Trzynastego maja w piątek

/ 10 komentarzy

'Piątek 13-go - dzień uznawany za szczególnie feralny i nieszczęśliwy. Data pt. 13. może w ciągu jednego roku przypaść co najmniej 1 raz i maksymalnie 3 razy. Nie jest możliwe, aby w ciągu całego roku ani jeden piątek nie wypadł trzynastego dnia miesiąca. W 2011 roku piątek 13-go wypada tylko raz - w maju'.

I całe szczęście, że tylko raz. Poniżej opiszę wczorajszy wypad na ryby, w przebieg którego z pewnością i tak nikt nie uwierzy. Nikt oprócz kolegów, którzy przez kilka godzin zamiast łowić ryby mieli niezły ubaw i darli ze mnie łacha, ale summa summarum na koniec mi pomogli i tylko dzięki nim historia dobrze się skończyła.

Na piątkowy wyjazd umawialiśmy się już od wtorku. Śledziliśmy pogodę i pomimo, że wcześniej umówiłem się z Grzesiem w piątek na kręgle, a także dlatego, że córka w poniedziałek poszła do szpitala na operację i jej pobyt tam przeciągnął się do czwartku, praktycznie do końca nic nie było wiadomo. Jednak z powodu dobrych prognoz na piątek i złych na niedzielę, dobrego stanu córki po operacji i chęci relaksu nad wodą po ciężkim tygodniu spędzonym na szpitalnych korytarzach, ryby w końcu z kręglami też wygrały (sorry Grzesiu;)).

Po robocie przepakowujemy graty do mojego auta i w towarzystwie Przemka i Krzycha lecimy na Mietków. Po 40-stu minutach jesteśmy na miejscu, parkujemy auto, przebieramy się w wodery, składamy wędki, przywiązujemy przypony... Po kolejnych 15 minutach jesteśmy z Przemkiem gotowi, Krzysiek jeszcze coś tam się ślimaczy przy bocznych drzwiach, a we mnie już krew się gotuje, bo jak widzę wodę, to głupieję po prostu;-)
Pytam się:
- Krzychu, będziesz brał jeszcze coś z bagażnika?
- Nie, już nic.
No, to zamykam bagażnik, klapa opada, auto robi przysiad, wstaje na sprężynach i .. pudełko z przynętami Krzyśka ląduje w trawie do góry dnem.
- Ja pierdzielę, wszystkie krętliki na pstrąga poszły w trawę - Krzychu wydziobuje przynęty z zarośli.
- Na co Ci krętliki na pstrąga - na szczupaka przyjechaliśmy - próbujemy żartować, ale koledze niespecjalnie jest do śmiechu.
Czekamy jeszcze chwilę, żeby zamknąć auto, Krzychu rezygnuje z 'dziobania' w trawie i w końcu idziemy w kierunku wody.

Przemek wchodzi w pierwszą przerwę w zaroślach, ja w kolejną. Krzysiek lekko zdezorientowany, więc mówię mu, żeby szedł w kolejną. Wchodzę do pasa w wodę. Rzucam w kierunku 'wyspy' krzaków. W zeszłym roku w maju złowiłem tu szczupaka. Pierwszy rzut - zwijam - nic.. Drugi trochę bliżej - też nic. Trzeci rzut i przynęta ląduje 5 cm za daleko i zaczepia się o krzak. Gałązka nie jest gruba, więc potrząsam wędką próbując strząsnąć przynętę z krzaczka. Jednocześnie przepraszam Krzyśka, bo wchodzę na jego łowisko. Przy którymś z kolei potrząśnięciu słyszę plusk, ale o dziwo blisko mnie. Patrzę i oczom nie wierzę. NIE MAM KORBKI PRZY KOŁOWROTKU !!! Poszedł w szlam, w 120cm wodzie po prostu UTONĄŁ.

- Ka* mać.
- Co Ci się stało?
- Korbka się utopiła od kołowrotka,
- Jak 'się utopiła'? No nie mów.
- Utopiła się, musiałem jej nie dokręcić.
- To nurkuj po nią, rozbieraj się i właź,
- No jak w ten szlam? Żeby ją sięgnąć trzeba się zanurzyć razem z głową.

A my poubierani w polary, bo nie było zbyt ciepło.

Z początku nie ruszam się z miejsca i próbuję podhaczyć korbkę kotwicą przynęty, która po upadku korbki na dno zbiornika jakimś dziwnym trafem od razu się z zaczepu uwolniła. Przesuwam kotwicą po dnie - nic z tego - chyba się zapadła w muł. Zmieniam przynętę na inną, nie mam przy sobie żadnej ciężkiej blachy, bo nastawiałem się na powierzchniowe łowienie. Po jakichś 20 minutach rezygnuję i proszę Krzyśka, żeby wyciął mi jakiś kij, spróbuję może namacać ją w tym szlamie. Biorę kij, oddając mu równocześnie wędkę ze zdekompletowanym kołowrotkiem. Grzebię tym kijem w szlamie, ale gdzie tam. Narzędzie jest tak nieprecyzyjne, że robię tym więcej szkody niż pożytku. Po 15 minutach wpadam na pomysł, żeby do kija dowiązać kotwicę. Wyszukuję największą w pudełku. W kieszeni mam parę metrów plecionki zasupłanej i odciętej na ostatnim wypadzie - przywiązuję kotwicę do kija i grzebię tym w wodzie. Po kolejnych 20 minutach jestem już pewien, że korbka zagrzebała się w szlamie i raczej są nikłe szanse na odnalezienie. Przemek mówi, żeby wbić kij w to miejsce, gdzie spadła i przynajmniej zaznaczyć i pomaga mi to zrobić.

Koledzy oczywiście cały czas pociskają, bo nie dosyć, że nie mam czym łowić (zapasowego kołowrotka też nie zabrałem), to jakby nie było utonęła korbka od Daiwy Certate 3500 HD, czyli od kołowrotka, który w tej chwili na Aledrogro kosztuje 2350zł:@

Jakby tego było mało, za chwilę podjeżdza auto i wysiada z niego jakiś starszy koleś. Od razu widać niezadowolenie w głosie.

- A wy nie macie gdzie łazić, tylko po stanowiskach?

Czego on chce, przecież byliśmy tu pierwsi.

- A regulamin Pan zna? - pyta Krzysiek
- Regulamin? Ja Wam dam regulamin. Wy tu sieci macie rozstawione. Zaraz dzwonię na Policję, to Was nauczą.

No fajnie, Widocznie zobaczył nas z tymi kijami i mu się coś źle skojarzyło.

- Ja pierdzielę, jeszcze tego tu brakowało. Weź wędkę do ręki, to chociaż będziesz jakoś wyglądał, jak przyjadą - mówi Przemek.

Ściągam wędkę z krzaka, ale drugą ręką wyposażoną w krótszy patyk grzebię w mule. Krzychu tymczasem przy zarzucaniu przynęty, odwrócony do mnie plecami zaczepia przynętą o moja wędkę.

Przemek już ma ubaw 'po pachy'

- No tak, weź mu jeszcze połam wędkę i pojedzie zadowolony do domu. Cztery koła w plecy.:D

Dziadek nie daje za wygraną i czeka na Policję, która go jak widać olewa. Po pół godzinie rezygnuje i odjeżdza. Idę za nim sprawdzić, czy nie pojechał po złości poprzebijać opon w samochodzie - zapamiętuję numer rejestracyjny na wszelki wypadek.

Wracam i grzebiemy dalej w mule. Do kija dowiązałem skrobaczkę i stukam po dnie. Coś tam się odzywa. Jest !!!
Kijem wyposażonym w kotwiczkę próbuję podnieść to do góry. Po 40 minutach się udaje... Wyciągam... piętnasto-centymetrowy kawałek plastiku przypominający wyglądem kość:@

Zrezygnowani zastanawiamy się z czego jest korbka? Bo jeśli z metalu, to może magnesem... Ale skąd wziąć magnes nad wodą? Co chwilę ktoś nadeptuje na coś w mule i zastanawiamy się jak to podnieść z dna (przejrzystość wody taka, że nic nie widać). Po jakimś czasie Przemek wpada na pomysł, że złapie przedmiot między gumowce i wsparty na naszych ramionach się uniesie. Działa - jako pierwszy wyciągamy mały kamień, potem następny i następny - ale jest metoda !!!

Kurcze, jeszcze dzwoni mi telefon. Wychodzę z wody - odbieram - mówię, że nie mogę rozmawiać i.. z przerażeniem stwierdzam, że zgubiłem gdzieś pokrowiec od telefonu. No, fajnie. W panice przeglądam kieszenie. No to pech... W dziewiątej z kolei znajduję go. Wracam nad wodę, chłopaki już wołają, że coś namacali i że tym razem, to z pewnością jest korbka. Nie chce mi się wierzyć. To z pewnością kolejny patyk albo kamień. Wchodzę do wody, Przemek robi podciągnięcie wsparty na naszych ramionach i jest.., jest KORBKA !!!

Ogólna euforia. Przykręcam ją solidnie i obiecuję sobie, że już nigdy jej nie odkręcę.

Czasu pozostało jeszcze tyle, że zdążyliśmy trochę pochodzić za rybą, bo szczególnie mi było szkoda Krzyśka, dla którego to był pierwszy wypad za dużą rybą ze spinningiem i tak się skończył.

Podsumowując, mam tylko nadzieję, że nikt nie widział tych naszych finalnych podciągnięć w tercecie :D:D:D



Pozdrawiam i zapraszam na stronę www.pikefinder.pl

 


5
Oceń
(21 głosów)

 

Trzynastego maja w piątek - opinie i komentarze

kostekmarkostekmar
0
Gratuluję uporu i samozaparcia oraz wsparcia kolegow w odnajdywaniu korbki. Mniemam, że też bym próbował znaleźć podobna zgubę. Zostawiam 5***** i połamania, ale nie na drzewach. (2011-05-15 15:04)
pstrag222pstrag222
0
świetna wyprawa i przygoda z tym kołowrotkiem he he zostawiam ***** i pozdrawiam pstrag222
(2011-05-15 16:35)
micbmicb
0
Ale jaja! Ja 13 w piątek chłodnicę w samochodzie wymieniałem ale na szczęście obyło się bez niespodzianek. Na szczęście, bo nie było by czym na ryby jechać. Co do korbki najważniejsze, że się znalazła:) PZDR (2011-05-16 19:44)
Zbig28Zbig28
0
Przepraszam, ale uśmiałem się z Twojej przygody !  Tak, wiem, że to nie ładnie ale opis tej wyprawy naprawdę mnie ubawił. Po raz kolejny sprawdziła się teza, że przy uprawianiu naszego hobby liczy się cierpliwość i pomysłowość. Gratuluję pomysłowości i kumpli gotowych do pomocy w takich sytuacjach. Niejeden polazłby łowić ryby zamiast grzebać w mule i szukać nie swojej zguby. Uważaj w piątki 13 !
(2011-05-16 23:09)
adams2adams2
0
Pech...W moim wędkarskim życiu, 13.05 w piatek,(lata osiemdziesiate)pecha miał mój największy szczupak-7.30kg!Mój kolega musiał przejechać 40 km.by stwierdzić (już nad jeziorem),że wędki zostawił w garażu!I nie był to 13... (2011-05-19 10:06)
camelotcamelot
0
*****  Po przeczytaniu tego opowiadania , przysiągłem sobie , że nigdy w piątek na ryby nie jadę , tym bardziej 13 maja !!!!!     Pozdrawiam serdecznie ! (2011-10-11 21:43)
ekooloekoolo
0
*****NO I ZAJE...IŚCIE.POZDRAWIAM
(2011-10-27 21:24)
Kamilo1981Kamilo1981
0
czasami sa akcje rodem z czeskiego filmu :D (2012-11-02 01:06)
kamil11269kamil11269
0
Oczywiście piąteczka (2012-12-08 15:39)
u?ytkownik70140u?ytkownik70140
0
5 (2013-05-11 11:58)

skomentuj ten artykuł

 





Sklep wedkuje.pl

Daiwa Certate