Utracone kontakty


Utracone kontakty

Ubywa mi w telefonie kontaktów … . To smutne. Jestem już zbyt „dorosły” na nowe przyjaźnie i znajomości, a Świat wokół mnie nieustannie się zmienia, powstają w moim otoczeniu luki i pustka nie do zapełnienia. Okres pandemiczny jest w tym znaczeniu szczególny, bo szybko kurczy grono moich przyjaciół. Nieustannie.
Dopiero w Wigilię, lub Wielkanoc, kiedy siadam do pisania życzeń i świątecznych pozdrowień, uświadamiam sobie, że dobrze i beztrosko, to już było. Wspominając przyjaciół, których z wielkim trudem i żalem usuwam wtedy z nośnika, bo nie z serca (!!!), odkrywam po raz kolejny i kolejny, jaki byłem szczęśliwy w przeróżnych sytuacjach życiowych, a nie wiedziałem o tym. Wszystko to, nabrało teraz innego wymiaru.
Spojrzenie teraz, z perspektywy czasu na niezliczone wyprawy wędkarskie i nieprzewidziane przygody, któreśmy wtedy wspólnie z Andrzejem przeżywali: sztormy, urwane chmury, brak lodu, dziurawe łódki, awarie, konsternacje i inne zonki, powoduje, że mam teraz inną niż wtedy optykę tamtych zdarzeń. Byliśmy tacy szczęśliwi. Zwariowani i wiecznie nakręceni. Kilkanaście imprez w sezonie, przeważnie wyjazdowych i corocznie dziesiątki spotkań nad wodą.
Z Andrzejem przyjaźniliśmy się od 20 lat, spotykaliśmy się na zebraniach, imprezach kołowych i okręgowych. Zarówno On, jak i ja nie odpuszczaliśmy żadnej, bo rywalizacja nas kręci i motywuje. Na zawodach, wyjazdach, pośród kolegów, czujemy się, jak w rodzinie. Przez te wszystkie lata dorosły nasze dzieci (bo nie my!), pojawiły się wnuki. Do przodu poszła technologia, wyewoluowały nowe metody połowu, których zmuszeni byliśmy, z obrzydzeniem (?!) się uczyć. Za cholerę nie pasuje mi ten czas przeszły!
Andrzej, zdematerializowałeś się, ale nie w naszych sercach! Dalej należysz do nas, do naszej paczki, do grupy kolegów powiązanych wspólną pasją.
Kto teraz, chłopaku, zapłaci za nasze występy, komu odstępujesz monopol na puchar za największą rybę na morzu? Co z Jackiem, Waldeczkiem, jak oni poradzą sobie teraz bez Ciebie na łódce? Skurczybyku, osierociłeś nas wszystkich! Wywinąłeś nam taki numer!
Kilkudziesięciu się bawiło, a Andrzej za wszystko płacił: za autokary, pozwolenia, puchary, niezapomniane ogniska, nawet za imprezy okręgowe.
Tak, to nie żart, bo AS 28 był skarbnikiem w naszym ursynowskim kole odkąd pamiętam.
Czerwcowy wyjazd na Zyzdrój i nieobecność Druha, wydała mi się podejrzana, bo co może być ważniejszego od spotkania, na które czeka się cały rok. Żadna impreza rodzinna absencji nie tłumaczy. Co tam chrzty, komunie, czy śluby? Przecież zawsze się potrafiliśmy się z nich wykręcić. Ale kolejna, na Mistrzostwach Spinningowych w Serocku i późniejsze spotkanie bardzo mnie zaniepokoiły. Widok obolałego i wychudzonego, uskarżającego się na bóle krzyża Przyjaciela bardzo mnie zasmucił. Wylądował na Banacha, szukałem dojścia, żeby wysondować, żeby pomóc. Trochę to trwało, potem odwlekałem bezpośrednią rozmowę, jakbym się bał, jakbym czuł, że to może być nasza ostatnia. W końcu zadzwoniłem, nie odebrał. Następnego dnia Michał przekazał mi tę druzgocącą wiadomość.
Andrzej, wiesz doskonale, że jesteśmy na siebie do końca, niechybnie też i naszego skazani. Wiesz, że na Ubliku, Zyzdroju, w Serocku, a szczególnie na Morzu będziesz z nami zawsze, bo to był i jest dla nas zawsze sens życia. Dla Ciebie, Przyjacielu, życia po życiu. Ten mały ptaszek, który przylatuje do nas, na kuter, na otwartym morzu, nie wiadomo skąd, bardzo ufny i nielękliwy, będzie musiał teraz użyczyć Ci swego jestestwa, żebyś z nami jeszcze pobył. Z pewnością zwolni miejsca Twojemu bytowi, żebyś nas jeszcze poobserwował, pokibicował, zanim kolejny zapaleniec zechce skorzystać z tego wcielenia. Ty będziesz wtedy już wędkował gdzie indziej, na wypasie. Zanim tam odejdziesz, przycupniesz jeszcze nie raz jako ważka, na moim, czy Jacka spławiku. Siadaj śmiało, nie będę odganiał … .
Nauczyłeś mnie, że wiedza, to umiejętność ukrywania wiedzy i tylko wtajemniczonym puszczałeś parę. Miałem ten zaszczyt być jednym z nich.
Słabo widzę teraz ten Wasz wielgachny domek na Ubliku, przez który całe życie towarzyskie się przewijało? Jak tam we wrześniu przyjdę, to będę się rozglądał po kątach, czy aby gdzieś nie siedzisz, jak zwykle wciśnięty, jak nie u siebie, zawsze skromny, życzliwie uśmiechnięty, z zaparowanymi ze szczęścia okularami.
 

 


4.1
Oceń
(7 głosów)

 

 Utracone kontakty - opinie i komentarze

skomentuj ten artykuł