Taaaka Ryba w Wenezueli – relacja z wyprawy

/ 9 komentarzy / 10 zdjęć


Ze względu na swój zawód, jestem zmuszony podróżować w różne miejsca na świecie, aby pokazywać różne oblicza wędkowania. O Wenezueli i rekordowych payarach, które można tam złowić, słyszałem już wielokrotnie. Po dłuższej analizie znalazłem kontakt do polskiego przewodnika i wspólnie z 6-osobową ekipą polecieliśmy na 10 dni do Wenezueli. To była prawdziwa szkoła przetrwania…

W 10-dniową wyprawę wyruszyliśmy 5 grudnia, na samo wędkowanie mieliśmy równy tydzień. Ponieważ brakuje bezpośredniego połączenia, polecieliśmy najpierw samolotem z Warszawy do Frankfurtu, następnie do stolicy Wenezueli – Caracas. Ale to nie był koniec podróży. Z Caracas wyruszyliśmy samolotem do Puerto Ordaz, stamtąd do stolicy stanu Bolivar – Bolivaru, a potem przesiedliśmy się do samochodu, którym jechaliśmy jakieś 500 km do wnioski Maripa. Tam przywitali nas Indianie, z którymi płynęliśmy do naszego punktu docelowego, czyli osady Camp Isla Yokore, gdzie mieliśmy mieszkać. Naszym przewodnikiem był Vladimir Szymańcza – Polak z pochodzenia, który od wielu lat mieszka w Wenezueli i pełni rolę przewodnika dla turystów z całego świata.

Mieliśmy więc możliwość podpatrywania zwykłego życia Indian – wioski indiańskie to przeważnie chaty z drzewa, gliny, pokryte roślinami. Wbrew mitom, jakie się powszechnie głosi, Indianie to nie zacofani ludzie – noszą normalne ubrania, hodują rośliny, polują, wytwarzają pamiątki dla turystów – to jest ich sposób na życie. A przy tym są niezwykle uczciwi i pogodni. Nasza ekipa miała okazję spać w hamakach pod moskitierą, wśród całej masy tarantul i węży na czele z anakondami. W naszym menu były zwykłe potrawy indiańskie - placki, pierogi, ryż, makaron, zamiast ziemniaków jedliśmy banany ziemniaczane…

Dodam jeszcze, bo to niezwykle istotne, że w Wenezueli zastaliśmy dosyć nietypową pogodę, ponieważ przedłużyła się pora deszczowa i poziom wody w rzekach był podwyższony o 2 m, ryby słabiej żerowały i ciężej było je zlokalizować. Różnica czasu wynosiła jakieś 6,5 h do tyłu i trzeba się było przestawić, ale tego się spodziewaliśmy. Zupełnym zaskoczeniem były jednak krótkie dni – wydawało się nam, że skoro jest lato, to dzień powinien być długi, a tu już o godz. 18.00 robiło się ciemno.

Harmonogram dnia wyglądał następująco: pobudka o godz. 6.00 rano, jedliśmy śniadanie i wyruszaliśmy na łowy. Naszym pierwszym celem było łowisko Czarna Laguna na rzece Rio Caura, tą rzeką skręcaliśmy w kanał prowadzący do dżungli, w którym złowiłem swoją pierwszą payarę. Przyznam, że było to niesamowite wrażenie – padał wtedy ulewny deszcz, a hol ryby trwał chyba z 10-15 min. Następnego dnia łowiliśmy payary już na rzece Caura, nad którą mieszkaliśmy. W ten sposób zdobywaliśmy doświadczenie, gdzie ryby przeważnie żerują, ponieważ przez słabe warunki, ciężko je było wytropić. Szukaliśmy ich między skałami w miejscach z silnym nurtem. Sprzęt, który stosowaliśmy to: kije spinningowe 2,40 – 3m, sztywne i mocne, ponieważ tamtejsze ryby, zwłaszcza payary, mają niezwykle mocne szczęki. Oczywiście byli wędkarze, którzy mieli lżejsze zestawy, ale przez to nie mogli jej w ogóle zaciąć. Wbrew pozorom, nie trzeba było używać strasznie dużych woblerów, wystarczyły 14-centrymetrowe, eksperymentowałem za to kolorami – były biało-czerwone z grzechotką, bez. Jednego z nich – całkowicie zniszczonego przez zęby payary przywiozłem sobie na pamiątkę do domu.

Zupełnie inaczej łowili Indianie – mieli ze sobą tylko grubą żyłką, szpulę i zawiązanego woblera. Zarzucali i ściągali żyłkę gołą ręką !
Nasze wyniki wędkowania nie należały do najgorszych – sam złowiłem 4 payary, koledzy podobnie, największa sztuka miała 8 kg, choć to i tak nic w porównaniu z największymi okazami, które dochodzą tam do 18-20 kg. Oprócz wędkowania starałem się jednak skupić także na otaczającej przyrodzie – kajmanon, żółwiom, różnorodnemu ptactwu na czele z papugami…

Właśnie bogactwo flory i fauny zachwyciło mnie najbardziej - węgorze elektryczne, nieznane, niespotykane ryby, z których prawie każda ma jakieś kolce i jest niebezpieczna. Były też sumy i to jakie! Płynąc rzeką Caura mieliśmy też okazję podziwiać wyczyny rodziny delfinów, która towarzyszyła nam przez całą drogę. Gdy z kolei wypoczywaliśmy na skałach znaleźliśmy leniwca, któremu wysoka woda odcięła drogę do lądu. Wzięliśmy go na łódź i zostawiliśmy w wiosce indiańskiej.

Taka wyprawa wiąże się oczywiście ze szczepieniami, jest to prawnie wymagane, jeśli ktoś tego mimo wszystko nie robi trzeba łykać tabletki przeciwko malarii. My mieliśmy tę wygodę, że Vladimir miał informacje, które rejony są zagrożone jakąś epidemią i w te nie pływaliśmy.
Trzeba być jednak ostrożnym w każdym miejscu i słuchać ostrzeżeń przewodnika. Ja po 4 dniach chodzenia w sandałach, obtarłem stopy, dlatego zacząłem chodzić na boso, po pewnym czasie przestałem się bać, mimo że wszędzie było pełno węży, anakond, tarantul. Do wody pełnej piranii, która na co dzień służyła nam za łazienkę, bałem się jednak wchodzić.

Podsumowując, mogę powiedzieć, że wyprawa do Wenezueli była nas prawdziwą szkołą życia, szkołą przetrwania. Jeszcze do dzisiaj dochodzę do siebie, wracam do ludzi. Zapewniam jednak, że jeśli słucha się poleceń przewodnika to naprawdę jest bezpiecznie – czego przykładem może być choćby nasz wyjazd. O wiele bardziej niebezpiecznie, niż w dżungli, jest w stolicy – Caracas, która wygląda jak jedno, wielkie wiezienie – w każdym oknie są kraty. Przy nas, w środku dnia, nagle wybuchła strzelanina, na szczęście nikomu nic się nie stało…

Relację z tej niecodziennej wyprawy będzie można zobaczyć już na początku stycznia w naszym kanale w Polsacie Play – w środy o godz. 19.30 oraz w piątki o godz. 17.00. Filmy z Wenezueli zaprezentujemy również wspólnie z portalem wedkuje.pl podczas zbliżających się targów NA RYBY.
Zapraszam i pozdrawiam!



 


4
Oceń
(34 głosów)

 

Taaaka Ryba w Wenezueli – relacja z wyprawy - opinie i komentarze

SzalonaSzalona
0
Gratuluję wspaniałego i udanego wypadu do Wenezueli. Tylko pozazdrościć - te emocje,przyroda,ryby... Bajka i marzenie. Oglądałam kilka miesięcy temu bloga payara.wedkuje.pl i oglądałam z zapartym tchem cudowne zdjęcia,po tym wpisie uzupełniłam braki w wyobrażeniu sobie tego cudownego miejsca... Pozdrawiam i oby Pan częściej był "zmuszony" do odwedzania takich urokliwych miejsc. (2008-12-21 14:05)
karlolm135karlolm135
0
Takie ryby to po prostu marzenie dla wielu wędkarzy . Niektórzy z nich nawet nie zdają sobie sprawy że tak mogą wyglądać ryby . Ja sam byłem zdziwiony są takie. Życzę więcej takich udanych łowów . (2008-12-21 19:04)
hubihubi
0
Wspaniała egzotyka wspaniałe ryby,tylko pozazdrościć.Panie Jerzy a może by teraz zrobił by pan wyprawe na duże sumy do Kazakstanu? pozdrawiam serdecznie i życze wielu wspaniałych wypraw. (2008-12-21 20:25)
wanrltw4wanrltw4
0
bardzo ładne rybki nie wiedziałem że są tam takie sztuki. Gratuluje połowu. (2008-12-21 21:40)
rybaryba
0
Dla niezorientowanych podaję, iż przygotowania do wenezuelskiej wyprawy trwały blisko rok, prawie tak samo jak do wyprawy w Himalaje. Byliśmy tam pierwszą zorganizowaną polską ekipą wędkarską. Po powrocie jesteśmy mądrzejsi o niesamowity bagaż doświadczeń, którymi zamierzamy się dzielić z polskimi wędkarzami. Jeżeli chodzi o wyprawę do Kazachstanu na sumy, temat jest najbardziej otwarty, potrzebny jest tylko dobry przewodnik i zainteresowany tym przedsięwzięciem organizator. Pozdrawiam wszystkich wędkarzy i sympatyków TAAAKIEJ RYBY. (2008-12-22 18:00)
robson1robson1
0
Witam.
Do :"ryba"
Podobają mi się pańskie relacje,opowieści z dalekich podrózy wedkarskich.
Jest to jakas odmiana,od wypraw krajowych,i mozna naprawde dowiedziec sie wiele ciekawych rzeczy.
Pozdrawiam (2008-12-22 18:23)
ekooloekoolo
0
Fascynujące.Moim marzeniem np. jest pojechac na dorzecza amazonii,pomimo że Ameryka Południowa jest bardzo niebezpieczna. (2008-12-22 19:49)
dariuszdyldariuszdyl
0
Fajne rybki z fajnego POLSKIEGO ŁOWISKA (2008-12-26 10:59)
MichelMichel
0
a ja za to mam polewe z biedrzyckiego. jak ogladam taaaka rybe to mam wrazenie, ze ten redaktor jest niedorozwiniety. powtarza w kolko to samo, a jak sa goscie i maja cos ciekawego do powiedzenia to wcina sie im w slowo i glupoty gada...pla pla oby gadac. jakies [ pi ]y, az smiac mi sie chce. czasami mam wrazenie, ze z niego taki wedkarz jak z malego dziecka. i ten i ten nie umie wedki trzymac i dupy se podetrzec. (2009-09-12 14:17)

skomentuj ten artykuł