Zaloguj się do konta

Wiosna z Stinger Picker

Po zimowej przerwie od wędkowania każdą wiosnę zaczynam od lekkiego gruntu. Na rzekach szukam łowiska gdzie jest płytka stojąca woda, dzięki czemu szybko się nagrzewa. W tym okresie świetnymi  łowiskami są miejsca gdzie podczas sierpniowej niżówki można było chodzić suchą stopą. Wybieram więc zalane łąki, płytkie zakola czy okresowe łachy.

Niestety ta wiosna zaczęła się inaczej niż te, które były w ostatnich kilku latach. Praktycznie do końca marca utrzymywały się niskie temperatury co nie zachęcało ryb do aktywnego żerowania. W dodatku pojawiające się opady deszczu i śniegu sprawiły, że stany wód praktycznie w całej Polsce oscylowały w granicach wody wysokiej i stanu ostrzegawczego. Moje dotychczasowe miejscówki były spalone. Pozostało czekanie na przejście fali i ocieplenie.

W końcu w kwietniu pojawił się moment kiedy mogłem wyskoczyć na ryby licząc na udane łowy.
Wybrałem miejsce gdzie do Wisły wpada mała rzeczka. Wysoki stan wody na Wiśle sprawiał że wiślana woda cofała się do tej rzeczki tworząc dużą powierzchnię ze stojącą wodą.  To mogło być świetne miejsce, w którym ryby szukają pożywienia i schronienia przed nurtem Wisły.

Wziąłem ze sobą dwa podobne zestawy. Kije w zasadzie identyczne, niezawodne Robinson Stinger Picker. Kije o długości 3 metrów i ciężarze wyrzutowym do 30 gram użytkuje od 2017 roku i wiosną sprawdzają się idealnie. Pokazują brania uklejek, czy kiełbi, które często wiosną lubią skubać robaka. Z drugiej strony bez problemu radzą sobie z holem jazia czy leszcza.

Jeden z kijów uzbroiłem w kołowrotek Robinson Dakota a do drugiego przymocowałem najmniejszy kołowrotek z serii Robinson Method Master.  Z takimi zestawami oczekiwałem na pierwsze brania. Niestety długo nie mogłem doczekać się żadnej ryby. Czyżby jeszcze nie wyszły na żer? Zacząłem więc zestawy przerzucać bliżej wiślanego nurtu i tam pojawiły się pierwsze drgania szczytówek. W zasadzie to szczytówki nie przestawały drgać, a powodem były ukleje. Brały jak w amoku, jedna za drugą lądowały na brzegu. Niestety nie o takie ryby mi chodziło, pierwsza wyprawa nie była więc zbyt udana.

 Po kilku dniach znów wybrałem się w to samo miejsce.  Z tymi sami zestawami. W koszyczki zanętowe ECO o gramaturze 10g ubiłem zanętę Robinson Feeder Basic, z dżdżownicami na hakach zestawy posłałem do wody. Jak się okazało, to było już zupełnie inne łowienie. Na hakach często uwieszały się płocie, niektóre już na prawdę zadowalających rozmiarów. Oprócz wszędobylskich płoci na hakach pojawiały się prawie wszystkie wiślane gatunki. Od kleni, krąpi, wzdręg, jazi, cert, jelca, świnki czy leszczy na uklejach i babkach kończąc. Mimo iż w większości były to ryby niewielkich rozmiarów to 30cm płoć czy 50cm leszcz pośród drobnicy były wisienkami na torcie.

Mimo iż wiosna początkowo była trudna to koniec końców wszystko wróciło do normy i pickerowe łowienie na Wiśle udało się jak co roku.  

 

Opinie (1)

kaban

Póki co jestem zatwardziałym spinningistą i może kiedyś zacznę zmieniać metody łowienia ze względu na wiek i związane z tym pewne dolegliwści. Jak przy porzednim wpisie ktoś Cię ni lubi -:) Pozdrawiam . [2021-05-11 10:21]

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za komentarze Internautów.

Czytaj więcej

Ryby czy zapory?

Temat przegradzania rzek zaporami wywołany planami nowej zapory na Wiśle…