Wędkarski fart - przeczucie

/ 11 komentarzy

Uważam, że wędkarze nim obdarzeni, to prawdziwi farciarze. Jeśli jeszcze nad wodą potrafią umiejętnie ten dar wykorzystać , budzą uzasadnioną zazdrość wynikami nad wodą wśród reszty wędkarskiej braci. Mnie , niestety przeczucie zbyt często nie „nawiedza”, ale czasami…

Lubiłem łowić na tym zbiorniku. Trzy hektarowy, dziki staw w kształcie elipsy . Przepływająca przez niego czysta rzeczka wypłukała sobie w jego dnie całkiem przyzwoite, czterometrowe korytko. Jeden brzeg, zachodni, był trudno dostępny. Grube, wiekowe wierzby pochylone nad wodą doczekały się licznego „potomstwa”, przez które przedarcie się z wędką graniczyło z cudem! Bardzo atrakcyjny był odcinek koło pasa trzciny, często widziałem tam potężne wiry na wodzie, ale niestety tego miejsca broniło wredne bagienko. Tak skutecznie, że do tej pory moim kaloszem w nim utopionym bawią się pewnie wodne nimfy. Przyjazny wędkarzom był natomiast brzeg wschodni. Środek jego zajmowała nieduża plaża, w której latem taplały się wiejskie dzieciaki. Po jej obu stronach było sporo miejsca. Z niewydeptanej trawy wyrastały tu tylko pojedyncze duże krzaki łoziny, za którymi chowałem się przed ciekawskimi oczami. Zbyt wielu chętnych do zmierzenia się z okazałymi karpiami, karasiami i linami nie było. Ci którzy trafili tu z wędką dość szybko się zniechęcali brakiem wyników. Nazwali tą wodę „piekiełko”, nie wiem dlaczego, może pieklili się , że nie mogli nic złowić? Nie ukrywam , że było mi to bardzo na rękę. Tak więc do stałych bywalców w ”piekiełku” należałem ja , pan Tadzio który łowił ( i łowi ) gigantyczne ,przepięknie ubarwione, kilogramowe płocie, no i wreszcie Kuba, mój kumpel po kiju. Ryb w stawie nie było zbyt wiele , ale jak już zdarzyło się branie, można było się zawsze spodziewać naprawdę pięknej ryby! Koło wspomnianej wcześniej plaży, gdy tylko na wodzie można było dojrzeć zarys spławika, brały karasie i liny. Medalowe. Łowiło się co najwyżej 3 sztuki.

Gdy słońce rozświetliło swoim tchnieniem wodę na tyle, że spławik stawał się dobrze widoczny, brania się kończyły. Zarzucaliśmy wtedy koszyczki z zanętą pachnące wanilią pod pochylone przez czas wierzby i czekaliśmy, aż któryś z sygnalizatorów pokaże branie brzuchatego karpia. A skubańce łakomiły się wyłącznie na „kanapkę” z kukurydzy i białych dużych robaków. Całowaliśmy je w ogony i pyszczki, robiliśmy zdjęcia, po czym z wielką satysfakcją patrzyliśmy jak dostojnie, godnie odpływały. Nieraz wydawało nam się, że nas obserwują i czasami puszczają filuternie oko. Łowiliśmy te piękne ryby w tajemnicy przed całym wędkarskim światem , gdy pod koniec drugiego sezonu zaczęło we mnie kiełkować pytanie; dlaczego w „moim” stawie nie ma drobnicy? Zaczęliśmy z Kubusiem kombinować, i wyszło nam , że to może szczupole prowadzą swoją gospodarkę mniejszymi rybami? E, chyba niemożliwe! Przecież nad wodą pojawiali się specjaliści zarówno ze spinningiem jak i z „żywcami”! Nie dość, byliśmy tu wiosną wiele razy i nigdy nie widzieliśmy oznak tarła, ale miałem dziwne przeczucie , że to chyba one . Spróbuję to sprawdzić to za rok. Minęła zima długa i mroźna, i mimo, że była już połowa kwietnia, teraz dopiero na zbiornikach zaczynał pękać lód. Ale wystarczyła jedna noc ,aby szalejący w górach halny dmuchnął do nas z południa tak ciepłym powietrzem, że po lodzie i zimie nie zostało nareszcie śladu. Zaplanowaliśmy inaugurację sezonu na naszym stawie na początek maja. Celem były te wielgachne płocie. Jednak jeszcze coś mnie nurtowało, coś zapomniałem! Olśniło mnie gdy już pakowaliśmy się ze sprzętem do auta. Przeczucie, żeby zapolować na szczupaki. Ta myśl jest tak silna ,że nic sobie nie robię z gderania Kuby i jadę do sklepu wędkarskiego po „żywce”.

Wpadam do niego jak burza i już od drzwi krzyczę do znajomego właściciela; -„ Józek dawaj żywce”. Śmiech. Nie rozumiem o co chodzi , dopiero rzut na wielkie akwarium wyjaśnia wszystko. Pływa w nim kilka karasi, ale jako przynęta dla krokodyla. Sztuka w sztukę każdy ponad ćwierć kilo! Mniejsze, już w piątek poooszły do wędkarskich sadzyków. Kuba, aż płacze ze śmiechu , gdy w akcie desperacji kupuję trzy sztuki. Proponuje, żebym zaprzągł je do samochodu. Jestem wściekły! Złość moja jeszcze rośnie, bo na powierzchni stawu pływają jakieś brzydkie farfocle, które oderwały się z dna. To wszystko czepiać się będzie żyłki .Trudno! Zarzucam „żywcówkę” z plaży. Karaś ruszył jak wściekły. Przesuwamy się dalej. Płocie spróbujemy złowić na kawałku czystej wody bez tych czarnych pływających „łupin”. Mija może z kwadrans, a ja nie widzę spławika „żywcówki”. –„Może karaś orze pole u sąsiada”- podpowiada uczynnie Kuba. –„Śmiej się śmiej, ja pośmieję się ostatni”. Idę do wędki. Rozglądam się po wodzie. Jest spławik, spory kawał w lewo, ale nie ma „żywca.” Ki diabeł! Zarzucam kolejny raz wedkę, gdy właśnie wychodzi słońce. Od razu robi się weselej. Wracam do Kuby. Spoglądam jeszcze na „szczupakówkę”. Cholera, gdzie spławik! Odwracam się wolno w kierunku wędki. Nagle widzę jak coś wyrywa żyłkę z pływającego „błota”.

Ruszam biegiem. Już mam kij w rękach. Widzę, jak żyłka ucieka błyskawicznie z kołowrotka. Wypuszczam jeszcze kilkanaście metrów i mocno zacinam! Ułamek sekundy i nad wodę w jej rozbryzgach wyskakuje ogromny szczupak. Kolana miękkie, łapy drżą. Walka ze wszystkimi bajerami w formie odjazdów, wyskoków, szarpań trwa już prawie pół godziny. Kuba już nie dowcipkuje ze mnie, tylko nerwowo przestępuje z nogi na nogę. W końcu go widzimy! Jest rzeczywiście wielki! Piękne wyraziste kolory. Oliwkowy grzbiet ,żółte boki pokryte czarno-zielonymi cętkami oraz niesamowity ogon podkolorowany ciemną czerwienią . Otwarta szeroka paszcza z potężnymi zębiskami. Nagle drętwieję, niezawodna agrafka łącząca przypon z kotwicą jest… otwarta! Wędkarski horror, ale się nie poddaję. Wolniutko, wolniutko do brzegu. Gwałtowny rozbryzg wody i wściekły odjazd. Koniec?! Nie, jeszcze jest! Trzęsę się jak galareta. Co za emocje! Znowu ryba pod brzegiem , przewala się z boku na bok , podziwiam złote błyski odbitego od łusek słońca. Kuba zagarnia rybę karpiowym podbierakiem. Uff, nareszcie go mamy. Gładzimy go jak dzieci. Cudowny wytwór natury. Przykładam miarkę . Równe 111 cm. Syper! -„Róbmy mu szybko zdjęcia do „paszportu” i puszczajmy drania, niech się nie męczy” – mówi Kuba. Pstryk, pstryk i już szczupak z powrotem w wodzie. Trzymam go jeszcze za ogon , jak Faust w duchu myśląc, „chwilo trwaj wiecznie”. Zabieram rękę. Chwilę jeszcze się sobie wzajemnie przyglądamy ,po czym ryba marzeń spokojnie odpływa. – „Kurna on też do nas mrugnął okiem”- odezwał się Kuba. Śmiejemy się jak dzieci…
Ps. Wierzcie Koledzy lub nie , Wasza sprawa. Tego dnia , godzinę później złowiłem na ostatniego „ żywca szczupaka o długości 103 cm. Cóż …. przeczucie !
Piotr Berger

 


5
Oceń
(29 głosów)

 

Wędkarski fart - przeczucie - opinie i komentarze

Pawelski13Pawelski13
0
Piotrze, opis świetny, jakbyś jeszcze wrzucił zdjęcia tych "potworków" to miło byłoby popatrzeć:) (2014-07-18 08:26)
kabankaban
0
Dwie metrówy w godzinę ,a mnie się jeszcze do tej pory przekroczyć magicznych 100 cm. Pozdrawiam z nutą zazdrości. (2014-07-18 08:41)
matchlessmatchless
0
Tekst świetny. Przygoda godna pozazdroszczenia. Niemniej uważam, że łowienie na żywca powinno być zakazane. To przedmiotowe i niehumanitarne traktowanie ryb. Pochwalam wypuszczanie zdobyczy, ale co z tego jak z drugiej strony wędkarz przekłuwa rybę nabijając na hak czy przeszywa ją wzdłuż, by na koniec obserwować jak kona pod tańczącym spławikiem. (2014-07-18 12:24)
użytkownik152316użytkownik152316
0
świetna opowieść i taka fajna wszechstronność łowienia - raz karpie, raz karasie, raz szczupaki ;) (2014-07-18 20:04)
użytkownik152316użytkownik152316
0
@matchless w takim razie powinnismy od razu zakazać drazpieznym rybom zjadania za duzo drobnicy. Takie poglądy sa tak bezpodstawne, zwierze to zwierze, nie ma uczuć, nie mozna traktować go humanitarnie, poza tym naturalna koleją rzeczy jest ze szczupak zje drobnice, co za roznica czy bedzie miec haczyk czy nie. (2014-07-19 14:23)
użytkownik180436użytkownik180436
0
A ja właśnie w 100 % zgadzam się z kolegą @matchless co do łowienia na żywca.A za wpis oczywiście 5***** (2014-07-19 17:14)
rysiek38rysiek38
0
Gratuluję kolego połowu i tu dodam od siebie i po swoich doświadczeniach ze takie rybki :-) najczęsćiej trafiają się właśnie na dzikolach a co do wpisu powyzej kol matchless to hipokryzja bo łowiąc nawet na kuku to swoją ofiarę i tak skaleczysz bo łowisz na hak więc co za różnica czy kaleczysz przynętę czy zdobycz i nie gadaj ze nie łowisz na np pinkę a to żyjątko tez czuje (2014-07-21 23:10)
krisbeerkrisbeer
0
Gratulacje, dwie setki to jest wynik, ja w tym roku jeszcze bez szczupaka. ***** za wpis połamania (2014-07-22 09:47)
krisbeerkrisbeer
0
Gratulacje, dwie setki to jest wynik, ja w tym roku jeszcze bez szczupaka. ***** za wpis połamania (2014-07-22 09:47)
Zander51Zander51
0
Najlepszy tekst, jaki czytałem w tym roku. Gratuluję Piotrze nie tylko wędkarskich umiejętności, ale i doskonałego pióra... (2014-07-23 16:02)
piotr_bergerpiotr_berger
0
Dziękuję bardzo za wpisy, mam nadzieję, że następne materiały też Kolegów zainteresują i się spodobają. Pozdrawiam i "połamania kija." (2014-07-24 22:21)

skomentuj ten artykuł