Warciańskie tyczkowanie.

/ 5 komentarzy / 2 zdjęć


Od dłuższego czasu razem z kolegą Markiem, planowaliśmy wypad na warciańskie jazie. Niestety, brak czasu, bądź niesprzyjająca pogoda skutecznie odkładały nasze plany na później.
Pewnej środy, siedząc na uczelni, na dość nudnych zajęciach, myślami byłem nad wodą-widziałem wschodzące słońce, potężne uderzenia ryb w ławicę drobnicy, mnóstwo jaziowych oczek na tafli wody- w tym samym momencie zadzwonił Maras. Krótka rozmowa, czwartek mamy wolny, zapowiadana jest piękna bezwietrzna pogoda więc nie było na co czekać. Do końca zajęć siedziałem jak na szpilkach, tuż po ostatnim wykładzie zahaczając o sklep wędkarski w celu uzupełnienia mojego "tyczkowego" ekwipunku wróciłem wprost do domu. Szybkie przepakowanie sprzętu, ostanie poprawki zestawów, przygotowanie zanęty i w końcu ustawienie budzika. O godzinie 4.30 telefon zaczął grać nieznośną melodie budzika jednak dziś była ona jakoś dziwnie miła i wyczekiwana. Schemat działań ustaliliśmy dość prosty- jak najszybciej znaleźć się nad wodą i rozpocząć przygotowanie do łowienia. Jak wiadomo, przy łowieniu tyczką, trochę tej roboty jest więc łowienie rozpocząłem dopiero około godziny 7.40. Kule poleciały do wody, pierwsze 15 przepustów i co ? Cisza... Dopiero po 15 minutach zaczął się istny festiwal brań. 2 klenie powyżej 40 cm, jaź również słusznych rozmiarów i 4 potężne odjazdy w środek rzeki w 40 minut, to zbyt wiele jak na jeden dzień, przynajmniej tak uznał Pan sterujący pracą elektrowni na zaporze. Skok wody o 70 cm w niecałe 30 minut nie mógł przynieść nic dobrego. Trafiały się owszem pojedyncze ryby, jednak nie takiej wielkości jak te z rana. Próbując się ponownie dobrać do jazi i kleni, przetestowałem kilka wariantów zestawu, jednak to nie przyniosło oczekiwanego rezultatu. Powrót do zestawu wyjściowego i w 2 przepłynięciu nieznaczne przytopienie spławika skwitowane odruchowym zacięciem. Zaczep w miejscu w którym go wcześniej nie było? Okazało się że jednak nie, zaczepy podobno nie odjeżdżają w tempie małej lokomotywy. Po 5 minutach zabawy i kilkukrotnym wyciągnięciu całej gumy z topu zobaczyłem przy podbieraku pięknego tłustego jazia z hakiem w samym koniuszku pyska. Był on jednak na tyle zmęczony, że dał bez problemu się podebrać. Łowiłem już wcześniej duże jazie, jednak taki okaz trafił mi się po raz pierwszy. Miarka wskazała 47 cm, a waga 1.54 kg. Wraz z Markiem uznaliśmy wyprawę za udaną i ustaliliśmy, że koniecznie trzeba ją powtórzyć. Kto wie, może uda się kolejnym razem wyjąć jeszcze większego misia?

 


5
Oceń
(18 głosów)

 

Warciańskie tyczkowanie. - opinie i komentarze

bobus86bobus86
0
no prosze jednak oplaca sie wczesnie wstac :)na warte wybieram sie juz drugi sezon i nie moge dotrzec....coz :) gratuluje i oczywiscie piatak ***** (2012-10-21 14:32)
camelotcamelot
0
Kto rano wstaje, temu bozia daje ! - A tak niedawno słyszałem narzekania, że we Warcie to już ryb niema ! Może trzeba po po prostu wcześniej z betów się zrywać ? Pozdrawiam serdecznie ! (2012-10-21 17:17)
MateuszR86MateuszR86
0
Ile zabawy można mieć z kawałkiem gumy i bez kołowrotka. Trzeba się zastanowić czy na przyszły sezon nie sprezentowacsobię bata lub tyczki. Fajny wpis 5. (2012-10-22 09:25)
użytkownik36310użytkownik36310
0
Nie ma fajniejszego widoku niż wygięta tyczka, i 5 metrów gumy wyjętej z topu :) (2012-10-22 22:28)
andresandres
0
a czy to wielka tajemnica gdzie  łowiłes, Warta to któres set km.Pozdrawiam (2012-10-24 09:50)

skomentuj ten artykuł