Zaloguj się do konta

Sposób na karpia - łowisko Bartoszów

Sposób na karpia - łowisko Bartoszów - wczoraj został skończony dla mnie ostatnim meczem sezon piłkarski. Teraz do wypadów na ryby można dołożyć jeszcze wolną sobotę. Ale dnia 27 października w niedzielę planowałem pojechać nad Bartoszów spróbować połowić karpie. W sobotę pooglądałem pogodę: zapowiadali 21*C bez deszczu i lekki wiaterek. Więc pogoda - jak na koniec października - na ryby rewelacyjna. Już wcześniej miałem przygotowany sprzęt. W końcu może udałoby się poholować jakiegoś karpia na nowy kołowrotek?

Wędzisko - to co zawsze, do niego nowy kołowrotek Robinson Maxim, a na nim żyłka również z Robinsona - 0,225 mm - 7 kg. Do tego założyłem 40 gramowy koszyczek, który blokował się na małym krętliczku. Do drugiego końca krętlika zamontowałem przypon (oczywiście domowej roboty) o wytrzymałości 4,5 kg. Na początku przyponu przywiązany został haczyk w rozmiarze nr. 5. Zamierzałem zakładać na niego kukurydzę z puszki (konserwową).
Celem wyprawy było złowienie karpia, przetestowania jak zachowuje się nowy kołowrotek przy holu tej ryby oraz sprawdzenie czy karpiom nie przeszkadza sposób w jaki przygotowuję kukurydzę z kolby. Podczas ostatnich dwóch wypadów (Łowisko "U Waldka" i staw w Bartoszowie) na taką właśnie kukurydzę nic mi nie brało. Pomyślałem wtedy, że może jest ona źle przygotowana. Ale jednak nie to było problemem jak się okazało tego dnia. Na tą kukurydzę karpie brały tak samo dobrze jak na kukurydzę z puszki - do której do tego czasu miałem największe zaufanie.
Zanęta jaką nęciłem składała się z tego co zawsze, czyli: 1/3 zanęty to zanęta sklepowa z grubymi składnikami (pellet, kawałki kulek, różne ziarna), następna 1/3 to bułka tarta zmielona drobno i bułka tarta zmielona na większe "ziarna", a ostatnia 1/3 to kukurydza parzona i kukurydza z puszki i różne okruchy z kuchni (z ciastek, chleba itp.). I to wszystko dało mi dokładnie 2 kg zanęty. Wlałem do niej jeszcze aromat waniliowy oraz wsypałem aromat jabłkowy w proszku. Trochę dużo wyszło tej zanęty. Pewnie całej nie zużyję, ale jeżeli potem dobrze się ją wysuszy i przesieje przez sitko, a przed następnym wyjazdem nad wodę doda aromat, da się nią jeszcze skutecznie nęcić. A... i do zanęty dodałem jeszcze aromatyzowane wanilią siemię lniane.
Po przyjeździe na łowisko o godzinie 9:30 zastałem na nim pięciu wędkarzy. Wziąłem sprzęt i wyruszyłem na swoje stanowisko. A padło na "moją miejscówkę" czyli miejsce koło trzcin. W czasie marszu na miejscówkę rozmawiałem chwilę z wędkarzem, który łowił niedaleko niej. Dowiedziałem się, że dziś przy trzcinach na spławik jest słabo. Wczoraj - opowiada dalej Pan - było znacznie lepiej - "złowiłem trzy karpie i lina". Oczywiście musiałem zapytać o wielkość tych ryb. Odpowiedź była prosta: "Ledwo miały wymiar". Czyli możliwe, że karpie były z zarybień. Lin zresztą też. A ten Pan wędkował właśnie w tym miejscu, gdzie zawsze wpuszcza się ryby z zarybień. Pożegnałem się i życzyłem połamania - idę na swoje stanowisko.

Kładę wszystko na ziemi i rozglądam się. Dość mocno tu wieje. Będzie się rzucać z wiatrem, ale przez to sygnalizator może wariować. I jeszcze do tego trzeba wszystko przymocować do ziemi, żeby nie poleciało gdzieś tam w świat. Rozrabiam zanętę wodą, dolewam trochę aromatu i "wody" z kukurydzy z puszki. Dodaję również siemię lniane, kukurydze parzoną i trochę tej z puszki. Rozkładam wędkę. Wbijam podpórki. Bardzo mocno wieje, więc wysokość podpórek ustawiam tak, by żyłka jak najszybciej wchodziła do wody. Czyli podpórkę z sygnalizatorem brań ustawiam około 20 cm nad ziemią, a tą z tyłu na około 1 metr wysokości. Zakładam na haczyk magiczną ilość kukurydzy, która skutkuje zawsze w "mojej miejscówce", napełniam koszyczek i rzucam. Zestaw leci bardzo daleko. Ląduje prawie na środku zbiornika. Teraz ustawiam sygnalizator, włączam wolny bieg i idę porozmawiać z wędkarzami obok. Nikt z nich dziś jeszcze nic nie złowił. A jeden z nich łowił również w tym roku na żwirowni w Trzcianie - i to dość często - jak mówił. Ale jak zapytałem o efekty to, odpowiedział z uśmiechem na twarzy: "Słabo. Jeden karp". Czyli widać, że w tym roku większość nie ma szczęścia do tego łowiska. Pożegnałem się i poszedłem rozłożyć stanowisko. Stanowisko zawsze rozkładam tak, żeby mieć szybki i łatwy dostęp do najbardziej potrzebnych rzeczy. Czyli rozkładam podbierak, moczę go w wodzie, a następnie kładę na podpórkę w odległości około 2 metrów od wędki. Następnym elementem stanowiska jest krzesło - dziś był z tym problem - zawsze rozkładam je zaraz obok wędki. Tak też zrobiłem dziś, ale po zejściu z niego nie można go było zostawić w pozycji rozłożonej, ponieważ wiatr wepchnąłby je do wody. A oczywiście zapomniałem wziąć śledzi, żeby wbić je w krzesło (w specjalnie przeznaczone do tego otwory w nóżkach). Dzięki nim krzesło trzyma się ziemi nawet podczas najsilniejszych podmuchów wiatru. Tego dnia po zejściu z krzesła musiałem je składać i kłaść na ziemi, a u wędkarzy obok, skrytych za drzewami nie wiało w ogóle! No ale cóż, może coś za coś - może to lepiej dla mojego zestawu, może za niedługo zacznie walczyć jakiś karp? Resztę sprzętu zostawiam za sobą. Wodę i jedzenie kładę koło krzesła - mam je zawsze w małym plecaku. Wszystko poukładane, wędka zarzucona. Pozostaje teraz tylko siąść i czekać. Około godziny 10:45 wolny bieg zaczął pracować. Zacinam i czuję opór. Pierwsze "puknięcia" ryby. Hamulec w kołowrotku dobrze działa. Trochę podholowałem ją do siebie, a potem ryba zaczęła płynąć do brzegu. Po pewnym czasie nie mogłem jej oderwać od dna. Musiała pod coś wpłynąć. Wiedziała, gdzie się ukryć. Jeden z wędkarzy podszedł do mnie. Proponował otworzyć kabłąk i pozwolić rybie wypłynąć - ale już to robiłem. No nic, trzeba zerwać przypon. Na szczęście hak jest bezzadziorowy, więc ryba powinna się sama z niego uwolnić. Po walce ryby sądzę, że był to karp. W czasie holu były charakterystyczne dla tej ryby "puknięcia". Jednak sądzę, że nie był on zbyt duży. Trochę szkoda było mi go, że się zerwał i pływa z haczykiem, ale ryba potrafi sobie z tym poradzić - a zresztą hak bez zadzioru powinien sam wypaść.

Zakładam na hak znowu kukurydzę konserwową w magicznej ilości i rzucam w to samo miejsce co przedtem. Długo nic się nie dzieje. Wiatr zaczyna wiać coraz mocniej. W końcu musiałem iść za potrzebą. Odchodzę od wędki na około 20 metrów i jeszcze dobrze nie zacząłem.... wiadomo co, a tu słyszę dźwięk wolnego biegu. Gdy podbiegam nic się już nie dzieje, ale karp wyciągnął dość dużo żyłki, więc zacinam. Ryba dość dzielnie walczy. Powoli podciągam ją do brzegu. Ryba również próbuje uciekać w zaczep na którym straciłem poprzednią rybę. Już nie popełnię tego błędu - pomyślałem i podkręciłem lekko hamulec. Na brzegu ląduje karp. Wyciągnąłem rybę z wody, położyłem na macie, wyjąłem haczyk i chciałem zrobić zdjęcie, ale ten karp tego nie chciał. Widocznie nie chciał, żeby jego zdjęcie trafiło do tego wpisu. Karp został złowiony o 12:00 i mierzył 32 cm. Nie był duży ale sprawił radość i wrócił do wody. Pomachał płetwą na pożegnanie. A ja idę założyć kukurydzę z puszki, nałożyć rybą zanęty do koszyka i... długo nie czekałem, bo już o 12:25 na brzegu wylądował ładnie ubarwiony karp o długości 34 cm. Ryba miała piękną łuskę od skrzeli po płetwę ogonową. I tu się przyznam - nigdy jeszcze takiego karpia nie złowiłem. Niektórzy pomyślą sobie co to jest złapać takiego karpia... ale dla mnie był on po prostu piękny. Szybko wypinam haczyk. Ten karp już daje sobie spokojnie zrobić zdjęcie. Szybko fotka i do wody. Popłyną rosnąć dalej! Jak na razie brania tych karpi były bardzo delikatne - szczerze nie spodziewałem się, że będą to karpie. Sygnalizator bardzo wolno unosił się i również wolno ryby wyjeżdżały na wolnym biegu. Tym razem na haczyk trafia parzona kukurydza, którą wyciągnąłem z zanęty. Jeżeli brania są tak dobre to sprawdzimy czy dla ryb nie będzie różnicy, gdy zmienimy rodzaj kukurydzy. Teraz wiatr zniósł mój zestaw trochę bardziej w lewo. Kilka metrów od mojej nęconej tego dnia miejscówki.

A w tym czasie jeden z Panów obok wyciągnął lina, który po zmierzeniu miał 27 cm - pewnie ryba z zarybień. Godzina 12:25 i... branie! Tutaj sygnalizator i wolny bieg zapracowały szybciej niż zwykle. Zacinam i hamulec wariuje! Oddaje żyłkę. W końcu ryba hamuje i... czuję luz. Widocznie źle się zacięła, ponieważ nie popełniłem żadnego błędu. Wyglądało to tak, że zaciąłem, a następnie ryba wybierała sobie żyłkę z kołowrotka. I w końcu mnie opuściła. Nie chciała zdjęcia i nie chciała poczuć jak to jest być wypuszczonym z powrotem do wody. Ale tutaj było chyba coś większego, chociaż te niektóre małe karpie, też miały tyle siły, że wyciągały żyłkę z kołowrotka. No nic. Zakłada znowu tą samą kukurydzę i zarzucam. Teraz zestaw poleciał z moje nęcone miejsce. I o 13:35 kolejne branie na parzoną kukurydzę. Oczywiście na X sztuk (moja tajemnica). Ryba dzielnie walczy. Co jakiś czas następują odjazdy. Przy brzegu, gdy na powierzchni ukazał mi się karp, ryba oszalała. Zaczęła bić do dna, wypływać do góry! A gdy naprowadziłem ją nad podbierak i poluzowałem trochę hamulec ostatni raz odjechała. Ale jednym ruchem kijem naprowadzam karpia nad podbierak i ląduję go na macie. Ryba również ma 34 cm! Dwie ryby równej długości. To są na pewno karpie z zarybienia. Do 28 października można było wynieść jednego karpia. Miałem zadanie wziąć jednego karpia na święta, ale jeszcze nie miały wymiaru - ryba trafia do wody. Może i lepiej, że biorą same niewymiarowe sztuki - nie będę musiał brać ich do domu! Ale mogłyby zacząć brać większe... Postanowiłem zmienić przypon na włosowy i założyć pop-up"a 12mm. Niestety z kulkami na tym łowisku nie mam zbyt miłych doświadczeń.

Kiedyś zrobiliśmy z kuzynem test. Kuzyn nęcił tą samą zanętą co ja. I do tego w takich samych ilościach. Łowiliśmy dosłownie 5 metrów od siebie. No może on trochę dalej rzucał. Kuzyn na swoją kukurydzę umieszczoną na włosie złowił 12 karpi, a ja na kulki nie miałem nawet brania! A cały czas kombinowałem, zmieniałem rodzaje itp. Gdy zmieniłem na kukurydzę po 5 minutach od zarzucenia - branie. Dodam jeszcze, że łowiliśmy wtedy w drugi dzień po zarybieniu. I tego dnia było tak samo, nic nie chciało nawet skubnąć mojej kulki, która unosiła się zaraz nad dnem. W końcu wyciągnąłem z wody zestaw i założyłem na włos kukurydzę z puszki i kukurydzę parzoną. Taką mieszankę. I o 15:15 kilka minut po zarzuceniu w to samo miejsce, w którym była kulka następuje branie. Wolny bieg zaczął oddawać żyłkę, więc zaciąłem. Ryba walczy dzielnie, aż tu nagle luz. Zrobiłem kilka kółek korbką kołowrotka i znów czuję opór! To jak to? Przecież używam haka bez zadzioru, więc przy luzie powinien wypaść rybie z pyszczka. No ale ryba walczy dalej na drugim końcu zestawu. To jak jesteś to muszę cię wyciągnąć - pomyślałem. Ryba szybko się zmęczyła. Na brzegu wylądował mały karp. Znowu mierzył 34 cm! Wypuściłem go. O godzinie 16, albo kilka minut po niej, przyjechała po mnie mama i zacząłem się zbierać.
Podsumowując:

po zmianie kierunku fali brania jakby ustawały. Najkorzystniejsza dla mnie fala to fala w kierunku północno-wschodnim. Wtedy brania były bardzo dobre.
Dziś łowiłem głównie małe karpie. Najprawdopodobniej były to ryby z zarybień. Najmniejszy karp miał 32 cm, a reszta czyli trzy pozostałe karpie równo po 34 cm.
Nie ma złej pogody na ryby. I to się potwierdziło! Temperatura wynosiła około 17*C. Było pochmurnie, czasami za chmur wyjrzało słońce. Wiatr wiał bardzo silno, z południowego zachodu.
Łowiłem głównie na kukurydzę z puszki i na parzoną kukurydzę. Próbowałem łowić na pop-up"y ale nie przyniosło to żadnej ryby. Na kukurydzę z puszki złowiłem 2 karpie (+ jeden zerwany na zaczepie), a na kukurydzę parzoną 1 karpia (+ jeden zerwany). Na mieszankę kuku z puszki i parzonej podanej na włosie złowiłem jednego karpia.
Test parzonej kukurydzy wyszedł pozytywnie. Będę teraz częściej używał jej zarówno w zanęcie jak i na haczyku czy na włosie. Sposób na karpia - łowisko Bartoszów Pozdrawiam Kamil

Opinie (7)

kamil11269

Więcej zdjęć we wpis wstawię za niedługo, ponieważ na razie mam z tym jakieś problemy. [2013-11-02 20:28]

kamil11269

Chciałem wstawić zdjęcia pod tekst, ale chyba jest za długi i usuwa link ze zdjęciem. Wstawiam foto do galerii. Pozdrawiam. [2013-11-02 21:23]

DelTor0

Przydalyby sie jeszcze jakies akapity, taki zlany w kupe tekst zle sie czyta [2013-11-04 13:49]

kamil11269

Ktoś niestety to pozmieniał, tytuł miał być: "Łowienie karpi w Bartoszowie" a nie w Bartoszewie. [2013-11-04 14:43]

DelTor0

No wlasnie jest taki agent gdzies na wedkuje co zmienia tytuly. Tylko pytanie po co? Widac wie lepiej niz osoba ktora napisala dany art, moze powinien isc do jakiejs biblioteki i zaczac zmieniac tytuly u Mickiewicza, Sienkiewicza itd... Pozdrawiam tego pana... [2013-11-04 15:50]

kamil11269

"Bardzo prosimy nie ingerować w zmiany zaprowadzone w tekście przez redakcję." czyli na to wychodzi, że dobrze jest wprowadzić czytających w błąd? [2013-11-04 20:18]

marek-debicki

Dużo wiadomości z wędkarskiego wypadu i tylko gratulować Kamilu. Trzymam kciuki za kolejne udane wyprawy. Pozdrawiam i *****pozostawiam. [2013-11-04 22:19]

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za komentarze Internautów.

Czytaj więcej