Zaloguj się do konta

Uczeń na 5 (cz. 3)

Umiejętności jakie gromadziłem pod czujnym okiem ojca, procentowały z każdym tygodniem, miesiącem i rokiem. Zaczynające się lato, rok-rocznie stawało się dla mnie inspiracją do poprawiania technik wędkarskich. Po pewnym czasie, wykonywałem wszystkie czynności nie zastanawiając się nad tym, jak i dlaczego coś należy zrobić. To tak, jak z jazdą samochodem. Dopóki kierowca zastanawia się, jakiego właśnie potrzebuje użyć biegu, tak długo nie będzie mógł czerpać radości z jazdy.
Pomijając ten fakt, nigdy nie zapomnę towarzyszącego mi szczęścia, w znajdywaniu wszelakich wędkarskich drobiazgów nad wodą. Czasami szczęście w łowieniu nie dopisywało, ja jednak nigdy nie wracałem do domu z pustymi rękoma. Zawsze znalazłem, to ołowik gruntowy, to spławik, czy też haczyki, które gubili inni wędkarze. Były to moje skarby. Miałem wtedy około ośmiu czy dziewięciu lat. Nigdy nie brakowało mi niczego do wędkowania, bo o wszystko dbał ojciec, jednak żadna z tych rzeczy niebyła moją własnością. Właśnie dlatego traktowałem te znaleziska w tak szczególny sposób. Całość miałem zapakowane w eleganckie pudełko, które próbowałem za wszelką cenę wzbogacić w nowe skarby.
Kiedy moi koledzy grali w piłkę, kilkadziesiąt metrów od mojego domu, ja w tym czasie wystrugiwałem scyzorykiem, spławiki z korka po winie. Nikt nie mógł zrozumieć, dlaczego nie interesuję się tym czym oni.. Myślę że niektórzy nie rozumieją tego do dzisiaj, ale pewnie każdy wędkarz może się przyznać, do znajomych, którzy również nie potrafią zrozumieć tego zamiłowania..
Ja jednak trwałem w swoim wędkarskim świecie, który przeniosłem na własne podwórko, a dokładnie do swojego tajnego pudełka. Z czasem można było w nim znaleźć kilkanaście haczyków, ołowiane koraliki i żyłka na przypony, nawinięta na kawałek gałązki, a nawet scyzoryk który służy mi do dnia dzisiejszego.
Często przychodziłem do wujka stolarza, który również był wędkarzem. Dawał mi farby, którymi malowałem swoje „korki”. Robiłem ich całe mnóstwo, spędzając przy tym całe dni na szlifowaniu i docinaniu ich do odpowiadających mi kształtów. Jednak większość nie nadawała się do użytku, ze względu na gabaryty i dużą wyporność. Z czasem nabrałem wprawy, i często korzystałem z efektów moich starań, jednak wciąż nie były zbyt lekkie. Pewnego dnia, poszedłem do wujka i spostrzegłem że on również coś maluje. Jego spławiki były wykonane z gęsich piór. Nie wiem dlaczego, ale pamiętam ten dzień doskonale. Nie mogłem się nadziwić, precyzji w ich wykonaniu i pięknym kolorom. Miał ich kilkadziesiąt, a gdy dostałem parę sztuk, pomyślałem że to najwspanialszy wujek na świecie. Używałem ich często, a lekkość jaką się charakteryzowały sprawiała iż były idealnym sygnalizatorem do łowienia leszczy i płoci. Do dnia dzisiejszego posiadam jeszcze jeden, jednak teraz sprawuję bardziej pamiątkę po wujku i pozostaje w suchym i bezpiecznym miejscu. On również nauczył mnie kilku nowych rzeczy. Uświadomił mnie, że dalekie rzuty z ciężkimi zestawami nie zawsze są wymierne do łowionych tam ryb. Często wraz z tatą spotykaliśmy go na łowisku. Siadaliśmy obok i pamiętam że nigdy nie łowił dalej niż 3 do 5 metrów od brzegu. Wtedy mnie potrafiłem tego ogarnąć. Żyłem ze świadomością że duże ryby, żerują daleko i na dużej głębokości. Dopiero kiedy zauważyłem, jakie przynosi to efekty, nabrałem zaufania do tej metody. Dzisiaj sam często łowię tym sposobem, lecz nie polecam jej osobom, które nie potrafią zachować absolutnej ciszy na łowisku. Wtedy jest się skazanym na niepowodzenie.
Tak zdobywane doświadczenia, sprawiały że wędkarstwo stawało się dla mnie jedynym ciekawym zajęciem w wolnym czasie. Wciąż to nowe techniki jakie poznawałem, uświadamiały mnie w tym jak mało jeszcze wiem i jak wiele muszę się jeszcze nauczyć.
Moja nauka zmieniła się wtedy, w metodę prób i błędów. Wiedziałem jednak że to konieczne, by się usamodzielnić w wędkarskiej rzeczywistości.

O tym jednak, w następnym moim wpisie..

Opinie (2)

Tofik83

...i bardzo dobrze, że reszta będzie w kolejnym wpisie!! Czekam i masz piątaka ode mnie!! [2011-02-11 19:34]

rysiek38

No właśnie ! daleko nie znaczy wcale skutecznie i tu sie może wkradnie troszkę humoru ale tego nauczyła mnie dla odmiany Ciotka Wanda ,zresztą to ona zaraziła mnie wędkarstwem [2014-01-01 21:30]

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za komentarze Internautów.

Czytaj więcej

Łowisko Tuszynek

ŁowiskoNa Łowisko Tuszynek wybraliśmy się w drugiej połowie lipca na k…

Szybki wypad

Przywrócić spokój…Po rannym wypadzie na rybki wróciłem taki zmę…