Wędkarski Trener

/ 1 komentarzy

Dnia 1 maja 2016 r. przez cały dzień byłem przy łowieniu pstrągów. Mój mistrz i jednocześnie trener prywatny dostarczył mi kapy emocji. Najpierw dał cztery nimfy i zaznaczył, że to są przynęty na tę, konkretną wodę. Potem wykazał się wielką wnikliwością, bo wędrując korytem rzeki Białki zatrzymywał się tylko tam, gdzie były pstrągi. Istny Inczuczuna. Prowadził adepta, dlatego szedł pierwszy i miał prawo wyboru. W księżycowym krajobrazie zatrzymał się tam, gdzie pachniało pstrągiem i wskazał mi miejsce mojej pracy. Jeszcze nie zdążyłem zawiązać muchy, a on już krzyczy, że ma rybę.Złowił w pierwszym rzucie, na oko - ponad 30 cm. Nie miała ta długość większego znaczenia, bo nie była rekordem, a łowiliśmy na odcinku pomiędzy mostem w Trybszi i mostem w Dębnie, gdzie obowiązuje zasada złów i wypuść. I tak było krzyczane trzynaście razy, mistrz łowił, krzyczał i pokazywał jak to robi. Zmieniał miejsce, znowu łowił i był rosnącym mistrzem i trenerem. A mnie nie szło, z różnych powodów. Przez wiarę w swoje teorie zlekceważyłem much trenera i zostawiłem je w domu. Zamienniki okazały się totalnie nieskuteczne.A mistrz? Jakby chwytał coraz wyższą formę. O godz. 14.30 dał popis. Najpierw przyjął pozycję, jakby kamień zamierzał wyholować z rzeki. Ponieważ nic nie komentował - a wcześniej ciągle wrzeszczał, mam rybę i nie zmieniał pozycji, zlekceważyłem jego dziwactwo i konsekwantnie staram się coś złowić. Ale nadal nic mi nie wychodzi, natomiast kątem oka dostrzegam, że daleko na drugim brzegu czterech wycieczkowiczów nie rusza się i ciągle wpatruje w jeden punk, czyli na mojego trenera. Wtedy popatrzyłem na jego szczytówkę i zrozumiałem, że on ma krokodyla. Holowanie trwało fefnaście minut, bowiem mistrz musiał krokodyla sprowadzić na płytką wodę, zejść niżej i z prądem zgarnąć go do podbieraka. To były mistrzowskie manewry, mało silne, ale pełne inteligencji. Komisyjnie zmierzyliśmy moją miarką tego potoka - całe 52 cm i wykonaliśmy fotki, po czym mistrz bez żalu uwolnił potokowca. Powiedził, idż i sław Okręg PZW Nowy Sącz. Emocji było co najmniej na miesiąc. Dlatego już pożegnaliśmy się z Białką i udaliśmy się do naszego Kolegi Adama Kaczmarka, który administruje świetnym łowiskiem we Frydmanie. Adam złowił już wiele dużych ryb i dlatego żywo cieszy się z sukcesów przyjaciól. Pokazany na zdjęciach pstrąg wprawił go w taką hipnozę, że postawił nam aż trzy kawy. Już myślę o tym, jak zaskoczyć Adama kolejnym pstrągiem albo inna głowatką, bo bardzo lubię kawę.
Mój trener dał mi szkołę czyli dobrą nauczkę, ale dzięki takim wypadom wędkarskim mentalnie obiecałem mu, że jeszcze będzie mnie gonić z wynikiem i myślę, że mu się nie uda, bo jego muchy są łowne i już nigdy nie zapomnę ich zabrać nad wodę.

 


4.4
Oceń
(8 głosów)

 

Wędkarski Trener - opinie i komentarze

luxxxisluxxxis
0
Fajne opowiadanie napisane w ciekawym tonie,miszcz,fefnaście....Dobre...Wymiekłem gdy Mistrz kazał potokowcowi chwalić dobre imię koła Nowy Sącz:) Pozdrawiam i Miszcza i adepta,a nawet potoka. (2016-05-10 09:16)

skomentuj ten artykuł