Szwedzka rzeka Morrum - Wyprawa na łososie

/ 8 komentarzy / 21 zdjęć


Jest takie powiedzenie: wszystko, co dobre, szybko się kończy. Powrót ze Szwecji wpędził mnie w swoistą wędkarską depresję.....Przecież jestem otoczony pięknymi rybnymi wodami w miejscu mojego zamieszkania....a jednak to nie to! Pan sprzedawca z zaprzyjaźnionego sklepu wędkarskiego widząc, co się ze mną dzieje od razu rozpoznał sytuację. Tak dzieje się z wieloma, którzy powracają z wędkarskich wypraw , ze Szwecji lub z Norwegii. W Szwecji panuje zupełnie inny świat! Czas upływa wolno, ludzie żyją spokojnie, są uśmiechnięci, nie widać codziennego wyścigu szczurów, konkurencji. Hej, hej, tack,tack and have a nice day są wszechobecne.
W domu na nowo trzeba się przystosować do codzienności, która niestety tylko czasami pozwala wyrwać się nad wodę.
No ale wracając do pobytu nad jeziorem Halen...po nieudanych szczupakowych łowach postanowiliśmy wybrać się do małego, wydawałoby się uśpionego miasteczka Mörrum. Przez Mörrum przepływa rzeka o tej samej nazwie. Wpada ona do Bałtyku na zachód od Karlskrony. Co roku zjeżdżają się nad Mörrum muszkarze i spinningisci nawet spoza Europy, by złowic tu potężnego łososia lub morską troć. W samym miasteczku rzeka Morrum rozgałęzia się, a liczne głazy tworzą naturalne wodospady, które ryby muszą pokonać udając się na tarło w górę rzeki.

W centrum miejscowości króluje Kronolaxfiske House, czyli dom łososia. Znajduje się w nim biuro, w którym kupiliśmy licencje na rzekę. Jest tu sklep wędkarski oferujący dosłownie wszystko czego zapragnie serce muszkarza i spinningisty. Tu otrzymaliśmy wiele cennych rad, na jakie przynęty biorą o tej porze łososiowate i gdzie ich najlepiej szukać. Wybór sprzętu i jego ilość przyprawia o zawrót głowy. Na dole znajduje sie muzeum łososia, w którym można zapoznać się z historią tego magicznego miejsca oraz obejrzeć ciekawe eksponaty wędkarskie, a także zobaczyć te najwieksze ryby złowione w Mörrum na przestrzeni lat.
Wędkowanie nad Mörrum nie należy do tanich przyjemności. Dzienna licencja w poniedziałki i wtorki kosztuje ok. 60 Euro, w pozostałe dni 70 Euro. Rzeka podzielona jest na odcinki, tak zwane poole, na których łowią muszkarze i spinningisci nie przeszkadzając sobie wzajemnie.
Panują zasady fair play! Poruszając sie wzdłuż rzeki i przechodząc na następny pool nie wyprzedzamy wędkujacego przed nami kolegi, tylko grzecznie czekamy na ławeczce obok, aż ten skończy swoją „sesję“ i przejdzie dalej. Kiedy widzimy, że pojawił się następny wędkarz, łowimy jeszcze 10 minut,a po tym czasie przechodzimy dalej na nowy pool i ustępujemy nasze dotychczasowe miejsce. Na szczęście taka sytuacja zdarza się rzadko. Nad rzeką, której wszystkie odcinki wedkarskie liczą ponad 30 km takiego tłoku nie ma:-). Przy zakupieniu licencji otrzymaliśmy mapki okolicy i zbiór zasad dotyczących samego wędkowania, rozpoznania płci złowionego okazu oraz postępowania ze złowionymi rybami. Każda złowiona (i zabrana) ryba jest zgłaszana i zapisywana w specjalnym wykazie wędkarskim. W czasie, kiedy tam byliśmy należało wypuścić każdą złowioną samicę łososia i troci. Jeśli wędkarz zdecyduje się zabrać złowioną rybę (w tym wypadku męskiego osobnika) wtedy musi zakończyć wędkowanie. Jeśli go wypuści, może wędkować dalej. Licencja jednodniowa pozwala na wędkowanie od godziny 5 rano do drugiej w nocy.
Wzdłuż rzeki po obu jej stronach prowadzą ścieżki wędkarskie. Czasem jest to pieknie przystrzyżona trawka, a czasem drewniana kładka. Na powierzchni kładki znajduje sie druciana siatka, by stąpający po niej wędkarz nie poślizgnął się, kiedy jest mokro. Co kilkaset metrów można znaleźć miejsce na grila i bezpłatne parkingi. Brzegi rzeki są dobrze dostępne, tak by posługując się muchówką lub 3 metrowym spinningiem nie zahaczyć o gałęzie i krzaki.
Z głazów utworzono „wysepki“ osiągalne po przeskakiwaniu z kamienia na kamień. Były też drewniane pomosty-kładki wybiegające w rzeke, a stojąc na nich można było wygodnie rzucać przynętami bez obawy zahaczenia o konary pobliskich drzew. Jednak pobliskie linie wysokiego napięcia przebiegające nad rzeką, udekorowane były wszelkiego rodzaju blachami i muchami wiszącymi na resztkach sznurów i żyłek :-)
Przemieszczając się wzdłuż rzeki zdarza się, że musimy przejść przez prywatną posesję, mającą dostęp do wody. W tym wypadku własciciel albo zrezygnował z ustawienia płotu, albo wybudował drewniane schodki wejściowe i zejściowe na drugą stronę ogrodzenia. Mimo tych udogodnień rzeka ma dziki i w pełni naturalny charakter! Nie jest ona glęboka, możliwe jest brodzenie w spodniobutach. Jest ona na przemian szeroka i wąska, spokojna o leniwym nurcie, czasem płynąca wartko a czasem przypominająca tor kajakarstwa górskiego. Za każdym głazem, w miejscu o spokojniejszej wodzie czaić się może potężna troć lub łosoś, zbierający siły przed ponownym przemieszczeniem się w górę rzeki.
We wrześniu wchodzące do rzeki łososiowate nie żerują. Nie uganiają sie wtedy za małymi rybkami. Brania nastepują na zasadzie odruchu, refleksu, chęci przegonienia intruza. Mimo to szczególnie na muchę łowiono piękne okazy łososia i troci. Ryby w rzece sa wielkie. Są to często ponad metrowej wielkości okazy o wadze w przypadku troci dochodzącej do 15 kg a w przypadku łososia do 27 kg.
Takie ryby wymagają mocnego i odpowiedniego sprzetu i....teoretycznego wędkarskiego przygotowania.
Przekonałem się o tym na własnej skórze kiedy straciłem podczas holu rybę życia.
9 września na długo pozostanie w mojej pamięci. Wędkowanie rozpoczęliśmy o godzinie 9tej. Słońce przebijało się przez gęstwinę nadbrzeżnych drzew, rzeka migotała srebrzyście. Co jakiś czas taflę wody rozrywała wyskakująca nad powierzchnie żywa kłoda. Trocie i łososie w okresie godowym są pieknie ubarwione. Było już dobrze po godzinie trzynastej, oddałem dziesiątki rzutów ale bez najmniejszego kontaktu z rybą. Przesuwając się od poolu nr 5, po przejściu ok. 3 kilometrów dotarłem do poolu nr 13. To spokojny odcinek rzeki z dużym głazem pośrodku nurtu. Właśnie koło tego głazu co jakiś czas wyskakiwała w powietrze potężna ryba...Moje myśli wypowiadały tylko jedno zdanie: „ weź w końcu tę przynętę...” Chyba już dziesiąty raz posyłałem oliwkowozłotego spoketa w pobliże głazu gdzie ryba zaznaczała swoją obecność fantastycznymi wyskokami.
W końcu nastąpiło upragnione uderzenie. Tępy opór i błyskawiczny odjazd pod prąd! Po chwili ryba wyskoczyła w powietrze, młynkując zwaliła się bokiem do wody. Ale widowisko! Emocje nie do opisania, adrenalina odbierała kontrolę nad samym sobą. W moich myślach kotłowało się pragnienie doprowadzenia tej ryby do brzegu. Parędziesiąt metrów ode mnie łowił mój kolega, drugi Andrzej.
Zacząłem drzeć się w jego kierunku, by....rozpakował mi podbierak, który złożony leżał sobie spokojnie w trawie. W międzyczasie po paru odjazdach i wyskokach nad powierzchnię rzeki salmiak opadł z sił. Wtedy udało mi się podholować go w pobliże siatki podbieraka. Jeszcze tylko jeden ruch i pięknie ubarwiona kropkowana samica łososiowata znalazła się w mojej mocy :-). Radość nie do opisania. Nie wiem, ile czasu trwał hol. To było jak w transie. Zatraciłem rachubę czasu ale wiem jedno, że byłem przeszczęśliwy! Zrobiłem parę fotek na pamiątkę i chwilę potem pani łososiowa powróciła do swego podwodnego królestwa. Mierzyła całe 76 cm i ważyła około 5 kilo.
Moja wędka była absolutnie nieodpowiednia do takich akcji: kijek Sportexa, Black Perl 240cm był przystosowany do lekkiego spiningu lub do łowienia okoni z opadu, ale nie do siłowego holowania łososia. Zastosowanie plecionki 0,12 nie rozciągliwej i wrażliwej na otarcia na kamieniach to następny błąd w sztuce! Przekonałem się o tym parę godzin później.
Była już godzina 18. Po przedpołudniowym słońcu pozostały tylko wspomnienia. Deszcz lał jak z cebra a goretexowa membrana kurtki dawno przemokła na wylot. Nie poddaliśmy się. Dopóki było jeszcze widno, obławialiśmy kolejne odcinki rzeki, przesuwając się powoli w stronę naszego parkingu. Pool nr 7 to kolejny spokojny odcinek Morrum, przypominający jeziorko, posiadający niewielką odnogę. Przy końcu odnogi ta szwedzka rzeka spietrzała się na wystających głazach i tworzyła wodospady. Spokojna woda to idealne miejsce na odpoczynek ryb przed dalszą wędrowką w górę rzeki. Nie myliłem się. Na agrafkę zapiąłem 15-sto gramową blystkę more silda z pojedynczym mocnym hakiem Owner, na który łowi się łososiowate w morzu. Na mojej jakże nieodpowiedniej na tę wodę plecionce dostrzegłem maleńkie postrzępienia. Zapewne efekt siłowego wydobywania błystki z korony drzewa parę minut wcześniej. W strugach deszczu i zmęczony po dziewięciu godzinach nieustannego spinningowania nie miałem ochoty na obcięcie nadwyrężonego odcinka plećki i wiązania nowego węzła....Cóż stało się...Rozstrzygnięcie przyniósł najsłabszy odcinek zestawu.
Trzeci rzut na spokojną wodę odnogi i....siedzi! Kłoda, opór i wyskok w powietrze!
Powierzchnia wody pękła a moim oczom na sekundę ukazał się wielki łosoś. Był o wiele większy od tamtej samicy. Miał dobry metr długości, był brązowy i można było dostrzec potężny kostny hak rzuchwy. Ryba z łomotem spadła na powierzchnie wody, spokojna woda zatoki zafalowała, jak po przejeździe małej motorówki. Kolega łowiący obok, wyciągnął zza pazuchy kamerę i zaczął filmować akcję.
Początkowo myślałem, że po skoku ryba już się spięła, bo nawijałem kompletnie luźny sznur. Rybka jednak płynęła bardzo żwawo w moją stronę i po paru sekundach kiedy wybrałem luz na sznurze zorientowałem się, że nadal jest na haku. Była wtedy może jakieś 5 metrów ode mnie i kiedy napiąłem plecionkę, wykonała szybki odjazd na drugi brzeg. Hamulec zagrał najpiękniejszą melodię. Próba zawrócenia ryby przez skręcanie kołowrotkiem sznura przynosiła kolejne bardzo gwałtowne odjazdy łososia. Łosoś robił ze mną co chciał. Podczas 15 minut moich rozpaczliwych zmagań z kłodą nigdy nie poczułem, żebym miał choć przez chwilę nad nią jakąkolwiek kontrolę. Chwilę potem nadszarpnięta plecionka pękła jak mydlana bańka.
Straciłem rybę życia, ale zyskałem ogromną naukę. Do holowania takiej ryby potrzebujemy najlepiej wędki trzymetrowej o elastycznej szczytówce, ale również posiadającej moc blanku, by móc parować odjazdy łososia, by kontrolować i kontrować jego poczynania i w efekcie zmusić do kapitulacji. Wędkarze łowiący łososia na spining używają żyłki grubości 0,45-0,50 mm, której rozciągliwość jest sprzymierzeńcem w walce z żywą torpedą.
Cudowny dzień dobiegł końca. Szczęśliwy , wyczerpany ale z pewnym niedosytem dowlokłem się do auta. Pozostali koledzy też mieli kontakt z dużymi rybami, które bezlitośnie zweryfikowały nasz wędkarski sprzęt i umiejętności. Każdy z nas „dowiedział się” jak musimy się przygotować i wyposażyć na następny rok. Jedno jest pewne: nad Mörrum powrócimy już niebawem!
Na zakończenie zamieszczam parę zdjęć. Pozdrawiam.
Andrzej

 


4.5
Oceń
(26 głosów)

 

Szwedzka rzeka Morrum - Wyprawa na łososie - opinie i komentarze

slawekkiel17slawekkiel17
0
Tego przezycia nigdy nie zapomnisz. Pewnie nastepnym razem bedzie jeszcze lepiej, wieksze ryby, piekniejsze hole, inne odczucia, ale ten pierwszy raz... pozostanie niezapomniany !!! Gratulacje i oczywiscie *****5-ka Pozdrawiam serdwecznie Slawek (2014-09-23 09:27)
Pawel19777Pawel19777
0
AAAAAAAAAAAAAAAAAAAA Zazdraszama:) 5 ode mnie:) (2014-09-24 14:13)
kabankaban
0
Mogę tylko pozazdrościć i zastanowić się nad podobną wyprawą. (2014-09-24 19:00)
rafalski06rafalski06
0
No tak to fakt Szwecja to zupełnie inny Świat nie tylko pod względem wędkarstwa, pracowałem kiedyś ponad rok w Sztokholmie, niestety nie miałem czasu połowić bo jestem Polaczkiem i byłem w pracy. Super wpis, piękna wyprawa no i ryby na *****. (2014-09-24 21:37)
grisza-78grisza-78
0
Mi też się podobało. Piękna przygoda, cudowne ryby i wspomnienia do końca życia. Obyś następnym razem Andrzeju dopadł swoją "metrówę" !!!! ***** i pozdro!!!!!! (2014-09-25 09:30)
użytkownik102837użytkownik102837
0
Fajna sprawa :). Pozdrawiam Boczny Trok. A za wpis oczywiście 5 ***** (2014-09-25 15:42)
tomalegtomaleg
0
Niema co fajna przygoda Za wpis 5***** (2014-09-25 17:10)
mscigniew-drapimscigniew-drapi
0
No za wpis 5 . Właśnie mieszkam teraz w podobnej okolicy tylko w irlandi i często widzę polskich wędkarzy przyjeżdżających tu na łososia z podobnym sprzętem do twojego. To jest naprawdę silna ryba te odjazdy i wyskoki nad wodę. Początkowo śmiałem się z miejscowych z ich sprzętu , gruba żyłka i długie kije. Teraz po paru srebrniakach w tym jeden wiosenny wiem dlaczego sprzęt musi być solidny i elastyczny. I oczywiście tylko żyłeczka zwłaszcza na wiosennego te są naprawdę duże i silne. Nie wspomnę o pstrągach takich ok 80 cm i większych . (2014-09-26 22:54)

skomentuj ten artykuł