'Wiosenne podchody ze Złotą Rybką, czyli szybki test taniej zanęty'

/ 11 zdjęć


Wielogodzinne wyprawy na ryby wymagają zadbania o odpowiednie wyposażenie. Uzupełnieniem sporej ilości sprzętu jest masa opakowań zanęt, dodatków, glin oraz ziem. Często do tego wszystkiego dochodzi ''ciężar'' pytań, na które próbujemy sobie odpowiedzieć. Stajemy nad brzegiem zastanawiając się jaki użyć zestaw, jaką użyć mieszankę zanętową i jaką obrać ogólną taktykę na danym akwenie.
Setki, jak nie tysiące pytań potrafią nieźle namieszać w głowię. Jednak my tym razem stając na brzegiem zbiornika mieliśmy inne pytanie – czy w ogóle wytrwamy?!
Tak, dobrze czytacie... Po kilku godzinnej ciężkiej zmianie w pracy zmęczeni meldujemy się nad brzegiem pobliskiego kanału. Niby nic nadzwyczajnego! Jednak ww. ciężka zmiana to długie 8 godzin pracy w porze nocnej. Pomimo zmęczenia witamy piękny wschód słońca rozkładając sprzęt.

Ilu wędkarzy, tyle sposobów na skuteczne łowienie. Mnie od lat fascynuje łowienie drgająca szczytówką, więc bez zastanawiania się wybrałem tą metodę. Klasyk – uniwersalny koszyczek o gramaturze 10 gram zamontowany bezpośrednio na żyłce głównej za pomocą łącznika do szybkiej wymiany spławików. Poniżej gumowy stoper, krętlik i przypon – na start metr. Wiem, określenie klasyk dla wielu wędkarzy oznacza co innego. Dla mnie łowienie klasycznym feederem to łowienie na koszyczek zanętowy bez znaczenia na jakim zestawie owy koszyk zamontujemy.
Od jakiegoś czasu moim towarzyszem nad wodą jest Sebastian. Również tym razem nie mogło go zabraknąć. Seba postanowił spróbować swoich sił łowiąc 7 metrowym batem. Pomimo dwóch odmiennych technik łowienia naszą wspólną wyprawę połączył jeden istotny fakt a mianowicie oboje stosujemy ten sam towar. Dzięki takiemu ''zabiegowi'' szybciej możemy zweryfikować skuteczność mieszanki oraz techniki. Szybkie ustawienie wędzisk, gruntowanie i bierzemy się za zanęcanie.

Znam ludzi, którzy sceptycznie podchodzą do tanich zanęt i twierdzą, że tanie spożywki nie zdają egzaminu. Postanowiłem dzisiejszą wyprawę poświęcić jednej firmię produkującej tani towar. Przyznam szczerze, że był to nasz pierwszy raz – jak kol wiek by to nie zabrzmiało. Na naszą wyprawę wybraliśmy paczkę zanęt dedykowaną na płoć oraz grillowane konopie wraz z ziemią bełchatowską. Od dłuższego czasu byliśmy ciekawi, czy za parę złotych uda nam się fajnie połowić. Naszym celem była wyprawa, bez ciśnienia na rekordy. Po prostu chcieliśmy miło spędzić czas i przy okazji zweryfikować czy faktycznie tanie nęcenie nie podoła wymaganiom ryb. Wędkarska ciekawość zaprowadziła nas na pobliski kanał meandrujący łąkami z Chełmna do Grudziądza. Idealne miejsce na przetestowanie towaru z bardzo niskiej półki cenowej.

Poza samym wynikiem nad wodą ciekawy byłem również samego składu zanęty. Wiadomo niska cena wiec producent nie mógł skomponować mieszanki z ''larytasów''. Po otwarciu opakowania moim oczom ukazała się bardzo miałka zanęta koloru siwego. Pośród drobnej frakcji można było dostrzec drobne kawałki ziaren w postaci kukurydzy oraz prawdopodobnie konopi. Czytając skład towaru który przedstawił producent na opakowaniu szybko wywnioskowałem, że nie obejdzie się bez stopniowego dowilżania. Dlaczego? Cytuje słowa producenta, który piszę : ''Zanęta skomponowana została z wysokiej jakości składników, do których należą m.in. mieszanki pieczywa piekarniczego i cukierniczego …..''. Z mojego doświadczenia wiem, że zanęty produkowane na bazie pieczywa różnie piją wodę, w zależności od tego jakie to pieczywo i jaki stanowi procent ogólny mieszanki. Zawsze wole dolewać stopniowo wodę niż przemoczyć nieznany mi towar. Wodę łatwo się leje ale niestety mamy tylko możliwość dolewania a co przelejemy – już z zanęty nie wyciągniemy! Ponieważ w naszym łowisku jest sporo płoci jako dodatek zastosowaliśmy prażone konopie z tej samej firmy, która stanowiła około 10-15 procent składu tego co wrzuciliśmy do wody. Zanętę mieszamy pół na pół z ziemią bełchatowską. Po zwieszaniu wszystkiego mała garść parzonej pinki i można wędkować. Na hak sprawdzona przynęta czyli niezawodny biały robak.

Zauważyłem, że wielu wędkarzy nie zdaję sobie sprawy, jak istotne jest właściwe podanie przynęty podczas łowienia płoci. Sebastian łowił z toni więc jego przypon to tradycyjny odcinek cieńszej żyłki o długości około 35 centymetrów zakończony hakiem o numeracji 16. Mój feederowy zestaw postanowiłem posłać z długim metrowym przyponem zakończony niewielkim haczykiem o numeracji 18. Przy każdej wyprawię zabieram ze sobą piórnik z przyponami który mieści kilkadziesiąt różnych przyponów. Zawsze staram się dobierać długość, grubość żyłki oraz hak do intensywności żerowania ryb. W dni, kiedy ryby mówią stanowcze ''nie'' kombinuje z długościami przyponu. Przyznam się, że zanim miałem pierwsze branie Seba wyciągał już pierwsze ryby. Ewidentnie ryby tego dnia miały więcej wigoru do pobierania przynęty ''postawionej'' w toni.
Cóż, mi pozostało walczyć z przyponami, które pozwolą mi również połowić.

Słyszałem od miejscowych wędkarzy, że na kanale aktualnie panuje inwazja krąpi. Dodatek konopi za którymi te ryby nie przepadają miał nam dać szanse na złowienie płotek. Niestety, konopie w niczym nie przeszkadzały i krąpie meldowały się na naszych zestawach. Sebastian na swojego bata wyciągał praktycznie rybę na rybą... krąp za krąpiem. Moje wyniki były zdecydowanie słabsze niż mojego towarzysza lecz nie oznacza to, że nie złowiłem nic! Osobiście nie raz spotkałem sytuację na tym zbiorniku, że bat był skuteczniejszy niż feeder. Dlaczego? To proste! Batem mamy możliwość łowienia w toni a drgającą szczytówką atakujemy strefę denną. Tego dnia ryby chętniej współpracowały w toni.

Mój delikatny picer dawał mega frajdę przy holu niewielkich krąpi. Uwielbiam łowić finezyjnie i tego dnia również postanowiłem na finezję. O mądrościach znad łowisk nie będę wiele się rozpisywał ale niektórzy dobierają sprzęt tak by ''w razie czego'' móc wyholować większą sztukę.
Ja dobrałem sprzęt pod ryby małe i średnie. I wiecie co? Ile ja bym dał tego dnia by mieć ten zapas mocy!!! Na moim delikatnym zestawie zameldowała się w pewnym momencie lepsza szuka! Przegrałem i ryby zerwała przypon. Niestety i tak bywa, jednak owy przyłów, choć przegrany świetnie podkreśla odpowiedz na pytanie o skuteczność taniego towaru. Jeśli ktoś zapyta mnie czy uważam, że tanio nęcąc uda się fajnie połowić – zdecydowanie odpowiem tak!

Czy nasz tani towar się sprawdził?
Wszystko zależy od od metody połowu, techniki zanęcania oraz obrania odpowiedniej ścieżki która zaprowadzi nas do dobrego wyniku. Sebastian powędrował ścieżką inną niż ja, operując nad łowiskiem pełnym zestawem. Moja fascynacja drgającą szczytówką zaprowadziła mnie nad wodę z delikatnym picerkiem, który tego dnia przegrał z zestawem kolegi. Oboje stosowaliśmy ten sam towar który dał nam kilka ryb i przede wszystkim pozwolił na mega frajdę i odprężenie po długiej nocnej zmianie w pracy. Koszt paczki zanęty oraz grillowanych konopi to kilka złotych. Ziemia bełchatowska to kwestie kilku złotówek pozostawionych w sklepowej kasie. Podliczając ogólny nasz wydatek na dwie osoby – nikt nie zbankrutuje! Każdy z pewnością połowi! Przyznam się, że z wyżej opisanej wyprawy zostało jeszcze trochę towaru, który postanowiłem wykorzystać tego samego dnia. Wieczorem wybrałem się ''na szybko'' do wiślanego portu. Po szybki odespaniu nocnej zmiany meldują się z niewielką torbą i wędką w ręku ponownie nad wodą. Kilka strzałów z procy białym robakiem i koszyk z ''resztkami'' zanęty do wody. Łowiłem w porcie bardzo blisko więc mogłem sobie pozwolić na donęcanie z procy robactwem. Wynik to kilkadziesiąt płotek w niespełna dwie godziny. Ach, jak miło zakończył się ten dzień. Piękny zachód słońca pożegnał dzień i test ''złotej rybki''. Po dniu wypełnionym wędkarskim przygodami przyszedł czas na kolejną nockę i kolejne długie 8 godzin w pracy.............
Patryk Gadomski

 


4.6
Oceń
(7 głosów)

 

Ocena sprzętu (ocen: 0)




'Wiosenne podchody ze Złotą Rybką, czyli szybki test taniej zanęty' - opinie i komentarze

skomentuj ten artykuł