciem? Napisz kilka artykułów na blogu, podyskutuj na forum, zrób coś by Twoja osoba była postrzegana jako ktoś namacalny.... rzeczywisty...

Pojawiasz się nagle i piszesz żem cieć społeczny - czy ty jesteś lepszy od Ghostmira? Jeśli tak, to powiedz w czym jesteś lepszy. 

Dla mnie nic tutaj nie znaczysz, dlatego nie pozwoliłem się sprowokować takiemu "nikomu".

Uważam, że nie masz nic do powiedzenia i dlatego szukasz jakiejś okazji do zaistnienia.

Na marginesie powiem, ze powyższy artykuł może jest i barwny, ale jest tez naciągany.

Jest na naszym portalu wielu ekspertów z poszczególnych metod połowu, ale nawet ci najlepsi nie wypisują bzdur, ze po każdym rzucie i po założeniu każdej przynęty wieszają się im na zestawach taaaakie ryby, bo to fizycznie niemożliwe. Dodatkowo nazywanie większości wędkarzy zrzeszonych w PZW mięsiarzami, jest przejawem smarkaterii i totalnej ignorancji ze strony autora.

Widząc jednak zerowe zasługi dla społeczności Portalu i okres przynależności do tej społeczności, rozumiem zachwyt nad powyższym materiałem. To taka solidarność żółtodziobów.

Ja Kolegę LapiePlocie lubiłem do momentu tej publikacji, bo dał ciała na całej linii.

A Ciebie nie pozdrawia,. bo nie mam przyjemności tłumaczyć się osobom w wieku pisklęcia.

(2010-01-10 16:44)
ceratopsceratops
0
Bardzo ciekawy artykuł,łowne woblerki!Gratuluje pomysłowości z tą biedronką.Prawda obserwowanie przyrody daje nam wedkarzą najlepsze skutki!! Za artykuł daje5. (2010-01-13 18:49)
michciogwomichciogwo
0
Bardzo ciekawy artykuł ;P Pozdrawiam, połamania kija i taaakiej ryby życzę ;P (2010-03-20 15:05)
użytkownik43790użytkownik43790
0
Daje 5 za tak opracowany artykules.
(2010-11-12 08:51)
WeDkOmAnWeDkOmAn
0

Panowie i młodzierzy społeczności wędkarskiej


Nie ma co się kłucić, nie wprowadzajmy takiej niemiłej atmosfery do tego miłego portalu który powinien nas wędkarzy łączyć a Nie Dzielić ! Są różne nieciekawe sprawy które napewno by nas poróżniły...

Tak więc GORĄCO APELUJE tutaj do wszystkich członków portalu bez podziału na pełnioną funkcje i doświadczenie... byśmy ich nie wyciągali takowych spraw na światło forum. Niechciałbym też spotkać się z sytuacją gdy brakuje komuś szacunku do starszych, toteż bogatszym doświadczeniami. Zachowajmy się powściągliwie na tematy sporne, by można korzystać z tej strony zgodnie z jej założeniami:

Przyjemnie i efektywnie! - czerpiąc z niej wiedzę i przyjemność ;)


GORĄCO POZDRAWIAM z nad Dunajca :)

WeDkOmAn :)

(2011-03-24 15:57)
DomingoDomingo
0
piekny artykul - lowienie w roznych miejscach, na rozne dziwne przynety, daje cos znacznie cenniejszego, niz tylko duze rybki - mianowicie doswiadczenie. Sam zamierzam juz z poczatkiem kwietnia isc na jakas mala rzeczke wlasnie z tego typu przynetami. A ze sam robisz? Gratulacje - to chyba najwieksza frajda, jak rybka na wlasna przynete bierze.

ps - nie rozumiem tylko Twoich zarzutow do czlonkow PZW.
W takim kraju zyjemy - zobacz ile Twoich sasiadow traci litry benzyny, jezdzac do lasu, by wyrzucic tam smieci. Ile ludzi z Twojego otoczenia bierze do domu 10cm okonki, plotki, by nażreć sie nimi? Ile osob woli ukrasc i sprzedac na zlomie cos, co jest warte 50x tyle dla okradzionej osoby? Ile jest ludzi, ktorzy wybija szybe w aucie, aby ukrac dyche z siedzenia?

Niestety - stare pokolenie dalej uczy mlode jak krasc, wiec poki to sie nie zmieni, trzeba na problem patrzec bardziej globalnie. NIESTETY!

catch&release!
(2011-10-20 16:11)
walwozwalwoz
0
Piąteczka za opowiadanie. Ciekawie się czyta i podziwiam za eksperymenty nad owadzimy woblerkami. Czekam na następne opisy. Pozdrawiam (2012-04-09 15:36)
maverick314maverick314
0
Niesamowita opowieść która mi się bardzo podobała. Zasłużona 5 dla ciebie :-). Pozdrawiam (2012-09-15 23:08)

skomentuj ten artykuł