Udane zakończenie, nieudanego sezonu

/ 2 zdjęć


Powoli mijający rok 2015-ty zapewne dla większości z nas jest niezmiernie kiepski jak chodzi o wyniki połowów. Dla mnie jest, był on niemal katastrofalny. Przez ponad siedem miesięcy i blisko 30 wypraw na wody "górskie" miałem wpisane do Rejestru zaledwie dwa, wymiarowe pstrągi potokowe. Zdarzyły mi się dwie niepozorne trotki zimowe na Inie, ale ich wielkością nie warto rozśmieszać kolegów czytających ten wpis. Wreszcie zaczął się finiszowy sierpień a mnie jak na złość dopadła niedyspozycja i gdy już mogłem powrócić do tematu "zakończenie sezonu pstrągowego" pozostał mi tydzień + premia w postaci poniedziałku, na który przypadła data 31.sierpnia... Ogłosiłem swoje postanowienie, że "do trzech razy sztuka" i wytypowałem łowienie: we czwartek na Redze, w sobotę na Grabowej a w poniedziałek - do ustalenia. Czwartkowe połowy na Redze nie dały satysfakcji. Owszem woda cudowna, pogoda znośna, ale splątane powojami i dzikim chmielem pokrzywy, trzciny i wszelkie inne zielska - tak wyczerpywały siły, że ok. godziny 11-tej ogłosiliśmy PAAAS!! Ja wyłowiłem potokowca  28 cm i dwa niewymiarowe lipionki, kilka ryb w próbie ataku widziałem, ALE żadna z nich do wymiaru nawet się nie zbliżała. W sobotę, we trzech łowiąc na Grabowej ponownie wracaliśmy o tzw. kiju. Ja tam wyłowiłem nawet 6 potokowców, ale jakby znały datę - żaden nie przekroczył 29cm. Raz dreszcz emocji nas spotkał, gdy w polu widzenia spławiła się okazała troć, ale o braniu nie było mowy... No i pozostał ten końcowy poniedziałek...!Gdy okazało się, że nikt z kolegów tego dnia nie dysponuje czasem - wybrałem pobliską a moją ulubioną  "małą"...Tani dojazd, łowisko perfekcyjnie poznane, w razie braku możliwości łowienia nie żal wracać więc jadę. Przez czas jazdy dręczyła mnie obawa, czy wobec trwającej suszy będzie dość wody bym mógł na cokolwiek liczyć...Na miejscu okazało się, że woda aż tak niska nie jest ale zarośnięta na maksa !!! Mijałem kolejne, dobrze mi znane miejscówki i nawet nie próbowałem w tą zieleninę rzucić.    Podczas zwyczajowej przerwy na kawę i coś słodkiego przypomniałem sobie taki jeden wyjątkowo obszerny dołek i postanowiłem dojść do niego , albo - albo! Miejsce to także poobrastało po obrzeżach, ale centrum było wolne i w ekstra skupieniu wykonałem ten jeden, jedyny, niepowtarzalny rzut iiii, łup !!! Po trudnej walce i podebraniu nieuzbrojoną ręką mam Go! Okazał się samcem potokowca o długości 46 cm!!! Zważony w domu miał 1,06 kg. Tak to nieoczekiwanie i jakże szczęśliwie zakończyłem ten mizerny sezon pstrągowy. Dla uciszenia pretensji "nokilowców" dodam, że od wielu lat osobiście, starannie i corocznie zarybiam ten ciurek narybkiem pstrągowym i w ten sposób podtrzymuję  pogłowie pstrągów w niejako "swoim" łowisku...Czy swoje, czy nie swoje ale przez moją pracę na rzecz za i dorybiania tej niewielkiej rzeczki do dziś udaje mi się na niej cokolwiek złowić a czasem to i udaje się przeżyć wielkie i przemiłe zaskoczenie.

 


4
Oceń
(1 głosów)

 

Udane zakończenie, nieudanego sezonu - opinie i komentarze

skomentuj ten artykuł