Strach w oczach

/ 39 komentarzy

Mamy teraz okres gwałtownych burz na Warmii i Mazurach, z gradobiciem, ulewnymi deszczami i zniszczeniami. Przeczytałem na Onecie, że miasteczko leżące 20 km od mojego, czyli Bisztynek legło w gruzach, jak określa skutki nawałnicy Burmistrz Bisztynka. 320 domów uszkodzonych…
Przypomniały mi się moje wędkarskie wyprawy i spotkania z burzami. Mimo, że nie należę do strachliwych i spędziłem setki nocy sam na wodzie w łódce, to jednak kilka razy serce podchodziło mi do gardła ze strachu…

Tornado na Stopkach

Pamiętam, że jako mały chłopiec jeździłem z ojcem na węgorze i nie raz „dopadał” nas deszcz. Ale mieliśmy łódkę kabinową, dosyć szczelną i nic sobie z deszczu nie robiliśmy. Ale pewnej nocy…
Parno było od rana. Niby normalny lipcowy dzień a jaskółki zaczęły latać nisko już przed południem. Wiatru prawie wcale nie było. Ojciec mówi, że chyba będzie burza i węgorz będzie brał jak głupi…
Poprzedniego wieczora nałapałem rosówek, parę pętek kiełbasy, chleb i oczywiście „ćwiarteczka” jako środek nasenny dla ojca. Zawsze musiał się zdrzemnąć przed nocnym polowaniem na węgorze. Po 20-tej zerwał się wiatr. Mimo, że łódka przypięta na stałe łańcuchami do betonowych słupków, to jednak majta nią. Nie powiem żebym czuł się komfortowo, ale przy ojcu…Ojciec mnie uspokaja, że po zmierzchu wiatr ucichnie. Nawet martwi się, że burza może przejść bokiem i z węgorzy nici. Jakże się mylił…
Pojawił się księżyc w „lisiej czapie” i niebo zaczerwieniło się na horyzoncie. Ojciec stracił pewność siebie, więcej nadrabiał miną. Nie chciał mnie straszyć, ale już przeczuwał, że to nie będzie zwykła burza. Nerwowo szukał kluczyków do kłódek, ale przecież nawet wioseł nie mieliśmy, bo je wywiózł, by nie przeszkadzały na łódce. A małą łódkę pożyczył pan Stanisław , bo jechał po zaopatrzenie do domu… Pierwszego węgorza złowiliśmy po 23-ciej. Brań sporo, ale to jazgarze.
Około 24-tej zerwał się wiatr. Wiatr , to mało powiedziane… raczej tornado jakieś. Drzewa chyliły się ku tafli wody, machając rozpaczliwie gałęziami. Dywan z młodych liści wyścielił rzekę. Umilkły wszystkie ptaki i słychać było tylko wycie wiatru…
Oczywiście schowałem się do środka łódki, wcisnąłem w kąt i odmawiałem Ojcze nasz. Ojciec próbował nadrabiać miną, ciągle mnie uspokajał, ale po chwili sam uciekł pod kabinę. Niebo rozjaśniały ogromne błyski. Miałem okazję przećwiczyć odległość burzy od nas, jak mnie uczył ojciec. Błysk, grzmot i różnica między nimi w sekundach to kilometry od centrum burzy. Błysk, raz, dwa i…grzmot…Błysk, raz i grzmot…
Staliśmy na otwartej linii brzegowej, bez drzew. Czyli nasza łódka, była najwyższym punktem i ewentualnym celem ataku rozwścieczonej burzy. Wtedy po raz pierwszy przypomniałem sobie powiedzenie – „co ma wisieć , nie utonie”…
Burza odeszła po godzinie. Lało gdzieś do 4-tej, ale pioruny nie straszyły nas już grzmotami nad głową. Mimo szczelnej w miarę kabiny wodę z łódki wylewaliśmy długo…

Burza na Tejstymach

Sierpień, czyli połowy leszczy i węgorzy w nocy. Co prawda leszczy łowiłem mniej niż w lipcu, ale za to zaczął żerować intensywnie węgorz. A moja rodzinka i znajomi uwielbiali wędzonego węgorza. Ale nastał okres burz i nie bardzo chciało mi się moknąć nocą na jeziorze. Wymyśliłem sobie taki daszek ze starego namiotu. Kilka aluminiowych rurek i jakiś tam baldachim mam nad głową. Na drobny, przelotny deszczyk w zupełności wystarczał, ale nie na burzę, która mnie dopadła…
Wypłynąłem dalej niż zazwyczaj łowiłem ( do tej pory stawałem na skraju przybrzeżnej roślinności ). Ale teraz coś mnie podkusiło by stanąć na szczycie górki i łowić węgorze na jej stoku, jakieś 200 metrów od brzegu. Po zmierzchu zerwał się wiatr i majtał moją łajbą. O problemach z kotwicami pisałem we wcześniejszych opowiadaniach. Znacznie różniły się wagą i moja wielka łódka z łatwością przy pomocy wiatru wyrywała je ze skosu. Podjąłem decyzję powrotu w trzciny, ale zanim podniosłem kotwice zaczął padać tak rzęsisty deszcz, że momentalnie nic nie było widać. Normalnie ściana wody. Wiatr majtał niebezpiecznie łodzią i bardzo ją przechylał, więc zwinąłem ten daszek, bo działał jak żagiel. Płynę do brzegu, łódka nabiera wody bardzo szybko a tu… nie ma brzegu. Mija pół godziny a ja te 200 metrów do brzegu nie mogę pokonać…Straciłem zupełnie orientację. Nic nie widać poza błyskami na niebie. Błyskawice rozświetlają co chwila widnokrąg. Próbuję znaleźć jakieś punkty orientacyjne. Nigdy nie przypuszczałem, że będę ich szukał nocą. Znam przecież jezioro jak własną kieszeń. Tyle, że ściana deszczu ograniczyła widoczność prawie do zera. Ledwie rufę widzę. Nie wiem co robić...czy wybierać wodę z łódki, czy jednak szukać bezpiecznej przystani na brzegu…
Pomyślałem o moim 10-letnim synku, że jeszcze tyle mu mam do powiedzenia…
Nogi drżą a woda zalewa mi oczy. Normalnie jak w filmie 'Rzeka bez powrotu' z Marylin Monroe i Robertem Mitchumem...Zdejmuję pelerynę (OP – 1) i przykrywam wędki. Co prawda to tylko kompozyty, ale przecież domieszka węgla w nich jest. Przez głowę przewijają się wiadomości o zachowaniu się podczas burzy. Tylko nie wpaść w panikę. Wiosłowanie na siłę nic nie da. Wręcz mogę odpłynąć w jezioro. Po prostu strach w oczach…
Nagle słyszę gwizdek…Uszom nie wierzę, to pewnie wyobraźnia kpi sobie z mojej tragicznej sytuacji. Ale po chwili drugi gwizdek. Z prawej strony. I trzeci…Po chwili słyszę wołanie… Mirek ! Mirek ! Płynę w tym kierunku i krzyczę, że jestem ! Po kilkunastu minutach jestem przy panu Rysiu. Odpłynąłem od brzegu z 500 metrów w stronę przystani. Co za ulga…
Już się nie boję. To strażnik jeziora, u którego trzymam łódź. Wypłynął mnie szukać. Nigdy mi tego nie powiedział, ale zawsze czułem, że traktuje mnie jak syna. Własne dzieci wyrzekły się go i wyjechały w świat. Przez 6 lat żadne do niego nie zajechało i nigdy ich nie poznałem.
Pan Rysio był szorstkim, może i nieobliczalnym człowiekiem. Kłusownicy nazywali go „cyrkowiec” i bali się go po prostu. Wypływał na nocną straż z dubeltówką…
Wiele mnie nauczył. Mało znam się na jeziorach, ale Tejstymy poznałem. Bez echosondy…
Rano przejeżdżałem obok spalonych stodół i dwóch domów.
Porąbano moją łódź. Na jezioro przyjeżdżałem tylko łowić spod lodu wielkie okonie. Zajrzałem raz do pana Rysia, ale drzwi jego domu broniły dwie skrzyżowane deski. Sąsiadka powiedziała, że pan Rysio odszedł jesienią. Nie chodzę w zasadzie na pogrzeby, bo takie imprezy mnie dołują. Nie pożegnałem pana Rysia i tego żałuję do dziś…

 


5
Oceń
(100 głosów)

 

Strach w oczach - opinie i komentarze

camelotcamelot
0
Wiesz co Mirku ? - Tak mi się wydaje, że chyba masz wiele do zawdzięczenia Panu Rysiowi....... Pozdrawiam serdecznie ! (2012-07-05 15:01)
henryk58henryk58
0
Mirek*****,nie myślisz napisać książki , czytam twoje wpisy i są to twoje relacje z życia osobistego , zawodowego i dla nas najważniejsze wędkarskie .Jeśli chodzi o te nawałnice to jestem szczęśliwy ,że omija Elbląg (2012-07-05 15:02)
ferozaferoza
0
Mirku, brak mi słów, znakomity felieton, a raczej essej. Jak go zwał, tak go zwał, krótko - dla mnie - rewelacja; czytam go raz, drugi, a może trzeci... Znam już Twój styl i możliwości, ale znów mnie mile zaskoczyłeś. Gratulacje... Oczywiście 5 :) (2012-07-05 16:44)
Zander51Zander51
0
A redakcja kolejny raz nie znajduje miejsca na moją pisaninę... Może mam już nie pisać ? (2012-07-05 19:14)
użytkownik91939użytkownik91939
0
Oczywiście że pisac ! Gratulacje za całokształt. (2012-07-05 20:31)
Maly123Maly123
0
Kolego aż mi ciarki przeszły :) 5 leci czekam na więcej ;) (2012-07-05 20:53)
mielecmielec
0
Nie będę komentował. Zostawiam 5***** (2012-07-05 21:02)
Lin1992Lin1992
0
Kolego super tekst.Czytałem go z zapartym tchem.Pan Rysio był w tym dniu Twoim Aniołem Stróżem - miałeś wiele szczęścia że Go poznałeś, był Twoim prawdziwym przyjacielem. (2012-07-05 21:04)
Zibi60Zibi60
0
Czytanie Twoich artykułów, to przebywanie z Tobą w środku akcji - ja też się bałem ! 5* (2012-07-05 21:06)
BobbieBobbie
0
Strach się bać! :) (2012-07-05 21:08)
użytkownik65213użytkownik65213
0
Świetny tekst kolego. Widzę że jednak tym razem redakcja doceniła twój artykuł. Ode mnie oczywiście ***** (2012-07-05 21:44)
Zibi60Zibi60
0
Jeśli artykuł nie ukaże się na pierwszej stronie to tylko subskrybenci przeczytają i przypadkowi szperacze, ja tak mam z moim ostatnim: "Niecodzienne zdarzenia 3" (2012-07-05 22:11)
RoxolaRoxola
0
Pięknie opisane, a wiesz, że bałam się czytać, bo jak jestem nad jeziorem to bardzo się boję burzy. Wszyscy mnie już z tego znają, że jak zbliżają się czarne chmury, to Ola wszystko chowa i zabezpiecza. Kiedyś się z tego śmiali i żartowali, ale wszystko do czasu... teraz zabezpieczają razem ze mną. Oczywiście pozostawiam najwyższą ocenę. (2012-07-05 22:19)
Zander51Zander51
0
Siedząc w domku można delektować się burzą i zawsze ją obserwowałem stojąc w oknie. Matka mnie zawsze goniła. Ale jak się ma pioruny nad głową i widzi się palące drzewo, czy zabudowania uśmiech znika z twarzy... (2012-07-05 22:32)
sledzixsledzix
0
Ciekawy opis ja ostatniej niedzieli także ociekałem przed burza ze stopek ale zdąrzyłem w ostatniej chwili :) pozdrawiam
(2012-07-05 22:40)
masabmasab
0
Jak ktoś taką przygodę doświadczy na własnej skórze to dopiero wtedy zacznie bacznie obserwować wodę oraz panujące wokół warunki atmosferyczne. 5* (2012-07-05 22:46)
użytkownik32263użytkownik32263
+1
Ano właśnie, zupełnie co innego siedzieć w bezpiecznym domu a co innego na środku jeziora gdzie wokół walą pioruny a wiatr urywa głowę. Oj wtedy trzeba mieć mocne nerwy i mięśnie tylnej części ciała;) Szczerze jak czytałem Twój opis to aż stanęła mi przed oczami moja "przygoda", gdy przeżyłem w piękny ciepły dzień oberwanie chmury z potężnym wiatrem czyli biały szkwał. I mimo że do brzegu rzut beretem i mała łódka to i tak te parę minut byłem chyba blady jak trup. Zresztą i tak nie dałem rady dopłynąć... Ba nawet nie wiedziałem gdzie mam się kierować. Taka była siła żywiołu. Dopiero po burzy dobiłem bo brzegu. Mokry, zestrachany ale na szczęście cały. Więc znam to uczucie i naprawdę nikomu go nie życzę. Za piękny opis oczywiście pięć ***** a i niech będzie on przestrogą dla innych. Z naturą nie damy rady wygrać... Pozdrawiam serdecznie! (2012-07-05 22:48)
89krzysztof89krzysztof
0
Już miałem kłaść się spać, kiedy zobaczyłem, że to Twój wpis. Przeczytałem, bo czyta się bardzo przyjemnie. Czekam na więcej :) (2012-07-05 22:54)
mopsikmopsik
0
ja też przeżyłem taką burzę nad brzegiem rzeki...wkoło aż ogniem szło po drzewach a ja pod parasolem...wiało jak ch...a trzymałem parasol w ręce (wbity w ziemię ) a po raczce było czuć iskrzenie i prąd kopał.Znajomy z którym stałem pod parasolem skomentował to tak...dobrze że przed wyjściem na ryby poszedłem do łazienki bo teraz byłoby przykro.Masakra..tym bardziej ze 6 mcy wcześniej w tym miejscu z tym samym znajomym znależliśmy trupa na brzegu.Pozdrawiam.za art 5* (2012-07-05 22:56)
krzychu64krzychu64
0
Czytaj Mirek co Koledzy piszą! Zibi, Henryk, Feroza. Liczymy na więcej a wręcz na książkę. ***** Jakieś trzy lata temu z Kolegą na Odrę się wybraliśmy w okolice Opola. Nawet nieźle było do momentu, aż zaczęło pizgać piorunami w około. Ledwo się do samochodu schowaliśmy. Aż dziw że nam wędki na brzegu zostały. Przyszło chwilowe przejaśnienie i ledwo zdążyliśmy majdan spakować. By dojechać do twardego gruntu szedłem przed samochodem na bosaka i pokazywałem kumplowi jak ma jechać. Jak to wspominam to mi dreszcze po plecach chodzą. (2012-07-05 23:12)
MorciatyMorciaty
0
Miałem kłaść się spać ale myślę : "zajrzę na wędkuje..." Świetnie napisane, normalnie czułem akcję**** (2012-07-05 23:25)
paawel1paawel1
0
miło było czytać ***** (2012-07-05 23:28)
ZanderHunterZanderHunter
+1
Bardzo lubię patrzeć z bezpiecznego punktu widzenia na te zjawiska czyli burze... aczkolwiek są one bardzo niebezpieczne miałem kiedyś przypadek jak zaskoczyła nas burza kiedy ze szwagrem uganialiśmy się za mętnymi brzegiem jeziora,kijki odłożyliśmy na bezpieczną odległość schować za bardzo nie mieliśmy się gdzie... w około same buki także przysiedliśmy na przeczekanie i w pewnym momencie piorun strzelił w drzewo w odległości około 30m od nas... tego nie zapomnę natomiast buk którego we 2 nie mogliśmy objąć złamał się jak zapałka jest to niesamowity żywioł... który właśnie nadchodzi za oknem... P:) Mirku. (2012-07-05 23:50)
gtsphinxgtsphinx
0
Bardzo fajnie się czytało !! A historia pełna grozy, super po prostu.
(2012-07-06 00:28)
tamtemtamtem
0
Czytając wpis, bałem się razem z Tobą. Oby jak naj mniej takich przygód. (2012-07-06 08:44)
natanata
+1
Nie na taką skale jak kolega (był dzień) ale miałem taką jazdę na jeziorsku w małej wiosłowej łódeczce, fale wlewały mi się do łódki jak chciały, ja ze 100 metrów od brzegu do którego nie mogłem w żaden sposób dopłynąć, pioruny biły coraz bliżej. Jak ja byłem spietrany to szkoda gadać. Właśnie twój artykuł przypomniał mi to wydarzenie z jeziorska. Od tamtej pory już nie pływam w taką pogodę. Co ciekawe kiedyś już po burzy,po deszczu, grzmiało gdzieś w oddali przechodziłem chodnikiem koło słupa energetycznego (takiego z transformatorem) a tu jak w niego nie walnie piorun, ja pod tym słupem, matko tego się nie da opisać jakie to uczucie, jaka to siła żywiołu. Że ja na zawał ze strachu nie zszedłem to aż cud. (2012-07-06 12:56)
henryk58henryk58
+1
Mirek ,wygląda na to ,że za wolno czytam lub piszę Maciej był pierwszy /"żółta kartka"za pośpiech/.Mirek nie zawracaj sobie głowy Redakcją co oni zrobią to i tak Twoje wpisy znajdziemy.Zwróć uwagę , że sprowokowałeś ludzi do opisywania swoich przygód .***** (2012-07-06 13:59)
ekciakekciak
0
wczorajszej nocy w Milanowie pioruny rozwaliły 5 drzew w drzazgi i Olkowi D wywaliło szczyt w oborze (2012-07-06 21:38)
ZankaZanka
0
Miałam dwie babcie-jedna w czasie burzy klękała i kazała odmawiać "zdrowaśki", druga odsłaniała firanki i siedziała w oknie...ja jestem gdzieś " w środku" :) lubię burze, gdy jestem w na tarasie nad wodą, pamiętam ich wiele, ale nigdy nie opisałabym tego tak, jak Ty...masz 5*! i książka.... (2012-07-07 16:54)
ZankaZanka
0
Proszę o wykreślenie "w" w moim poście, bo się włamało...:) (2012-07-07 16:57)
Kowal73Kowal73
0
Mirku,,,ach to Twoje życie osobiste!? ,,ale pełne wrażeń>:)owszem jest strach,a czuje to, czytając twój wpis jak bym tam był:)a mama powtarzała...Taka burza a ty na ryby????????***** (2012-07-07 19:17)
JogurtJogurt
0
Witaj Mirku:) Zgadzam sie z kolegą Henrykiem w sprawie tej książki. Kazdy napisany przez Ciebie tekst wzbudza niesamowite emocje:) To bylaby wspaniala książka :) Pozdrawiam! Oczywiaście ***** (2012-07-07 21:18)
Zander51Zander51
0
Miło czyta się Wasze komentarze Koleżanki i Koledzy, za które serdecznie Wam dziękuję. Namawiacie mnie na książkę...hmm, jeszcze drugie tyle materiału i kto wie... Na pewno coś napiszę na emeryturze. To już tylko 14 lat... :) (2012-07-07 21:44)
Piotr 100574Piotr 100574
0
5 * :)) (2012-07-08 11:38)
niutek40niutek40
0
Napisał bym coś, ale co tu napisać? Wszystko właściwie zostało już napisane powyżej. Daję oczywiście piątala. Tylko nie wpadnij w SAMOUWIELBIENIE. (2012-07-08 22:58)
robbanrobban
+1
Ale akcje. :) sam sie spietralem troszke. :) pozdrawiam (2012-07-09 19:58)
paw752paw752
+1
Jesteś pierwszym felietonista ,który mnie wciągnął w swoja historę Powodzenia i radosci z pisania. (2012-07-10 23:32)
631809631809
0
***** prosto (2012-07-14 14:59)
BlueFishermanBlueFisherman
0
***** (2013-05-09 10:53)

skomentuj ten artykuł