Weekend specjalny-jak złowiłem dwa liny.

/ 11 komentarzy / 2 zdjęć




  • konto usunięte




Lin (Tinca tinca) – słodkowodna ryba z rodziny karpiowatych, jedyny przedstawiciel rodzaju Tinca. Inne nazwy: pszenicznik, oczeretniak oraz kaliniak.
źr. wikipedia.org

Kojarzy nam się ze starorzeczami, mniejszymi zbiornikami wodnymi, jednak jest spotykany powszechnie. Osobiście duże liny przypominają mi doświadczonych profesorów, których nie tak łatwo podejść. Odkąd łowię zawsze nad wodą myślałem o linie. Pewnego razu w początkach mojej kariery wędkarskiej złapałem małego (18 cm pamiętam do dziś) lina. Skakałem z radości. Przyjrzałem mu się dokładnie i wypuściłem go. Przez pewien czas moja presja wędkarska nie dawała o sobie zapomnieć. Ciągle myślałem, jakby tu te liny podejść. Jednak do czasu... ( opiszę historię złapania dwóch linów. 3 złapałem w całym życiu)

Przerzuciłem się typowo na karasie. Co się działo. W wakacje żadko bywałem w domu, ciągle nad moimi oczkami. Zanęty, przynęty no i o linach się zapomniało. W międzyczasie zdałem na kartę, zacząłem łowić karpie, leszcze no i spinning. Aż przyszła wiosna tego roku i czytając wpis na naszym portalu o linach przypomniał mi się ten z przed paru lat. Pomyślałem, że wielki czas się wybrać na ryby, z uwzględnieniem linów.

Dnia (sobota)wybrałem się nad wodę. Z myślą o linach. Łowię „metodą”. Zanęta linowa na jednej i drugiej wędce, na pierwszej 3 białe i czerwony robak, na drugiej 2 ziarna kukurydzy. No to się zaczęło. Każde puknięcie było przez mnie zauważone. Na kuku coś się bawiło. To szarpnęło mocniej i puszczało, to skubnęło i nagle „małpka” energicznym ruchem poszła do góry. Zacięcie i siedzi. Przez głowę przebiegają myśli co to może być. Oczywiście w ciszy powtarzam: lin, lin.

Po 3,5 min holu wyłania się krępe, wygrzbiecone i z drobnymi łuskami, zielone ciało pokaźnych rozmiarów lina. Serce bije jak szalone, zastrzyk adrenaliny uderza do głowy, moje ciało staje się nieposłuszne, gwałtownie szarpię wędką we wszystkie strony. Wziąłem głęboki oddech i pochamowałem emocje. Podbierak zanużony i myślę, czy ryba nie wykona dziwnego ruchu i nie odpłynie. Czerwone oczy kontra piwne (moje) oczy. Chwila napięcia i jest ryba w podbieraku. Kilka oddechów na zaczerpnięcie powietrza i biorę się za wyhaczanie. Podnoszę go na rękach, proszę tatę o zrobienie kilku zdjęć. Przechodzący spinningista zatrzymuje się i mi gratuluje. Miara i waga w ruch. Lin 43,5cm długości i 1,50 kg wagi. HURRA!!! Mówię sam do siebie: „No to Kamil, czyń swoją powinność” Powoli zanurzam lina, filtracja i lin powoli odpływa do swojego domu. Jeszcze chwilę stoję przy wodzie. Myślę, że dobrze zrobiłem wypuszczając go.

Odwracam się w stronę wędki i jak najszybciej potrafię zakładam na haczyk 2 ziarna kuku. Rzut w to samo miejsce i próbuję usiąść ale nie mogę, bo adrenalina jeszcze nie opadła. W końcu po chwiliu spokoju usiadłem i znów coś się zaczęło dziać. Biorą karpiki. Największy miał 1 kg i go wziąłem na kolację do domu.

Trzeci a właściwie drugi wymiarowy lin został złowiony w łowisku we Wrześnii dzień po wyżej wymienionym linie. Typowy niedzielno-południowy, lipcowy wypad na rybki z wujkiem. Wiadomo jak to z rodziną, w której są wędkarze rozmowa o rybach ciągle trwa. Prawdopodobnie przyszła ciocia słucha uważnie rozmowy, bo też się już zaraziła. Łowiąc głównie na kuku wujek chwyta płotki, leszczyki. Pogoda wyśmienita na rybki z rodziną. Ciepło, słoneczko grzeje, pojedyncze chmury widać na niebie. Jestem trochę zdenerwowany, bo już dwie niewielkie rybki poszły z zestawami w trzciny. I wreszcie nastąpiło coś dziwnego. W bardzo szybkim czasie nastąpiło załamanie pogody. Ale oczywiście parasol jest i „nam nie pada”. Brania poprawiły się o 100%. Co chwilę punkięcie. Na jednej z wędek zauważyłem taką samą sytuację jak wczoraj.

To szarpnęło mocniej i puszczało, to skubnęło i nagle „małpka” energicznym ruchem poszła do góry. Zacięcie i siedzi. Ale coś mi nie pasuje. Gdzie te wczorajsze odjazdy, ta walka. No nic pozostało mi zwinąć „to coś”. Przy brzegu widzę jak ciągnę masę glonów na rurce ze sprężyną. Glony odleciały i pokazała się płetwa grzbietowa. – Jest!!! – krzyknąłem – drugi lin!!!. Wujek fachowo podebrał owego lina i śmiał się do łez. Lin podobny do tego co wczoraj. Miara, waga. 42cm i 1,45 kg wagi. Kurczę przecież nawet nie wiem czy lin dobry. Wujek wszystko mi powiedział o smaku lina i go uśmiercił.

Słońce znów się pokazało na chwilkę i wieczorem rozpaliliśmy ognisko. Zjedliśmy lina i jeszcze karpika złowionego przez wujka. Najedzeni i napici sokami (bezprocentowymi). Usiedliśmy w fotelach i poprzykryliśmy się kocami. W nocy łowiłem tylko na jedną wędkę z użyciem ESB ( elektroniczny sygnalizator brań) i jak to w nocy na pęczyk czerwonych robaków leszcze były górą. Nie powiem, że nie, bo liczyłem na węgorza i po trzech leszczykach jak dłoń. Postanowiłem założyć filecik z uklei. Rankiem czyli ok.3 nie wiem co się stało ale nic nie brało i o 11 pojechaliśmy do domu.

Bardzo się cieszę cieszę z linów, które były moim marzeniem. Ten jeden weekend był dla mnie najszczęśliwszym w całym roku. Zdjęcie pierwszego lina zamieszczam, a drugiego niestety nie mam, bo byliśmy odcięci od świata. Jedynym telefonem była nokia 3310 z funkcją „rzuć i zabij” na wszelki wypadek gdyby coś się stało. To wszystko.


Pozdrawiam
wolus

 


4.5
Oceń
(39 głosów)

 

Weekend specjalny-jak złowiłem dwa liny. - opinie i komentarze

użytkownik7474użytkownik7474
0
No no wyprawa jak marzenie. Ja w tym sezonie lina nie złowiłem chociaż od kilku sezonów łowiłem je regularnie. Brawo za udany Weekend i ciekawy opis (2009-09-09 19:47)
paw-gopaw-go
0
Gratulacje i życzę więcej takich udanych weekendów;> (2009-09-09 20:13)
łysy wążłysy wąż
0
Ja chciałbym tylko sprostować jedno zdanie z początku Twojego wpisu - Tinca Tinca nie jest jedynym przedstawicielem gatunku. Jest jeszcze jeden - nasz portalowy Tinca Wędkujca.... :-)))

Gratuluję fajnych rybek, podejścia do wędkarstwa i naprawdę fajnego wpisu. Chyba rośnie nam nowy talent pisarski.... Oczywiście piątal !!!

pozdrawiam (2009-09-09 20:15)
spines21spines21
0
udany połów-piękny lin.gratulacje.
ja używam sprężyny do metody,najlepiej z ciężarkiem z jednej strony.zanęta nie zasypuje haczyka.i można w zanętę wkleić haczyk.
nie komplikuje bez potrzeby zestawów,żeby nie było okazji do splątania.
daje krótki przypon-15-20 cm(,ten na zdjęciu może się zaplątać bo jest dłuższy od rurki)
żeby nie było za dużo węzłów używam krętlika z kółkiem-przegub jest lużny jak w ósemkowym,a jeden węzeł mniej.
haczyk w zależności od przynęty-od 6 do 2-dobre są "gamakatsu metoda".
żadnych ciężarków nie dokładam.
taki zestaw mi się nie plącze.
pozdrawiam

(2009-09-09 20:15)
spines21spines21
0
http://www.carpmaniac.pl/index.php?cPath=37_42&sort=2a&page=3

u góry masz sprężynę,a na dole krętlik.
oczywiście to tylko przykład-nie muszą być te akurat,są podobne a tańsze
pzd (2009-09-09 20:27)
użytkownik6796użytkownik6796
0
Cześć młody nie poznałem cię na tym zdjęciu.Gratulacje tak udanego weekendu z linami,które jak sam zauważyłeś, nie są łatwą rybą, a przez to, są tak porządane i traktowane przez nas jak trofeum (chociaż czasem nie wymaiarowe).Pczywiście nie mam na myśli zabierania czy zabijania niewymiarowych ryb.Pozdro 5+ (2009-09-09 21:40)
użytkownik8289użytkownik8289
0
5 (2009-09-09 21:54)
2780plox2780plox
0
Gratulacje!
Rośnie konkurencja dla łysego węża. ha, ha.
Pozdrawiam (2009-09-10 12:47)
użytkownik695użytkownik695
0
Gratuluję udanej wyprawy . Lin to mój ulubiony gatunek ryby .Pozdrawiam i daję 5. (2009-09-10 13:01)
użytkownik695użytkownik695
0
W przyszłym roku mam zamiar zafundować sobie linowy maraton . W moim zamyśle maluje się projekt kilkudniowych zasiadek z gruntówką i spłąwikiem . To będzie prawdziwe linów łowienie . Gratuluję połowu . (2009-09-10 13:06)
użytkownik11447użytkownik11447
0
Ja tam wolę wędkować na rosówkę lub kuku wieczorem lub w nocy, na wcześniej przygotowanej miejscówce. Dno musi być zarośnięte i posiadać stromy brzeg (10-20 cm od brzegu ok 1m głębokości i tak przez kilka metrów lekki spadek gdzieś do 1,5- 2m) to wtedy mam pewność zahaczenia lina. (2009-09-10 19:40)

skomentuj ten artykuł