Zaloguj się do konta

Tata,ja ,ogródek i królewskie śniadanie


4 TATA, JA, RYBY, OGRÓDEK I KRÓLEWSKIE ŚNIADANIE

Tu będzie głównie w temacie CDN...
W temacie czyli o czym a więc Tata,ogródek i wlaśnie to tajemnicze królewskie śniadanie no i wyjazdy rowerami na rybki .niestety Łojca juz nie ma ale tych dni nie zapomne nigdy..,jego piersiówki , książki ,dobrych rad i niesamowitego spokoju zrezta mam to po nim i może właśnie dlatego nie ułożyło mi sie z Dorą bo twierdzi że gadam by ukłuc i wszystko co mówię to bardzo na poważnie tak że trudno wyczuć kiedy żartuje zresztą opanowanie nauczyła mnie armia(szkoła podoficerska kierunek rozminowanie)tak ze teoretycznuie trudno mnie wybić z rytmu choć nie przecze że dwa razy miałem zamiar skonczyć z sobą ale o tym to moze w innym rozdziale bo teraz nie dam rady poprostu o tym pisać- nie wiem czy za mało znieczulacvza albo czy depresja nie przekroczyła stanu krytycznego więc czas na cos miłego no więc ----------------------------------------------------
teraz co do tematu........
Czasem z ojcem nocowaliśmy na działce no ale oczywiście wieczorem obowiązkowa fojerka po poprzednim wypadzie do lasku za opałem no a potem?,wuszt i kartofle ,skok na wagony po troszka węgla do morcinka no i spać a rano pobudka,Tu nie będe ukrywał że zdecydowanie wolałem transporty do pobliskicch zakładów azotowych bo zawsze była nadzieja ze coś karbidu spadnie a to wymarzony materiał do zabawy :-)
Rano tata gotowal wodę ,z grządki narwał szczypiorku ,rzodkiewki zrobił kanapki,zaparzzył kawę ,ugotował po dwa jajka na miękko no i tu ten królewski dodatek czyli rosołek z knora teraz to moze wydać się śmieszne ale były to lata 80-te i był to rarytas.
Po śniadaniu ojciec pił kawe no i skok na rowerki i wyjazd nad wode czyli ja z kijami a ojciec z książką i piersiowka.do której dodawał jakąś roślinke dla aromatu ale za holerę nie wiem co to było - pamiętam ze fajnie pachnieło
Wtedy było to dla mnie coś oczywistego ale teraz dopiero zdaje sobie sprawę z tego ile madrych rzeczy mnie nauczył przy tych niby zwykłych wyprawach.
ojciec zwykle wybierał miejsce siadał na trawie i czytal a ja jak wiadomo kije i do roboty.
Zwykle jak łowilem sam to moglem siedzieć caly dzien ale jak byl tata to po dwóch godzinach robiłem sobie przerwe by z nim podyskutować o wszystkim.
a on słuchał z uwagą i odpowiadal nawet na najtrudniejsze pytania i tak moglismy pogadac sobie powiedzmy z godzinke po czym znów brałem kije a tata ksiażke i tak nam najcześciej mijał dzionek po którym naładowani pozytywną energią wracaliśmi do domu wiedzac że niestety wracamy do smutnego rytuału czyli robota i szkoła a promocja czyli powtórka z rozrywki lub przynajmniej szansa na nią za minimum tydzień
jeżdziliśmy byle gdzie powiedzmy tak w promieniu 40 km i powiem wam że wtedy nie liczyły sie dla mnie ryby ale same te wyjazdy. bo każdy był niepowtarzalny i wnosił coś nowego .
Kiedyś pojechaliśmy na Rogoznik,tata na brzegu no i ja z kijami a stary krótko KUR..myśl-jak byliśmy tu ostatnio to hop niosł siata ryb z tamtego pomostu
wyciągej kurde wnioski,jo sie na tym niy znom ale ty obserwuj starych rybiorzy i mysl i to właśnie bylo impulsem dla mnie do tego o czym pisałem wcześniej.
czyli krotko ;obserwuj starszych ,mysl i wyciągaj wnioski.
no i oplacalo sie bo wlazlem na ten pomost i co prawda bran zbyt duzo niebylo ale okon 30 to bylo cos
zresztą tata zawsze gadal naokoło tak by powiedzieć co myśli a nie urazić zarazem ale jak ktos kumał to też potrafiło zaboleć ale teraz z perspektywy czasu wiem że to było sluszne i miało swój cel. w sumie przez cale moje zycie udało mi się go zagiąć chyba tylko ze dwa razy i tu też mnie zaskoczyl bo bez problemu przyznal się do błedu TAKI POPROSTU BYŁ MÓJ STARY i nawet czego do dzis załuje że pod koniec jego życia niezbyt nam się układalo to i tak byl moim mentorem czyli dajmy sie po mordzie a i tak skonczymy razem przy piwie i merytoreycznej dyskusji.
Niby mogłym skonczyć na tych powiązaniach Ojca z wedkarstwem ale kiedys nastapila rzecz praktycznie niemożliwa a mianowicie przyszdl z wędką węglówką (trzy częściowa odleglościówka)jak na tamte czasy rzecz nie tylko że nieosiągalna ale i nie znana a był to amerykanski kij przywieziony podobno ze stanow przez jakiegos jego kumpla kijek ten to MILBORO i służy mi do dziś czyli jakieś 30 lat i jedno co mu dolega to przelotki ktore zreszta wymienie niebawem.
Poza książkami,piersiówką i fotografią to Ojciec miał jeszcze jobla pod postacia roweru,miał go o ile pamiętam z opowiadań od ok 1955 roku do smierci i chyba nawet w tym dniu jeszcze na nim jezdzil a ze dziennie krecil po ok.20km to wyszlo mi ze ten wehikol ma jakies300 tys km przebiegu po odliczeniu najbardziej snieznych dni bo ogolnie zima tez jazdzil no i co najważniejsze to musze wspomnieć ile poświęcał mu uwagi i serca.
Co roku wczesna wiosną Tata złaził do piwnicy i rozbierał rower na części pierwsze ,łącznie z rozebraniem łożysk,każda kólka była myta starannie w nafcie,wycierana i smarowana więc nie dziwne że rowerek tak dobrze służył ojcu,ja w tym czasie miałem gazele (prawie wagant) i tak o to czasem organizowaliśmy sobie turystyczno-wedkarskie wyprawy.Trwało to do czasu zakupu przeze mnie motoroweru a to juz temat na nastepny rozdział...

Opinie (5)

zbynio 33

fajne wspomnienia :)***** [2013-10-26 23:21]

peterak

piękne wspomnienia, tez moze tak zaczne pisac pamietnik na blogu i jescze raz niesamowite [2013-10-27 20:02]

zbynio 33

jak porównać Twoje zdjęcia i Twojego ojca to jesteście bardzo podobni.:) pozdro [2013-11-01 20:01]

Kowal73

:)***** [2013-11-21 20:48]

piotras1237

Ciekawy artykuł i bardzo fajne wspomnienia. Zostawiam ***** [2014-01-05 23:19]

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za komentarze Internautów.

Czytaj więcej