Zaloguj się do konta

Surfcastingu ciąg dalszy

Nad wodę dotrałem ok. 16.00. Wcześniej udało mi się zdobyć od rybaków kilka śledzi na filety. Z wydmy wybrałem miejsce na rozłożenie wędki. Sporą przysługę oddały okulary polaryzacyjne, ułatwiające spojrzenie w głąb wody, ocenę głębokości i układu dna. Wybrałem miejsce, gdzie pierwsza rewa była blisko a druga znacznie głębiej niż po bokach, dając szansę na podejście ryb bliżej brzegu.

Przed dzisiejszym wędkowaniem zaopatrzyłem się nieco w sklepie wędkarskim a w domu powiązałem kilka zestawów według własnego pomysłu. Co zmieniłem w stosunku do gotowych? Przede wszystkim nie zakładałem żadnych błyskotek – mam wątpliwości, czy one rzeczywiście wabią. Może i są pod wodą widoczne z większej odległości ale za to powodują, że wygląd przynęty jest nienaturalny. Nie wiem jaki ma to sumaryczny wpływ na skuteczność, ale żeby się dowiedzieć trzeba popróbować. Po drugie mogłem kombinować z różnymi rodzajami haczyków a do tego haczyków wysokiej jakości i ostrych, bo te na gotowym zestawie szybko się stępiły. Zmieniłem też sposób mocowania bocznych przyponów – założyłem je na potrójnym krętliku zamiast na zwykłym założonym między dwa stopery. Wzięło się to z przekonania, że dzięki temu przypony będą bardziej odporne na plątanie. Z drugiej strony wymaga to większej liczby węzłów na żyłce przenoszącej całe obciążenia przy rzucie – ale solidnie zawiązane powinny wytrzymać. Przy okazji ważna rzecz – na którejś ze stron o węzłach wędkarskich uporczywie powtarzają, że węzeł trzeba zwilżyć przed zaciśnięciem – i rzeczywiście jest to godne polecenia – węzeł zjeżdza po żyłce powodując znacznie mniej mikrouszkodzeń przejawiających się chociażby skręcaniem się żyłki w nad zaciśniętym węzłem.

Dzień był ciepły, niemal bezwietrzny, niewielkie zachmurzenie. Wszelkie znaki wskazywały, że brań nie będzie – pełnia, flauta i słabizna w kalendarzu brań. Ale co tam, liczy się przyjemność, a dla takiego nowicjusza każdy kolejny dzień to nowe doświadczenia. Na przykład przy flaucie można ocenić zachowanie zestawu z ciężarkami bez wąsów, czy żyłka da się napinać, czy też pod wpływem niewielkiego napięcia żyłki ciężarek będzie podjeżdżał do przodu luzując żyłkę. Łatwiej też oceniać zachowanie szczytówki. Można ocenić zasięg rzutu bez wpływu wiatru itd.
A propos zasięgu... Pierwsza rewa była blisko. Wydawało się, że przerzucę ją bez trudu. Jednak przy kolejnych rzutach zestaw lądował na granicy rewy i głębi i za nic nie mogłem rzucić dalej. Jest to sytuacja nieco frustrująca, zwłaszcza, że prawie po każdym rzucie trzeba poprawić a najczęściej zmienić przynętę, bo nadszarpnięty filet albo nie zniesie kolejnego lotu, albo będzie wisiał jak ochłap z wątpliwą szansą na skuszenie jakiejkolwiek ryby. Wyczepiłem zestaw a na agrafkę kończącą żyłkę głowną założyłem sam ciężarek.

Rzut i zdziwienie... Ciężarek leciał pięknym lobem a żyłka z sykiem schodziła z kołowrotka. Rzut był przynajmniej 15-20m dłuższy niż z zestawem. Wniosek – trzeba koniecznie zredukować opór! Jak? Na dzień dobry skręciłem kolejny zestaw ale z pojedynczym bocznym trokiem. Zaletą stosowania dwóch przyponów jest, między innymi, możliwość stosowania różnych przynęt a także to, że gdy jedna spadnie, druga nadal działa. Nic jednak z tego, jeżeli zestaw nie dolatuje tam gdzie trzeba. Dziesięć bocznych przyponów nie pomoże w miejscu gdzie nie ma ryb.
No dobra, czas spróbować. Rezultat zgodny z oczekiwaniami. Po wybraniu luzów pierwszy raz na kołowrotku nie było czerwonego odcinka żyłki, co oznacza, że zestaw leży w odległości przynajmniej 75m. Przydało by się dalej, ale to ju coś.

Okulary polaryzacyjne okazały się bardzo wygodne nie tylko do oceny wody – obserwowanie szczytówki przez kilka godzin przy sporym nasłonecznieniu może męczyć wzrok –w okularach jest dużo lepiej.
Filet ze śledzia też zdał egzamin – dość twarda skóra trzyma przynętę na haku i można być niemal pewnym, że przynęta dobrze prezentuje się na dnie. Co jakiś czas próbowałem jednak także szprota i robaków.
W ciągu pięciu godzin nie złowiłem nic, nie odnotowałem żadnego brania. Jednak czas spędzony na pięknej, szerokiej i jeszcze całkowicie pustej plaży to wyjątkowa przyjemność.

Opinie (10)

mar83

Opis ładny lecz nic z niego nie wynika.Taka jest moja ocena inni mogą mieć inna [2010-05-01 16:06]

janglazik1947

Byłem w  okresie Wielkiej Nocy nad naszym morzem w miejscowości Stegna-chciałem też poprubowac tej metody.Niestety-rybacy mieli tak obstawiony brzeg,że nie było szansy wrzucic przynęty ,a tak byłem przygotowany-niestety. [2010-05-01 16:54]

miniek6

Nie zgadzam się że mało i nic z tego nie wynika!!! Ja daje 5+++

Nie mam nawet sinokoperkowego pojęcia o surfcastingu nie mówiąc już o zielonym ;) ale chcę zacząć tą zabawę w tym sezonie. Do morza daleko(12km) ale kusi. I wdzięczny jestem ludziom którzy choć troszku informacji podadzą na portalu i w końcu zaczne...!!!

Pozdrawiam autora i "rekina" życze!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

[2010-05-01 21:19]

Artur z Ketrzyna

Xnavdar całkiem z sensem, co zdobędziemy własnym doświadczeniem jest cenniejsze. Ale to nie znaczy że to inni nam podpowiedzą nie jest cenne.Tak więc podpowiem Ci iż możesz w swoim zestawie zastosować rurkę anty splątaniową. W ten sposób znacznie ograniczysz ilość splątań ale też zapobiegniesz zapadaniu się zestawu w miękkie dno, no i ciężarek będzie mniej podatny na przeturlania przez prąd. Wpłynie to korzystniej na odczytywanie brań. Do koszyka zanętowego stosuję dłuższą rurkę, zaś do samego ciężarka stosuję krótszą. Pamiętaj iż kształt ciężarka też ma wpływ na lot, jak i sposób zakotwiczenia. [2010-05-01 22:51]

Bill

Artykuł można by powiedzieć o wszystkim i o niczym. O niczym bo nie złowiono ryb. Ale prawdą jest, że samo przebywanie na łonie natury to wielka frajda. O wszystkim bo w tekście przedstawione są refleksje na temat zestawów końcowych i ich zachowaniu w opisanych warunkach. Artykuł porusza też kwestie przynęt. W surfcastingu zakochałem się w ubiegłym sezonie, gdy pierwszy raz łowiłem z plaży. Kocham ten sposób łowienia. Za artykulik oczywiście ocena maksymalna. [2010-05-02 22:19]

karoltsu1

Moja ocena także maksymalna-5*****. [2010-05-03 21:57]

użytkownik

super sprawa tez bym sie na takie cos wybrac [2010-06-11 10:32]

ryj1

no to teraz ja poprobuje swoich sil w surfcastingu sprzet juz skompletowany czas wyruszuc na podboj plaz i morskich wod,podobno od wrzesnia do listopada mozna polowic niezle sztuki.oj jak ja bym sie cieszyl gdybym cos trafil w moim debiucie skakalbym z radosci jak maly kazio;)ktos lowil moze w zatoce gdanskiej?!jakies informacje mozna?pozdrawiam [2010-09-22 20:30]

jacenty75

No cóż "pięknie aż fujarka mięknie" oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Gdyby to nasze morze było trochę bliżej W-wy to by się popróbowało tego i owego.

Gratuluje, trochę zazdroszczę i pozdrawiam.

[2010-10-13 14:15]

kardor

Dwa lata temu byłem na wakacjach w Stegnie Gd. ale oczywiscie bez sprzetu wedkarskiego Duzo czytałem na temat surfcastingu i zamierzam w przyszlym roku wybrac się do miejcowosci Piaski która jest za Krynicą Morska Bodajze ostatnia miejscowosc na Mierzei Wislanej ,dalej juz tylko Rosja Podobno sa tam swietne warunki do tej metody połowu Można połowic w morzu a jak isię znudzi to spróbowac na Zalewie Wiślanym Jeśli uda mi się zrealizowac te plany opisze to na naszym portalu .Pozdrawiam. [2010-11-01 14:14]

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za komentarze Internautów.

Czytaj więcej