Wędkarskie wspomnienia - pół wieku z wędką

/ 31 komentarzy / 10 zdjęć


[p]Okrągłe cyfry przeważnie skłaniają do podsumowań, więc oryginalny nie będę…
- Jak skończysz szkołę to możemy pogadać o wędkowaniu ! Tylko wcześniej musisz wyrobić kartę wędkarską.
Rygorystycznie i groźnie poinformował wujek, zauważając moje zainteresowanie jego hobby. Brat mamy miał lat 40+ a ja 14 i jeszcze prawie miesiąc szkoły ! Łowił przeważnie okonie, cudownie wybarwione pasiaki i to prawdopodobnie wartość estetyczna zadecydowała o moim umiłowaniu tego gatunku, a pewnie i przesądziła o zakosztowaniu wędkowania. Kartę młodzieżową opłacił mi wujek w Kole Miasto, moje dzisiejsze koło jeszcze nie istniało.
Gatunek poławiany przez wujka Bolka był zdeterminowany przynętą, łowił wyłącznie na „kopanego”. Dla wyjaśnienia młodszym adeptom: to dżdżownica - w nomenklaturze wujka „glizda” - pozyskana bezpośrednio z ziemi, a przechowywana w pudełku z żółtym piachem, celem przetarcia.
- To aby nabrały koloru i wigoru – mówił.
Godzina zero wybiła. Piechotą do łowiska było ok. 5 km, czyli godzina marszu. „Lachy” w potocznym nazewnictwie, to pozostałości po starym korycie Warty, którą ludzie przymusili do prostego niesienia swych wód. Cudownie kręte i bogato zarośnięte kawałki wody kryły w sobie tajemnicę którą zmierzałem odkryć.
Montaż bambusowej wędki z zestawem z „korkiem”(spławik ze stosiny pióra gęsi, którego wyporność zwiększył nasunięty po doszlifowaniu korek od butelki) trwał chwilę i… zaczęło się.
Wujek nie zarzucał na wolną wodę, lecz szukał prześwitu między gałęziami zalegającymi blisko brzegu i tam wpuszczał „glizdę”. Nie czekał długo na branie, po lekkim zakołysaniu spławika, następował siłowy hol i pasiak w ciągu sekundy był na trawie. Po kilku sztukach, dostałem w ramach lekcji WĘDKĘ do ręki…
- Jest, jest !!! pewnie w Częstochowie było słychać.
Nie każdego pasiaka udawało się wyłuskać z gałęzi, te które uchodziły z haczykiem, były przez wujka żegnane epitetami niegodnymi cytowania.
Z jaką dumą wykładałem złowione ryby do zlewozmywaka w domu, czekając na pochwałę od mamy.
W trakcie wakacji byłem kilka razy z wujkiem na lachach i nasłuchałem się opowieści o rybach w nich żyjących o sposobach ich przechytrzenia, aby skwierczały na patelni – tak wujek miał zdecydowanie konsumpcyjne podejście do wędkowania.
Z tego okresu zapamiętałem wyprawy do pobliskiej Blachowni, gdzie w owym czasie królowała bardzo ekspansywna rybka - sumik karłowaty - w nomenklaturze wujka „mongoł”. Oj nałowiłem się tego… lecz do domu nie nosiłem.
– Nie przynoś mi tych „żabich mord” – do dziś nie wiem skąd takie skojarzenie u mojej mamy.
Chodząc z wujkiem na ryby poznawałem także jego kolegów, niektórzy z nich byli moimi przewodnikami w dalszym poznawaniu tajemnic wody. Czytanie rzeki było następnym etapem wtajemniczenia, ale jeszcze wcześniej literatura. W latach 60-tych ub. wieku literatura wędkarska była symboliczna, a nawet na nią nie było stać młodzieńca z niezamożnej rodziny.
– Są inne, ważniejsze wydatki, kończyła mama dyskusję !
Nie pamiętam jak wszedłem w posiadanie „Wędkarstwo na wodach Polski” Feliksa Chojnowskiego, ale wiem, że to była moja lektura obowiązkowa przez kilka lat. Sukcesywnie dokupowałem „Poradnik wędkarski” - Józef Wyganowski, „Wędkarstwo jeziorowe” – Tadeusz Andrzejczyk, „Na ryby” – Jerzy Paladino… jakie to były przewodniki i skarbnice wiedzy, mogą poświadczyć tylko wędkujący w tym czasie.
Nie tylko literatury wędkarskiej, ale także sprzętu do połowu były śladowe ilości. Zaczynałem od bambusówki pożyczonej od wujka, później zamówiłem u rzemieślnika wklejankę z tonkinową szczytówką i dolnikiem zakończonym nierdzewnym szpicem. Zastaw uzupełniony był kołowrotkiem o ruchomej szpuli, który terkotał podczas ściągania zestawu (nie koniecznie z rybą) a później NRD-owskim Rileh Rex 64 – prawdopodobnie najlepszej konstrukcji kołowrotka jaką nas obdarzono (może Forell porównywalny). Z wczesnego okresu wędkowania pamiętam, że męczyłem też kołowrotki „Tokoz”, „Delfin”, „Stabil”, „Abu Cardinal”… na bambusowych wędziskach. Spławiki, głównie wyrób własny z piór gęsi (góra pomalowana czerwonym lakierem do paznokci) i kory topolowej.
Gdy się usamodzielniłem, robiliśmy wędkarskie eskapady z kolegami z podwórka. Bliskość rybnych wód ułatwiała połknięcie bakcyla. Naszymi „zdobyczami” były przeważnie karasie srebrzyste, kiełbie – było ich kiedyś w Warcie i Kucelince dużo, cierniki, różanki – od niedawna pod ochroną. Odwiedzałem także „lachy” - moją kolebkę wędkarstwa - poszerzając złowione tam gatunki o płocie, liny, karasie i szczupaki.
Pierwsze zakupione wędzisko spinningowe, nie przekonało mnie do tej metody połowu, ze względu na swój ciężar. Konstrukcja z włókna szklanego miała dużą moc, ale kosztem wagi. Pierwsze teleskopy „sdiełano w CCCP” wyparły bambusy i tonkin, po nich weszły czeskie „Sony”, które dość długo były na rynku. Era węgla sprowadziła szybko do lamusa dotychczasowe konstrukcje.
Tak, jak pewnie każdy starszy stażem wędkarz, próbowałem wszelakich metod i technik. Najzabawniejsze były próby naśladowania nowych, skutecznych metod. Usłyszałem o zastosowaniu sprężyny zanętowej przy metodzie gruntowej, więc ją zmajstrowałem i założyłem, a ponieważ nie do końca zrozumiałem zasadę jaj działania – poszła do wody pusta. Braki brań szybko zweryfikowały do przemyśleń. Era DS – ów, podpatruję i podziwiam skuteczność, przy następnym wypadzie mój „ruski teleskop” ułożony równolegle do wody. Kilka brań na tak toporny zestaw zmusiło do kombinacji i wymiany szczytówki, a ściślej jej dorobienia. Pozyskanie dużej ryby było uwarunkowane nocnymi zasiadkami. Ile ja narobiłem wynalazków sygnalizujących brania czy na spławik, czy z gruntu. W pewnym okresie moje wskaźniki wytworzone z jajka niespodzianki i dwóch diod led (w zależności od polaryzacji świeciły na czerwono lub zielono) wstawiałem do sklepów.
Wojsko uniemożliwiło, małe dzieci ograniczyły wędkowanie, ale gdy trochę podrosły… Może to i była ucieczka przed obowiązkami, może chęć pobycia w męskim towarzystwie, pewnie i uciechami z tym związanymi - wydaje mi się, że nie odbiegałem zbytnio od „średniej”. W każdym razie to przestało być hobby, to już była pasja. Żona przez długi okres oponowała (pewnie wielu z Was ma lub miało podobne schizy). Dobre zdrowie i praca w systemie czterobrygadowym pozwalały spędzać nad wodą ok. 100 dni w roku, oczywiście w okresie, kiedy zacząłem łowić na lodzie, czyli nie kończyłem ani nie zaczynałem sezonu – on trwał… i trwa do dziś.
W latach siedemdziesiątych brałem udział w konkursach wiedzy wędkarskiej oraz wycieczkach organizowanych przez koło, a trochę później w zawodach wędkarskich – w Kronice Koła zachowały się zdjęcia z tego okresu. Przyszedł wreszcie okres do dania coś od siebie, a może odezwała się dusza społecznika i zostałem Członkiem Sądu Koleżeńskiego mojego koła. Działałem tam przez trzy kadencje po czym zostałem Członkiem Zarządu Koła i jego wiceprezesem. Ostatnią funkcję pełnię już czwartą kadencję, mimo usilnych poszukiwań i nagabywań, brak chętnych do działania, więc póki zdrowie pozwala i są chęci - działam. Organizowanie życia koła liczącego 1000 członków pochłonęło mnie bardzo, pewnie dlatego, że przez cały ten okres pracowałem z prezesem z którym znaleźliśmy wspólny język. Ustaliliśmy kryteria współpracy – może to brzmi jak slogan, ale jest niesamowicie ważne – i myślę, że nie mamy się czego wstydzić po 13 latach współdziałania. Staramy się wsłuchiwać w głosy swych członków i reagować na nie. Istnieje podział na tych, których więź z kołem kończy się po opłaceniu składki, oraz na tych, którzy chcą uczestniczyć w życiu koła: przychodzą na zebrania, wnoszą swoje pomysły, pomagają w organizacji… ich liczba ciągle wzrasta i oni są sensem oraz motorem naszego działania.
Drugą kadencję jestem także sekretarzem Okręgowego Sądu Koleżeńskiego.
Martwią tylko przeobrażenia, które zmieniają wartości i coraz trudniej znaleźć chętnych do społecznej działalności. Poświęcenie rodziny, pracy, czy możliwości dodatkowych dochodów, kosztem bezinteresownej pracy dla koła już nie wchodzi w rachubę, życie skutecznie to weryfikuje. Każda praca staje się wymierna finansowo z przymusu pogoni za pieniądzem na utrzymanie rodziny. Era społeczników zdaje się mijać bezpowrotnie. Zdaję sobie sprawę, że moją działalność wielu może nazwać naiwniactwem… Działałem tak w określonych warunkach dla określonej grupy osób, z założeniem, że nigdy wszystkich nie zadowolę, bo to raczej niemożliwe. Skupiłem się na tym aby maksymalnie uatrakcyjnić wędkowanie na poziomie koła, nie zagłębiając się w „wojenki na górze”, ani nie tracąc energii na elaboraty w stylu - jakie to PZW jest „be”. 
Wędkarstwo otworzyło mi oczy na bajkowy świat przyrody, bo wędkując nie należy skupiać się tylko i wyłącznie na „spławiku”, ileż ciekawych rzeczy dzieje się dookoła – przyroda żyje – a my tym więcej widzimy, im bardziej ją zrozumiemy i się do niej dostosujemy. Cóż byłby wart hol dużej ryby bez okraszenia go kolorami dzikiej przyrody. To wzrokowe ukojenie przekłada się na odpoczynek, regenerację, tak potrzebne do naszego życia, istnienia. Zdaję sobie sprawę, że są ludzie, którzy tego nie dostrzegają, tak jak są tacy, którzy nie słyszą muzyki… mogę tylko współczuć, ponieważ u mnie te zmysły są bardzo wyczulone.
W latach 80-tych PZW zrzeszało ponad milion członków, ale jakoś nie przypominam sobie aby był kłopot ze złowieniem ryb. Od lat 90-tych można zaobserwować zmniejszanie liczby członków naszej organizacji i coraz większe kłopoty z połowami, mimo iż obowiązujące prawo, oraz sami wędkarze zaostrzają zasady chroniące ryby. Nie podejmuję się określić przyczyn, dla których od kilkunastu lat systematycznie spada pogłowie łowionych wędkarsko ryb. Tendencja ta jest obserwowana w całym kraju, więc musi mieć wspólne, krajowe podłoże. Może na to mieć wpływ kilka składowych: zła gospodarka rybacka, nowoczesny sprzęt, kłusownictwo, zanieczyszczenia, regulacje rzek i cieków… Ostatnie badania naukowe wykazały, że sprawcą poważnych szkód w gospodarce rybackiej są kormorany. Zarybienia prowadzone przez rybackich użytkowników wód nie są w stanie tych szkód zrekompensować, a jedyną alternatywą wydaje się być zmniejszenie ekspansji i presji kormorana.
Musimy także pamiętać, że łowienie zgodnie z regulaminem to nie to samo, co łowienie zgodnie ze zdrowym rozsądkiem.
Gdy zaczynałem wędkowanie dystrybucją śladowego sprzętu wędkarskiego zajmowały się sklepy sportowe, teraz mamy salony wędkarskie z uginającymi się półkami od propozycji desygnowanych do różnych metod i technik wędkowania.
Posiadam i używam 14 wędzisk i 16 kołowrotków ( w tym 8 Shimano), które montuję w różnych zestawieniach. Niektóre są leciwe, lecz sprawne, a najstarszymi zaopiekował się złodziej, który „wysprzątał” mi parę lat temu piwnicę. Mój sprzęt ewaluował równolegle z poszerzaniem wiedzy wędkarskiej i zasobnością portfela, pozwalał zwiększać zastrzyk adrenaliny, zaspokajał ciekawość i żądze.
Właśnie mija 50 lat mojego życia z wędką i tak się złożyło, że podsumowałem rocznicę ważnymi dla mnie dokonaniami:
Zostałem odznaczony „Złotą Odznaką z Wieńcami PZW”, oraz zdobyłem tytuł „Najwszechstronniejszy wędkarz koła PZW Okoń-Dospel w 2013 roku”. Jakoby przy okazji zdobyłem Mistrzostwo Podlodowe Koła, III miejsce w GP podlodowym, oraz III miejsce w GP spławik naszego koła… i napisałem ten artykuł. Mogę powiedzieć, że jestem wędkarsko spełniony, co wcale nie oznacza „zawieszenia kijów na kołku”. Będę trzymał kija w łapie dopóki sprawia mi to radość i znajdą się chętni do przekazywania im mego doświadczenia.
Dziś inne wartości wzięły górę przy decyzji o wyjściu na ryby, jestem bardziej wybredny co do pogody, preferuję ciekawego kompana, ryby są zawsze miłym dodatkiem. Nigdy nie byłem smakoszem rybiego mięsa, ale okonie zjadam pod każdą postacią. Smakuje mi także tatar z własnoręcznie upolowanego pstrąga. Pozostałe gatunki… próbowałem, ale kulinarnie mogłyby dla mnie nie istnieć.
Ostatnie 13 lat to praca dla ludzi i uczestnictwo w zawodach. Skoro przygotowywałem zawody, nie wypadało w nich nie uczestniczyć. Odezwała się żyłka współzawodnictwa grupowego, która pewnie drzemie u większości facetów, a może to był następny szczebel wtajemniczenia. Mniej czasu spędzałem na prywatnym, rekreacyjnym łowieniu – około 30 zawodów, to tyleż weekendów zdominowanych przez przygotowania, treningi i starty. 
Nigdy nie uważałem się za „działacza”, moje postępowanie bliższe jest określeniu – społecznik. Działaczem się zostaje dla korzyści materialnych, społecznik pracuje dla ludzi, a wdzięczność ludzka jest jedyną zapłatą i motywacją.
Iluż wspaniałych ludzi, barwnych postaci, przewinęło się poprzez wspólne wędkowania, niektórych poznałem na naszym portalu i utrzymujemy kontakt do dziś. Nawet nie próbuję zliczyć ilu zaraziłem „swym bzikiem”, ilu wprowadziłem w arkana, ilu przekazałem wiedzę wędkarską i umiłowanie przyrody. Nigdy nie odbywało się to w formie: „choć dziecię, ja Cię uczyć każę”, czy profesorskiego wykładu, lecz było formą dyskusji, omawiania skuteczności poszczególnych sposobów, czy analizowania porażek – w celu wyciągnięcia wniosków. Myślę, że obcowanie ze mną na jednej łodzi, zdecydowanie podnosiło skuteczność przekazu. Towarzyskie rozmowy przy DS-ach również należały do sposobów przekazu wiedzy, metoda spławikowa jednak, wymagała większego skupienia na łowieniu i w jego trakcie trudniej o przekaz. Łowienie na lodzie wymaga wielu technicznych niuansów, które najlepiej przekazuje się bezpośrednio. Dobieranie sztywności i pracy kiwoka, czy technika prowadzenia mormyszki odgrywa niebagatelną rolę przy połowie z pod lodu. W tym wypadku teoria bez praktycznego pokazu dużo traci na wartości. Nigdy nie miałem żadnych tajemnic związanych z tymi sprawami i nabytą przez lata wiedzę przekazywałem w opisywanych okolicznościach.
Każdy z poruszanych wątków to temat na osobne wynurzenia, opowiadania, refleksje… Kilka z nich znajdziecie na moim blogu. Jeszcze jedna ważna rzecz dla tych, którzy mnie nie znają – żadna z opisywanych sytuacji nie jest koloryzowana. Myślę, że po 50-ciu latach wędkowania, mogę bez obawy spojrzeć w oczy facetowi w lustrze.
Wielka szkoda, że w mózgu nie ma pamięci RAM i nie można skopiować danych, stworzyłbym cudowny album z mych wspomnień. Kilka fotek jest na moim blogu i tu dodałem kilka „dla ozdoby.”
Pozdrawiam brać wędkarską, życząc co najmniej tylu bogatych w adrenalinę wrażeń, ile ja miałem szczęście zakosztować. Pamiętajcie - umiłowanie przyrody potęguje doznania z nią związane.

 


5
Oceń
(52 głosów)

 

Wędkarskie wspomnienia - pół wieku z wędką - opinie i komentarze

Jakub WośJakub Woś
0
Nieraz żałowałem że nie można z pamięci mózgu "zrzucić danych na kompa" bo żadne zdjęcia ni opisy nie odzwierciedlą tego co miłośnik przyrody widzi, czuje i przeżywa nad wodą. Zwłaszcza jeśli działo się to przez 50 lat (2014-01-12 14:07)
marciin 2424marciin 2424
0
Zbigniewie gratuluję jubileuszu. 50-iąt lat z wędką w dłoni to musi być w tobie skarbnica wiedzy na temat nie jednego gatunku ryb. A obcowanie z naturą to podstawa w naszym hobby bez tego nasz sport nie był by taki fascynujący, a sytuacje jakie spotykają nas nad wodą są bezcenne. Mam nadzieję że czeka Cię jeszcze dużo ciekawych wypraw,które nam opiszesz. Pozdrawiam i jeszcze raz gratuluję jubileuszu.*****(: (2014-01-12 14:11)
robbanrobban
0
No Zbyszku pięknie opisane. Z twoja wiedza, może jakaś książkę byś wydal. A na pewno by się sprzedała. ***** (2014-01-12 14:35)
ryukon1975ryukon1975
0
Szczerze Gratuluję Zbigniewie i życzę dalszych sukcesów na wszystkich frontach działania o lepsze jutro jak i czysto wędkarskich. Wiadomo nic nie cieszy wędkarza tak jak czas od czasu złowiona duża sztuka. Jeszcze raz Gratuluję. (2014-01-12 16:38)
Zibi60Zibi60
+1
Dzięki Krzysiu. Spodziewam się ile Cię kosztowało napisanie grzecznego komentarza do artykułu w którym traktuję o rzeczach Ciebie "wkurzających". Wiem przecież, że mamy inne spojrzenie na PZW. (2014-01-12 16:44)
Sebastian KowalczykSebastian Kowalczyk
0
Gratuluję jubileuszu i czekam na kolejny świetny tekst. A trochę ramu w naszych mózgownicach faktycznie by się przydało. ***** (2014-01-12 17:51)
ryukon1975ryukon1975
0
Zbyszku to nie do końca tak. Mam inne spojrzenie, nie chodzę na zebrania, nie działam. Nie znaczy to że życzę źle tym którzy chcą coś zrobić czy traktuje ich jako wrogów. Niestety realia znad wody mówią że ..... (2014-01-12 18:00)
KkLukiKkLuki
0
P. Zbigniewie gratuluje i życzę dalszych sukcesów i oczywiście zdrowia ! :) (2014-01-12 18:05)
Iras1975Iras1975
0
Idę o zakład i stawiam skrzynkę piwa, że oddałbyś dużo więcej za możliwość powrócenia do tamtych czasów i wspólny wypad z wujkiem? Nawet nie musisz odpisywać. Sam często mam ochotę cofnąć czas.. szkoda, że tak się nie da. (2014-01-12 18:17)
sebsidsebsid
0
*****, prawie łezka mi sie zakreciła. Chociaz jestem troszke młodszy, to moje poczatki tez te sprzetowe takie same były. Dzieki za fajny wpisik. (2014-01-12 18:19)
WedkarstwomazowieckieWedkarstwomazowieckie
0
Było co czytać,naprawdę świetny wpis (2014-01-12 18:36)
slimko82slimko82
0
Zbyszku,co tutaj pisac.. Piekny jubileusz! Wpis na 5!
(2014-01-12 18:48)
rysiek38rysiek38
0
Ja zacząłem kilkanaście lat po tobie ale przegląd sprzętu był ten sam, też zaczynałem od bambusa i kołowrotka z ruchomą szpulą z tym ze oprócz gęsiego spławika była wronka i kolec (oczywiście nie od razu) a co do mojej działalności to mogę się pochwalić odznaką Młodzieżowego aktywisty wędkarskiego dzięki której jako junior mogłem łowić na zasadach Dorosłych (kiedyś żywiec,dwa kije i spin był od 18-tki) GRATULUJE OSIĄGNIĘĆ I JUBILEUSZU ! (2014-01-12 19:10)
FELIPEFELIPE
0
Gratuluję jubileuszu, i życzę dalszych sukcesów nad wodą jak również jako działacz w kole. (2014-01-12 20:34)
użytkownik66015użytkownik66015
0
Gratulacje i niech Ci to sprawia radość jak najdłużej. (2014-01-12 20:56)
SUMIX 50SUMIX 50
0
Superowy artykuł , oby tak dalej i gratulacje (2014-01-13 00:09)
korczenskiskorczenskis
0
Gratuluję jubileuszu , życzę zdrowia i następnych 50 lat nad wodą (2014-01-13 10:51)
slawekkiel17slawekkiel17
0
Wedkarstwo to sposob na zycie. Gratulacje !!! 50-tka to jakby nie pisac, kawal czasu. Zycze zdrowia i zaparcia na nastepne 50-SIAT LAT NA RYBACH !!!. Pozdrawiam serdecznie i oczywiscie *****5-ka. Slawek. (2014-01-13 11:59)
użytkownik120039użytkownik120039
0
Zbysiu mój Kochany! :))) Artykułu nie komentuję a napiszę: NIE WYOBRAŻAM (!!!) sobie Cię nie spotkać... ostatnio ( tak jak piszesz - hehehe ) czasu zdecydowanie mniej... ale, mój Boże, ile ja Ci zawdzięczam, jakie to są wspaniałe spotkania... kto minie tyle nauczył w sprawach wędkarskich i "społecznych"... Dzięki wielkie! P.S. Wciąż mi głupio za tą szczytówkę do Drop'a :)))... (2014-01-13 12:54)
Zibi60Zibi60
+1
Nawet młodych zainteresował wpis dinozaura - Wszystkim Wielkie Dzięki ! Lejecie miód na moje serce, a Piotruś to aż przesłodził. Rzeczywiście nie często wędkujemy razem, ale jeśli już, to adrenalina wylewa się z łodzi. (2014-01-13 15:34)
ferozaferoza
0
Serdeczne gratulacje, Zbyszku! Witaj w klubie "pięćdziesięciolatków"; a tak swoją drogą, mógłby to być dość ciekawy klub. Toż to "młódź" wędkarska jeszcze jesteśmy :)< :). "Pięć" za rzetelność, rozwagę i "spokój"..... (2014-01-13 17:11)
kabankaban
0
Co prawda do "pięćdziesiątki" w wędkowaniu jeszcze mi trochę brakuje ,ale o te trzydzieści lat bym się chętnie choć na chwilę cofną. Pozdrawiam i powodzenia na następne życzę. (2014-01-13 20:30)
rysiek38rysiek38
0
a mnie za ok 11 godzin wyskoczą dwie te same cyferki na cyferblacie (ciekawe czy ktos zgadnie) w każdym razie będzie to 36-ty roczek z kijem w łapie :-) (2014-01-13 20:32)
marek-debickimarek-debicki
0
Wystarczy tylko popatrzeć na Twoje zdjęcie i od razu widać, że "wielka z Ciebie poczciwina" Zbyszku. Nie ma tu ani krzty bufonady, zarozumialstwa, cwaniactwa, a wręcz przeciwnie emanujesz ciepłem, mądrością, wysoką kulturą osobistą. Cechami które niestety tak często są wypaczane lub interpretowane opacznie. Gratuluję Ci serdecznie, podziwiam i jednym słowem Tak Trzymaj Dalej. Pozdrawiam i **********************************pozostawiam. (2014-01-14 13:22)
perwerperwer
-1
Zbyszek ,pierwszy blog którego czytałem z zainteresowaniem .Teraz te głupoty jakie pisze kolocarp -po 10 blogów w na dzień -typu podpórki są nie karpiowe ,tylko stojaki -to rzygać sie chce .Wiem że pewnie sporo czasu do tego sie zabierałeś ,było troche przemyśleń i efekt naprawdę dobry .Mam troche odmienne zdanie na temat końcówki ,bo nie jest tak jak piszesz w realu z tym PZW ,ale ja patrze z innej perspektywy i Ty też z innej i może nie wszystko do człowieka w zarządzie dociera...a może nie wszyscy co tam zasiadają są takimi ludżmi jak Ty z pasją i akurat są na takich stanowiskach że zwykły wędkarz na początku sie z nimi styka i wali o beton.Życzę powodzenia i wszystkiego dobrego ....gratuluje i w pewnym sensie zazdroszczę... (2014-01-14 21:38)
gregorwcpgregorwcp
0
Gratulacje Zbyszku za te 50 lat nad wodą i wspaniały, pouczający oraz zachęcający młodzież do wędkowania artykuł. Wpisy kolegów po fachu pod artykułem mówią same za siebie. Nic dodać nic ująć ! Akurat mam tą przyjemność kilkadziesiąt razy w ciągu roku wspólnie z Tobą wędkować i uczyć się od Mistrza sztuki czytania wody i doboru przynęt oraz sprzętu. Życzę Tobie jak najwięcej zdrowia i siły, byśmy mogli jeszcze sporo wypadów z wędką wspólnie zaliczyć nad wodę. By było mi dane móc przejąć Twoją ogromną wiedze i dalej przekazywać następnym pokoleniom. A że jestem zarażony tą samą "chorobą" co Ty z tej wędkarskiej pasji nigdy już nie zrezygnuje... (2014-01-15 23:33)
niutek40niutek40
0
Zbyszku pół wieku z wędką, to prawdziwy szmat czasu, mnóstwo wspomnień i historii. Wiele pięknych chwil, jak i gro wędkarskich porażek, które niejednokrotnie uczyły nas wędkarskiej pokory. Ty Zbyszku miałeś wujka swojego nauczyciela w pewnym sensie "Guru", ja miałem tylko pewnego znajomego Łodzi który przyjeżdżał do nas tylko w lipcu i sierpniu i to tylko parę lat. Ech, ale to były piękne czasy. Wstawaliśmy jak jeszcze było ciemno, nad jeziorkiem byliśmy przed wschodem słońca i ta piękna mgiełka nad taflą wody,a w tle rozpoczynał się śpiew ptaków. Złociste leszcze tak jakby już na nas czekały łowiłem je na ciasto z kaszy mannej z wanilią, a liny łowiliśmy na dżdżownice, spore płocie na parzoną pszenice. Kurcze Zbyszku przywołałeś wspomnienia, moje najpiękniejsze chwile. Teraz Drogi Seniorze czekam na następny wpis "100 lat z wędką", a te słowa które napisałeś, to większość z nas powinna zawsze o nich pamiętać "Musimy także pamiętać, że łowienie zgodnie z regulaminem to nie to samo, co łowienie zgodnie ze zdrowym rozsądkiem" Pozdrawiam i wszystkiego dobrego życzę w wędkarstwie jak i w pracy "społecznika " ***** (2014-01-16 18:10)
RoxolaRoxola
+1
Zbyszku, przeczytałam z uwagą, w ciszy i... nie potrafię skomentować. Brakuje mi słów, żeby opisać pod jakim jestem wrażeniem. Zdecydowanie mogę napisać, że jest to najlepszy wpis na blogu, jaki kiedykolwiek czytałam ! ...masz duszę społecznika, potężną wiedzę i ogromne doświadczenie - ale o tym wiedziałam już wcześniej. Bardzo mi miło, że mogłam teraz przeczytać Twoje wspomnienia. (2014-01-17 18:52)
pompipspompips
0
Gratuluję dorobku wędkarskiego, i życzę dalszej owocnej pracy społecznej. Wspaniale się czytało. Pozdrawiam, (2014-03-03 20:28)
TomekooTomekoo
0
Kawał dobrej wiedzy o lata wstecz której nigdy nie zaznam , tylko z opowieści tak dojrzałych wędkarsko w wiedzę ludzi jak Ty Zbyszku . Wpis rewelacja co tu dużo będę się pocił ;-) Pozdrawiam!;-) (2014-03-27 19:36)
maryskamaryska
0
Gratulacje (2014-10-13 18:46)

skomentuj ten artykuł