Wakacyjne łowy w Chorwacji - jak się przygotować

/ 10 komentarzy / 25 zdjęć


Wakacyjne łowy w Chorwacji 

W te wakacje pierwszy raz miałem okazje jechać na tygodniowy urlop do Chorwacji. I jak każdy zapalony wędkarz nie wyobrażałem sobie tego bez obecności wędek. Ale oczywiście nie wiedziałem co ze sobą wziąć ponieważ nigdy nie łowiłem na tego typu łowiskach oprócz Bałtyku i plażowych fląder oraz leszcz, ale to już inna bajka. Dlatego postanowiłem sięgnąć informacji z internetu a dokładniej z wędkuje.pl z którego z resztą niewiele się dowiedziałem. Byłem pewny że na łowisko muszę zabrać ze sobą dużo haczyków, ciężarków, spławików oraz zapas żyłki ponieważ wiele osób twierdziło że na tamtejszych skałach jest wiele zaczepów i strat. Dlatego tak poczyniłem, zabierając w ten sposób małą skrzynkę wędkarską wypchaną po brzegi plus do tego wędki czyli sztywny feeder z cw do120g oraz odległościówka 3,9m z cw do 15g. Z tego co większość osób twierdziło, większe ryby w tamtejszym morzu występują na dużych odległościach oddalonych od brzegu. I właśnie wielu z nich nie miało do końca racji ponieważ rzeczywistość była trochę inna i to właśnie wkrótce postaram się opisać. 

Przebieg Wyprawy:

Po przebyciu długiej i męczącej kilkunastu godzinnej drogi do Chorwacji na wstępie przywitał nasz deszcz. A na dodatek nie mieliśmy wcześniej zarezerwowanego lokum, i musieliśmy szukać noclegu co nie było wcale takie łatwe jak się mogło wydawać. Na szczęście pod jednym z miejscowych sklepów zagadał nas mężczyzna który okazał się naganiaczem szukającym lokatorów i po krótkiej rozmowie poprowadził nas do apartamentu o którym wspominał. Za lokum właścicielka chciała 80 euro od czterech osób za dobę ale to było dla nas za dużo dlatego po dłuższych negocjacjach stanęło na 60 euro. A z powodu podającego deszczu i zmęczenia podróżą nawet chwili się nie zastanawialiśmy tylko od razu wypłaciliśmy kwotę i daliśmy właścicielom paszporty do spisania odpowiednich dokumentów. Po wstępnych ustaleniach dostaliśmy kluczyk do dwu pokojowego mieszkania z łazienką, dużym salonem, kuchnią,jadalnią oraz tarasem wyposażonym w huśtawkę, markizę oraz stół. Całe mieszkanie było super wyposażone, mieliśmy do dyspozycji praktycznie to samo co u siebie w domu. czyli TV, dwie wierze, lodówkę całą porcelanową zastawę ful wypas, kuchenkę z piekarnikiem, pralkę, prysznic i wiele wiele innych rzeczy o których nie będę już wspominał. Po wniesieniu wszystkich rzeczy do mieszkania gospodarze ugościli nas ich samogonem oraz ciastem co było dla nas dużym zaskoczeniem. Wypicie kilku kieliszków bardzo ułatwiło nam rozmowę, ponieważ wszyscy stali się bardziej otwarci a rozmowa nabrała jednego ciągu.

Rozpakowanie samochodu oraz zakwaterowanie się zajęło nam pół dni, dlatego gdy wieczorem pogoda się ustabilizowała od razu ruszyliśmy obejrzeć może do którego mieliśmy dwie minuty marszu. Po przybyciu na plaże ( choć tak tego bym nie nazwał) ujrzeliśmy krystalicznie czystą wodę którą mogliśmy oglądać dzięki światła które dawały pobliskie latarnie. Teraz wytłumaczę czemu tamtejszych plaż bym tak nie nazwał ponieważ jako Polak jestem przyzwyczajony do piasku a tam nie było go ani trochę. Wszędzie znajdowały się kamienie a raczej głazy a okolicy plaż były wysypane drobnym jasnym kamieniem. Ale to nie wszystko drugim dużym zaskoczeniem było dla mnie to iż w niektórych odcinkach brzegu morza wszystko było zabetonowane i ludzie właśnie tm się rozstawiali co na początku było dla mnie nie do przyjęcia (ponieważ nie przyjechałem tak taki kawał drogi alby leżeć na betonie hahah) ale po jakimś czasie było można się do tego przyzwyczaić. Następnego dnia z samego rana polecieliśmy na zakupy a raczej pojechaliśmy do większego marketu który znajdował się jakieś 7km od miejsca naszego zamieszkania. Wszystko niezbędne mamy już w koszyku ale ja i tak latam cały czas po tym sklepie i szukam mrożonych kalmarów których nigdy wcześniej nie widziałem na oczy. Ale po chwili odnajduje produkt który będę wykorzystywał jako przynętę i jestem gotowy na wakacyjne łowy w Chorwacji. O kalmarach wyczytałem na internecie i zgodnie ze wskazówkami postanowiłem je zakupić a cena tego produktu sięgała 24 kun czyli jakieś 17zł za pół kilo (niby dużo ale co tam na takich wakacjach jest się tylko raz w roku). Tego samego dnia po przygotowaniu śniadania postanowiliśmy wyruszyć na plaże, dlatego pierwszy raz nie brałem wędek ponieważ musiałem wszystko obczaić, czyli: gdzie łowią wędkarze? czy w ogóle coś łowią? na co? i najważniejsze czy są tam potrzebne pozwolenia na wędkowanie i czy ktoś to sprawdza. Wracając do samych pozwoleń to one najbardziej mnie nurtowały przed wyjazdem ponieważ czytałem na necie że jest tam wszystko dozwolona ale również spotkałem się z odpowiedzią że za łowienie na wyspach z brzegu trzeba zapłacić prawie 200zł przeliczając na złotówki co bardzo mnie zraziło. Dlatego postanowiłem zadzwonić do biura podróży które znalazłem w internecie i udać że interesuje mnie wycieczka do Chorwacji i zapytać się czy jest jakaś możliwość łowienia, a jeśli tak to czy trzeba coś opłacić. I na moje pytanie otrzymałem nieciekawą dla mnie informacje że owszem. Ale po dojechaniu na miejsce i obejrzeniu sytuacji postanowiłem tego nie wykupywać ponieważ i tak nie było komu tam tego sprawdzać a za 200zł to wolę opłacić kartę za następny rok. Może nie zachowałem się do końca poprawnie ale takie rozwiązanie wydawało mi się odpowiednie. Co do wędkarzy to łowili oni blisko plaży co jest zabronione ponieważ muszą być tam zachowane pewne odstępy ale nikt na to nie patrzył i nie sprawdzał. Łowili oni albo na jakieś stare teleskopy, albo na siedmio metrowe baty. Od razu rozpoznałem że nie są to miejscowi i nie ma się w stu procentach na nich wzorcować. Podczas całego dnia zaobserwowałem że wyciągają oni same małe rybki nie przekraczające 15cm ale to nie było dla mnie dużym zaskoczeniem ponieważ wiele osób mnie o tym informowało że takie ryby się tam łowi. Jedną z rzeczy która mnie zszokowała było to że prawie wszyscy zabierają z tam tond każdą małą rybę nawet taką ośmio centymetrową- chociaż podejrzewam że mogły służyć one jako przynęta na większe drapieżniki. Drugą rzeczą jaka mnie zaciekawiła i jaką zaobserwowałem to to że małe dzieci łowią tam na samą żyłkę obciążoną śruciną, zakączoną haczykiem z kulką formowanego chleba. I tak bez większych wydarzeń potoczył się do końca mój pierwszy dzień. 

Drugi dzień zaczeliśmy standardowo od zakupów ale teraz w mniejszym pobliskim sklepie który był oddalony od domu jakieś 700m. Po zakupie potrzebnych produktów zrobiliśmy śniadanie a ja zamarynowałem dwa kurczaki które mieliśmy przyrządzić na obiad w piekarniku. No i nareszcie przyszedł czas aby iść na plaże i zabrać ze sobą wędy. Po dotarciu nad wodę od razu wziąłem się za rozkładanie i uzbrajanie sprzętu ale oczywiście zapomniałem ze sobą kalmarów które zostały w zamrażalniku (ale do mieszkania mieliśmy blisko dlatego chwila moment i byłem już z powrotem z przynętą). Zgodnie z informacjami zgromadzonymi w internecie wziąłem ze sobą wszystkie duże haki z długim trzonkiem których miałem chyba z dwieście jak nie lepiej. Kalmara pokroiłem w cienkie paski i do wody, ale co ryby nie biorą a podskubują, czyli wniosek jest jeden moja przynęta jest za duża. Po zredukowaniu przynęty i założeniu jej na sam koniec dużego haka okazało się że to nie jedyny problem ponieważ nie wszystkie gatunki ryb chciały brać na tak duży haczyk ponieważ były płochliwe. Ale tego nie mogłem zmienić ponieważ w okolicy nie było żadnego sklepu gdzie mógłbym dostać mniejsze haczyki. Po złowieniu kilku rybek które były bodajże drapieżnikami, (ponieważ agresywnie brały i nie przeszkadzał im rozmiar haka a na dodatek były wyposażone w duże zęby), postanowiłem zwinąć sprzęt i popływać z maską i fajką w celu obejrzenia łowiska. Po przepłynięciu dużego kawałka akwenu od razu wiedziałem gdzie żerują ryby, których było tam mnóstwo. Wcześniej wybierając miejscówka kierowałem się tym że cięgle ktoś łowił na danym miejscu ale to był błąd, i wiedziałem że następnego dna tego nie powtórzę.

Trzeci dzień przyszedł mi na prawdę szybko, ale to właśnie dopiero w tedy zaczęło się w końcu łowić większych ilości ryb. Ponieważ miejsce miałem już obcykane, przynęty przygotowane, ale nadal był jeden problem czyli hak a raczej jego wielkość. Po złowieniu kilku ryb przez okres półtorej godziny czasu postanowiłem popływać. I właśnie w tedy nastąpił przełom, jakieś piętnaście może dwadzieścia metrów od brzegu zauważyłem ławice dużych ryb których gatunku nie mogłem rozpoznać. Po obserwowaniu ławicy od ręki wziełem się za łowienie. Zauważyłem że ryby miały duże pyski dlatego postanowiłem założyć na hak większą przynętę odpowiednio założoną tak aby była atrakcyjna. Ale niestety zero brań, ryby nawet nie reagowały na mój zestaw. Po dłuższych kombinacjach niestety nic nie udało mi się przechytrzyć ale i tak dzień można zaliczyć do udanych. 

W kolejnym dniu postanowiłem całkowicie zrezygnować z wędkarstwa, ponieważ w planach mieliśmy zwiedzanie wyspy i jej miasteczek. Przez cały dzień podziwialiśmy przepiękne krajobrazy a obiad jedliśmy w miejscowej restauracji. Co ciekawe: postanowiłem zamówić kalmary żeby spróbować jak one smakują i niestety nie były one najlepsze ale to kwestia gustów. Ja akurat zamówiłem je pod postacią grilowaną i jakoś mnie nie powaliły. Gdy zjechaliśmy na kwaterę dzień dobiegał końca a za oknami samochodu powoli zaczynało się ściemniać. Ale ja postanowiłem się nie poddawać i po zabraniu jednej gruntówki ruszyłem nad wodę, która tego dnia była nad zwyczaj spokojna. Po rozłożeniu wędki oraz zmontowaniu zestawu od razu zacząłem aktywnie penetrować morze (przerzucając zestaw co 15minut w inne miejsce). W końcu moja taktyka się sprawdziła i na brzegu zaczęły lądować pierwsze ryby, które były trochę większe od tych łowionych w dzień. 

Piątego dnia nie wydarzyło się nic szczególnego. W dzień brały same mniejsze ryby. Dlatego to wszystko zaczęło mnie już nudzić. A związku z tym że nie lubię monotonii to postanowiłem wybrać się na rejs statkiem po okolicznych wodach. Przygoda bardzo fajna a najważniejsze że dzięki niej mogłem zaobserwować kilka ławic ryb które pływały tuż pod powierzchnią wody, ale niestety na obszarach bardzo oddalonych od brzegu. Podczas powrotu z rejsu nasz samochód ucierpiał, ponieważ jadąc po górzystej drodze która była skrótem i pozwalała ominąć korki, przepaliły nam się hamulce. Na początku sprawa nie wyglądała dobrze ale potem po uspokojeniu nerwowej sytuacji okazało się że nie jest tragicznie. I tak po niemiłych zdarzeniach dzień dobiegał końca a ja byłem za bardzo zmęczony aby lecieć na ryby. Dlatego ten wieczór skończył się w pobliskim barze.

Następnego dnia postanowiłem zmienić taktykę i na ryby miałem zamiar wybrać się z samego rana, ale po imprezowym wieczorze nie było to niestety możliwe. Dlatego dzień również sobie odpuściłem i postanowiłem spędzić czas w wodzie a na wieczór ustawić się na coś większego. Dlatego na plaże wziąłem gruntówkę oraz odlaegłościówke. Na gruncie miałem założoną potężną przynęta a natomiast na spławiku coś nieco mniejszego (ale nie były to kalmary a ślimaki o których opowiem później). Na gruncie na którego tak bardzo liczyłem niestety nic się nawet nie zameldowało ale na spławiku było już zupełnie inaczej. Moje ślimaki okazały się strzałem w dziesiątkę o czym świadczyła większa liczba brań niż podczas innych zasiadek. 

I w ten oto sposób powoli kończyły się moje ostatnie chwile na wyspach. Ale na sam koniec gospodarze również nas zaskoczyli po darowując nam drobne upominki a w tym butelkę ich specyfiku którą nas wcześniej częstowali. Wszystko wspominam dobrze ale sam wyjazd był najgorszy i to nie tylko z tego względu że musieliśmy opuścić to miejsce ale podczas pakowania samochodu zaskoczył nas ulewny deszcz. Który jak się późnij okazało towarzyszył nam do samej Polski. Wszystko było by dobrze jakby nie te hamulce, poprzez które musieliśmy jeszcze bardziej uważać na drodze i zwalniać na odcinkach po których powinniśmy śmigać. 


Podsumowując:

Jak się przygotować na wędkowanie w Chorwacji? Jadąc na taką wyprawę nie trzeba mieć wcale kupy mocnego sprzętu i zapasu akcesoriów. Ponieważ po połączenie umiejętności zdobytych na naszych wodach oraz kilku podstawowych informacji zdobytych od ludzi możemy sami wszystko ogarnąć. I tak było właśnie w moim przypadku, chociaż do tego doszła jeszcze zasada prób i błędów. Z biegiem czasu teraz na taką wyprawę zabrał bym:

- feedera 3,9m z cw do 120g + kołowrotek z dużą szpulą na którym byłaby nawinięta żyłka od 0,25mm do 0,28mm (razy dwa zestawy)

- odległościówke 4,2m z cw do 20g + plus kołowrotek z matchową szpulą z nawiniętą żyłką od 0,20 do 0,22mm 

- kilka ołowiowych oliwek o gramaturze sięgającej od 40 do 80g (rozpiętość jest duża ponieważ nigdy nie wiemy gdzie i w jakich warunkach będziemy łowić) 

- do tego oczywiście rólki antysplontaniowe. 

- kilka spławików o dużej wyporności, czyli od 3 do 8g (foto w galerii)

- koszulki igielitowe do spławików 

- paczkę krętlików 

- Żyłki przeponowe od 0,18 do 0,22mm. Na spławik osiemnastka a na grunt dwudziestka albo dwudziestka dwójka ( spokojnie, średnica żyłek nie wpływa na branie ponieważ sam to sprawdziłem, ważne jest tylko aby kolor był niewidoczny w wodzie) 

- haczyki i tu to poleciał bym na całość od tych najmniejszych do tych największych. Nie trzeba brać ich dużo ale po paczce z kilku rozmiarów. 

- oczywiście śruciny dociążające spławik. 

I tak na prawdę to już wszystko co powinno nam wystarczyć do spędzić miłego urlopu w Chorwacji. Nie trzeba brać jakiś zapasowych szpuli z żyłkami itp. ponieważ jest to zbędne. Jeśli dobrze pozna się łowisko to gwarantuje że każdy coś złowi a ilość strat zmniejszy się do minimum. 



Taktyka łowienia w Chorwacji:

Okres czasu który spędziłem na wyspie nie był długi ale wystarczający na to żeby poznać zachowania tamtejszych ryb. Ważną rzeczą która skłoniła mnie do przemyśleń było pływanie z maską i obserwowanie żerowania ryb w danych godzinach. Według mnie ryby występujące na tym akwenie ciągle żerują w pobliżu skał ale te większe sztuki podpływają tam dopiero w okolic lekkiego zmroku i żerują tam przez godziny nocne. Dlatego najlepszą techniką łowienia jest dla mnie bawienie się spławikiem w dzień z mniejszymi sztukami a łowienie czegoś przyzwoitszego proponuje zostawić na wieczór (nastawiając się z gruntem). Do tego żuty nie mogą być zbyt dalekie ponieważ ryby najaktywniej żerują kilka metrów od końca zanurzonych skał (czyli jest to często odległość oddalona 15, 25 metrów od brzegu). I właśnie aby dokładnie poznać te miejsca trzeba wszystko dokładnie wysondować za pomocą najprostszego urządzenia czyli oczu połączonymi z okularami. 



Przynęty:

W sumie w Chorwacji miałem okazje tylko przetestować trzy rodzaje przynęt którymi są kulki z chleba, kalmary i ślimaki. I właśnie je wkrótce postaram się wam opisać.

- Kulki z chleba są przynętą dość popularną w śrut tamtejszych turystów łowiących na żyłki zakończone małym haczykiem, łowią oni na nie najczęściej małe rybki. Które dodatkowo nęcą, rzucając skórki na powierzchnie wody. Podsumowując są one dobre do zabawy z drobnicą, ale niestety szybko są obskubywane. 

- Kalmary są najdroższą przynętą ale skuteczną. Można na nie łowić duże ryby jak i te małe ale to zależy od wielkości haczyka i sposobu podania. Ja zazwyczaj kroiłem je w cienkie paski i zakładałem na hak z wydłużonym trzonkiem. Zaletą tej przynęty jest to że nie trzeba jej wydobywać z wody i można ją dostać w każdym większym super markecie na wyspach. Niestety ma jedną wadę, a mianowicie się szybko psuje i trzeba ją mrozić w porcje po dwie, trzy sztuki na jeden dzień. 

- Ślimaki są świetną przynętą ale przy ich wydobyciu trzeba się trochę pobawić chociaż jest ich tam pełno. Są one przyczepione do skał i różnych zawad. 

- Martwe rybki- również są stosowane przez tamtejszych wędkarzy ale ja ich nie stosowałem dlatego co do ich skuteczności nie mogę się wypowiedzieć 


Ważne !!!!

Rzeczą która powinna być obowiązkowa podczas takiego wypadu to tzw. buty do windsurfingu. Ułatwiają one życie pod takim względem iż na dnie znajduje się kupa kamieni po których chodzi się nie wygodnie. Ale to nie wszystko: Na każdej z plaż na których byliśmy przy brzegu kryją się nieciekawe zwierzątka które są wyposażone w kolce. A styczność stopy działającej pod naciskiem na jej kolce nie kończy się ciekawie. Czego byłem naocznym świadkiem. 



Ps. Zachęcam do obejrzenia wszystkich zdjęć, poprzez które postaram przedstawić wam najczęściej łowione przeze mnie gatunki ryb oraz malownicze krajobrazy. Nie chciałem wypisywać informacji związany z miejscem pobytu itp.ponieważ dla wielu osób może okazać się to nudne dlatego jeśli ktoś miałby pytanie to proszę pisać na priv. Posiadam również kontakty do kilku ośrodków, oraz jakiś tam rozrywek takich jak rejsy. W razie czego służę pomocą. 





Pozdrawiam Boczny Trok 










 


4.9
Oceń
(51 głosów)

 

Wakacyjne łowy w Chorwacji - jak się przygotować - opinie i komentarze

MerkuszMerkusz
0
Daje five :)) . Ciekawie się czytało , bardzo fajnie . (2014-09-05 11:50)
Pawelski13Pawelski13
0
Znajome rybki:) nam z kolegą udało się złowić jeszcze dwa inne gatunki, ale rozmiarowo podobne. Tak jak napisałeś: ryb mnóstwo, biorą w strefie przybrzeżnych kamieni, rozmiarowo nie za duże (choć widziałem kilka sztuk ok. 40cm). Ryby biorą w ciągu dnia na bolonkę, ale na nocki moża zasadzić się z gruntówką którą należy rzucić trochę dalej (widziałem jak człowiek łowił z łódki, stał kilkadziesiąt metrów od brzegu). Ja na kalmary nie łowiłem, za to główną przynętą były właśnie ślimaki (na 90% czerwone robaki robiły by tam furorę:). ***** (2014-09-05 12:17)
bocznytrokbocznytrok
0
Ja również widziałem większe osobniki ale nie wiedziałem jak się do nich dobrać. Chociaż za rok na pewno będziecie mieli możliwość przeczytania drugiego artykułu na ten temat ale będzie on uzupełniony większymi trofeami w postaci foto. Co do robaków to jestem tego samego zdania. Pozdrawiam Boczny Trok (2014-09-05 18:05)
rafal-idlerrafal-idler
+1
Przepraszam, ale dawno się tak nie umęczyłem czytając wpis z taką ilością błędów ortograficznych...Czy nie można by sobie tego napisać w jakimś edytorze tekstów z włączonym sprawdzaniem pisowni? Artykułów, czy też wpisów na forach (całkiem wyczerpujących) na temat wędkowania w Chorwacji znalazłem sporo, więc jeśli nie bazował byś tylko na tym portalu, a zapytał też np. Google to dowiedział byś się trochę więcej przed wyjazdem. Nawet choćby to, jakich ryb można się spodziewać. A znając gatunki można poszukać informacji czym się odżywiają i dopasować technikę i taktykę łowienia. Dokładnie taki sprzęt jak zabrałeś i technikę jaką zastosowałeś plus to co na koniec poradziłeś, każdy średnio rozgarnięty wędkarz zabrałby i zrobiłby bez posiłkowania się tym tekstem. Ameryki nie odkrywasz. To moje zdanie. Nie jest moim celem Cię tu atakować. Artykuł jednak bardziej kwalifikuje sie jako relacja z wyprawy niż poradnik. Pomijając powyższe, rybki połowiłeś ciekawe. Rozpoznaję jakiś gatunek wargacza (te kolorowe) i dorady (o ile się nie mylę), bardzo smaczne rybki. Od oceny się wstrzymam... (2014-09-06 10:54)
bocznytrokbocznytrok
0
No niestety błędy się zdarzają ale następnym razem postaram się ich uniknąć. Co do tytułu to miała on brzmieć Wakacyjne łowy w Chorwacji. Ale niestety redakcja dopisała dalszą część tytułu (oczywiście nie miałem na to wpływu). Zresztą nie wiem czy kolega się orientował ale wiele jest takich przypadków i dużo osób się na to skarży. Dzięki za wyczerpujący komentarz. Pozdrawiam Boczny Trok (2014-09-06 20:55)
ruffioruffio
0
Łowiłem podobne rybki tylko,że w Grecji.Szkoda,że nie spróbowałeś na boczny trok.Na haczyk zakładałem zamiast sztucznej przynety kawałek macki od kalmara.Ryby brały znakomicie,brania występowały zaraz po zarzuceniu.Próbowałem tez na spławik ale boczny trok to jest to.W galerii jest kilka zdjęć.Pozdrawiam http://www.lodzkiprzewodnikwedkarski.pl/galery/nasze-rybki/z-dalekiej-podrozy-1-23 (2014-09-07 17:57)
Pawelski13Pawelski13
0
Na BT łowienie jest tam bardzo ciężkie, masa kamieni - zaczep pewny praktycznie przy każdym rzucie. (2014-09-08 08:52)
bocznytrokbocznytrok
0
I właśnie z tego powodu troka nawet tam nie brałem. Ale myślę że spokojnie można znaleźć kilka miejsc gdzie będzie to możliwe. Z brzegu może być to trudne ale ze środka pływającego już nie. (2014-09-09 09:21)
barrakuda81barrakuda81
0
Świetne.Nie często czytamy o zagranicznych realiach dla wędkarzy a jeśli już to z reguły o szczupakowej "Mekce" - Szwecji.Twój opis można potraktować też jak poradnik dla turysty-wędkarza.Bardzo miło się czytało.Pozdrawiam.*****. (2014-09-16 20:54)
florek13florek13
0
Po kilku wyjazdach do Chorwacji polecić mogę tylko jedną przynętę: świeżo wydłubane małże (te czarne) założone na haczyk sieją spustoszenie. Paluchy bolą (potrzebny nóż), ale skuteczność bardzo duża. Problemem są małe ryby które je skutecznie zjadają. Zestaw najprostszy (-żeby żona się nie domyśliła ;-)- szpulka, przelotowy 2-3 g. ciężarek i koniecznie plecionka na przyponie. Na to udało mi się nawet sporego kraba wyjąć. (2014-09-25 17:29)

skomentuj ten artykuł