Zaloguj się do konta

To Oni…Tacy zwykli, normalni…

Nadchodzą dni szczególnej zadumy, spokojnej, cichej refleksji, pamięci o tych, którzy odeszli; naszych bliskich, przyjaciołach, znajomych… Kolegach „znad wody”…

idą ku mnie, idą kalinami
znajomi, umarli, kochani.
/Kazimiera Iłłakowiczówna/

_*_ Pan Henryk - kadrowiec, sędzia piłki nożnej, wędkarz, przyjaciel młodych adeptów naszej „życiowej przywary”. Znakomity „technik spławika i żywca”. Pasjonat wiślanej wody. Wielu dzisiejszych (już) dziadków na pewno pamięta i mile wspomina pierwsze wyprawy na strasznie odległą i jakże (wtedy) tajemniczą, znaną tylko z opowieści…Wisłę. Pan Henryk miał dar przekonywania naszych (także wtedy „pięknych i młodych”) Rodziców, że ta, z reguły minimum 24-godzinna wyprawa PKP w okolice Sandomierza, to tylko spacer po najbliższej okolicy. Dziwnym sposobem „łapali” się na to. Jego stały argument:
- Przecież zabieram też syna!
Miał u Nich porządny kredyt zaufania. On nigdy Ich nie zawiódł, a młodzi chłopcy, których z sobą zabierał, nigdy nie zawiedli Jego.
Podczas podróży i nad wodą snuł mądre opowieści wędkarskie, uczył zasad „współpracy” z naturą i szacunku w stosunku do Tego, co nas otacza. Dziś sędziuje mecze na znakomitszych boiskach…
Czy są jeszcze dzisiaj tacy…”zwykli” ludzie? „Kilku” by chyba znalazł…

Umarłych wieczność dotąd trwa,
dokąd pamięcią się im płaci.
/Wisława Szymborska/

_*_ Pan Zdzisław – odlewnik, magik rzecznego spławika. Właściciel prostego kija, z żyłką wiązaną do czubka i prościutkim, własnoręcznie wykonanym spławikiem ( nigdy nie kupił tego ostatniego). Nad wodą miał zawsze ze sobą trzy rzeczy:
• wędkę
• sznurkową siatkę na ryby
• trzy kromki żytniego chleba.
Trzy, gdyż każda miała inne przeznaczenie. Z pierwszej, stojąc nad brzegiem rzeki, wyrywał kawałki ośruty, ugniatał palcami i formował małe kuleczki. Jedyna przynęta. Z drugiej urywał kawałek; wkładał do ust i żuł powoli. Po pewnym czasie, gdy już dobrze go rozdrobnił zębami i nasączył śliną, wypluwał powstałą papkę na dłoń i zamaszystym ruchem „umieszczał” ją w nurcie rzeki. Jedyna zanęta. Trzecią po prostu zjadał, gdy poczuł głód. Nigdy nie mieszał przeznaczenia kromek! Wędkował, przemieszczając się wolno wzdłuż brzegu, sobie tylko znanym rytmem, „wyjmując” z wody, co chwila, ogromne płocie i (od czasu do czasu) szaro-złote „leszczydła”.
Wielu z nas podejmowało próby naśladowania Pana Zdzisława – bez efektu. Trafiały się nam co najwyżej drobne, pojedyncze płotki. Z biegiem lat zmieniały się techniki wędkarskie, zmieniał się sprzęt, rosła różnorodność zanęt i tylko Pan Zdzisław nic nie zmieniał w swojej metodzie. W naszej rzece, jak wszędzie, ubywało ryb, a On niezmiennie, wciąż „wyjmował” swoje płocie. Być może to … ślina Szanownego miała takie znakomite walory. Myślę, że od kilku lat zmienił tylko rzekę… Spławik na pewno ma ten sam…

A mnie wspominaj wdzięcznie
Że mało tak się śniłam
A przecież byłam,
No, przecież byłam...
/Agnieszka Osiecka/

_*_ Pan Wacław – kombatant, więzień polityczny, wędkarz-społecznik, rzecznik wysokiej kultury w życiu wędkarskiej rodziny. Uparty jej propagator.
Częściej niż na rybach bywał w siedzibie swego Koła, któremu wiele lat „szefował”. I to jak szefował. Nie tylko „zza biurka”, lecz często „znad wody”. Przechadzał się jej brzegiem, „ucinając” sobie niby luźne pogawędki z łowiącymi kolegami wędkarzami; i starszymi i młodymi – wiek dyskutantów nie miał znaczenia. Prawie wszyscy znali Prezesa i mieli okazję uścisnąć Jego dłoń. Przy okazji – aktualne informacje „biegały” w obie strony. W kole było kilkaset osób, a na walne zebranie wynajmowano dużą salę kinową. Zawsze była pełna. Czasem brakowało miejsc siedzących.
Dziś Koło tworzy blisko trzy tysiące wędkarzy, a na walnym….”puchy”.
Kto wie, kiedy i gdzie ono się odbywa? Może Pan, Panie Wacławie?

Światła cmentarz rozjaśniły,
że aż łuna bije w dali,
lecz i takie są mogiły,
gdzie nikt lampki nie zapali.
/Władysław Broniewski/

_*_Pan Edmund – kierowca, „zadumany” wędkarz. Zwolennik surowej zgody z naturą. Przeciwnik wszelakiej zanęty. Jedyną przynętę, jakiej używał w całej historii swej „ nadwodnej przygody”, stanowiły drobne, czerwone robaczki, pozyskane z własnego kompostownika. Zasiadał zawsze w tym samym miejscu, nad brzegiem swojej rzeki, na ciągle tym samym (przez wiele lat), małym pudełku i po „włożeniu” jednego kija do wody, zastygał w bezruchu. Przez lata stał się nieodłącznym elementem nadrzecznego krajobrazu. Na „grzeczne” dzień dobry, odpowiadał kiwnięciem głowy.
Ile trzeba było „zabiegów” wykonać, by „rozruszać” Pana Edmunda, ale gdy się to już (czasem) udało, to zaczęła „płynąć” przepiękna opowieść o życiu węgorzy, linów, okoni, a nawet traszek i żab „wszelkiej maści”.
-Panie Edmundzie! Pański ulubiony lin przytopił spławik…
-Panie Edmundzie!


To Oni…Tacy zwykli, normalni…Byli…Odeszli…, ale…

Zachęcam Kolegów do własnych wspomnień, choćby w postaci opinii-komentarzy pod moim wpisem. Pozdrawiam…

Opinie (11)

kaban

Też bym znalazł kilka nazwisk tych którzy już odeszli a mieli duży wpływ na moje podejście do wędkarstwa ,ale musiałby poniekąd kopiować ten wpis a nie o to tu chyba biega. Pozdrawiam z wiadomą oceną. [2012-10-19 19:01]

Iras1975

"Umarłych wieczność dotąd trwa, dokąd pamięcią się im płaci. /Wisława Szymborska/"... Kiedyś do nich dołączymy, póki co cieszmy się obecnością najbliższych, nie zapominając o postaciach, które wywarły na nas pozytywny wpływ. Pozdrawiam. [2012-10-19 21:59]

camelot

Ledwo co, po przeczytaniu kilku pierwszych zdań, już wiedziałem, że to Twój tekst. ...Poznałem po smaku ! ....Najdłużej zatrzymał mnie wątek Pana Zdzisława. Hmmm.... Nie jestem pewien, czy to było zamierzone z Twojej strony, czy tak po prostu wyszło ? - Ale udało Ci się, w tym wątku znakomicie ująć, często drażliwy problem, odpowiadający na pytanie: - dlaczego niektórym , pomimo inwestowania w najlepszy sprzęt, zanęty i nowoczesne techniki, - jakoś łowienie z sukcesami kuleje ? A tu ! - Pan Zdzisław, którego pewnie nikt by nie namówił na kupno spławika. A cóż dopiero zanęty Trapera ! - Spokojnie, z najprostszym zestawem, siada i wyjmuje z wody płocie i leszcze, jakie innym zdarza się ciągle jeszcze jedynie w snach. ...Przez chwilę, miałem nawet Ci za złe, że oto zdradzasz publicznie jedną z największych wędkarskich tajemnic ! - Wkrótce uspokoiłem się, czytając fragment po raz wtóry. - Sekret pozostaje między wierszami. - A więc, bez obawy ! ....Myślę też, że przy tej nadchodzącej porze zadumy i refleksji, warto wspominać ludzi, nawet na wędkarskim forum. - Bo cóż warte byłyby, te wszystkie piękne kołowrotki i kije, gdyby właśnie nie ci ludzie ,,tacy zwykli, normalni...." - czasem nawet biedni, ale jakże bogaci ! pozdrawiam serdecznie ! [2012-10-20 00:13]

adamo0

Każdy z nas ma w pamięci takie osoby.Tego pana Wacława to jakbym skondś znał?Pozdrawiam no i oczywiście ***** [2012-10-25 01:15]

comtrol

Bez komentarza... ***** [2012-10-27 22:32]

Zibi60

Wielu ludzi i wiele wartości się po takim wpisie zaczyna doceniać. W takich chwilach poprzez wspomnienia, lub czytanie Twego WIELKIEGO artykułu, który wywarł - chyba nie tylko na mnie - ogromne, pozytywne wrażenie. Wielkie dzięki Krzysztofie ! 5* [2012-11-07 09:32]

feroza

Dziękuję Maćku, dziękuję Zbyszku, dziękuję pozostałym Kolegom za pozytywne komentarze i oceny mojego „felietoniku”. Dziękuję za zrozumienie moich intencji. Po reakcji redakcji „Wędkuje” (potraktowanie wpisu jako wartościowego- ewentualnie- tylko dla społeczności lokalnej) wysnułem wniosek, że być może to nie ten portal, nie to miejsce na wynurzenia takiej treści. Zaznaczam, że Bohaterzy mojego wpisu- wspaniali Koledzy, wspaniali wędkarze - to autentyczne postacie, o autentycznych imionach, ale celowo bez nazwisk, bo przecież nie o peany i „pochwały” imienne tu tylko chodzi; o znacznie więcej dla NICH, ale przede wszystkim dla nas /celowo nie używałem i nie używam tu wielkich słów/… Nie pomyślałem też o tym, że postać Pana Zdzisława- wspaniałego wędkarza, który niewiele rzeczy „kupował”, może „szkodzić” portalowi. Nie potrafię myśleć „komercyjnie”, a raczej nie chcę… i „dobrze mi z tem”. Bardzo się cieszę, że kilku z Was właściwie odczytało moje intencje. Serdeczne dzięki! Może jeszcze coś, kiedyś „smarnę”… Pozdrawiam [2012-11-08 20:23]

Zibi60

Twój artykuł powinien być "na okładce" portalu przez dwa tygodnie, ale w komercji stawiają na burdy i wojenki ze stekiem prostackiego słownictwa. Dobrze, że choć kilku wrażliwych go odnalazło i mogło odświeżyć swoje znajomości ze zwykłymi, biednymi, ale jakże bogatymi. Pisz Krzysiu więcej. [2012-11-09 07:00]

Zielan

Wspomina swojego dziadka, który jak każdy mówił minął się z powołaniem bo to prawdziwy rybak?(wędkarz). Pamiętam jak dziadkowi zerwała się wielka ryba z haka i rzucał Kur***i i innym mięsem, ale kiedy podszedłem się spytać jaka duża ryba była uśmiechnął się do mnie i pokazał ręką sięgając do ramienia mówiąc ooo taaaka więlka! Wtedy w moim małym serduszku zaszczepiła się mała cząstka wędkarstwa, która przez bardzo, bardzo długi czas była uśpiona. [2012-11-17 14:27]

kamil11269

Następny dobry opisik [2012-12-08 15:33]

użytkownik

***** [2012-12-14 19:59]

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za komentarze Internautów.

Czytaj więcej

Maj z rodzicami.

Kiedy widzę małych chłopców nad naszymi wodami, zastanawiam się częst…