Wędkowanie przy zachodzeniu słońca

/ 12 komentarzy / 3 zdjęć


Gdy po pięknym gorącym dniu, słońce z wolna zaczęło pochylać się ku zachodowi, jakby skłaniało się ku zasłużonemu odpoczynkowi. Kiedy na niebiańskim błękicie nieba, piękną śnieżnobiałą bielą, niczym ręką Stwórcy cudowne figury z cumulusów niebo przystrajały. Gdzie nie gdzie na całym widnokręgu porozrzucane wąskie smukłe chmurki, niczym pióra anielskie, nadchodzącą niewątpliwe zmianie pogody oznajmiały.

Wyszedł młodzieniec zabierając jak zawsze, bursztynowe przysmaki, by jak co dzień późnym popołudniem, udać się do przyjaciół swoich w stawie mieszkających. Tym razem nie zabrał złotej wędki swej ukochanej. Szedł powoli polną drogą, tą co zazwyczaj, wpatrując się w radosny lot młodziutkich ptaszków. Na przydrożnym przepięknym wielobarwnym dywanie, pszczoły pośpiesznie nektar z pięknych kwiatów zbierały. A z dala za wielkim jałowcem młode liski z jamy z zaciekawieniem chłopca obserwowały. Wiedział o tym niebieskooki blondynek, gdyż tu co roku stara rudowłosa cwaniara, młode swe pociechy wychowywała i swoich chytrych sztuczek uczyła. Nieopodal na sporych rozmiarów, łące koniki polne już smyczkowy koncert swój rozpoczęły, by piękną muzyką drogę chłopcu uprzyjemnić . Z dala unosił się już przecudny chór na kilka głosów, gdyż szmaragdowe primadonny codzienny swój festiwal rozpoczęły. W pobliskim zagajniku sowa piskliwym głosem zbliżający nieuchronne się zmrok wszystkim obwieszczała. Przydrożna stara brzoza płacząca, co w połowie zgięta była, głęboki pokłon chłopcu oddawała. Gdy dochodził już do pięknego stawu, sierpniowy wiaterek co leciuteńko kołysał listkami drzew, zamarł też w całkowitym bezruchu, by przypadkiem źdźbło trawy, lub ziarenko piasku, delikatnego oka młodzieńca nie zraniło.
Doszedłszy już na miejsce wziął w dłoń, złotą pszenicę i rzucił kilkakrotnie przed siebie, by po raz ostatni wodnych swych przyjaciół ugościć. Po czym usiadł na swym tak ulubionym kamieniu ukrytym, za zieloną zasłoną roślinności i słuchając, podziwiał bajecznie, niepowtarzalne piękno natury.
W śród wody, jakoby rozbrzmiał weselny marsz Mendelsona piękne, smukłe pomarańczowookie w srebro odziane panie. Niczym baletnice zgodnie, z partnerami w szczere złoto przystrojonymi się pojawiły. By po chwili w niekończącym wirze pląsów się zapomnieć. Nieopodal sędziwy, czujny profesor w ciemno zieloną szatę przyodziany, pianą z bąbli na powierzchni wody, swą obecność zaznaczył. W oddali piękną „świecą” nakrapiany pan życia i śmierci, młokosa powitał. A z przybrzeżnych sitowi kaczka krzyżówka, ze swoimi pociechami do stóp chłopca przypłynęła, by po raz ostatni kawałeczkami chleba się uraczyć. Niebawem i stara poczciwa czapla do wspólnoty dołączyła i stając na swym stałym miejscu, rozpostarła skrzydła jakby objąć i uciskać blondynka na odległość chciała. W przestworzach szybując zataczając kręgi, stary znajomy o szponach zabójczych i potężnych wirtualną aureole nad głową chłopca utworzył.

Czas się pożegnać przyjaciele moi, wypowiedział drobniutki jasnowłosy młodzieniec, drżącym łamliwym głosem. Zasmucił się okropnie, gdyż gorzkosłone łzy popłynęły po drobniutkiej i młodziutkiej twarzyczce. Wytarł je delikatnymi dłońmi, by nikt nie zauważył. Pięknymi kręcącymi lokami, zasłonił mokre niczym rosą nawilżone oczy, a trzęsącą się drobną bródkę, chciał za wszelką cenę ujarzmić, lecz ona nieubłaganie, drgała niczym pajęczyna na wietrze. Chciał jeszcze, coś wyszeptać, powiedzieć kilka słów wręcz wykrzyczeć, lecz na próżno z żalu i smutku głosu żadnego wydobyć nie mógł. Niczym strzała przeszywając pierś trębacza, nagle oddechu go pozbawiając.
To w tej piersi bije rubinowe serce chłopca, nienawiścią i podłością ludzką jeszcze nie skalane. Tam dusza młodzieńca czysta jak opłatek wigilijny, odwieczną pogonią za mamoną, nie zbrukany umysł młodzieńca niewinny, szczery i wrażliwy.
Powolutku wstał, zanurzył, jeszcze swą drobniutką dłoń w cieplutkiej wodzie, by na pożegnanie z bliska jeszcze pomachać, wręcz nią dotknąć każdego z osobna. Tak bez słowa odszedł w drogę powrotną. Dochodząc do wzniesienia , odwrócił się i tak po raz ostatni, dłuższą chwile wpatrując się w najwspanialsze miejsce swej młodości, niekończącej się zabawy i radości swojego dzieciństwa.
I odszedł tak drobniutki młodzieniec o długich anielskich włosach w piękne loki pozwijane o oczach najczystszego błękitu. Twarzyczce delikatnej, niczym najpiękniejsza z Boskich brzoskwiń.

Tęskniąc już do tych łąk zielonych, rumiankiem i miętą pachnących, gdzie zapach świeżego chleba, unosił się nad falującymi łanami zbóż. Do lasu który w słoneczne dni dawał chłód i ukojenie, a i od deszczu swój, wielki zielony parasol rozłożył. Do ukochanego stawu swojego spokojnego i czystego jak poranna rosa. Tu wszechobecna cisza, gra wszystkimi możliwymi dźwiękami, gdzie gwieździsta noc, wita świt radosnym śpiewem ptaków, wśród delikatnej mgiełki ukrytymi. A kończący się dzień, słońcem w kolorze purpury, losy świata oddawał zmierzchowi w jego władanie. To tylko tu człowiek z przyrodą żyją w wzajemnym szacunku i harmonii, jak najprawdziwsi z przyjaciół.

Lecz czy kiedykolwiek tu powróci……

 


5
Oceń
(28 głosów)

 

Wędkowanie przy zachodzeniu słońca - opinie i komentarze

ryukon1975ryukon1975
0
Pięknie napisane. Myślę że nic więcej w komentarzu nie trzeba dodawać. (2013-12-10 09:55)
ZanderHunterZanderHunter
0
I cóż mam napisać?...po prostu esencja... (2013-12-10 11:18)
roman55roman55
0
Jedyne słowo jakie mi się nasuwa po przeczytaniu to tylko nic innego jak " Bombowy" tekst tak nie przystających do obecnych realiów. Moje gratulacje, świetne pióro. Pozdrawiam i oczywiście ni innego jak 10+ (2013-12-10 15:49)
ferozaferoza
0
Kolego Henryku, tak lubię! Poetycka proza zmianą szyku i pięknem natury "pokropiona". Urok ichtiofauny personifikacją wydobyty. Muzyka słowem kreślona, koloru dodaje; pomarzyć pozwala; do tęsknoty za pięknem w przyrodzie utopionym zmusza! *****! Serdecznie pozdrawiam. (2013-12-10 17:01)
rysiek38rysiek38
0
jak to czytam to przed oczami mam Jurę jak o świcie idę na łowisko zawsze inną drogą nigdy się nie spiesząc . Czasem przez las i łąki a czasem wzdłuż dzikiego potoku gdzie dopiero po długim czasie (kilku lat)zorientowałem że jest tam kropek. W czasie wędrówki zawsze robię sobie przerwę na obserwacje - niestety dane jest mi tam być jedynie może kilka dni w roku. Pełen szacunek za wpis no i styl . DZIĘKI !!! (2013-12-10 19:21)
Zibi60Zibi60
0
Pióro znamionuje osobnika wychowanego na Karolu Maju i Adamie Mickiewiczu, kapitalne poetyckie opisy. Dzięki Henryku za chwilę poetyckiej zadumy ! 5* (2013-12-10 19:32)
Sebastian KowalczykSebastian Kowalczyk
0
Przyjemną chwilę tu spędziłem. Dzięki :) ***** (2013-12-10 19:46)
robbanrobban
0
I ,ja sie dalem poniesc , blekitnym chmurom ...... Pozostawiam ***** Super to oddales na papier..... Pzdr. (2013-12-10 20:59)
Kowal73Kowal73
0
:)***** (2013-12-10 22:35)
niutek40niutek40
0
Bardzo dziękuję koledzy, za mile komentarze. Wszystkiego dobrego Wam i Waszym najbliższym życzę. (2013-12-13 19:14)
użytkownik91939użytkownik91939
0
Ach, czasami brakuje słów, pisz częściej Heniu. 5* (2013-12-15 15:14)
TomekooTomekoo
0
Oj Heniu ... Pozamiatałeś Mnie;-) (2013-12-20 20:25)

skomentuj ten artykuł