Wędkowanie w Tunezji

/ 8 komentarzy / 19 zdjęć


Na przełomie października i listopada miałem przyjemność być w Tunezji. Informacji na temat wędkowania w tym kraju jest niewiele (wertowałem internet kilka godzin), dlatego chciałem nieco przybliżyć realia wędkarskie panujące w tym kraju. Pakując walizkę zabrałem swojego Ravela (zawsze go ze sobą zabieram) 240 cm 10-30 g, kołowrotek trochę haczyków i ciężarków.

Chodząc po plaży (kilka kilometrów) spotykałem sporą ilość miejscowych wędkarzy, byli oni uzbrojeni w długie, mocne wędki – typowe plażówki bardzo niskiej klasy, duże plastykowe kołowrotki z żyłką 05,-0,7 mm i obciążeniem 100-150 g. Na haczyk zakładali robaki (bardzo podobne do naszych czerwonych). Myślę sobie, że ze swoim delikatnym sprzętem za dużo tu nie zwojuję.

Przez kilka kolejnych dni coraz więcej czasu i uwagi poświęcałem na obserwowaniu tunezyjskich wędkarzy (w sumie ok. 10 godzin). Rozmawiałem z kilkoma z nich, trochę po angielsku, trochę na migi, dlaczego nie mogą złowić żadnej ryby. Przez te ok. 10 godzin nie widziałem ani jednej złowionej ryby. Zadawałem pytania o pogodę, porę dnia i rodzaj przynęty czy wiedzą co może mieć największy wpływ na brak brań. Wszyscy odpowiadali – I don’t know.

Zaskoczony moimi obserwacjami straciłem trochę, chęć na wędkowanie, ale żyłka wędkarska wzięła górę i postanowiłem nazajutrz iść na ryby. Około godz. 10.00 dotarłem na skaliste umocnienie brzegu, wycyganiłem od miejscowego trochę robaków – w zamian dałem mu paczkę haczyków i zacząłem rozkładać swoją wędkę. Gdy mój zestaw był prawie gotowy tunezyjscy koledzy po kiju pokazywali żebym się puknął w głowę, z dumą prezentując swoje mocne wędziska. No cóż, spróbować muszę i koniec.

Zarzuciłem swój zestaw (żyłka 0,18, obciążenie maksymalne jakie wytrzyma moja wędka ok. 40 kg). Sporo dalej od miejscowych co wywołało niemałe zdziwienie. Wędkę ustawiłem równolegle do brzegu, napiąłem zestaw i czekam na branie. Po chwili moja szczytówka zaczyna rytmicznie drgać, zacinam i mam pierwszą rybę (DORADA wielkości dłoni). Radość miejscowi nie mają jeszcze nic. Następny zarzut – kolejna rybka. Czuję jak uruchamia się we mnie duch rywalizacji. Przez kolejne 2 godziny mam cały czas brania, ale moja skuteczność jest na poziomie 40 proc. Miejscowi nadal żerują. Zakończyłem wędkowanie z wynikiem kilkunastu sztuk (same „dłoniaki”). Wykończyłem wszystkie robaki – Polska-Tunezja 1:0.

Uważam, że Tunezyjczycy mieli podobną ilość brań jak ja aczkolwiek na swoich wędziskach nie widzieli kiedy ryby atakowały ich zestawy. Moja mała skuteczność wynikała z braku odpowiedniej wędki (szczytówka zdecydowane za twarda, robaki są tam bardzo kruche, przez co ryby mają ułatwione zadanie w zdejmowaniu ich z haków), a co powiedzieć o zestawach miejscowych!

Kolejnym moim atutem mogła być konstrukcja zestawu (dokładnie tak samo jak w łowieniu na boczny trok). Haczyk z robakiem był odsunięty od ciężarka wiszącego na troku ok. 50 cm, dzięki czemu przynęta zachowywała się bardzie j naturalnie. Wniosek taki wysnułem z faktu, że montując dodatkowy haczyk powyżej obciążenia (tak samo jak w przywieszkach dorszowych) miałem o wiele mniej zdjętych robaków, niż z haczyka głównego.

Następnego dnia rozpocząłem poszukiwania sklepu wędkarskiego w celu zakupu robaków. Znalazłem dwa sklepy. Jak duże było moje zdziwienie, gdy zobaczyłem asortyment jakim dysponowały te placówki handlowe w przeszło 300-tysięcznym mieście:
- kilka wędek
- kilka kołowrotków (znalazłem nawet Mitchel’a)
- stos haczyków (ułożone bez ładu i składu)
- stos ciężarków
- jedna duża szpula żyłki (sprzedawana na metry)
- kusza
- ościenie
- siatki (oczywiście nie do przechowywania ryb)
- trzy woblery
- kilak pilkerów
Czasy PRL-u wróciły na chwilę do mojej świadomości.

Najważniejszy cel jednak został zrealizowany, kupiłem robaki. Łowiłem na skałkach przez kolejne dni z tym samym efektem (tylko małe ryby, większe od dłoni to był sukces). Złowiłem w sumie 6 gatunków ryb, nie wszystkie zdołałem zidentyfikować.

Pewnego dnia udałem się do oddalonego kilkanaście km portu, z którego organizowane są wyprawy wędkarskie na pełne morze. Po krótkiej rozmowie z właścicielami łodzi i obejrzeniu folderów jak się łowi, a przede wszystkim co się łowi – znowu zaskoczenie. Czterogodzinny rejs kosztuje 50 dolarów, ryby niewiele większe od tych łowionych z brzegu, a sprzęt jakim dysponowali zostawiał wiele do życzenia. Ale pomimo tego chcę wypłynąć. Niestety tego dnia ani przez kolejne dni nie było obsady i rejs nie doszedł do skutku.

Podsumowując, Tunezja nie jest rajem dla wędkarzy (być może nie dotarłem do jakiejś grupy ludzi zajmujących się wędkowaniem bardziej profesjonalnym), ale pobawić się z wędką w nowym otoczeniu zawsze można. Wędkowanie jest w Tunezji nieodpłatne (brak przepisów wędkarskich), a łowić ryby można na wiele sposobów, np. wędka, kusza, oścień, siatka. Myślę, że jest to bezpośrednią przyczyną braku dużych ryb w strefie przybrzeżnej.

Jeśli ktoś ma zamiar wybrać się do Tunezji i chce zabrać ze sobą sprzęt wędkarski, to proponuję wziąć:
- feddera (łowienie małych ryb, duża liczba brań, doskonały trening refleksu)
- wędkę surfcastingową pozwalającą na oddawanie rzutów na odległość 80-100 m, być może na tej odległości uda się złowić coś większego, czego wszystkim życzę.

PS. Pomimo stosowania mocnych i długich wędek przez miejscowych wędkarzy nie byli oni w stanie położyć zestawu na odległości 50m od brzegu. Wędki jakie stosowali mnie miały dynamiki, były to szklane „kluseczki', a o przyponach strzałowych chyba nigdy nie słyszeli.

 


4.5
Oceń
(15 głosów)

 

Wędkowanie w Tunezji - opinie i komentarze

BopBop
0
fajne rybki, wsam raz do akwarium :) (2008-11-19 18:01)
BUCZBUCZ
0
I tak najlepszy jest glonojad ;-)
(2008-11-19 19:39)
DafraDafra
0
Ładne rybki. :) Najważniejsze by się zrelaksowac. (2008-11-19 22:19)
balboabalboa
0
To mi się podoba duże ryby ciągłe branie no i ta pogodna słońce plaża :). Co tu mówić to raj dla wędkarzy :):):):) (2008-11-19 23:51)
jpmasi1jpmasi1
0
Ja osobiście bardziej byłbym zadowolony, na miejccu kolegi po kiju, gdyby 'gabaryty' tych rybek, choć trochę większe były. W tym miejscu chodzi o minimalną walkę z rybą, o jakieś emocje.
Przy okazji, ponieważ rozważam, w przyszłym sezonie, wyjazd do Grecji bądź Chorwacji, czy któryś z Was, koledzy, ma jakieś wiadomości na temat przepisów(zezwoleń) płowu ryb wędką, na wodach tych państw, czy ktoś ma już jakieś doświadczenia, może dobre rady. Z góry dziękuję - masi. (2008-11-20 12:17)
łysy wążłysy wąż
0
masi - co do pytania o Grecję: byłem dwa razy, raczej na wakacjach ale wędki przypadkiem "wpadły" do plecaka podczas pakowania:-) Nigdzie nie kupowałem pozwoleń, jak się o nie pytałem miejscowych wędkarzy mówili że czegoś takiego nie ma. Ale to było z 7 lat temu. Nie wiem jak jest teraz i czy te informacje były prawdziwe. Łowiłem gruntówką ze skałek. Wędkę polecam teleskopową ( łatwa w transporcie ), z raczej delikatną szczytówką. C.W. 30-50 gram. Jak znajdziesz kawałek czystego dna, to w zupełności wystarczy żyłka 0,20mm. Ja nie połowiłem dużych ryb - tak jak u autora tekstu, były to raczej "dłoniaczki".Jako przynęty stosowałem ....hmm, no właśnie.... Na prawie każdej skale, w miejscu gdzie obmywają ją fale są poprzyczepiane muszelki. Takie w kształcie lekko spłaszczonej piramidy o średnicy do 2-3 cm. Nie dasz rady oderwać ich bez użycia noża. Po oderwaniu ich od skały, nożykiem wycinasz zawartość muszli i starasz się najtwardszy kawałek przebić haczykiem. Znajomy z którym byłem, jako przynętę stosował ........ żółty ser. Na tą przynętę złowił ...... dwie belony !!!! Gdybym tego nie widział, to bym pewnie nie uwierzył. Co do wędkowania w Chorwacji nie mam żadnych doświadczeń, ale z tego co opowiadali mi moi znajomi jest to chyba bardziej atrakcyjny kraj pod względem wędkarskim. Mam nadzieję ze choć troszkę pomogłem ;-) Pozdr. (2008-11-20 17:32)
łysy wążłysy wąż
0
coś jeszcze - bardzo dobrą przynętą są małe, przezroczyste krewetki. Ciężko je złapać ( ja je łapałem w sporą reklamówkę, na kilkumetrowej szerokości półce skalnej - woda do łydek ), łatwo spadają podczas brania z haka, ale ryby je uwielbiają. (2008-11-20 18:20)
kazimierz-meyerkazimierz-meyer
0
Od kilkunastu lat spędzam wędkarskie wakacje nad ciepłym morzem. Zabieram z sobą Białe robaki. Niby nie można ale nigdy nie miałem z nimi celnego problemu. Co do przynęt miejscowych (gdy brakuje sklepu wędkarskiego) stosuję pieś z kurczaka, pokrojona w cienkie paseczki i moooooocno posolona. Sól powoduje, że przynęta nie spada z haczyka. Metoda - gruntówka (na plaży) , spławik przelotowy w portach. Nigdy nie złowiłem większego okazu ale zajęcie i zabawa niesamowita. W El Kantori znalazłem możliwośc większej wyprawy - 4 godziny (ok 2 mile od brzegu) za 20 EUR jednak efekty słabiuteńkie, sprzęt tragiczny ale na koniec Big Game i też bez efektu. Jednak nie żałuję. (2018-03-22 08:48)

skomentuj ten artykuł