Wędkarz kompletny

/ 16 komentarzy

No i stało się- pół roku temu obiecałem sobie, że ten rok będzie przełomowy i jak narazie (odpukać) wytrwale staram realizować się plan. Aczkolwiek nie o tym chcę teraz pisać, bo jeszcze przyjdzie czas na podsumowania i robienie "rachunku sumienia".

Dzisiaj celujemy trochę w inną kwestię, a mianowicie w sprawę w zasadzie banalną, chociaż według mnie ostatnio przez wielu mylnie rozumianą (albo przeze mnie źle interpretowaną)- wędkarstwo.

Dziwne? Niekoniecznie... Zdecydowałem się o tym napisać, ponieważ w tym roku naprawdę wróciłem i mówię to z dumą i pełnym zadowoleniem. WRÓCIŁEM! Znowu spędzam mnóstwo czasu nad wodą, wszędzie gdzie jestem staram się szukać wody, ryb oraz kawałka pięknego krajobrazu, który często bez naszej wiedzy otacza każdego z nas. A temat przewrotny, ponieważ po kilku latach posuchy (no może niecałkowitej, ale znacznie wymizerowanej), zauważam pewien niebezpieczny trend, który już delikatnie dawał mi się we znaki gdy jeszcze byłem "młodym gniewnym" i nie odpuszczałem żadnej okazji do wyjazdu nad wodę.

Ostatni "tłusty" wędkarsko rok jaki pamiętam, to rok 2009. Byłem wtedy aktywnym "karpiarzem", praktycznie cały wędkarski czas poświęcając tej metodzie- jak nie nad wodą to przy komputerze, angażując się w pomoc przy prowadzeniu portalu karpiowego. Pewnego razu ukuły mnie dość mocno słowa mojego kolegi, z którym, jak wówczas myślałem, będzie tworzyć stronę o naszej pasji, o tym co kochamy- od tak, bezinteresownie. Mianowicie w pewnej wieczornej rozmowie już po "wstępnym nęceniu" usłyszałem, że jeśli się nie umie połączyć pasji z zarabianiem pieniędzy, to nie ma sensu brnąć w taką pasję, bo nie będziemy się w stanie jej poświęcić (czyt. pokryć wydatków z nią związanych). Zabolało cholernie, choć z jednej strony- trochę gościu ma rację, bo jeśli chcę 365 dni spędzać nad wodą, to muszę tym czasem nabić sakwę- czy to relacjami z nad wody (popartymi fantastycznymi zdjęciami ogromnych ryb), czy też handlowaniem różnymi "fantami" nad wodą lub dystrybuowaniem tego wśród znajomych "po kiju". Broń Boże nie mam tu żadnych pretensji do ludzi, którzy w ten sposób zarabiają (lub nie) i dają nam "szarym włóczykijom" możliwość przeniesienia się choćby myślami w inną krainę- Panowie super, że jesteście! Temat jednak zahaczył mnie na tyle mocno, że wycofałem się ze swojej aktywności na forum (pewnie było to też trochę usprawiedliwianie i wymówka, aby wytłumaczyć brak czasu)... Jednak, wracając do sedna, od tego czasu zacząłem trochę inaczej patrzeć na niektóre rzeczy, a że akurat trafiłem na dość specyficzną wędkarsko grupę (której byłem częścią i nadal jestem, choć już nieco w inny sposób), a mianowicie- karpiarzy- poczułem, że ktoś, moim skromnym zdaniem, trochę się w tym wszystkim pogubił (a może to ja się pogubiłem?!). Czas, którego miałem już niewspółmiernie mniej, który przeznaczałem na zasiadki, niezwykłym trafem, spędzałem w towarzystwie "nowych" karpiarzy, którzy niesamowicie zapalili się do tego typu wędkarstwa. Pierwsze, co mnie zdziwiło- przyjeżdżamy nad wodę, spotykamy nieznajomego karpiarza i... No właśnie! Daiwa Basia- konkretny kołowrotek! Century NG- klasa kije! Sky Pod- spisuje się, nie?! I tak godzina... Żeby chociaż zapytać- skubie coś? Nie! I to właśnie dało mi do myślenia i wciąż zaprząta moją głowę...

Skąd ten temat zapytacie? Narodził się w bardzo prosty sposób- zacząłem w tym roku moją zabawę z muchówką. Nie, nie chodzi tu o kolejną "elitarną" grupę wędkarską. Chodzi raczej o okoliczności, w jakich miałem możliwość pomyśleć nad wszystkim tym, co w mojej wędkarskiej karierze zdążyło mnie spotkać.

Pewnego majowego wieczoru stojąc po pas w wodzie i obławiając głębszy brzeg przy zwalonym drzewie, łowiąc pstrążka za pstrążkiem na sztuczną muszkę (żaden nie przekroczył 35 cm), mając przed oczami zachód Słońca w niesamowitej scenerii górskiej cofki rzeki ze zbiornika zaporowego zacząłem się zastanawiać- Jezusie brodaty, jak ja dawno nie byłem tak błogo, beztrosko i niesamowicie szczęśliwy! Wróciłem do domu, wypiłem herbatę, poczytałem coś i poszedłem spać. Rano obudziłem się i pierwsze o czym pomyślałem, to wczorajszy wieczór- ryby, sposób łowienia, czy nie za szybko pojechałem, co tam jeszcze pływa, co się najlepiej sprawdziło, co tam fruwało, jakie imitacje przygotować etc.

Wracając do wszystkich tych doświadczeń tak na sucho, z dystansem, nasuwa mi się takie jedno spostrzeżenie- czy niechcąco nie dałem się wciągnąć w jakiś niepotrzebny wyścig, szaloną gonitwę? Przecież pstrągowi koło kropki zwisało, że rzucam kijem za 150 zł, mam kołowrotek za 50 zł a muchę zrobiłem z kilku piór z kapki koguta kupionej za 15 zł w KROKODYLu i kosmka rudych włosów moje psa... Wiem, wiem, zaraz powiecie- a co Ci przeszkadza, ze ja mam kij za 700 zł- stać mnie to mam! Pewnie! Nie do tego w ogóle pije, pije raczej do tego, że dużo rzeczy w dzisiejszych czasach się poprzewracało... Jakich rzeczy?! Na przykład podejścia do sposobu łowienia, specyfikacji poszczególnych typów łowienia, zasady C&R (dzisiaj nie robi się tego "od tak", dzisiaj jest to modne i nie wypada robić inaczej) czy też zwykłego "postrzegania potencjału rybostanu" w poszczególnych zbiornikach (jeśli wiecie o co mi chodzi). Apropos tego ostatniego- nie ma ryb, mało, niewielkie egzemplarze- kłusownicy! PZW daje ciała! Zgoda! Jest w tym mnóstwo, ale to mnóstwo prawdy, ale... No właśnie, zawsze jest jakieś ale... Ja zauważyłem, że dzisiejszy tryb życia nie pozwala już na takie łowienie jak kiedyś. Dziś często na forach można przeczytać- człowiek wygospodaruje raz na ruski rok wolny weekend, pojedzie nad wodę i nic nie złapie! Bezrybie! Ja zaczynam do zagadnienia podchodzić inaczej, co nie zmienia faktu, że nic nie usprawiedliwi debilnych decyzji co poniektórych "asów" siedzących na górze (czy to w sprawie rzek, spuszczania zbiorników zaporowych, odłowów kontrolnych itd.)...

Jednak też nie o tym chcę powiedzieć, wracając do tematu posta, kilka słów o "wędkarzu kompletnym". Od razu zaznaczę- nie znam takiego, nie mam żadnych kandydatów (tylko luźny przykład), będę tylko przedstawiał tu swoje swobodne spostrzeżenia. Wędkarz kompletny to dość "śliskie" miano, jednak spróbuje wam przedstawić coś, co kiedyś mi zaświtało w głowie, przebiegło przez myśl i zahaczyło o odpowiednią szarą komórkę w mózgu.

Przypominam sobie mój wyjazd z Tatą, kiedy byłem młodym chłopakiem, na jezioro Nyskie. Nigdy nie wracaliśmy bez ryby, czuliśmy się pewnie jak Kliczko przed każdą swoją walką, jechaliśmy na pewniaka. Zawsze były to wyjazdy 2-3 dniowe- łowiliśmy leszcze, piękne płocie, karpie i czasami sandacze. Pewnego poranka przyjechał na rowerze z jedną wędką "dziadzia"- w flanelowej koszuli, gumofilcach z szorstkimi jak papier ścierny rękami. Przywitał się z nami, zapytał jak tam sytuacja nad wodą i zapytał, czy może sobie koło nas usiąść i połowić- "na jeden kijeczek". I w taki sposób dorobiliśmy się sąsiada. Była godzina 4 (na 7 miał do roboty) o 6:30 miał na koncie z 20 leszczy w ok. 60 cm, karpia ponad 4 kg i niezłego sandacza. Zwinął wędkę, spakował plecak, podziękował nam za możliwość spędzenia czasu w miły towarzystwie i odjechał do codziennych obowiązków- ppoprostu od tak odjechał! Bez dawania rad! Bez mówienia czego on tu nie złapał! Bez opowiadania o tym co w tej wodzie pływa! PEWNIE TO BYŁ FART!!! Pewnie tak, jednak według mnie trochę trącało od gościa wędkarzem kompletnym.

Podsumowując mój "emocjonalny wpis" powiem tylko, że często wystarczy przyjść nad wodę (wziąć kija takiego jakiego się ma i iść, a nie szykować się tygodniami, zbierać pieniądze na sprzęt, i czekać na sygnał od św. Franciszka), postarać się ją przeczytać, na spokojnie realizować taktykę, która się sprawdza (lub starać się taką sobie wypracować) i cieszyć się każdą chwilą, każdą rybą- poprostu się cieszyć! Bo żaden wysokomodułowy pręt grafitowy nie będzie nas tak cieszył, jak ryba- nawet najmniejsza- świadomie wyjęta, nawet z kałuży...

Z wędkarskimi pozdrowieniami "Połamania"

Trzymajcie się "Wilki Morskie"

Pozdrawiam i do usłyszenia

Wojtek

P.S. Trochę natchnienia i "odwagi" do napisania tego posta znalazłem w artykule o wędkarzu z Dunajca /Krościenka/, którego autor tegoż artykułu miał szczęście spotkać i nauczyć się od niego (może nie nauczyć- ZROZUMIEĆ) wiele rzeczy /z wiadomych przyczyn- autora i nazwy gazety na forum nie podam ;)/

 


5
Oceń
(16 głosów)

 

Wędkarz kompletny - opinie i komentarze

kabankaban
0
Kiedyś mucha była wielką tajemnicą i nikt "zwykły" tak nie łowił.Teraz karpiarstwo przeżywa  zwyżkę popularności (mogę się mylić ale to "wygodne łowienie" dla tych z większą kasą którzy "chcą" lub "muszą" "łowić" by być na topie) i na tym tracą ci którzy te ryby kochają łowić od dawna... . Mógłbym jeszcze długo ,ale tylko pozdrawiam. (2014-07-02 13:17)
LagajLagaj
0
Wszystko stanęło na głowie... Ważne, żeby pamiętać po co się to robi i dlaczego zaczęło się to robić ;) Pozdrawiam Panie Grzegorzu ;) (2014-07-02 18:23)
JKarpJKarp
0
150 minut ( 2,5 godziny ) - w tym czasie 22 ryby czyli ryba co prawie 7 minut. Jak odliczyć czas na holowanie, zakładanie przynęty wychodzi, że cały czas holował ryby ;-) Nie ma szans na taki wynik. Zaraz się okaże, że to był bambus bez kołowrotka z żyłką 0,50 mm ;-) Poza tym czytam, czytam i nijak nie wiem o co chodzi Poecie? Czy jak sprzedałem wszystko a pozostawiłem tylko sprzęt do karpiowania to jestem też kompletny czy kompletnie niekompletny? Jak piszesz " wszystko stanęło na głowie " to napisz też co stanęło na tej głowie. Dużo w tekście " światłych myśli " ale kompletnie niezrozumiałych. (2014-07-02 19:21)
LagajLagaj
0
O to właśnie chodzi, żeby samemu umieć odpowiedzieć sobie na to pytanie czy się jest kompletnym czy nie ;) Nie pije tu jak pisałem do nikogo, ale jak czytam teksty niektórych 'ekspertów' na temat sprzętu, łowisk komercyjnych, ciągłego szukania haka na drugiego, to mam takie refleksje jak powyżej. A co do wyliczeń- myślałem, że to portal o wędkarstwie a nie matematyce ;) Pozdrawiam (2014-07-02 21:53)
JKarpJKarp
0
Trzeba liczyć się z tym, że ktoś przeczyta ;-) i się zastanowi czy jest to możliwe he he. Zgadzam się niestety z jednym zdaniem - opinie o sprzęcie, podpowiedzi " ekspertów ", licytacja na temat sprzętu bywają mówiąc oględnie dość dziwne. No miałeś strasznego niefarta jak trafiałeś na szpeców z Basiami, Sky Podami itd ;-) Ja powiedzmy używam średniego sprzętu ( Chub, Penn ) i stawiam na trafne typowanie miejsca, jakoś przynęty a nie błyskotki. (2014-07-03 11:47)
rysiek38rysiek38
0
Sedno sprawy kolego ująłeąś - moda karpiowa sięgnęła szczyty absurdu,dla mnie sprzęt jako całość jest na dane warunki i daną rybę i chcąc dopaś karpia nie potrzebne mi skarpetki karpiowe :-) (2014-07-03 20:13)
JKarpJKarp
0
To nie moda karpiowa i to nie szczyty absurdu. To konieczność. Inaczej byś ćwierkał jak posiedziałbyś z tydzień na zasiadce a w tym czasie miałbyś dwa oberwania chmury, nagłe oziębienie itd. Doceniłbyś wtedy dobry namiot, ubranie oddychające, łóżko i śpiworek. Oczywiście sztuka dla sztuki to głupota i każdemu wędkarzowi można przypiąć, że jego sprzęt i ubranie to chwilowa moda i absurd. (2014-07-04 10:30)
kabankaban
0
I tu właśnie chodzi "o to co potrzebne" do wybranej metody bądź gatunku. Licytowanie się "co kto ma lepsze" to nic innego jak zwykła zawiść bądź mała wiedza w danym temacie... . (2014-07-04 16:48)
LagajLagaj
0
Dokładnie tak! Właśnie o to mi chodził- 'niezbędne'! Niezbędna to jest chęć do pojechania nad wodę i trochę czasu! Nie dajmy się zwariować, Panowie! Propaganda 'niezbędnego' bądź 'niezastąpionego' trochę zabija ideę wędkarstwa... Między innymi o to chodziło w tym poście- nie dajmy się zwariować, i nie jedźmy na ryby jak skompletujemy sprzęt, tylko kompletujmy sprzęt sukcesywnie, jeżdżąc na ryby ;) Takie moje zdanie- a to dlatego, że często goniąc za sprzętem możemy przegapić wiele fantastycznych wypraw i doświadczeń... Takie moje luźne zdanie ;) (2014-07-05 00:41)
JKarpJKarp
0
Według Twojej teorii " i nie jedźmy na ryby jak skompletujemy sprzęt, tylko kompletujmy sprzęt sukcesywnie, jeżdżąc na ryby ;)" można pojechać na zasiadkę karpiową na trzy doby bez namiotu, łóżka, śpiwora, bez karpiówek ;-) Tak się po prostu nie da. Pojedziesz na pstrągi bez sznura, bez much, bez woderów ? Przecież kiedyś sobie kupisz a póki co ja wiem - może robaczek he he ??? ;-) Cały problem polega na tym żeby ocenić swoje potrzeby w nawiązaniu do gatunku na jaki się nastawiamy. Wiadomo, że ja nie nakupię blaszek Meppsa dla samego posiadania ale kulek to sobie kupię lub ukulam na zapas. Jak trafi mi się okazja kupię w dobrej cenie choćby następne łóżko ale nie kupię sznura ;-) Przez Twoje wpisy przebija jakiś dziwny żal, niemoc czy sam nie wiem jak nazwać Twój stan umysłu. Masz bardzo rozbiegane myśli. W każdym razie duuuużo emocji jest w Twoich wpisach :-) (2014-07-05 15:07)
rysiek38rysiek38
0
JKarp może wyjaśnię o co mi chodzi czyli o nazewnictwo bo np.jadąc na nockę za leszczem czy np sandaczem nie potrzebny mi namiot sandaczowo leszczowy ?lpo prostu potrzebny mi namiot!!! ,czy w "karpiowym" śpiworze jest cieplej niż w tradycyjnym turystycznym?no ale co tam...jak zasiadka to kilku dniowa i grill KARPIOWY nieodzowny oczywisćie odpalony na KARPIOWEJ podpałce no i karpiowymi zapałkami (2014-07-05 23:52)
JKarpJKarp
0
Rysiu dokładnie - turystyczny ( wybacz ) to straszna lipa. Miałem jakiś super ( ponoć ) ale to zupełnie nie to co jest mi potrzebne. Ma być duży, z dwóch stron suwak, przypinany, wodoodporny. Suwak ma być bardzo mocny żeby szarpnięcie go nie rozwaliło. Zamek suwaka i uchwyt to samo. Możesz kpić do woli ale jak Ci dupsko by zmarzło tak fest inaczej byś gadał he he. Namiot z narzutą ( wędkarski ) , ale nie jakaś szmatka ale materiał odporny na wodę 10 000 mm słupa wody. Grilla nie mam bo na zasiadkach jem normalne jedzenie robione w domu, próżniowo zamrożone. Żadnej chemii w postaci super zupek itd. Powiem Ci, że nie raz gościłem w namiocie w czasie burzy lub wielkiego deszczu częstując tym i owym przemoczonego do suchej nitki wędkarza i za każdym razem jakby pierwotna niechęć do karpiarza zmieniała się w uznanie dotyczące jakości sprzętu i nie chodzi wcale o wędki a o zaplecze. Możesz sobie jeździć na ryby z czym chcesz ale pojedź na trzy lub cztery dni - wtedy pogadamy o tym co jest potrzebne a co nie. Zrozumiesz wtedy, że karpiowe znaczy super jakość a nie licytacja o nazewnictwo. (2014-07-06 15:31)
LagajLagaj
0
A mi się właśnie wydaje, że niektórzy ludzie nie potrafią czasami na coś spojrzeć trzeźwym okiem i jak nie mają argumentów to zaczynają obrażać innych. Właśnie dlatego nie lubię rozmów o karpiowaniu, czytania forów karpiowych bo od pewnego czasu rozmowy sprowadzają się tam tylko i wyłącznie do obrzucania się inwektywami. I to w imię czego? Bo ktoś Ci powiedział, że do łowienia karpii nie potrzeba 'skarpetek karpiowych'. Ja kocham łowić karpie i łowię je od wielu lat, ale kiedyś nie było takiej nagonki. Ale tak jak mówiłem i powtarzam- to tylko moje zdanie ;) Z pewnością nie o to mi chodziło, żebyśmy rozliczali stany naszych umysłów ;) A dużo emocji we wpisach, bo emocjonalnie podchodzę do swojej pasji. Zresztą każdy może mieć swoje zdanie, poprostu nie muszą rozumieć tego co napisałem. Jeśli młody 16-letni chłopak zapoznałby się z teorią, ze musi mieć na wstępie kupę kasy żeby kupić kije, kołowrotki, namiot, stojak itd. 'karpiowy', to wątpie czy byłaby to dla niego zachęta do rozpoczęcia pięknej przygody z łowieniem karpii ;) I o to mi chodzi. I w żadnym moim poście nie przeczytasz, że obrażam albo bagatelizuję jakość czy wagę karpiowego sprzętu, bo tego nie robię- nie o to mi chodzi ;) Mam nadzieję, że po tym poście choć trochę zrozumiałeś mój 'stan umysłu' ;) Pozdrawiam (2014-07-06 21:00)
JKarpJKarp
0
Jakie inwektywy widzisz w moim wpisie? Jak na razie widzę próby kpienia ze skarpetek he he. Owszem mam nawet trzy pary termoaktywnych ale nie jakiejś topowej firmy a tanie GREENE. Podpórki mam zwykłe, choć mam i poda. Ja łowię karpie długo, nawet bardzo długo i niestety ale z przykrością muszę jednak stwierdzić, że do karpiarzy było zawsze jakieś ALE i zawsze były nagonki. Co do młodych Kolegów to znam kilku, którzy mają sprzęt do łowienia karpi ale bynajmniej tatuś tego im nie kupił. W wakacje ostro tyrali żeby sobie coś kupić bo doskonale wiedzieli, że bez tego czy owego ich pasja byłaby jedynie marzeniem. O jednej bardzo ważnej rzeczy tu nie jeszcze nie mówiliśmy - otóż uważam, że wędkarz kompletny to taki, który wie czego oczekuje od sprzętu który aktualnie posiada i potrafi wykorzystać wszystkie jego atuty. (2014-07-07 10:12)
LagajLagaj
0
Może masz rację, każdy ma swoją rację ;) Nie ma sensu przepychać się na argumenty ;) Z ostatnim Twoim zdaniem jak najbardziej się zgadzam, i teraz odnieś je do tego co napisałem- żeby wykorzystywać ten sprzęt co się ma, a nie czekać aż wszystko kupisz. (Wtedy rzeczywiście nie musisz liczyć na Tatusiów tylko na swoją ciężką pracę i odłożone pieniądze) Pozdrawiam i życzę sukcesów nad wodą ;) (2014-07-07 16:55)
rysiek38rysiek38
0
Coś Wam powiem bo oboję macie racje i ja chyba też wiem o co mi chodzi i co mnie drażni: a więc ,jeżdziłem nieraz na wyprawy (kilkunastodniowe i to nawet zimą pod namiot motocyklem)-więc wiem co to jakosc sprzętu i tu zmierzam do sedna...mój namiot był do turystyki motocyklowej ,lekki i b.dobrej jakości i tak samo ciuchy i reszta mniej lub bardziej potrzebnych gratów ,ale nie było to SPECJALNE do wyprawy na Hondzie junaku czy wsc-e (2014-07-08 19:14)

skomentuj ten artykuł