Zaloguj się do konta

Te cholerne szczupaki...

Woda na Sanie spadła tak jak jeszcze chyba nigdy. Błoto na woderach sięga powyżej kolan, a rzekę przejść się da w miejscach, gdzie wcześniej dzieciaki skakały z brzegu do wody. No ale niezmordowany wędrownik, który zwykle z dwa razy w tygodniu ląduje nogą w norze bobra, cały spieczony pokrzywami dociera teraz prawie do wszystkich miejscówek. No i jak dociera to i pewnie powinien łapać klenie jak na zamówienie. Ale te cholerne szczupaki...

Dzień 1

Żar leje się z nieba, nawet dziewczyny mają go dość i się nie opalają na brzegu. No ale wodery na nogach, po których pot leje się strumieniami i zgubiona koszulka podczas przedzierania się przez amazoński busz charakteryzują pogromcę kleni. Niestety one też chyba mają dość i we wszystkich obłowionych spowolnieniach nurtu zawiesiły się tylko dwa takie troszkę ponad trzydzieści centymetrów. No ale znalazłem spory dołek w głównym nurcie, gdzie woda tak zapiernicza, że ciężko mi ustać na nogach, więc pomyślałem, że jak im gorąco to może wyszły się „przewietrzyć”. Mała, zielona rapalka wisi na agrafce, więc zamach i leeeeeeeeeeć kochanie po klenika.

Szybkie sprowadzenie jej do dna i powolutku prowadzę pod nurt. W samym środku dołka jakby ktoś postawił znaki stop i nakaz skrętu w prawo. Lekko przycinam, żeby nie urwać od razu delikatnej żyłki i zaczynam wznosić modlitwy, żeby tylko ta brzana nie przetarła żyłki o kamienie, bo to moja jedyna taka rapalka. Po paru ciekawych odjazdach w mocnym nurcie, pod powierzchnią zamiast złotego blasku robi się zielono. O kur... No to mogę się pożegnać z moją rapalką bez żadnego zabezpieczenia żyłki. Ale zaraz, zaraz jak już dziesięć minut wariuje po drugiej stronie to może tak źle nie będzie. Przy brzegu widzę obie kotwiczki wbite w sam czubek pyska. Ufff... Może się uda. Trzeba by pewnie znaleźć jakieś miejsce, żeby się nie skąpać i go jakoś wylądować. Schodzę kilkanaście metrów niżej i po chwili „pewnym” (na ile pewny może być chwyt za kark z lekko niesprawną ręką) chwytem wynoszę go na brzeg. Małe mierzenie (74cm) i rybka wraca do wody.

Dzień 2

Kolejny genialny pomysł, żeby obłowić miejscówkę z drugiej strony. To nic, że trzeba przejść ponad kilometr przez olbrzymie pokrzywy splecione jakimś zielskiem, które nie chce puścić człowieka dalej. Tam są duże klenie!!! No i z taką myślą, która pozwala nie czuć swędzenia i nie widzieć setek bąbli idzie wariat do przodu. Szlak by trafił... Kolejna koszulka podarta. Ale to nic, tam są duże klenie!!!! W końcu docieram do miejsca gdzie da się jako tako rzucić małą obrotówką w wymytą dziurę w brzegu z taką ilością korzeni, że namorzyny Rexa Hunta się chowają. Nurt wypycha blaszkę pod powierzchnię.

No nic, kto nie ryzykuje... Kolejny rzut, zamykam kabłąk i pozwalam zbliżyć się jedyneczce do dna. Płynny ruch szczytówką i bum!! Banan na twarzy, hamulec jęczy, żyłki ubywa ale się opłaciło zaryzykować. Zaczynam powoli prowadzić rybkę w swoim kierunku ze szczytówką w chmurach, żeby nie wpakowała się w korzenie. No ale zaraz, zaraz przecież klenie nie robią świec. Co ten szczupak tu robi? Przecież ten nurt zawala jak TGV!! Po paru kolejnych fikołkach zapięty w „nożyce” szczupak zostaje przeciągnięty po błotku na brzeg. Miarka pokazuje 60 cm. No dobra ale czemu jak łapie bez wolframu one się tak zapinają?? Stare ludowe przysłowie, że głupi ma zawsze szczęście??

Dzień 3

Nie ma szans. Mam dość pokrzyw. Robię zmianę. Idę się powłóczyć po jakichś płyciznach za boleniem. 19 gramowy „Brzulek” znajomego wisi na agrafce. Za małą wysepką obmywaną przez mocny nurt jest płycizna na której wygrzewają się ukleje. Co jakiś czas słychać uderzenie i widać falkę uciekającą w nurt. No to mamy pierwszego klienta. Stoję po kolana w wodzie jakieś 50 metrów od tego miejsca, ale masa woblerka pozwala przerzucić nim to wypłycenie. Pierwszy, drugi, trzeci, czwarty rzut ekspresowe tempo i siedzi!! No, w końcu pierwszy boleń w tym roku, bo jakaś posucha z nimi jest. Podprowadzam rybkę pod nogi i oczy robią mi się jak pięciozłotówki. Szczupak!!! Jaka cholera??

No dobra TO jest dziwne. Kolejne miejsce to leżące dwa głazy w głównym nurcie. Tam brały dawniej bolenie. Obrotówka, której dołożyłem przed kotwiczką dodatkowe 4 gramy fruwa jak marzenie. Szczytówka w górze, aż skrzydełko smuży po powierzchni. Pierwszy lej ale pusto, nie zawiesił się. Dwa ruchy korbką i poprawka, teraz jest już mój! Z mniej już pewną miną holuje rybkę. A zgadniecie co zobaczyłem przy brzegu?? Nie?? Podpowiem wam. Zielone było. Rzuciłem też pare kolejnych razy w to miejsce. I wyciągnąłem kolejnego, chyba tego od pierwszego uderzenia. Mniejszy był, pewnie z 40 cm, ale też zielony.


I tak teraz pisząc to znowu się zastanawiam. Czy te szczupaki ocip...?? No ale jakby co, to klenie łowię dalej. I żeby nie było, że gołosłowny jestem to fotki też wrzucam ;)

Opinie (20)

użytkownik

Osz jasny gwint! To burzy wszelkie teorie połowu szczupaków. Taki przyłów i to kilkukrotny to nie lada wyczyn, no i szczęście oczywiście. Pogratulować ciekawej przygody, świetnego tekstu i na koniec sugestia: następnym razem załóż stalówkę 0,50 woblera 14 cm, to może dla odmiany bolki i klenie zaczną siadać? Kto wie, w te lato wszystko się już poprzestawiało. [2009-08-18 12:50]

użytkownik

W lato tak bywa że szukają tlenu i chłodniejszej wody. Staja wtedy w miejscówkach "pstrągowych" w silniejszym nurcie lub na skraju tego nurtu. Cześto w lato obcinały mi gumy przy połowie sandacza, wtedy szybko zakładam przypon bo szkoda ich z przynętą w gębie zostawiać. Oczywiście jak się założy przypon to wtedy ani brań szczupaków ani sandaczy. Taki to ich urok. W lato głupieją. Kiedyś na jednym jeziorze łowiłem je przed świtem na czarnego twistera z czerwoną głóką. W dzień nie chciały na nic brać... [2009-08-18 14:02]

użytkownik

A mniej - wiecej gdzie , (w jakim rejonie Sanu ) można w woderach pochodzić ? strasznie lubię tą nieobliczalną rzekę . [2009-08-18 16:03]

dsplawik

Rewelacja. Co prawda nie spininguję, ale takiej liczby, takich ryb w niedługim odstępie czasu niepowstydziłby się żaden wędkarz. Super artukuł - ode mnie wielka 5teczka :) Pozdrawiam i oby tak dalej [2009-08-18 16:59]

pisaq

No nie...załamujcie mnie dalej :p San, Odra - klenie, bolenie, szczupaki, sandacze, wszystko to co pisaq lubi najbardziej. Nic tylko pozazdrościć( i pogratulować) uporu i... tego pęknego połowu oraz przyłowu ;) Pozdrawiam, Marcin. [2009-08-18 17:15]

withanight88

ja to bym sie cieszyl bo w moim przypadku od miesiaca nic na wedce nie wisiało co by potrafiło nią chociaż szarpnąć... [2009-08-18 17:57]

użytkownik

bardzo ciekawie napisany tekst no i to że szczupaki tak prały to naprawdę niewiarygodne. Piatka [2009-08-18 18:12]

pawel8listopad

tekst 5+ ale tytuł -1. Dlaczego ,,Cholerne szczupaki". Gdy ja złapie szczupaka to się ciesze. :D [2009-08-18 18:20]

SHIT_TLER

gangaleon1970 ja łapię od Słonnego do Iskani a jeśli nie wiesz o jakim odcinku mówię to jest to odcinek pare km przed Stupnicą ;) pawel8listopad cholerne bo jakos nie za bardzo lubię je łapać a szczególnie mnie denerwują jak poluje na klenie ;) [2009-08-18 19:15]

Stawarz

Tytuł mi nie pasi!-ale tekst ok!Kolega ponizej napisał że szczupłe szukają bardziej natlenionej wody ale też podchodza na kleniowe miejsca żeby polować właśnie na klenie.Gratuluję połowu!Pozdro!!!!!!!!!! [2009-08-18 20:40]

użytkownik

Chodź dalej na klenie i opisuj połowy szczupaków :) . Bardzo fajnie to się czyta . Pisz więcej bo masz talent . Gratuluję i trochę zazdroszczę (szczupaków ) . 5 pozdrawiam . [2009-08-18 21:06]

ricardo

Dla mnie te opowiadania o szczupakach też są fajne bo w moich okolicach na Wiśle koło Grudziadza ostatnio panuje posucha,więc nie narzekaj i łów szczupaki .Pozdrawiam. [2009-08-18 22:54]

hekuba

A czy w tamtym rejonie nie występuje "podwójne dno" że tak bez ryzyka w woderach po Sanie można chodzic , nieznam tamtych okolic ale na odcinku koło Radomyśla n /Sanem co rusz są wypadki zarwania się dna i tragicznych finałów takich połowów , tubylcy łowią z wysp ale jak obeschnie i odradzają brodzenia w wodzie po kolana, czy na Twoim odcinku Sanu również tak jest? [2009-08-19 08:54]

łysy wąż

Bardzo fajny tekst i to o rzecznym spiningowaniu - czyli o czymś co i ja lubię najbardziej. Gratuluję rybek. Oczywiście piątal za artykuł, piątal za zdjęcia i PIĄTAL za uwalnianie tych wyholowanych. Piszesz " na luzie ", dzięki czemu łatwo się czyta - a więc pisz jeszcze. Pozdr. [2009-08-19 09:18]

Filek

Bardzo ciekawy tekst ! Dość dziwna przygoda ale ryby dopisały nie ważne jakiego gatunku były brały i to jest najważniejsze :P Extra zdjęcia upamiętniające te dni. [2009-08-19 10:27]

SHIT_TLER

Dzięki panowie za taką ilość pozytywnych komentarzy ;) hekuba ja na "moim" odcinku Sanu wiem gdzie można brodzić i robię to głównie po kamienistym dnie gdzie widze je przynajmniej metr przed sobą, a jeśli tylko mam jakieś wątpliwości to rezygnuję i wychodzę na brzeg [2009-08-19 13:36]

użytkownik

5:) [2009-08-19 22:33]

użytkownik

pisz czesciej,dobrze to robisz [2009-08-20 19:36]

użytkownik

Aj tam nie takie "cholerne" te Szczupaki, ja np. bardzo lubie je łowić, może dlatego, że u nas na Mazurach, nie jest ich dużo, a rybek typu brzana, osoboscie ani nie złapałem, ani nie widziałem, zeby ktoś złapał. Tak czy siak, pozdrawiam serdeczenie i oczekuje kolejnych wpisów :) [2009-08-20 20:39]

darell

Witam Serdecznie wszystkich szczupakomaniaków. J a tez miałem tego roku a dokładnie 18.08.2008 dzień w którym Szczupaki chyba oszalały.Wypłynąwszy łódką, jak zawsze o godz .05,30 na moje ukochane jezioro Narie już o godzinie 08,00 miałem na swoim koncie 17 sztuk w tym trzy powyżej 85cmm. Nie mogłem pojąc fenomenu tego poranka , gdyż miejsce to samo i ukochana blacha ALGA 3 też ta sama . Spotkawszy na wodzie znajomego wędkarza potwierdził on moje spostrzeżenia, gdyż sam wyciągnął kilka ładnych sztuk tegoż poranka.Postanowiłem wypłynąć późnym popołudniem po raz kolejny, i co znowu 14 sztuk w przeciągu trzech godzin.TO BYŁ MÓJ FANTASTYCZNY DZIEŃ ZE SZCZUPAKIEM.P.S:Oczywiście tylko nieliczne z rybek trafiły na patelnię mojej Żony , reszta dorasta i mam nadzieje że doczeka przyszłego roku dostarczając niezapomnianych emocji . [2009-09-02 20:20]

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za komentarze Internautów.

Czytaj więcej

Lin i karaś

Obudziłem się o 4.00 bo tak miałem ustawiony budzik . Spałem może z 4…