Przynęty na bolenia

/ 5 komentarzy / 7 zdjęć


Maj jest najpiękniejszym miesiącem dla łowców boleni. Niedawno wytarte ryby intensywnie żerują i nie są jeszcze tak ostrożne jak w czerwcu i lipcu. Do tego dochodzi zazwyczaj podwyższony stan wody, który sprawia, że drapieżniki szukają zdobyczy w przybrzeżnych partiach wód. Ta sytuacja ułatwia nawet początkującym wędkarzom podejście polującej ryby na odległość rzutu.

Sprzęt na bolenia

O podchodach, skradaniu się i namierzaniu boleni napisano już chyba wszystko. Równie ważnym zagadnieniem, które należy omówić, jest kwestia: na co złowić bolenia. Jakiego sprzętu użyć, aby oszukać rybę, która – chociaż mniej ostrożna na początku sezonu – wcale tak łatwo nabrać się nie da. Chociaż zabieram ze sobą nad wodę maksymalnie trzy pudełka z boleniowymi przynętami (koniecznie muszą się mieścić w kamizelce wędkarskiej), w pudełeczkach jest tłoczno. Wychodzę z założenia, że lepiej mieć za dużo niż za mało. Może nie trzeba targać ze sobą tylu przynęt, jak na sandacze, jednak i w tym przypadku lepiej być przygotowanym na każdą okazję. Często okazuje się, że na początku sezonu ryby wcale nie chcą reagować na przynęty, które świetnie sprawdziły się w czerwcu lub lipcu.

Uklejopodobne woblery

Wpierwszych dniach maja można z powodzeniem łowić bolenie imitacjami uklei, o nieco bardziej agresywnej pracy niż klasyczne, ledwie drgające „ołówki”. Woblery nie zawsze muszą być poprowadzone w tempie pędzącego pociągu TGV. Wie o tym każdy wędkarz, któremu podczas łowienia wczesną wiosną kleni, na wolno prowadzonym woblerze zameldował się piękny boleń. Rapy żerują o tej porze roku w zakolach rzek, ujściach portów i starorzeczy, na zalanych łąkach i innych spokojnych miejscach, w których gromadzi się drobnica, szukająca ogrzanych przez słońce miejsc. Wszystko to rozgrywa się zazwyczaj na pograniczu uciągu i stojącej wody. W tych miejscach boleniom mogą towarzyszyć szczupaki. Warto to wziąć pod uwagę i w razie potrzeby użyć cienkiego przyponu. W potarłowym amoku boleniom może to zbytnio nie przeszkadzać, a nas uchroni przed stratą ulubionej przynęty.

Przykładem sprawdzonej i łownej przynęty tego typu jest Salmo Minnow. Używam pięciocentymetrowych modeli pływających w naturalnych kolorach. Przywiązałem się do tej przynęty, ponieważ towarzyszy mi już od kilku sezonów. Z czasem do pudełka dołączyły uklejopodobne Sebile, Daiwy i Rapale. Warto mieć przy sobie kilka sztuk tych woblerów i metodą prób i błędów dobrać odpowiedni model do łowiska i warunków, które aktualnie panują. Nie prowadzimy ich superszybko, jednak szybciej, niż gdybyśmy polowali na szczupaki. Należy eksperymentować z prędkością prowadzenia. Czasami nagłe przyśpieszenie wabika może sprowokować bolenia, który już wcześniej spostrzegł potencjalną zdobycz, jednak jeszcze wahał się przed jej skonsumowaniem.

Twistery, rippery i kopytka

Nie wolno lekceważyć przynęt silikonowych. Świetnie spisać się mogą zwłaszcza przynęty w kolorze białym, gdy podniesiona woda jest mocno „trącona”. Bolenie lubią biały kolor. Poza tym wabik jest doskonale widoczny. Biały twister, ripper lub kopytko z grzbietem w kolorze czarnym, niebieskim lub fioletowym może okazać się wręcz zabójczą bronią.
W miesiącach letnich zazwyczaj trzeba modyfikować pracę przynęt silikonowych przez odpowiednie przycinanie ogonków. Jest to bardzo prosty zabieg. Wystarczy paletkę ogonka przyciąć z obu stron nożyczkami. Dzięki temu praca przynęty zrobi się o wiele drobniejsza. Na początku sezonu modyfikacje nie zawsze są potrzebne. Wystarczy dobrać gumy, które same z siebie pracują w miarę drobno.

Oprócz klasycznych, białych gum warto rozejrzeć się po sklepach za silikonowymi przynętami, które coraz wierniej odwzorowują ukleje i inne niewielkie rybki. Wraz z pojawianiem się nowych firm na naszym wędkarskim rynku oferta gumowych wabików jest coraz szersza i co sezon można sobie wybrać od kilku do kilkunastu nowych modeli, które warto przetestować. Doświadczony łowca boleni ma w swoim pudełku, oprócz klasyków, gumę lub kilka gum, które są jego tajną bronią. Za gumami przemawia również cena. W porównaniu z woblerami są to przynęty bardzo ekonomiczne. Uzbrojenie w 10-gramową główkę jigową pozwoli wystrzelić przynętę na kilkadziesiąt metrów i grzebać nią w miejscach, w które za żadne skarby nie posłalibyście ulubionego, drogiego woblera.

Klasyczne ołówki i inne przysmaki

Woblery o bardzo drobnej, czasami wręcz niezauważalnej pracy nazywam „ołówkami”. Najczęściej są to ciężkie, dalekosiężne przynęty, pozwalające na obłowienie najdalej położonych stanowisk ryb. Świetnie sprawiają się w silnym i bardzo silnym nurcie, w którym mocniej pracujące woblery po prostu sobie nie radzą.

Chyba najbardziej znanym przez wędkarzy woblerem tego typu jest Thrill firmy Salmo. Ma go w pudełku prawie każdy łowca boleni i prawie każdy z powodzeniem łowi na niego ryby. Thrille wymuszają na wędkarzu pewien styl łowienia. Na płytszych łowiskach trzeba prowadzić go szybkim tempem, co pozwoli uniknąć ugrzęźnięcia przynęty wzaczepach. Nie można tego uznać za wadę, ponieważ bolenie na ten sposób prezentacji bardzo dobrze reagują, a większość wędkarzy i tak najczęściej ogranicza się do łowienia boleni metodą: rzuć daleko i szybko ściągaj.

Oprócz boleniowych pewniaków dużych producentów, których pełno jest w sklepach wędkarskich, warto rzucić się w wir polskiego rękodzieła. Tu należy skorzystać zInternetu, ponieważ większość producentów korzysta właśnie z tej platformy dystrybucji swoich produktów. Trzeba wiedzieć, że ręcznie robione woblery, chociaż nierzadko niesamowicie łowne, miewają również swoje wady. Ciężko jest bowiem zepsuć albo rozbić o kamień Thrilla i jeśli go nie urwiemy – będzie nam służył przez długie lata. Niektóre rękodzielnicze produkty są o wiele słabsze. Pierwsze, co w nich zawodzi, to wypadające albo łamiące się łopatki sterów. Czasami wabiki rozpadały się po ataku lub wyholowaniu większej ryby. Zanim więc zaczniecie wertować allegro i kupować wszystko jak leci, poszukajcie opinii o produkcie lub podpytajcie, na co łowią znajomi.

Obecnie mam w pudełku kilka pewniaków, na których nigdy się nie zawiodłem i śmiało mogę je polecić. Jednym z pewnych producentów jest Tomasz Miernik. Jak Thrille wśród masowo robionych przynęt, tak „Mierniki” są dla mnie bronią numer 1 wśród hand made. Przynęty Tomka charakteryzują się ogromną wytrzymałością. Niektórymi woblerami będę łowił już czwarty sezon. Niesamowitą łowność przynęty zawdzięczają wyjątkowej pracy i kolorystyce. Tnący wodę wobler do złudzenia przypomina uciekającą w popłochu ukleję. Co więcej – jest to wabik bardzo wszechstronny. Można go przytrzymać w nurcie i w miarę potrzeby poprowadzić trochę wolniej. Oprócz wielu boleni (w tym największego bolenia zeszłego sezonu) złowiłem na woblera Tomka Miernika kilka sandaczy i szczupaków.

Co odczaruje wodę?

Gdy przychodzę nad wodę początek maja, mam wrażenie, jakbym przygodę z boleniami zaczynał od początku. Nigdy nie wiem, na co padnie pierwsza ryba. A gdy to już się stanie, łowną przynętę traktuję jak talizman, który odczarował wodę. Pewnie czasami podchodzę do tego zbyt poważnie. Wiem jednak z doświadczenia, że wiara w sprzęt i przynętę to już przynajmniej połowa sukcesu.



Tekst ukazał się w miesięczniku Wiadomości Wędkarskie

 


4.9
Oceń
(35 głosów)

 

Przynęty na bolenia - opinie i komentarze

erykomerykom
+1
Kolejny świetny artykuł o boleniach :) (2014-05-28 16:20)
Kowal73Kowal73
+1
:)***** (2014-05-28 17:59)
rafal-idlerrafal-idler
+1
Ilekroć nastawiałem się na bolenie - a żerowały bo zdradzały ich paniczne ucieczki atakowanych ławic uklei - nie miałem szczęścia ich złowić (było to trochę lat temu i może to brak odpowiednich przynęt). Sukcesy miałem właśnie przy okazji polowania na szczupaki (białe kopytko z zielonym grzbietem i stalowym przyponem) lub klenie (niewielkie woblerki i obrotówki). Teraz uzbrojony w pełen arsenał przynęt i teoretyczną wiedzę - choćby ze świetnych artykułów Sebastiana - będę próbował swych sił :) Ode mnie za tekst 5 (choć wiele z tego opisane było już wcześniej ;) ) (2014-05-28 19:41)
marciin 2424marciin 2424
+1
Pozdrawiam i jak zwykle Sebastianie ***** :) (2014-05-28 22:10)
użytkownik32263użytkownik32263
+1
Za bolkami nie biegam, jakoś ryba ta mnie nie ciągnie. Ale pod ostatnimi 5 zdaniami podpisuję się "obyma rencyma" ;-) Bo trochę szmanizmu w wędkarstwie musi być, w szczególności w spinie:) Sam artykuł też dobry i rzeczowy choć bez zbyt dużej ilości szczegółów. Ale sądzę iż taki był Twój zamiar. Piąteczka i pozdro! (2014-06-13 02:00)

skomentuj ten artykuł