Trochę kultury...

/ 5 komentarzy

Zimowy odwyk od ryb trwa, więc z nudów napisać coś można. Rozgorzała ostatnio dyskusja po wpisie Dyskryminacja karpiarzy Kolegi Romualda55. Nie ma co się spodziewać, że pomiędzy miłośnikami łowienia karpi i spinningistami zapanuje miłość, ale podobne „sympatie” można też zauważyć pomiędzy łowiącymi z brzegu a łowiącymi z łodzi. Jako że łowię na Wiśle z łodzi przejawy tej „sympatii” widuję niejednokrotnie. Często przyczyną takiego stanu rzeczy są niestety złośliwe zachowania łowiących z łodzi, czasem jednak przejawy agresji łowiących z brzegu wynikają po prostu z ich frustracji. Nie da się ukryć, że łowiący z brzegu nie mają zbyt dużego wyboru – mogą ustawić się wyżej lub niżej – ale jednak zawsze na brzegu. A łowiący z łodzi wybór mają zdecydowanie bogatszy. Problem jednak, gdy ryby zgromadzą się na danym odcinku przy brzegu, który jest łatwo dostępny dla wędkarzy łowiących z brzegu – dobrym przykładem są ostrogi (główki). No i wtedy zaczyna się parada wyzwisk lecących w obie strony. Czasem na wyzwiskach się nie kończy i lecą również kamienie. Łowiący z brzegu są czasem nieco zaskoczeni, bo w odpowiedzi na kamienie lecące z brzegu wędrują np. lecące w przeciwnym kierunku kulki z łożysk pokaźnych rozmiarów wystrzeliwane z własnej roboty proc (część łowiących z łodzi jest przygotowana na takie sytuacje). Osobiście nie lubię łowienia w tłoku i nerwowej atmosferze, więc rzadko zaglądam w takie łowiska, niemniej jednak sam miewam nerwowe sytuacje związane z przepływaniem łodzią na/z łowiska. Czasem nie da się uniknąć płynięcia blisko brzegu – szczególnie przy niskim stanie wody na odcinku, gdzie szlak żeglugowy wyznaczony jest tuż przy brzegu a poza szlakiem jest mnóstwo przeszkód mogących uszkodzić łódź. Wtedy przepłynięcie przy brzegu jest niestety konieczne. Wędkarze łowiący z brzegu mają czasem straszliwe pretensje i wykrzykują o ustawowych zakazach pływania przy brzegu. I tu warto moim zdaniem rozwiać wątpliwości z tym związane – w żadnej ustawie nie ma jakichkolwiek zapisów zabraniających przepływanie przy brzegu. Jedyny zakaz wynikający z prawa wodnego zabrania kotwiczenia w wyznaczonym szlaku żeglugowym. „Brzegowcy” wykrzykują przeważnie o zakazie pływania w pasie wody do 50 metrów od brzegu. Zakaz taki nigdzie nie istnieje – i istnieć nie może. A czasem wręcz należy płynąć tuż przy brzegu – gdy szlak żeglugowy tak został wyznaczony. Ciężko wyobrazić sobie sytuację, by np. załadowana barka zbaczała z wyznaczonego szlaku żeglugowego, bo ktoś zażyczył sobie powędkować. A osławione 50 metrów wynika jedynie z regulaminu PZW – i dotyczy tylko i wyłącznie łowienia ryb, a nie pływania. I absolutnie nie oznacza, że z łodzi nie można łowić bliżej niż 50 metrów od brzegu. Przynajmniej taką odległość zachować należy jedynie w przypadku, gdy ktoś już z brzegu łowi i tylko w odniesieniu do łowienia – a nie przepływania. Podstawowa zasada – pierwszeństwo ma ten, kto pierwszy przybył na łowisko. Jeżeli pierwsza była łódź – pierwszeństwo ma wędkarz z niej łowiący. Tyle przepisy. Jak już pisałem nie lubię wędkowania w nerwowej atmosferze, więc unikam łowienia w takich miejscach – niemniej jednak czasem sam jestem uczestnikiem takich kłótni – przeważnie jako „świadek” a czasem również jako „ten zły” płynący zbyt blisko brzegu. I nie oszukujmy się – żadne zapisy regulaminowe nie rozwiążą problemu. Wszystko zależy od charakteru i kultury wędkarzy – przeważnie da się całkowicie bezkonfliktowo współistnieć, a czasem dochodzi wręcz do rękoczynów. O relacjach między wędkarzami świadczy między innymi to forum – są zarówno przejawy sympatii i kultury, jak i wrogości a wręcz chamstwa. Antypatia nie dotyczy tylko karciarzy/spinningistów, łowiących z brzegu lub łodzi – jej przejawy widać również w innych sytuacjach, także wśród używających tych samych technik połowu – chociażby łowienie w miejscach nęconych przez innych. Jest też całe mnóstwo „etatowych podglądaczy” łowiących z łodzi – którzy sami ryb nie szukają a tylko pływają za wędkarzami mającymi dobre wyniki i kotwiczą później w ich miejscach. Przykłady można mnożyć a żadne regulaminy nic nie rozwiążą – jeżeli zabraknie chociaż odrobiny kultury wędkarstwo nie zawsze musi oznaczać tylko relaks.

 


4.4
Oceń
(7 głosów)

 

Trochę kultury... - opinie i komentarze

MostowiakMostowiak
0
Co do Pana artykułu to po co to kłamać jak sam widziałem jak Pan drugiemu wędkarzowi na plecach prawie zaparkował tą zieloną strzałą. Po przeczytaniu Pana artykułów śmiem twierdzić, że Pan sam nie stosuje się do "swoich" zasad więc po co robić z siebie takiego "PRO" wędkarza kiedy samemu nie potrafi się zachować? (2014-02-21 15:38)
danielkasdanielkas
0
Kolego "Mostowiak" - sytuacje, gdy "drugiemu wędkarzowi na plecach prawie parkuję" łódką albo inna łódka parkuje na moich plecach w samym sezonie sandaczowym liczyć trzeba w dziesiątkach, a może nawet w setkach przypadków. Może to Koledze tak "zaparkowałem" i tak tym zdenerwowałem, że aż nowy profil założył, żeby się pożalić? (2014-02-24 07:18)
lawdzoj82lawdzoj82
0
Dlatego nie lubię w środku sezonu łowić na główkach na Toruńskiej i rzadko tam bywam ponieważ czy byś był pierwszy na główce i spiningował to i tak pod wędką usiądzie ci ktoś z gruntówka bo twierdzi ze on tu mieszka i to jego miejsce tak miałem któregoś roku i kolo mnie straszył braciami , wnuczkami czym popadnie :/ gdy mu powiedziałem ze akurat będzie mi przeszkadzał i ciut dalej się rozłożył z gruntówkami albo poczekał ze 30 minut bo będę zmieniał miejsce. (2014-02-24 12:26)
cyprinus mcyprinus m
0
Aa ja nie mam na razie problemu na Toruńskiej z kotwiczeniem łódki . Pływam czasem pod most i na opaskę. Jeśli ktoś jest wcześniej , zawsze można kulturalnie zapytać, czy nie będzie się przeszkadzać. Co do chętnych na gotowe wnęcone łowisko to doświadczyłem nie raz. Sypałem co drugi dzień wiadro kukurydzy w niedostępnym miejscu z brzegu. Jak tylko zobaczyli z brzegu że zacząłem łowić pierwsze karpie zaraz przywieźli ponton. (2014-03-02 22:32)
użytkownik32263użytkownik32263
0
Bardzo ale to bardzo rzeczowy artykuł dokładnie opisujący sytuacje na Wiśle, i pewnie nie tylko. Jednak muszę coś wtrącić. Otóż te niemiłe sytuacje w przynajmniej 95% prowokują wędkarze brzegowi. Człowiek nie może inaczej wypłynąć jak przy samym brzegu , robi to po cichu a tu lecą same bluzgi. Czasem nawet kamienie. Zatem od czasu do czasu ktoś się wkurzy i na pełnej prędkości puści się wzdłuż brzegu, to te 5%. Przyznaję że gdybym miał porządną spalinę pewnie czasem bym też tak zrobił. A wynika to tylko z zazdrości, że ja mogę pływać i łowić a oni (brzegowcy) muszą stać obok siebie bez możliwości lepszego ustawienia się i mają dużo słabsze wyniki. Opisuję tu najwidoczniejszą sytuację występującą zawsze na Szyjce Portu Drzewnego w Toruniu. Głownie na jesień czyli okres sandaczowy. Wiem dokładnie jak to jest bo byłem po obu stronach i niestety ale ci brzegowcy to w większości banda kłusoli walących wszystko w łeb. Kłótnie wśród nich to norma. Kontrole są i cały czas ktoś wpada ale bez nauczki dla reszty. Dlatego już nie łowię z nimi i w ich pobliżu. Za to najlepsze to widzieć zazdrość w oczach jak człek spłynie z lepszą rybą/rybami i powie że były jeszcze niewymiarki które po całusie popłynęły do ich domu:) Natomiast nie zauważyłem żadnego problemu z ustawieniem sie obok jakiegoś kolegi łowiącego z pływadła. Zawsze było z kulturą i bez problemowo. Zero kłótni. Zupełnie inni ludzie. Dziwne, prawda? (2014-03-03 14:39)

skomentuj ten artykuł