Wędkarski fart łut szczczęścia

/ 1 komentarzy / 9 zdjęć


Ostatniego dnia lipca polowałem na szczupaki. Tego wieczoru, złowiłem trzy sztuki , były wymiarowe ale wielkością nie powalały.


Gdy zrobiło się ciemno , nasycony wędkowaniem skierowałem łódkę ku powrotowi . Płynąłem wolniutko nad podwodnym blatem, gdzie głębokość wody sięgała od 2 do 3 metrów. Od czasu do czasu wykonywałem rzuty po których bardzo leniwie ściągałem przynętę , trudno powiedzieć czy to był troling czy spinningowanie. Poczułem opór , automatycznie mocno zaciąłem . Pierwsze pompowania szczytówki wskazywały na szczupaka i to dość dużego (łódka przez moment przestała płynąć). Adrenalina rozeszła się po całym ciele. Ryba zaczęła wykonywać dziwne ewolucje , przez głowę przeleciała myśl … a może zahaczył się nietypowo. Po dwóch może trzech minutach oporu walecznej ryby , miłe zaskoczenie. Na dnie łódki energicznie wyginał się węgorz, niesamowicie omotany plecionką .w pysku trzymając kotwicę ogonową. Podczas uwalniania tak się niecierpliwił, że w desperacji ugryzł mnie w dłoń.

Dwa lata temu w pierwszym tygodniu czerwca okoliczności wędkowania były podobne.
Zaczął się zmierzch i stopniowo stawało się ciemniej, łowiłem na płyciźnie blatu. Na agrafce miałem Jerka Fatso 14, firmy SALMO. Wyważyłem go tak aby był neutralny , podczas ciągnięcia przynęta zanurza się na głębokość około 1 metra, gdy przestaję ciągnąć jerk lekko się kołysze , nie wynurza się i nie tonie. Na kotwicy brzusznej umieściłem czarny APETYZER nr. 4 , a napełniłem go atraktorem DRAGON Magnum Spin o nazwie „szczupak”.
Gdy prowadziłem przynętę , delikatnie ją podciągając i robiąc krótkie przerwy , jedno lub dwu sekundowe, podczas postoju wyczuwałem puknięcia, których nie mogłem zaciąć. Ponownie napełniłem APETYZER atraktorem i tak naładowaną przynętę skierowałem w to miejsce gdzie były brania. Delikatnie podciągałem przynętę 30 do 40 cm i stop, po kolejnym podciągnięciu zrobiłem przerwę. Po sekundzie puknięcie, tym razem błyskawicznie zacinam i jest … dziwny opór… Nietypowe zachowanie jak na szczupaka… nie odjeżdża … nie macha pyskiem… ale coś się dzieje na końcu zestawu… W pół mroku nie widziałem dokładnie co ciągnę, w końcu wszedł do podbieraka… i szczęka mi opadła, ze zdziwienia. W podbieraku wił się węgorz o długości 81 cm. Desperat zapiął się na kotwicy uzbrojonej w apetyzer.


Nie wiedząc co o tym sądzić, uznałem to za wędkarski fart.
Przez parę dni węgorze nie „wychodziły” mi z głowy.
Nasunęło się kilka spostrzeżeń:
Bardzo rzadko słyszy się o węgorzu złowionym na spinning, a jeśli już, to z reguły na niewielkie przynęty takie jak : blaszki wahadłowe , obrotówki , gumy…
W moich obu przyłowach przynętą jest duży wobler bez steru „Fatso 14” firmy Salmo ( waga około 110 gram, długość wraz z kotwicą na której jest apetyzer to około 19 cm. , szerokość w granicach 3 cm. a wysokość między 5 a 6 cm) Wobec tego trudno uwierzyć aby motywem ataku była duża zdobycz , którą węgorz absolutnie nie mógł połknąć. Praca przynęty była dość spokojna , natomiast kolor też chyba nie odegrał kluczowej roli bo było dość ciemno , a węgorze nie mają doskonałego wzroku. Pozostaje do rozważań smak i zapach .co wydaje się dość prawdopodobne, że te bodźce odegrały główną rolę . Ponieważ jak w pierwszym tak i w drugim przypadku , drapieżnik zaatakował kotwicę z zamontowanym na niej apetyzerem. który był napełniony atraktorem spinningowym. W obu przypadkach atraktory były różne, ale dedykowane na ryby drapieżne .


Można wnioskować że nie ważny był rodzaj atraktora , ale ważne , że był.

Robert Sobczak



 


5
Oceń
(4 głosów)

 

Wedkuje.pl poleca

 

Wędkarski fart łut szczczęścia - opinie i komentarze

rysiek38rysiek38
0
Co prawda wpis "zalatuje"reklamą no ale co tam ,zakładam że to nie ściema a fakty... i tak po głebokim namyśle jestem skłonny w to uwierzyć bo jakby nie patrzeć to węgorz jest typowym węchowcem i śmierdziel mógł pozytywnie zadziałać (2014-08-16 22:20)

skomentuj ten artykuł

 




Aplikacja