Zaloguj się do konta

Spotkanie z bestią

Spotkanie z bestią

W dniu 22.03.2006 roku wybrałem się z przyjaciółmi na zimowe wędkowanie w Bałtyku.
Łowieniem dorszy zainteresowaliśmy się zaledwie pół roku temu a mimo to wciągnęło
nas to tak bardzo, że każdą wolną chwilę poświęcamy na wędkowaniu w morzu.
Opowieści o rekordowych egzemplarzach łowionych w okresie zimy i wczesnej wiosny napawały nas optymizmem. Nawet pogoda, która stała się nie być po naszej stronie na kilka godzin przed wypłynięciem zmieniła całkowicie swoje oblicze , ucichł wiatr, przestało padać a temperatura wzrosła do zera. Nadeszła chwila wypłynięcia , każdy w myślach układa własny scenariusz na najbliższe 9 godzin. Pierwsze napłynięcie szypra to strzał w dziesiątkę, każdy ma branie , dorsze nie są zbyt duże, ale zawsze to coś. Wszyscy, którzy są wśród nas po raz pierwszy czują podniecenie i wielką radość. Ta dobra passa trwa zaledwie 40 minut, potem następuje 3 godzinne bezowocne poszukiwanie miejsca przebywania dorszy. Wreszcie wszyscy zgodnie decydujemy się popłynąć na wraki.
Chwilę po pierwszym napłynięciu większość ma rybę, po drugim napłynięciu również ale nie ja ,ja jestem bez ryby! Podczas trzeciego napłynięcia kolega łowiący obok mnie ma branie a wygięte jego wędzisko zwiastuje ładną rybę. Postanawiam zmienić wędzisko na mocniejsze, a zamiast 150g Tobiasza, zakładam 200g parasolkę własnej produkcji. Przy pierwszej próbie poderwania pilkera następuje upragnione branie i .....to wygięte w charakterystyczny sposób wędzisko do granic swych możliwości z proszącym o wyrozumiałość, mocno grającym kołowrotkiem. Metr po metrze zabieram wodzie plecionkę dając sobie nadzieję na końcowy sukces, a nadzieje rosną z każdą chwilą zarówno dla jednej jak i dla drugiej strony. Ja wierzę mocno że dam radę szalejącej po drugiej stronie bestii (prawdę mówiąc takiej ryby na kiju jeszcze nie miałem) która z minuty na minutę zaskakuje mnie swoją walką i sprytnymi manewrami, raz luzuje plecionkę innym razem stawia bardzo mocny opór.
Ręce bolą niesamowicie , pracują mi chyba wszystkie mięśnie których nigdy wcześniej używać nie musiałem, chyba nie dam rady... i w tym momencie czuję luz, pytam sam siebie ...czy to musiało się stać TERAZ I WŁAŚNIE MI, jest mi głupio jak nigdy dotąd, wszyscy którzy mi kibicowali chyba czują to co ja czuję. Jeden z moich kolegów poklepując mnie po ramieniu zagadnął-nie martw się stary będzie druga mam CZUTKĘ i w tym momencie kij znów wyginając się w piękny łuk komunikując mi że z drugiej strony jest to na co poluję od kilku miesięcy, piękny, silny, okazały dorsz, ale ale gdzie on był przed kilkudziesięcioma sekundami , skąd ten luz ?
Szybko zapominam o tej całej sytuacji, mój przeciwnik dwukrotnie muruje nie dając mi ani chwili odpoczynku, jest silny jak nigdy dotąd.
Znów maksymalny wysiłek, przeciąganie linki w jedną i w drugą stronę walka dwóch różnych ŚWIATÓW lecz póki co to ja jestem na górze, to ja dyktuję tempo.
Mija 15 minuta holu a czuję się jakby minęła cała wieczność. Sił brakuje mi od dawna ale po zwoju nawiniętej plecionki na szpuli mojego kołowrotka wietrzę rychły koniec tej walki, czuję że dam radę to jeszcze tylko jakieś 10-15 metrów z prawie 80 metrowej głębokości, jeszcze chwila i może w końcu zostanę łowcą dużego okazu, łowcą największego okazu na kutrze?
W tej chwili mija co najmniej 25 minut walki z bestią , jeden z kolegów krzyczy że widzi jakiś błysk, to cielsko wielkiego dorsza pomyślałem, ciągnąc jeszcze mocniej. W tej właśnie chwili na oczach wszystkich staję się bohaterem, WIELKIM ŁOWCĄ nie boję się użyć słowa REKORDZISTĄ BAŁTYKU. Widzę już mojego pilkera a na jego kotwicy wisi.... plecionka, nie to by było zbyt proste, to dziesiątki porwanych plecionek złączonych ze sobą w jeden wielki, mocny kłąb. Na tym zwoju jak na choince, pełna gama kolorystyczna przywieszek i pilkerów, różne kolory, kształty i ich różny stan techniczny ale jest tego dużo. Wyciągam moją zdobyć razem z kolegą na pokład i wszystko staje się jasne, moją zdobyczą ostatecznie są przywieszki w ilości 8 kompletów,
pilkery 14 sztuk ( wśród nich jest ten urwany przeze mnie we wcześniejszym napłynięciu) oprócz kotwic na pilkerach było tam 5 dodatkowych kotwic.
Wszyscy byliśmy zaskoczeni, nawet szyper ale ten ze stoickim spokojem oznajmił, że jest to rzeczywiście absolutny REKORD TEGO KUTRA
Tych dobrodziejstw było na pewno dwa razy więcej ale ten luz, o którym pisałem wcześniej to właśnie moment w którym oderwała się pewna część mojego przyłowu.

Opinie (8)

użytkownik

No Jacek opis świetny jeszcze lepszy numer z tymi przynętami ale w końcu na jakiś czas miałeś darmową porcje przynęt ciekawi mnie dla czego w tym miejscu było ich tak dużo czy zwykły przypadek ( ZACZEPY ) czy super miejscówka.

POZDRAWIAM

[2011-04-27 08:50]

Sparo

Niezła przygoda , pewnie cały czas od tamtej pory siedzi ci w głowie co było  po tamtej stronie ;) [2011-04-27 09:15]

JAQU

....to wszystko miało miejsce na jednym z helskich wraków,na kuterku Babcia. [2011-04-27 10:29]

sapek

Piękna bestia :) [2011-04-27 11:08]

miniek6

Super połów!!! Gratuluje! Tyle sprzętu aż ci zazdroszczę :)  Ja jak do tej pory "złowiłem" 1 koszyczek 2 woblerki i 3x po 30 haków kłusowniczych na sznurze. Ale emocje były ostre i też miałem przed oczami bestie która targam... Pozdrawiam!!! [2011-04-27 20:25]

kostekmar

No to niezła jazda była z ta bestią. Gratuluję ciekawego wpisu oraz takiego dziwnego przyłowu. Prawdę mówiąc ja jeszcze takiego dziwactwa nie miałem, no może czapeczka z daszkiem. Pozdrawiam. [2011-04-28 20:36]

użytkownik

Biorąc pod uwage ilość przynęt to faktycznie bardzo niecodzienny przyłów. A na tą upragnioną bestię przyjdzie jeszcze czas, oby jak najkrótszy;) [2011-04-29 23:30]

amur tv

Brzmi poważnie he he [2020-08-21 00:44]

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za komentarze Internautów.

Czytaj więcej