Testy Zanęt M.V.D.E lin/karaś - Dwa piękne srebra

/ 12 zdjęć


Witam wszystkich serdecznie.
Dzisiaj chciałbym podzielić się z wami drugą częścią relacji z testów zanęty M.V.D.E. w kategorii lin/ karaś. W pierwszej części pisałem o moich próbach przechytrzenia linów. Mimo, iż udało mi się złapać kilka sztuk to ich rozmiary nie powalały. Z drugiej strony, nie przygotowałem wcześniej łowiska, a to też miało swój wkład w ostateczny wynik. Tym razem celownik skierowałem w stronę karasi. Może tym razem się uda złapać jakieś przyzwoite sztuki. Jako miejsce zasiadek wytypowałem dwa łowiska w których, wiem że występują karasie. Zarówno srebrzyste, jak i nasze piękne złote sztuki.

Podejście nr 3 - Łowisko „Wizów”



































Łowisko „Wizów”. Jest to zbiornik znajdujący się w mieście Bolesławiec (woj. Dolnośląskie, pow. Bolesławiecki) o powierzchni 20,65 ha. Piękna woda, jednak z drugiej strony ciężka sprawa… Zbiornik ten powstał po dawnej eksploatacji żwiru i piachu. Oczywistym jest, że w związku z tym głębokości będą znaczące, jednak tutaj sięgają one od kilku do kilkunastu metrów, już w odległości kilku metrów od brzegu.

Co prawda w części południowej zbiornik się wypłyca jednak roślinność podwodna jest tak bujna, że skutecznie odstrasza wędkarzy i wygania ich na głębiny…
Rybostan. Kwestia bardzo rozwinięta w przypadku tego łowiska. Są tu spotkać od m.in. leszcze, karpie, płocie, wzdręgi amury, wszelkiego rodzaju drapieżniki (również sumy), i w końcu interesujące mnie liny i karasie.
Tym razem obstawiam dwa feedery. Amunicją do nich jest mieszanka Super Champion B.R.X+ Dodatek M.V.D.E. Collant PV1+ atraktor MVDE strawberry. Wszystko oczywiście uzupełnione o ziarna i robaki.
























Przygotowanie:

1. Zanętę M.V.D.E. B.R.X. wzbogacam o dodatek Collant PV1 w celu sklejenia mieszanki(Około 15% suchej mieszanki bazowej).
2. Do całości dodaję dotykiem M.V.D.E. strawberry około 50 gram.
3. Wszystko delikatnie namaczam uważając aby nie przemoczyć mieszanki.
4. Następnie przecieram wszystko przez sito.
5. Do gotowej bazy dodaję 0,5 kilograma ziaren i paczkę białych robaków
















































Tym razem spróbuję przechytrzyć ryby z rana. Zestawy lądują w wodzie około godziny piątej trzydzieści rano. Na pierwszy ogień idzie kilka koszyków samej zanęty. Gumka recepturka ewentualnie klips przy szpuli kołowrotka są w takim wypadku jak znalazł. Druga runda- czas posłać przynęty. Na jeden hak idzie rodzinka białych robaków, na drugi rosówka zblokowana białym robakiem.
Pierwsze branie notuję po godzinie szóstej. Szczytówka feedera wygięła się o 90 stopni, zacinam i czuję konkretny opór. Albo karpik, albo sporych rozmiarów karaś ewentualnie leszcz… Ostatecznie w podbieraku witam karpika. Niewielki, jednak cieszy. Skusił się na białe. Szybka fotka i wraca do wody. Tym razem decyduję się na hak nr 6 i dwa ziarna kukurydzy, z nadzieją ze być może uda się skusić jakiegoś grubszego miśka. Siedzę tak nad wodą do około godziny jedenastej. Niestety nic więcej nie udało się złowić. Cóż… Tym razem liny i karasie nie dały się przechytrzyć. Jednak nadal jest 2:1 dla mnie. Podejście nr 4 musi być zwycięskie!

Podejście nr 4 - Łowisko „Glinianki Leśnica-Staw Mały”

Glinianki znajdują się we Wrocławiu (dokładnie w dzielnicy Wrocławia- Leśnica). Owe zbiorniki połączone są wąskim kanałem co pozwala na migracje ryb. Mimo to znacząca różnica głębokości, oraz zupełnie inny stopień rozwoju roślinności przybrzeżnej jak i tej podwodnej, determinuje fakt, iż mimo połączenia, warunki połowu i rybostan są diametralnie różne.
























Glinianki w leśnicy są bardzo ciekawym łowiskiem. Głównie ze względu na dużą ilość ryb, jednak nie można nie wspomnieć o bardzo dobrze rozwiniętej linii brzegowej. Duża ilość drzew, powoduje niemałe trudności przy rzutach, natomiast pasy trzcin i gniazda nenufarów stanowią dobrą kryjówkę m.in.. dla linów i karasi. Wokół samego stawu jest pięknie przystrzyżona trawka, co jest, przynajmniej wg moich spostrzeżeń, rzadkością na wodach PZW. Z drugiej strony głośni plażowicze chętnie rozwijają tu swoje koce, a dzieci z rodzicami często pluskają się w wodzie. Taka sytuacja wykluczyłaby możliwość wyciągnięcia ostrożnego lina czy karasia.

Jest Ostatni tydzień sierpnia. Pogoda nie rozpieszcza. Deszcz i spadek temperatury o ponad dziesięć stopni nie napawa optymizmem, z drugiej strony nad wodą powinna panować cisza. I to właśnie motywuje mnie do wypadu nad staw. Nad wodą melduję się o godzinie piątej trzydzieści. Tym razem mam kompana, a właściwie kompankę, moją partnerkę Martynę. Po krótkich negocjacjach decydujemy się na mieszankę zanętową opartą o M.V.D.E. Carassio red+ M.V.D.E. Catch+ COCO, a to wszystko wzmocnione atraktorem big fish (wg mnie świetna pozycja wśród atraktorów-lekko śliwowy aromat bardzo dobrze działa na biaoryb) .

Przygotowanie:
1. Zanętę M.V.D.E. Carassio red mieszam z M.V.D.E. Catch w stosunku 1:1.
2. Do całości dodaję dodatek COCO w ilości około 200 gram na 2 kilogramy bazy czyli 1:10.
3. Następnie wszystko dopalam atraktorem big Fish o bardzo intensywnym aromacie.
4. Całość mieszam w wiadrze na sucho,
5. dodaję wody z łowiska,
6. Przecieram przez sito.
7. Ostatnim krokiem jest dodanie pół kilograma ziaren, jednej paczki białych parzonych robaków, oraz odrobiny pelletu truskawkowego grubości 8 mm.

Tym razem stawiamy na dwie odległościówki wyposażone w dwu gramowe wagglery. Żyłki główne o średnicy ϕ 0,20 mm, przypony o średnicy ϕ 0,18mm.. Haki standardowo nr 6. Zestawy lądują w wodzie przed godziną 6 rano. Wiem że mniejsze haki skutkowałyby większą ilością ryb, jednak nie interesują mnie wzdręgi, płocie, czy małe karasie. Dlatego decyduje się na obfite przynęty a co za tym idzie dosyć spore haki.

Na haki lądują dwa czerwone+kukurydza ewentualnie dwa ziarna kukurydzy. Kwadrans przed siódmą spławik, nad którym pieczę sprawuje Martyna dynamicznie znika pod wodą szarpiąc przy tym delikatną szczytówkę odległościówki. Zacięcie i już widzę, że muszę sięgnąć po podbierak. Martyna sprawnie odciąga rybę od znajdujących się obok gniazd nenufarów, zuch dziewczyna, przy delikatnym akompaniamencie hamulca. Obstawiam karpika. Jednak mylę się. W podbieraku ląduje piękny karaś. Miarka wskazuję na trzydzieści sześć i pół centymetra, natomiast waga analogowa zatrzymuje się w okolicach półtora kilograma. Bardzo dobry początek dnia, szczególnie dla Martyny biorąc pod uwagę że to jej pierwszy karaś. Swoją drogą dlaczego ja nie miałem takich debiutów? No trudno los nie jest sprawiedliwy ;].Karaś szybko wrócił do wody. Był to dosyć głośny kolega, co skutkowało brakiem brań. No ale nie ma co się poddawać. Szybkie podnęcenie i trzeba iść za ciosem.
























Do około dziewiątek piętnaście cisza… jednak teraz jest branie na mojej wędce. Zacinam
i czuję pór. Ryba idzie w stronę pasa trzcin. Mam cichą nadzieję na lina. Dokręcam hamulec
i zaczynam siłowy hol. Żyłka którą stosuję spokojnie da radę. Chwilę później, przy pomocy Martyny, na brzegu ląduje następny piękny karaś srebrzysty. Ten jest mniejszy (34 cm), jednak i tak jestem bardzo zadowolony. Dwa zdjęcia i myk do wody. Widocznie karasie z leśnicy pokochały zanęty M.V.D.E., szczególnie te duże karasie.
























Do końca wypadu, nie udaje się nam wyciągnąć już ani jednego karasia, ani lina ani w ogóle nic konkretnego… Oprócz sumików karłowatych. Te lądowały na brzegu co kilka sekund skutecznie czyszczą łowisko z zanęty. Co więcej połykają haki tak głęboko że trzeba rwać. Trudno się mówi. Czas na powrót do domu. Ostatecznie zasiadkę uważam za bardzo udaną. Dwa karasie u progów medalowych norm naprawdę przeszły wszystkie moje oczekiwania.

To jednak jeszcze nie koniec testów. Część trzecią, i zarazem ostatnią wraz z podsumowaniem testów, wrzucę na bloga niebawem.

Ponownie dziękuję tym wytrwałym, którzy czytali do końca i serdecznie pozdrawiam.

Krzysztof Fuławka

 


5
Oceń
(7 głosów)

 

Testy Zanęt M.V.D.E lin/karaś - Dwa piękne srebra - opinie i komentarze

skomentuj ten artykuł