Wędkarstwo kiedyś i dziś - wsponień czar

/ 29 komentarzy

Przy okazji dzisiejszego popołudniowego spaceru nad moje ukochane jeziorko naszły mnie pewne piękne wspomnienia. Kiedy to jako młody chłopiec wędrowałem tymi ścieżkami sam bądź z kolegami i szukaliśmy sobie miejscówek w których mogliśmy połowić. Piękny to był czas - wakacje , zero problemów, beztroska oraz radość z poznawania nowych miejsc i stawiania sobie coraz to nowych wyzwań.
Kiedy to z teleskopem,paroma haczykami,kilkoma kromkami chleba oraz pudełkiem białych robaków stawialiśmy swoje pierwsze samodzielne wędkarskie kroki. Łowiliśmy głównie tam gdzie nie było nad nami żadnych gałęzi oraz innych przeszkód. Były to najczęściej miejsca między trzcinowiskami a plażą lub mostki wchodzące znacznie w głąb jeziora. Najczęściej nastawialiśmy się na ukleje.
Te małe piękne rybki dostarczały nam wielu pozytywnych emocji. Zawsze i o każdej porze mogliśmy liczyć na ich współpracę. Czasami złapaliśmy na haczyk jakąś płoć lub krąpia a w tedy to już ze szczęścia prawie dotykaliśmy nieba. Ryba inaczej walczyła niż ukleja i najczęściej była od niej większa.
Potrafiliśmy po kilkanaście godzin na dzień spędzać nad jeziorem od rana do wieczora czy deszcz czy słońce. Z czasem doświadczenie podskoczyło o kilka punktów i zainteresowaliśmy się spinningiem.
Do tego celu przerabialiśmy nasze teleskopy ze spławikówek na spinningi. Na żyłkę przed przyponem dodawaliśmy oliwkę ołowiu najczęściej coś około 5 gr aby przynęta leciała dalej - ot taki nasz wynalazek:). Łowiliśmy w tedy na obrotówki. Kilka rzutów na wodę,kilka na trzciny a czasem nawet na drzewa. Więcej blach zerwaliśmy niż złowiliśmy tych ryb. Czasami zwiło nam jakiś mały okoń ale w tedy to te małe okonie to były takie duże i emocjonujące że szok. Nie zapomnę jak nie raz z jednym okoniem biegaliśmy do domu aby się pochwalić co złowiliśmy i jaki bój stoczyliśmy z ta biedną rybką. Potem z roku na rok mieliśmy coraz więcej umiejętności i traciliśmy coraz mniej sprzętu. Chodziliśmy na inne jezioro już bardzo daleko bo około 2 km od naszych domów. Było to dla nas dotąd niedostępne i zarazem nieodkryte jezioro. Mniejsze co prawda od tego na którym stawialiśmy swoje pierwsze kroki ale i tak ciekawe z innymi dominującymi gatunkami ryb. Dominowały tu głównie krąpie,płocie i niedostępne dla nas leszcze. Kiedyś trafiliśmy na wspaniałe miejsce obok zwalonego drzewa. Rzucaliśmy spławiaki około 2 metrów od niego a tam była cała ławica krąpi. Mniejsze i większe ale walczyły i tak lepiej niż ukleje :P.
Nałowiliśmy się w tedy do syta i chyba nic nie zerwaliśmy oprócz jednego haczyka.
Żeby nie skłamać mieliśmy chyba po 50 może 60 sztuk na głowę - wiem,wiem zaraza zbiorę burę ale miałem w tedy może 12lat i nigdy nie słyszałem o C&R. Radość trwała dopóki nie dotarliśmy do domu - jak babcia zobaczyła to co przyniosłem to nie wiedziałem czy najpierw wylecę ja czy siatka z rybami :) u kolegi było podobnie:) ale koniec końców jakoś te ryby zostały oskrobane i chyba wsadzone w ocet.
Potem już nigdy nie mieliśmy tak udanego połowu jak ostatnio. Czas leciał,doświadczenie rosło,pojawiły się w naszych rękach gazety wędkarskie,nowy lepszy sprzęt,więcej gazet więcej sprzętu a ryby w ciąż te same tylko mniej strat w sprzęcie. Potem mieliśmy komputery i internet a tam dużo wiadomości i filmów o naszym ukochanym hobby. Zaczęliśmy czytać,oglądać,pytać i posiadać coraz większą wiedzę.
Znudziły nam się ukleje bo dlaczego panowie w gazetach mogą łowić takie ryby jak leszcze,liny,piękne płocie okonie i szczupaki a my nie??? Ustawialiśmy się na konkretne gatunki ale na początku efektów nie było ale nie zniechęcaliśmy się i jeden motywował drugiego aby wytrwać w swoich przekonaniach a efekty będą - i przyszedł ten czas kiedy to kolega złowił pierwszego lina - był to co prawda fuks ale ryba była piękna i od tej pory zaczęliśmy na serio wędkować. Potem przyszła kolej na płocie i wzdręgi ale to już nie przypadkowo tylko celowo, następnie leszcze oraz okonie i szczupaki na blaszki.
Niezapomniane jak złowiłem swojego pierwszego szczupaka na błystkę obrotową. Rzut wzdłuż trzcin lekki opór,zacięcie i czuję że coś holuję - szło gładko - myślę kurcze glony, ale po chwili wędka drży a moim oczom ukazuje się pod wodą ryba - radości nie było końca. Po wyciągnięciu ryby na brzeg i pokaleczeniu się o jej ostre jak brzytwa zęby udało mi się wyciągnąć blaszkę z paszczy 30 może 40cm potwora odtańczyłem taniec radości - wszyscy wczasowicze mieli niezły ubaw, ale skapnąłem się dopiero po chwili że się na mnie patrzą i do dziś nie wiem czy oni śmiali się ze mnie czy do mnie ??? :]
Potem już było z górki i coraz lepiej man szło. A teraz mamy niby nie najgorszy sprzęt, przynęty, wędki jakieś tam doświadczenie i opanowanie. Każda kolejna ryba przynosi nam wiele radości ale to już nie to co te nasze pierwsze piękne ukleje,karasie,krąpie i płocie.

Czas mija,lata uciekają a wspomnienia i kumple zostają.

Z wędkarskim pozdrowieniem Bartek P. - kto zna ten wie:)

 


4.9
Oceń
(50 głosów)

 

Wędkarstwo kiedyś i dziś - wsponień czar - opinie i komentarze

grisza-78grisza-78
+1
Piękne opowiadanie Bartek! Mam podobne wspomnienia, też łowiłem gdzieś w leśnych oczkach karasie ( te prawdziwe, nie japońce ) takie po 10 cm, miałem kilka wędek bambusowych i kołowrotki o ruchomej szpuli... To były czasy. Prosto ze szkoły na rower i prawie 10 km nad wodę... i tak codziennie! Za twój wpis wielki piątak!!!! Pozdro! (2013-02-17 20:10)
Lin1992Lin1992
+1
Dziękuje bardzo:) (2013-02-17 20:17)
zeus836zeus836
+1
Zajeb... artykuł fajnie się czytało. Przypomniały mi się moje początki. Były bardzo podobne tylko zamiast uklei były kiełbie a zamiast jeziora rzeczka ale radość i emocje te same (2013-02-17 20:21)
zeus836zeus836
+1
A i 5 za wpis (2013-02-17 20:22)
szutomaszszutomasz
+1
fajny artykuł 5***** (2013-02-17 20:24)
lord232lord232
+1
malyna odemnie 5***** (2013-02-17 20:30)
skajpekskajpek
+1
Ja swoje początki miałem z dziadkiem :) Który niestety odszedł w ostatnią wigilie ;/ w wieku 5/6 lat chodziłem z nim glinki niedaleko domu pierwsza rybą był sumik karłowaty "byczek" :) miałem taka frajde że szok i ciągle pytania dlaczego on ma kolce . a zawsze gdy dziadek miał branie szczupaka na żywcówkę dawał mi wędkę i kazał walczyć z rybą jak nie mogłem to mi pomagał :P teraz mam 16 lat i na ryby zazwyczaj wybieram się z przyjacielem ale to już nie to samo co kiedyś ;/ 5 za artykuł ;) (2013-02-17 20:56)
Lin1992Lin1992
+1
Zazdroszczę Ci takiego dziadka. ["]. (2013-02-17 21:09)
skajpekskajpek
+1
Dzięki ;) dzięki niemu wędkuje i ciesze się z tego . i nie przestane wędkować ;) (2013-02-17 21:25)
marek-debickimarek-debicki
+1
Każda wolna chwila nad wodą i tak do dzisiejszego dnia. Pozdrawiam i *****pozostawiam. (2013-02-17 22:47)
SpawciuSpawciu
+1
super tekst, podobnie zaczynalem 5 leci :)) (2013-02-18 00:16)
kaczus21kaczus21
+1
też znam te czasy było więcej ryb niż teraz a wędkowanie było bardzo miłe pozdrawiam
(2013-02-18 09:34)
kabankaban
+1
Wszystko super ,ale stwierdzenie ,że jezioro oddalone o dwa kilometry od domu to daleko? Mam 45 lat i jeżeli nie zaliczę kilku kilometrów na jednej wyprawie to gorzej się czuję. Pozdrawiam.
(2013-02-18 10:20)
Lin1992Lin1992
+1
Kolego my mieliśmy w tedy po 12lat więc to była dla nas niezła przygoda. (2013-02-18 11:00)
darek300darek300
+1
Pięknie, myślę że każdy ma podobne wspomnienia:-)też dawałem obciążenie przed obrotówka;-)czasami było widać jak okonie uderzały w ołów a nie w blaszkę. (2013-02-18 12:32)
MateuszR86MateuszR86
+1
Za wpis 5, a co do wspomnień to zamieszczone przez Ciebie zdjęcie przypomina mi tylko smutne wydarzenie z połowy jesieni kiedy to jedno z jeziorek w pobliżu mojego domu zostało złupione i jedyne co zastałem następnego dnia to przejrzysta woda i 2 samotne okonki zagubione w tym całym pustostanie. (2013-02-18 12:43)
Lin1992Lin1992
+1
A ten okoń na zdjęciu to moja wakacyjna (2012r.) zdobycz której zwróciłem wolność - zrobiłem tylko tego okonia przez cały dzień :) (2013-02-18 13:16)
kostekmarkostekmar
+1
Mając 12 lat godzinami ulegało się piłkę, kilometrami chodziło po lesie za grzybami i jeszcze nad jeziorem. Nie wymiękaj i połamania!!! (2013-02-18 19:29)
Lin1992Lin1992
+1
Kurczę :) Nie chodzi mi tutaj o to że nie dali byśmy rady dalej tylko tak mam ustawione jeziora jedno w odległości max 500m od domu a drugie w odległości 2km od domu. No ja go nie przeniosę dalej :P Ale czasem jak postanowiliśmy iść skrótami to nadrabialiśmy drogę co najmniej dwa razy :) Ale i tak było fajnie:) (2013-02-18 20:38)
andrzej3023andrzej3023
+1
Bardzo ciekawy artykul czekam na wiecej takich pozdrawiam (2013-02-18 21:48)
jajek121jajek121
+1
Też mam takie wspomnienia. Wędka bambusówka, kołowrotek z ruchomą szpulą, "glizdy" i kawałek chleba na który łowiło się płocie i krasnopióry. Za wpis 5. Pozdrawiam. (2013-02-18 22:10)
MsKamiruMsKamiru
+1
Ja pamiętam jak kiedyś przyjechałem ( Bo nie mam blisko łowiska i to była majówka) na jezioro Rożnowskie ... Patrze przy brzegu full wędkarzy w dzien leszcze w nocy na sandacze wywozili aż w końcu mówie do mamy ... Kupiła byś mi takie coś? A ona no zastanowie się... I kiedyś tam dostałem moją 1 wędke i jakis tam kołowrotek ... I oczywiscie w Gródku nad Dunajcem pach do sklepu mama mowi ze 1 raz stycznosc z wedka ... Pan jej daje ... spławik, jakis haczyk i jakies robale :P Potem podeszła do jakiegos wedkarza zeby mi zestaw zrobił ... I patrze spławik pod wodą a mama przy mnie i mówi zwijaj ! I moim oczą ukazała się malutka ukleja ;P Nie zapomniane emocje :P Szkoda ze mozna dać tylko ***** bo dałbym i więcej :) (2013-02-19 08:31)
SamotnikSamotnik
+1
***** . Szkoda tamtych lat!. Chętnie nawet teraz wrócił bym do tamtych czasów . Pozdrawiam . (2013-02-20 10:06)
Rybka696Rybka696
+1
Dziękuję Ci za ten artykuł.To jest naprawdę wspomnień czar,Mam teraz przed oczami moje początki z przed 67 lat,mieszkałem wtedy nad pięknym jeziorem na Mazurach.Zaczynałem swoją przygodę z wędkarstwem która trwa do tej pory na haczyk zrobiony z drutu zamiast żyłki której jeszcze wtedy nie było była nitka i wędzisko leszczynowe.Ryby a były to przeważnie okonie brały lepiej niż teraz na bardzo wyszukany sprzęt.Pozdrawiam. (2013-02-21 07:42)
Lin1992Lin1992
+1
Bardzo się cieszę że Wam podoba się mój wpis - to bardzo motywujące. Dziękuję za wspaniałe komentarze i pozdrawiam :) Lin1992 (2013-02-21 20:41)
Michi19Michi19
+1
Ja zaczynalem swoja przygodę z wędką na Wieprzu. Moj pierwszy kij to stary 3-czesciowy bambus i kołowrotek okrągły jak koło od roweru (do dziś jest u mnie w skrzynce). Myślę, ze więcej urwałem róznorakiego sprzętu i przynęt niż którykolwiek z Was koledzy;). Zamiast z rybą to wracałem do domu w przemokniętych butach, bez spławika i haczyka. Ale z uśmiechem na twarzy. Gdy jakimś cudem udało mi sie złowić płotkę lub leszczyka to banan z buzi nie schodził przez kilka dni ;D tak było kiedys... te czasy już nie powrócą, ale każdy z nas zapamięta swoją pierwszą wędkę, rybę, spokój i piękny znany nam wszystkim szum rzeki. Daję 5***** za artykuł;) (2013-02-25 00:42)
BlueFishermanBlueFisherman
+1
5 (2013-05-08 17:23)
rysiek38rysiek38
+1
Moją pierwszą rybka był karas a wlaściwie karas potwór bo był tylko niewiele mniejszy od spławika z gęsiego pióra :-) a potem właśnie przyszedł czas na okonie no i pierwszego leszcza potwora (27cm) a wszystko na bambusik , fajnie się wspomina ...piatal oczywiście (2015-11-15 20:26)
rysiek38rysiek38
0
lin1992,moje początki opisalem na moim blogu ale to naprawde trzeba poszukać bo to starsze wpisy ale z jajem bo kto by pomyślał ze moja wędkarska przygoda zacznie się od pierwszej komunii... P.S.zapraszam wszystkich do zapoznania się z moim blogiem od najstarszych wpisów a za komenty do tych nawet sprzed kilku lat wielkie dzięki z góry (2015-11-15 20:39)

skomentuj ten artykuł