Wenezuelska wędkarska przygoda

/ 26 komentarzy / 15 zdjęć


WEDKARSKIE EL DORADO W VENEZUELI
Witam serdecznie wszystkich kolegow po kiju. Po długiej nieobecnosci na stronie chciałbym znowu podzielić się nowymi doświadczeniami z wypraw wedkarskich z Venezueli. Na początku roku odezwał się do mnie kolega Pawel Mamoñ z Polski zapowiadając swoj przyjazd do Venezueli na przełomie kwietnia i maja. Poinformowal mnie ze przyjedzie z kolega Grzegorzem Borowskim, wędkującym Polakiem ze Szkocji. Ja jestem nawiedzony, ale przyznam szczerze, że takiego zapalonego wędkarza jak Grzegorz jeszcze nie spotkałem.

Pawel w ubieglym roku odkryl fantastyczne lowisko na rzece Nichiare na BOCONE. Ryba co prawda nie tak atrakcyjna z wyglada, ale w wodzie ista furia. Wyjatkowo silna, waleczna i również lubi popisać się wyskokami z wody. Kilowa ryba już da wedkarzowi popalić, a bywają i takie po piec kilo i wieksze. Umowilismy sie ze spotkamy sie w miescie Bolivar i wspolnie pojedziemy na lowiska na rzekach Caura i Nichiare, a pozniej na rzeke Paragua i Lago Guri. Niestety obowiazki służbowe zatrzymały mnie na wyspie Margarita gdzie mieszkam i wyjechalem dopiero trzy dni pozniej.

Wiedziałem, że będą płynąć w góre rzeki takze plynac za nimi gdzies po drodze musze ich spotkać Zadzwonilem do Miguela, znajomego indianina z plemienia yekvana i umowilem sie ze zabiore go z Bolivara i razem pojedziemy na wyprawe. Przyjeżdżam do Bolivara, a tu same niespodzianki. Miguel wpadl na pomysl ze zabierze ze soba corke Elise,ktora bedzie nam gotować. Nie mam nic przeciwko temu, tym bardziej że dziewcze sympatyczne, roześmiane i przy tym urodziwe. Generalnie indianki nie są atrakcyjne, a ta, wypisz wymaluj Pokahonta, indianska księżniczka. Takie niespodzianki lubie, oj lubie. Niestety byla i druga, a ta niestety nieciekawie zapowiadajaca sie.

Okazuje się, że w miejscowości Maripa skad wyplywamy lodzia nie ma paliwa. Nie do uwierzenia, jestesmy w kraju ktory jest piatym eksporterem ropy naftowej na swiecie a na stacji benzynowej od dwoch dni nie ma paliwa. Bywa i tak, Ameryka tylko poludniowa. Jest benzyna ale 100 km wczesniej. Pytam Miguela , masz beczki ? Mam odpowiada, ale w Maripie. Jechac do Maripy po beczki, wracac 100 km po paliwo i z powrotem do Maripy, nie ,to nie dla mnie. Krotka decyzja, kupujemy beczki w Boliwarze i jedziemy do Maripy. Po drodze kupimy paliwo i problem rozwiazany. Dzwonie do kolegi po mala ciezarowke, 500 l paliwa a tyle mniej wiecej potrzebujemy nie zabierzemy samochodem osobowym.

Mamy szczescie, zastalem kolege i moze z nami pojechac. Kupujemy trzy beczki i w droge, witaj przygodo. Mniej wiecej w polowie drogi zatrzymujemy sie na stacji benzynowej polozonej obok malowniczej rzeki Aro, bardzo mnie ta rzeczka intryguje,. Bede musial ja sprawdzic. Podjezdzamy na stacje, 600 litrow prosze ..... zezwolenie na zakup takiej ilosci jest ? pyta pracownik stacji. Juz wypatrzyl nas zolnierz kontrolujacy sprzedaz paliwa i kieruje sie w nasza strone. Zezwolenie macie ? mamy miec, odpowiadam. Mamy tez argumenty bardziej przekonywujace, kilka banknotow przemowilo do wyobrazni szybciej niz gdybysmy mieli zezwolenie i juz benzyna leje sie do beczek.

W miedzyczasie ide kupic olej do mieszanki. Tego kraju nikt nie zrozumie, 1 litr oleju kosztuje tyle co 200 litrow benzyny. Wszyscy zadowoleni i po kwadransie jedziemy dalej. Po drodze krotkie zakupy, warzywa, olej , kawa etc.. Miesa nie kupujemy, przechodzimy na diete rybna. Oczywiscie zlowione ryby beda wracaly do wody, bierzemy tylko te ktore sa mocno zranione. W Maripie krotki zaladunek lodz i na wode. Plyniemy. Lodka aluminiowa z silnikiem 40-sto konnym dziarsko pruje wode. Dzisiej nie doplyniemy do obozowiska bazy, bedziemy nocowac na brzegu rzeki. Po trzech godzinach podrozy Miguel zaczyna coraz czesciej spogladac na brzeg, wypatruje miejsca na nocleg.

Podplywamy do brzegu , mala zatoczka a na skarpie opuszczony oboz lokalnych rybakow. Naraz plusk i cos sie tlucze w lodce. Nie moge uwierzyc wlasnym oczom, ryba PICUA , taka ok 1,5 kilograma. Przestraszyla sie lodki, wyskoczyla z wody prosto do lodzi. Rozesmiana Elisa z blyskiem w oczach juz ja trzyma w reku, na kolacje zupa rybna oznajmia. Szybko rozpala ognisko, oprzadza rybe, warzywa i garnek juz na ogniu. W miedzyczasie obaj z Miguelem rozwieszamy hamaki i wywrotka na bujawke. Miguel patrzy w niebo, nie bedzie padac, spimy pod gwiazdami. Po kolacji slodkie lenistwo i sen przychodzi natychmiast. Rano obudzil mnie zapach kawy, Elisa zprasza na kawke.

Szybkie sniadanie, puszka tunczyka, indianski chleb casabe wyrabiany z yuki/maniok/ bardziej przypomina suchary niz chleb ale w dzungli bardzo praktyczny. Zwijamy oboz i znow na wode. Mam nadzieje ze dzisiej spotkamy sie z Pawlem i Grzegorzem. Przeplywamy obok obozowiska bazy Cocuisa, nie ma lodzi lodzi,znaczy wyplyneli. Plyniemy dalej. Krotki postoj w wiosce indian yekvana, zostawiamy czesc paliwa i dalej w droge. Wplywamy w rzeke Nichiare. Nasza lodka jest dwa razy szybsza niz ciezka drewniana curiara/indianska dlubanka/. Po dwoch godzinach widzimy lodz przy brzegu, to chyba nasi. Zawieszam na naszej lodce polska flage /podarek od polskiego wedkarza Marka Wyszynskiego/. Zobaczyli, machaja na powitanie. Jeszcze chwila i juz sie witamy.

Zawracaja do obozowiska 'VLADIMIR' /tak indianie ochrzcili miejsce gdzie zawsze sie zatrzymuje/, nie moga plynac dalej, maja za malo paliwa, a ja go mam pod dostakiem. Grzegorz zaczyna sie skarzyc na slonce. Faktycznie lampa niesamowita, plynac na lodzi nie czuc ale na postoju jak na patelni. Umawiamy sie na wieczor w obozowisku. Ja plyne troche dalej sprawdzic rzeke. Po godzinie zmieniam zdanie, wracamy do obozowiska. Brakuje mi towarzystwa rodakow. W obozie wesolo, takie spotkanie trzeba godnie uczcic. Buteleczka rumu, coca cola i kuba libre gotowa. Otwieram lodowka i slysze podniecone ooooo............. lod !!!

W tropiku lod jest bardzo ceniony , rowniez przez naszych rodakow. Teraz drineczek jest pieciogwiazdkowy. Umawiamy sie ze jutro rano poplyniemy razem moja lodzia. Jest szybsza i zuzycie paliwa mniejsze. Skoro swit, pakujemy niezbedne rzeczy, wedki i we trzech z Miguelem przy sterze ruszamy na BOCONE. Rzeka powoli sie zweza, zaczynaja pojawiac sie piaszczyste mielizny. W pewnym momencie musimy wyjsc z lodzi i przeciagnac ja przez plycizne. Wreszcie doplywamy do celu. Grzegorz jest zestresowany.Plynac widzielismy BOCONY , chcial juz posmagac sliderem wode a tu trzeba plynac. W dżungli trzeba racjonalnie dysponowac czasem.

Zmrok zapada szybko, a przy latarkach organizowac obowisko jest niewygodnie. Ale z czasem jestesmy ok. Ognisko, szybka zupka z warzyw + goracy kubek, kawalek wedzonej ryby i poczekamy az slonce zejdzie troche nizej. Niestety Panowie nie wytrzymuja i slychac swist szybujacych woblerow. Ryby odprowadzaja przynete ale nie biora. Pawel ma branie, rybka, kolorowa Mataguaro z rodziny cichlidow, jakies 200 gram ale bywaja i trzykilowe. Pawel robi przerwe a Grzegorz wytrwale biczuje wode. Zbieramy rzeczy, wsiadamy do lodki i na zgaszonym silniku splywamy z pradem. Zaczyna sie przygoda z BOCONA. Pierwsze rzuty pod brzeg i brania natychmiastowe. Grzegorz holuje, za chwile Pawel zacina z drugiej strony i rowniez holuje.
Ryby nie sa zbyt duze takie ok kilograma, ale widowisko przednie. Wedki wygiete, skoki ponad wode a koledzy z wyraznie wypisanymi na twarzy emocjami staraja sie doprowadzic ryby do lodzi.

A nie jest to takie proste. Ryba jest wyjatkowo silna i wytrzymala i na dodatek rzeka pelna zwalonych drzew, zatopionych galezi. Moment nieuwagi, popelniony blad i zaczep gotowy. Pierwsze pol godziny i koledzy juz maja po kilka wyjetych ryb, praktycznie co drugi rzut jest branie a u mnie zima. Co jest ? Przynety takie same slidery nr 7, 10, kolory podobne, srebrne i brazowo-zlotawe, technika jerkowanie. Zaczynam analizowac. Szanse na pewno maja wieksze, stoja na poczatku lodzi i rzucaja do przodu i ja rzucam z tylu za lodz. Ryba jest plochliwa ale jakies branie powinienem miec. Przerywam lowienie i zaczynam analizowac sytuacje. Prawie wszystkie brania sa przy brzegu, ryba jest z natury roslinozerna. Spadajacy do wody wobler moze pomylic z owocem, insektem. Eureka, olsnienie. Trzeba prowadzic natychmiast po wpadnieciu przynety do wody. I szczescie wrocilo, rzut , plusk , natychmiastowe jerkowanie i jest !!!

Uderzyla, zaciecie i zaczyna sie zabawa, hol jest fantastyczny. Ryba walczy z nieprawdopodobna sila i jescze te wyskoki. Wyjatkowo sportowa ryba.Lowimy juz prawie trzy godziny i brania nie ustaja. Gratulacje dla Pawla za odkrycie tak wspanialego lowiska BOCONY. Co prawda na tym odcinku rzeki rzadko zdarzaja sie brania innych ryb, ale BOCONA rekompensuje to swoja walecznoscia. Trzeba konczyc lowienie i rozejrzec sie za miejscem na obozowisku. Tylko jak to powiedziec Grzesiowi ? Grzegorz widzi tylko wode, a brzeg w miejscu gdzie styka sie z woda. Wyzej nie podnosi wzroku bo i po co ? Ryb tam nie ma. Zaczyna powoli zapadac zmierzch , dobrze ze nasz indianin Miguel juz wypatrzyl miejsce na nocleg. Obozowisko rozbijamy po zmroku. Na tej szerokosci geograficznej slonce zachodzi bardzo szybko, kwestia pietnastu minut.

Zawieszamy hamaki, Miguel rozpala ognisko i dwie zlowione BOCONY laduja na patelni. Mieso z ryby jest bardzo smaczne aczkolwiek troche osciste. Jest na to sposob, trzeba ja umiejetnie ponacinac i smazyc na dobrze rozgrzanym oleju.Dzien bogaty we wrazenia i czas na zasluzony odpoczynek. My idziemy spac a dzungla budzi sie do zycia.

O piatej rano wszyscy sa na nogach, zwijamy obozowisko i z powrotem na rzeke. Splywamy z pradem rzeki tak jak wczorej przy zgaszonym silniku. Grzegorz czujny i zwarty czesze sliderem wszystkie ciekawsze miejsca. Sytuacja identyczna jak wczorej, brania non stop. Juz mi reka spuchla. Pawel i Grzegorz maja lekki sprzet castingowy a ja niestety ciezka wedke. Jerkowanie nia, nie jest takie proste. Moje lekkie wedziska zostawilem w pensjonacie w miejscowosci Paragua jak bylem w marcu z ekipa filmowa programu taaka ryba i teraz cierpie.

Przed nami w oddali widac glazy i zaczynajace sie bystrzyny. Moze byc ciekawie. Podplywamy blizej rzut, jeden drugi i wszyscy jednoczesnie mamy brania ale to juz nie BOCONA, widac wyraznie w wodzie srebrzysty korpus, PAYARY. Brania sa gwaltowne i natychmiastowe. ryby nie sa duze, takie trzy, czterokilowe. Chwile zabawy i wlaczamy silnik, poplyniemy na inne lowisko przy ujsciu malej rzeczki Icutu. W samym ujsciu zatrzymujemy sie na srodku przy kamiennej wyspie. Porzucamy z wyspy. Rzut i mam branie ale hol jakis dziwny. Holuje rybe do burty i.... pirania. Krotka ale ostrozna operacja odczepienia woblera i znowu rzut i nastepne branie branie. To juz nie pirania , cos wiekszego...PAYARA. Hol, wyskok, hol, wyskok i po chwili ryba laduje w lodzi. Niecale piec kilogramow. Fotka i do wody.

Zmeczyla sie holem, sesja fotograficzna, wiec trzymam ja przez chwile chwytakiem przy burcie by odzyskala sily. Juz mam ja wypuscic z chwytaka.... a tu nagle jak nie wystartuje w ton. Poszla, chwytak tez. Nie zdazylem jej odpiac. Mam cicha nadzieje ze uda sie jej uwolnic bo inaczej padnie ofiara piranii. Wsiadamy do lodzi i plyniemy dalej. Uwage nasza zwrocil halas na jednym brzegu. Wszyscy spojrzelismy w ta strone. Piekny widok. Na jednym z drzew w koronie siedzialo stado ok. 50 duzych, kolorowych papug ar. Przepieknie mienilo sie w sloncu kolorowe upierzenie tych ptakow. Plynac dalej minelismy konkurecje, parke nutrii.

Nastepny postoj to ujscie rzeki Tabaru. Woda w tej rzece jest krystalicznie czysta, wpywajac do ciemniejszej Nichiare tworzy ciekawy kontrast. Dwa dni wczesniej Grzegorz zlowil tutej na tonocego slidera 6 kilogramowego surubi. Zobaczymy co bedzie dzisiej. Ustawiamy lodz przy glinianej wysepce gdy nagle Pawel pokazuje reka na wode. Wyraznie w przejrzystej toni rysuja sie wrzecionowate korpusy ryb , to PICUA. Stadko kilku sztuk plynie spokojnie na plytkiej ok. 1 metrowej wodzie.

Moj slaiderek juz laduje w wodzie troche powyzej stada. Powoli sciagam i buch..branie. Za chwile gwaltowny skok przypominajacy prostujacy sie resor, i luzna zylka. Sciagam, rozpieta i rozgieta agrafka. Ryba miala ok metra dlugosci. Moglismy ja dokladnie obejrzec gdyz jeszcze raz wyskoczyla z wody tuz obok lodzi, probujac uwolnic sie od slidera. Kilka rzutow i nastepne branie, tym razem uwienczone sukcesem, byly fotki i ryba wrocila do wody. Bylo jescze kilka ladnych bran PAYARY, PICUA i BOCONY. Slonce w zenicie, zaczelo grzac znowu niemilosiernie. Starczy na dzisiej, wsiadamy do lodzi i wracamy do obozowiska 'VLADIMIR'. Okazalo sie ze nie starczylo na dzisiej, Pawel z Grzeskiem poplyneli w nocy na sumy. Ja spedzilem noc w hamaku, moj glod wedkarski zostal w pelni zaspokojony.

Nastepnego dnia rozstalismy sie. Pawel z Grzeskim poplyneli do campamentu Cocuisa a ja z Miguelem i Elisa poplynalem szukac duzego suma na rzece Caura. Po drodze spotkalismy krewnych Miguela i dostalem kilka rybek Coporo, to wspaniala przyneta na sumy i aimary. Zatrzymalismy sie na nocleg na jednej z licznych wysepek na rzece. Tradycyjnie Elisa zaczela przygotowywac kolacje, tym razem byla to potrawa z wedzonego kaimana, a ja wzialem sie za przygowanie zestawu do nocnego sumowego wedkowania. Miejsce idealne, skalne wysepki, bystry nurt, wsteczne prady i ponizej dolek gleboki na jakies 15 metrow. Po wczesnej kolacji zarzucilem zestaw z przyneta ok.30-sto centymetrowego coporo w sam srodek dolka. Na odpowiedz nie trzeba bylo dlugo czekac.

Po ok 20 minutach szczytowka lekko zaczela drgac, po czym terkotka zaczela wygrywac te jakze slodka dla ucha kazdego wedkarza melodie. Odczekalem chwile i silnie zacialem. Teraz zaczal sie odjazd, musialem przykrecic hamulec ale i tak odjechalo prawie 100m plecionki. Hol trwal ok dwudziestupieciu minut po czym udalo mi sie doprowadzic rybe do brzegu. Niestety przy brzegu nastapil nastepny zryw i stalowy przypon o wytrzymalosci 50 lbs.pekl. Nie zdazylem dokladnie zobaczyc rybe ale wydaje mi sie ze byl to BAGRE AMARILLO /nasz sum/ o wadze ok 20-30 kg. No coz i tak bywa. Teraz juz naprawde starczy. Czas na lulu.

Nastepnego dnia spotykam sie chlopakami w pensjonacie w miescie Bolivar i ruszamy na duze PAYARY , AIMARY i PAVONY/BASSY ale o tym napisze w nastepnym wpisie.
Pozdrawiam
VladimiR - PAYARA

 


4.8
Oceń
(76 głosów)

 

Wenezuelska wędkarska przygoda - opinie i komentarze

janunio1janunio1
0
Piękne opowiadanko ale zdięcia imponujące,pieknie dam 5.pozdrawiam i życzę połamania kija. (2009-05-16 17:01)
GrizziyGrizziy
0
"5" (2009-05-18 10:00)
zgrzybek57zgrzybek57
0
Super. Ale takie wędkarstwo to niestety tylko dla ok. 0,01 % z miliona wędkujących w kraju. (2009-05-18 10:44)
Harry PotterHarry Potter
0
Łoł... Nic tylko pozazdroscic wspaniałych przygód na egzotycznych łowiskach. Wycholować taka rybę to musi być frajda... Połamania kija na jeszcze większych.Pzdr (2009-05-18 10:55)
adleradler
0
No tak niestety dla mnie takie wędkarstwo i przeżycia są nieosiągalne . Cieszę się że są ludzie którzy mogą tego posmakować ,a ja mogę poczytać i przeżycia z dużymi , małymi rybami w egzotycznym świecie. Super artykuł 5. (2009-05-18 11:16)
wedkarz20wedkarz20
0
Ja też tak chcę ;) Brak słów 5 (2009-05-18 12:57)
użytkownik1805użytkownik1805
0
Dwadzieścia lat temu byłrem w Ameryce Południowej na rybach,ale trawlerem rybackim. Ryb w rzekach nie łowiłem,tylko oglądałem z brzegów i mostu. Bardzo fajne opowiadanie. 5*****. (2009-05-18 13:02)
użytkownik14002użytkownik14002
0
Tylko pozazdroscic wspanialej wyprawy... super zdjecia. zostawiam 5 (2009-05-18 13:48)
Skowron20Skowron20
0
Nie no piękna wyprawa. ech niejeden by tak chciał jak TY:) ale artykół na 5!!!:) i POZDRAWiAM:) (2009-05-18 15:45)
użytkownik8289użytkownik8289
0
5 (2009-05-18 15:59)
andrzej49andrzej49
0
Piękna przygoda wędkarska,super zdjęcia.Połamania kija. (2009-05-18 16:02)
LewarLewar
0
tylko pozazdrościć takiej frajdy, trochę wędkowałem na Sardyni ale yakich okazów
nie miałem, same małe, ale za to różnokolorowe nawet ich nie umiałem nazwać.
Brawo. (2009-05-18 16:52)
spines21spines21
0
ładnie napisane,piękne ryby,wspaniała przygoda.
a kłopoty z paliwem jakby znajome,i to wojsko-dawno to bylo?
było -mineło naszczęście.
pozdrowienia (2009-05-18 18:08)
KirisKiris
0
Piękna egzotyka i piękne zdjęcia. Przygoda na pewno cudowna. Nie ukrywam zazdrości !!. Pozdrawiam (2009-05-18 18:36)
jurekjurek
0
Przepięknie oddana ( przelana ) na papier , a raczej w Portalu opowieść z krainy , dla nas w większości niedostępnej , gratuluję wspaniałego artykułu i również pozytywnych wrażeń nad takimi wodami , no i wspaniałe fotografie .........pozdrawiam serdecznie .......Jurek. (2009-05-18 18:49)
KaKa13KaKa13
0
Wspaniała przygoda. Myślę że nie jeden wędkarz chciałby się z wami zabrać na taką wyprawę. Super foty. Pozdrawiam i życzę dalszych wypraw i sukcesów. Z miła chęcią chociaż poczytam i popatrzę ;) (2009-05-18 18:51)
szon21szon21
0
Tylko mogę pomarzyć o takiej przygodzie!!!! Nic tylko pozazdrościć, i podziwiać te rybki!!! Pozdrawiam. (2009-05-18 20:38)
jacuniojacunio
0
Fajne wrażenia - tylko pozazdrościć. Niestety taka wyprawa jest ponad moje możliwości finansowe ale może kiedyś. Jakby nie patrzeć jestem optymistą i nie przekreślam niczego od razu. Pozdrowienia. (2009-05-18 21:14)
JaśJaś
0
Piękne zdjęcia,krajobrazy jak i samo opowiadanie jest super.Mogę tylko pozazdrościć,ode mnie piąteczka i pozdrawiam......................... (2009-05-18 22:42)
michalzosiamichalzosia
0
piękne zdjęcia i świetny połów życzę jeszcze lepszych sukces (2009-05-19 21:37)
użytkownik7474użytkownik7474
0
Warto się przymusić i przeczytać ten dłłuuuuuuuuuuuuuuuuugi wpis. Bardzo ciakawa Historia:) (2009-05-20 10:25)
g.longg.long
0
Nie pojadę i nie zobaczę, ale pisz, pisz pisz, chociaż na portalu szeroki świat zobaczymy (2009-05-20 23:22)
endi endi
0
Bardzo-piątka tak trzymaj. (2009-05-21 08:49)
CZECHUCZECHU
0
Gratuluję wspaniałego i udanego wypadu.Takie ryby to po prostu marzenie dla wielu wędkarzy.Piękne zdjęcia,krajobrazy jak i samo opowiadanie jest super.Jeszcze raz gratulacje i udanego sezonu życzę. Pozdrawiam (2009-05-30 18:08)
DekasDekas
0
Tylko pogratulować udanych łowów ... a zdjęcia że tak powiem doskonałe jak grafika z internetu ...;> dobry fotograf czy łód szczęścia ?? Daje 5, Pozdrawiam (2009-07-01 10:45)
użytkownik26041użytkownik26041
0
super opisałes ta wyprawe wedkarską miło było po czytać , wspaniała przygoda można tylko po zazdrościć takiego klimatu wędkarskiego ***** (2011-02-02 13:31)

skomentuj ten artykuł